Być jak Hiob...

Kasia ma siedemnaście lat. Chciała studiować ekonomię, zwiedzić świat, mieć męża i dzieci. Zachorowała. Od kilkunastu miesięcy jest przykuta do szpitalnego łóżka... Tomasz uległ wypadkowi tuż po trzydziestce. Był wziętym prawnikiem i doświadczonym grotołazem. Dziś nie może chodzić... Maria choruje od kilku lat. Ma dwie śliczne wnuczki, które ciągle pytają, kiedy wyzdrowieje....
Czyta się kilka minut
Kasia ma siedemnaście lat. Chciała studiować ekonomię, zwiedzić świat, mieć męża i dzieci. Zachorowała. Od kilkunastu miesięcy jest przykuta do szpitalnego łóżka... Tomasz uległ wypadkowi tuż po trzydziestce. Był wziętym prawnikiem i doświadczonym grotołazem. Dziś nie może chodzić... Maria choruje od kilku lat. Ma dwie śliczne wnuczki, które ciągle pytają, kiedy wyzdrowieje. Uśmiecha się i milczy, bo nie wie, kiedy... Iluż jest takich ludzi i ileż pytań, na które nie ma racjonalnej odpowiedzi. Bo czyż można wyjaśnić tajemnicę cierpienia? Po ludzku nie... Po ludzku można go tylko doświadczyć i zostać przezeń zmiażdżonym lub uświęconym...

W Księdze Hioba czytamy: "Odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego i obsypał Hioba trądem złośliwym, od palca stopy, aż do wierzchu głowy. Hiob wziął więc skorupę, by się nią drapać, siedząc na gnoju. Rzekła mu żona: - Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj! Hiob odpowiedział: - Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?" (Hi 2, 7-10). Czy stać nas na taką odpowiedź w godzinie próby?

Trzeba wierzyć

Szpital Powiatowy w Strzelnie. Sto trzydzieści trzy łóżka i niemal zawsze tyluż samo chorych. Niektórzy spacerują po korytarzu, inni rozmawiają z bliskimi, pozostali leżą... Zabiegane pielęgniarki krążą między salami. Podłączają kroplówki, podają leki, prowadzą na zabieg... Ot, zwykła szpitalna rzeczywistość. Ksiądz Otton Szymków zna ją dobrze. Od ośmiu lat pełni tu posługę kapelana. Wie, że opieka duchowa jest pacjentom równie potrzeba, jak fachowa pomoc lekarzy. - Człowiek chory jest jak dziecko - mówi. - Boi się, lęka, denerwuje. To naturalne. Kapłan jest niekiedy jedyną osobą, z którą może o tym porozmawiać i przed którą potrafi się otworzyć. To czasami bardzo trudne, ale przynosi ulgę i poczucie, że nie jest się w tych trudnych chwilach osamotnionym.

Ksiądz Szymków spędza z chorymi każde sobotnie popołudnie. Przemierza kolejne oddziały, zagląda do sal, zagaduje, pyta o różne sprawy. Gdy proszą, słucha spowiedzi, a potem odprawia Mszę św. w szpitalnej kaplicy. Przyznaje, że rzadko spotyka się z negacją swojej osoby, czasami jednak słyszy: "Nie będę z księdzem rozmawiał, bo to i tak nic nie pomoże". Wtedy nie nalega, nie zmusza... - Cóż mogę zrobić w takiej sytuacji? Pozostaje mi modlić się i czekać - wzdycha. - Czasami trudno rozmawiać z Bogiem... Zwłaszcza, jeśli przez wiele lat żyło się tak, jakby nie istniał. Choroba potrafi jednak wiele w człowieku zmienić. Zaczyna on rewidować swoje poglądy, wyraźniej widzi popełnione błędy i co ważniejsze, chce je naprawić. W takich chwilach ból i cierpienie zyskują nowy wymiar. Stają się źródłem duchowej odnowy.

Sens cierpienia

Jak wiele trzeba mieć jednak wiary, by powiedzieć Bogu: "Bądź wola Twoja". Jak wiele trzeba mieć ufności, by tę wolę przyjąć i zaakceptować. Jak wiele trzeba mieć siły, by być jak Hiob... Posługujący wśród chorych kapłani wiedzą, że ludziom dotkniętym chorobą, zwłaszcza nieuleczalną, trudno się z wyrokiem Opatrzności pogodzić. Pytają: "Dlaczego ja?", "Za co mnie to spotkało?", "Gdzie jest Bóg?", "Jak mógł na to pozwolić?" Niestety, nie ma na to racjonalnej odpowiedzi. Patrząc po ludzku, cierpienie jest doświadczeniem niepotrzebnym i należy je eliminować. Z perspektywy wiary jednak ma ono głęboki sens, którego często sobie nie uświadamiamy. Jak napisał w jednym z listów do chorych Ojciec Święty Jan Paweł II: "Cierpienie jest tajemnicą, często niezgłębioną dla rozumu, która znajduje wyjaśnienie tylko w Jezusie Chrystusie (...) Gdy On oznajmia uczniom, że Syn Boży będzie musiał wiele wycierpieć, zostanie ukrzyżowany i zmartwychwstanie, uprzedza ich zarazem, że jeśli ktoś chce iść za Nim, musi zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż na każdy dzień i naśladować Go (por. Łk 9, 22). Istnieje zatem głęboka więź między krzyżem Chrystusa - symbolem najwyższego cierpienia i ceną naszej prawdziwej wolności, a naszymi boleściami, cierpieniami, udrękami, zgryzotami i utrapieniami, które mogą ciążyć nad naszą duszą, albo nękać nasze ciało (...) Cierpienie, choroba, mroczne momenty ludzkiego życia widziane z tej perspektywy zyskują głęboki wymiar i wręcz stają się źródłem nadziei. Człowiek nigdy nie staje sam wobec tajemnicy cierpienia: staje z Chrystusem, który nadaje sens całemu życiu - chwilom radości i pokoju, ale także chwilom cierpienia i utrapienia".

Nie wszystko marność

Ojciec Święty, sam dotknięty fizyczną niemocą, ciągle na nowo odsłania nam rozległy, zróżnicowany i wielowymiarowy obszar człowieczego bólu i udręki. Uczy, że sens cierpienia jest na wskroś nadprzyrodzony i na wskroś ludzki. Nadprzyrodzony, bo zakorzenia się w Boskiej tajemnicy odkupienia, ludzki zaś, bo człowiek odnajduje w nim swoje człowieczeństwo, swoją godność i swoje posłannictwo. Niestety, odkrycie i zrozumienie tej prawdy jest dla większości z nas procesem trudnym i czasochłonnym. Ksiądz Sławomir Jessa, kapelan Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. A. Piotrowskiego w Gnieźnie nie ukrywa, iż wielu chorych godzi się ze swym losem i Panem Bogiem dopiero na łożu śmierci. - Pamiętam pewnego człowieka po zawale - wspomina. - Był bardzo zbuntowany. Nie chciał ze mną rozmawiać, a nawet na mnie spojrzeć. Powiedziałem do niego: "Zbyszek, Stwórca nad nami. Zastanów się, co robisz!" Poskutkowało. Być może dlatego, że zwróciłem się do niego po imieniu. Pozwolił mi usiąść i zaczął mówić. Odszedł spokojny i pojednany z Bogiem.

Ksiądz Sławomir Jessa przyznaje, iż w posłudze kapelana szpitalnego niezbędna jest cnota cierpliwości. Chorzy nie potrzebują "pustych frazesów" czy "mądrych nauk", ale tego, by być po prostu wysłuchanym. On sam ma pod opieką blisko tysiąc osób dotkniętych różnego typu chorobami umysłowymi, depresjami, uzależnieniami, a także ciężkimi schorzeniami somatycznymi. Niektórzy przebywają na oddziałach latami. Kapłan jest dla nich kimś w rodzaju przyjaciela, powiernika i terapeuty w jednej osobie. - Człowiek w obliczu choroby, zwłaszcza umysłowej, staje się bezradny i zagubiony - tłumaczy. - Nie rozumie, co się z nim dzieje i wielu rzeczy nie potrafi sobie wytłumaczyć. Boi się i często bezwiednie szuka pomocy. Czasami wystarczy trochę z nim pobyć, wysłuchać, potrzymać za rękę, położyć dłoń na głowie i to pomaga. Nie trzeba wiele mówić i nie trzeba się bać chorych.

Modlitwa - źródło pociechy

Zrozumienie i współuczestniczenie w cierpieniu drugiego człowieka jest, zdaniem ks. kan. Jana Szrejtera - kapelana Domu Pomocy Społecznej w Gnieźnie, jednym z najistotniejszych elementów duszpasterskiej posługi wśród chorych. Cóż bowiem można ofiarować ludziom przygniecionym brzemieniem choroby i starości, jeśli nie odrobinę swego czasu, uwagi i modlitwy. - Oni tego naprawdę potrzebują - dodaje. - Zwłaszcza ci, którzy nie mają już bliskich lub o których bliscy po prostu zapomnieli. Starość to też choroba, tym dotkliwsza, im bardziej przeżywana w samotności.

Ksiądz kan. Jan Szrejter spotyka się z pensjonariuszami gnieźnieńskiego Domu Pomocy Społecznej w każdą sobotę. Spowiada, rozmawia, dodaje otuchy... Potem odprawia Mszę św. w niewielkiej kaplicy. Przyznaje, że często słyszy pytanie: "Dlaczego jestem sam?", "Dlaczego dzieci mnie opuściły?", "Dlaczego muszę tak cierpieć?". Cóż może powiedzieć... - Na takie pytania nie ma przecież "dobrych" odpowiedzi - mówi. - Pociechy trzeba szukać w modlitwie i całkowitym zawierzeniu Panu Bogu. Przyjmując cierpienie i tym samym podporządkowując się woli Najwyższego, współuczestniczymy w cierpieniu Jezusa Chrystusa. Współuczestniczymy w Jego męce i krzyżowej śmierci, której doświadczył po to, by nas zbawić.

Ufajmy...

Nikt nie jest wolny od cierpienia. Stanowi ono integralną część ludzkiej egzystencji i towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Bunt, negacja, wyparcie, sprzeciw nie mają sensu. Przed cierpieniem bowiem nie ma ucieczki. Można go jedynie doświadczyć i zostać przezeń zmiażdżonym, bądź uświęconym. Od nas zależy, czy w chwili próby będziemy Bogu złorzeczyć, czy też powiemy jak Hiob: "Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?"

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 46/2004