Logo Przewdonik Katolicki

Pedagodzy wiary...

Bernadeta Kruszyk
Fot.

Papież Paweł VI w adhortacji ,,Evangelii Nuntiandi" napisał: ,,Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami". Szkolna rzeczywistość zdaje się najlepiej potwierdzać prawdziwość tych słów. Młodzi ludzie chcą przykładów, a nie pustych frazesów - zwłaszcza w kwestiach wiary. Dobry katecheta ma...

Papież Paweł VI w adhortacji ,,Evangelii Nuntiandi" napisał: ,,Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami". Szkolna rzeczywistość zdaje się najlepiej potwierdzać prawdziwość tych słów. Młodzi ludzie chcą przykładów, a nie pustych frazesów - zwłaszcza w kwestiach wiary. Dobry katecheta ma tego świadomość. Wie, że jeśli nie przypieczętuje nauk świadectwem życia, nigdy nie zobaczy owoców swej pracy.
Przed lekcją religii mało kto przegląda notatki. Oceny nie mają wpływu na średnią, więc po co się męczyć. I czy w ogóle warto na tę lekcję przychodzić? W końcu, czego można się dowiedzieć o Bogu w ciągu czterdziestu pięciu minut i to w dodatku od katechety? Lepiej powtórzyć historię na wypadek kartkówki. A może jednak posłuchać? Życie jest takie skomplikowane i tak trudno zrozumieć, o co w nim tak naprawdę chodzi... Te i inne rozterki ma z pewnością wielu uczniów - zwłaszcza w szkołach gimnazjalnych i średnich. Lekcje religii nie są obowiązkowe, a mimo to większość w nich uczestniczy. Czy robią to tylko ze względu na swoich rodziców i rówieśników, czy też szukają czegoś więcej? Niestety, nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi...
Katecheta - świadek wiary
Nie da się ukryć, że lekcje religii są dla wielu młodych ludzi dłuższą przerwą przed kolejnymi, bardziej stresującymi zajęciami. Taka postawa może zniechęcić najbardziej nawet zdeterminowanego katechetę. Stając przed biernym, a niekiedy wręcz niechętnym audytorium, ma ciężki orzech do zgryzienia. Musi przykuć ich uwagę, zmusić do refleksji, przekonać, iż wiara jest w życiu człowieka równie ważna, jak chleb powszedni. To trudne, ale nie niemożliwe do wykonania zadanie. - Młodzież nie zadowala się słowami - tłumaczy Marzenna Kubiak, katechetka w Zespole Szkół Ekonomiczno-Odzieżowych w Gnieźnie. - Potrzebuje przykładów, świadectw i wiarygodnych autorytetów. Katecheta musi być świadkiem wiary. Musi potwierdzać głoszone przez siebie prawdy własnym życiem, własną postawą i własnymi czynami. Dokumenty Kościoła streszczają to w trzech słowach: "być, wiedzieć, i działać". Pierwsze to oczywiście świadczenie o Chrystusie własnym życiem. Drugie - to ciągłe dokształcanie. Nauczyciel religii musi ustawicznie pogłębiać swą wiedzę z zakresu nauk biblijno-teologicznych, humanistycznych oraz traktujących o wychowaniu i komunikacji międzyludzkiej. Musi również znać aktualne problemy dzieci i młodzieży oraz szukać nowych sposobów katechizowania, by wzmocnić ich motywację do nauki. Trzecie słowo - ,,działać" oznacza natomiast zaangażowanie na płaszczyźnie wychowania i animacji. Nie bez znaczenia jest tu język, jakim się posługuje, atmosfera, jaką tworzy oraz podejście, jakie ma do uczniów i innych nauczycieli. ,,Dyrektorium katechetyczne Kościoła katolickiego w Polsce" poucza, iż pragnąc kształtować postawy zgodne z duchem Ewangelii, katecheta winien być wzorem człowieka dialogu, współpracy, bezinteresowności i poświęcenia. Niestety, nie zawsze jego starania są przez uczniów doceniane i co ważniejsze, naśladowane. Przypadki skrajnej negacji należą jednak do rzadkości. - Zdarzają się uczniowie zbuntowani i niechętni - mówi Marzenna Kubiak. - Niektórzy powtarzają: ,,Bóg mnie nie interesuje", ,,Nie mam z Nim o czym rozmawiać", a mimo to przychodzą na lekcję religii. To dowodzi, że gdzieś w głębi serca bardzo Go potrzebują. Do moich zadań należy pomaganie im w odczytaniu i zrozumieniu tej potrzeby, a nie ocenianie ich wiary.
Z salki do klasy
Religia wróciła do szkół w 1990 roku. Wielu katechetów przekraczało progi placówek oświatowych z wahaniem i poważnymi obawami. I rzeczywiście początki były trudne. Brakowało konkretnych programów nauczania, zaplecza dydaktycznego, profesjonalnego systemu metodycznego i wreszcie jasnych uregulowań prawnych. Wystarczy przypomnieć, iż w owym czasie księża uczący religii nie byli formalnie zatrudniani, a katechezy - mimo iż wprowadzone na mocy prawa - traktowano w wielu szkołach jak dzieło przypadku. Mimo tych i innych trudności proces integrowania się katechetów ze środowiskiem szkolnym przebiegał owocnie. W salach lekcyjnych obok państwowego godła zawisły krzyże, a na szkolnych gazetkach hasła i obrazki o treści religijnej. Także nauczyciele religii poczęli się czuć w budynkach szkolnych jak u siebie. Coraz częściej bywali zapraszani na akademie, uroczystości, a nierzadko także klasowe dyskoteki. Z biegiem czasu stali się współorganizatorami i współtwórcami wielu inicjatyw - zarówno tych organizowanych na terenie placówek, w których uczyli, jak również poza nimi. Dziś widok księdza czy siostry zakonnej na szkolnym korytarzu już nikogo nie dziwi. Karta Nauczyciela daje katechetom takie same prawa i stawia przed nimi takie same obowiązki, jak przed innymi pedagogami. Nie brakuje także fachowych podręczników i innych pomocy naukowych. Pewne różnice jednak pozostały. Po pierwsze, katecheta musi mieć aprobatę księdza proboszcza, który występuje do biskupa o tzw. misję kanoniczną, czyli skierowanie do nauki religii. Po drugie, noty z religii - jako jedyne - nie mają wpływu na średnią ocen uzyskanych przez ucznia w danym semestrze. To się jednak najprawdopodobniej prędko nie zmieni.
Czym skorupka za młodu...
O ile w szkołach gimnazjalnych i średnich nauczanie religii może nastręczać pewnych trudności, o tyle w przedszkolach jest proste i przynosi katechetom wiele radości. Maluchy bowiem, jak nikt inny, potrafią szczerze i spontanicznie wyrażać swą wiarę i miłość do Pana Jezusa. Każdą katechezę zaczynają krótką modlitwą - zwykle do Anioła Stróża. Potem są wspólne śpiewy, rozmowy i kolorowanie obrazków przedstawiających Boga Ojca z długą brodą, Ducha Świętego w postaci gołębicy, Anioła Stróża z ogromnymi skrzydłami i Matki Bożej przy żłóbku małego Jezusa. Magdalena Pawlak, katechetka w gnieźnieńskim Przedszkolu nr 8 tłumaczy, iż do dzieci w tym wieku należy ,,mówić" obrazami. To do nich przemawia oraz ułatwia im przyswajanie nowych wiadomości. Oczywiście równie ważne są pochwały i ,,nagrody". Zamiast ocen pani Magdalena stawia stempelki ,,uśmiechniętej buzi". Negatywnego odpowiednika nie używa, gdyż dziecko mogłoby tego nie zrozumieć, a co gorsza się zniechęcić. Edukacja religijna przedszkolaków ma ogromny wpływ na rozwój ich osobowości oraz późniejszy stosunek do wiary. Właśnie w tym wieku powinny poznać pewną hierarchię wartości i podstawowe zagadnienia z zakresu katechezy. Nie bez znaczenia jest tu udział rodziców. To przecież w domu mały człowiek po raz pierwszy składa ręce do modlitwy i uczy się słów pacierza. Dobrze, jeśli czyni to razem z rodzicami, a nie na ich polecenie. Niestety, w wielu rodzinach wspólne modlitwy nie są praktykowane, a rozmowy o Bogu należą do rzadkości. Na efekty takich zaniedbań nie trzeba niestety długo czekać. Pojawią się szybko i to nie tylko w postaci jedynki z religii.
Ks. Mieczysław Polak z Wydziału Katechizacji i Szkół Katolickich Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie - Dobry katecheta to przede wszystkim dobry człowiek. Żadne metody katechetyczne i najciekawsze lekcje nie zastąpią jego ludzkich cech oraz dojrzałej osobowości ludzkiej i chrześcijańskiej. Najkrócej mówiąc, katecheta to człowiek, który zanurza się w Boga po to, aby wynurzyć się obok drugiego człowieka. To ten, który po prostu kocha Boga, kocha Kościół i kocha drugiego człowieka, zwłaszcza tego, który sprawia mu najwięcej kłopotów na lekcjach religii. To oczywiście trudne, niemniej doświadczenie wielu uczy, iż jednak możliwe.
Tekst i zdjęcie:

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki