Inspiratorem Pierwszego Kongresu stał się w 2000 roku wiek XXI. Rezonans...
Inspiratorem Pierwszego Kongresu stał się w 2000 roku wiek XXI. Rezonans I Kongresu z kolei był inspiracją dla obecnego. Kongresu znakomicie przygotowanego od strony organizacyjnej. Także i artystycznej, z kilkoma wyśmienitymi imprezami towarzyszącymi, jak choćby prezentującymi "I Koncert Skrzypcowy" Henryka Wieniawskiego czy "September Symphony" Wojciecha Killara; wszystko to w wyjątkowej interpretacji muzyków Filharmonii Lubelskiej. Były też spektakle: Leszka Mądzika "Odchodzi" i misterium "Poemat o miejscu" Teatru NN.
Ważnym wydarzeniem w tym europejskim spotkaniu było nadanie tytułów honoris causa dwom artystom: Mikołajowi Góreckiemu i Krzysztofowi Zanussiemu, niewątpliwie wpisanym w dzieło Europy. Do wszystkich uczestników Kongresu Jan Paweł II wystosował list.
Szukanie recept na zdrowie Europy
Kongres to jednak przede wszystkim wykłady i dyskusje panelowe. Kilkudziesięciu mówców, zabierających głos podczas trzydniowego spotkania, próbowało określić, czym jest dzisiejsza Europa i jakie jest w niej miejsce chrześcijan. Jaką też rolę w "znihilizowanej" Europie odgrywać będzie Polska z katolickim Kościołem? Czy da się wchłonąć "bezwartościom"? Czy też da radę zaszczepić Europie chrześcijańskie wartości? Co też powinno być dla naszego kraju wyzwaniem? Dominujące w dyskusjach było jednak stwierdzenie, że "zjawisko Europa", złożone z kilkudziesięciu narodów, potrzebuje leczenia.
W Kongresie udział wzięli, między innymi: Jerzy Buzek, Leon Kieres, Andrzej Zoll, Roman Kluska, o. Jerzy Kłoczowski, ks. Tomas Halik, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Hanna Suchocka, Marek Safjan, Andrzej Szczeklik, ks. Adam Boniecki, Krystyna Mokrosińska, Marcin Przeciszewski, Tomasz Lis, Jacek Jadacki, Konstanty Gebert, ks. Jakub Weksler-Waszkinel.
W trakcie spotkania, choć wypisywano sporo recept, nikt nie znalazł środka na kurację Europy. Wiele było jednak celnych opisów duchowego "sprostytuowania się" tego "zakątka od Atlantyku aż po Ural". Najtrafniej zdiagnozował je metropolita archidiecezji Matki Bożej w Moskwie, arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, podczas swego wykładu "Homo sovieticus w liberalizmie". Znakomicie też uczyniła to francuska uczona Chantal Delsol w swym wystąpieniu "Godność osoby ludzkiej, a poprawność polityczna". Te dwa wykłady, rzec można, były klamrą spinającą wszystkie wydarzenia Kongresu. Oba pokazały również, że mimo upadku komunizmu "homosowiet" funkcjonuje w całej Europie, choć jeden jest skutkiem zastraszenia, drugi - uzależnienia od politycznej poprawności.
Homo sovieticus wiecznie żywy
Przewodniczący Konfederacji Biskupów Katolickich Federacji Rosyjskiej arcybiskup Kondrusiewicz przypomniał, że termin "homo sovieticus" do powszechnego obiegu wprowadził w 1982 roku rosyjski pisarz Aleksander Zinowiew w swej książce pod identycznym tytułem. W ten sposób pisarz określał człowieka "całkowicie podporządkowanego władzy partii, zniewolonego intelektualnie, pozbawionego osobowości i godności ludzkiej". Termin ten tak dalece wbudował się w rosyjską świadomość, że powstało pojęcie "sowczłek", czyli sowiecki człowiek. Arcybiskup podał jeden ze znanych sobie przykładów takiego indywiduum, profesora Politechniki w Lenigradzie, który w 1964 roku niezwykle chwalił Chruszczowa, a kiedy ten w kilka dni później został zdjęty ze stanowiska, "profesor oblewał go błotem". Arcybiskup podkreślił, że taki typ człowieka wykształciła ideologia, która "[...]proponuje człowiekowi cały zestaw standardowych masek, z których trzeba wybrać jedną, a w razie potrzeby można ją zmienić. Jeśli trzeba pozbawić się takiego człowieka, to wystarczy zerwać z niego maskę, oskarżając o niezgodność z oficjalnym statusem". A "Najstraszniejszą rzeczą dla homo sovieticus jest wypaść z kolektywu. Oznacza to utratę oparcia w życiu, które określa cały jego sens". Owszem, ten sam "sovieticus" potrafił obalić opresyjny system. Ale, jak ostrzegał ksiądz, system kształcący "sovieticusa" jest się w stanie w każdym momencie odrodzić.
Abp Kondrusiewicz zwrócił też uwagę, że od rewolucji w Związku Sowieckim powstało kilka pokoleń innego jeszcze "homo sovieticus", z dodatkiem "atheisticus", człowieka pozbawionego moralnego fundamentu. I dlatego ksiądz abp największych "skutków komunistycznej dewastacji" wśród mieszkańców byłego ZSRS i krajów satelickich upatruje nie tyle w sferze materialnej, ile duchowej.
Jego zdaniem, od czasu pierestrojki, w poszukiwaniu nowej tożsamości, powstał też na przestrzeni lat nowy typ sowieckiego człowieka: "Homo sovieticus christianus", który posiada własną specyfikę. W znacznym stopniu "nieakceptujący realnej rzeczywistości", który z powodu niezrozumienia teraźniejszości pogrąża się w "[...] utopijnych marzeniach powrotu do średniowiecza, lub wychodząc z osobistego optymizmu, poświęca się dla budowania czegoś majestatycznego, ogromnego, czyli na nowo wzmaga się idea gigantomanii i imperializmu". Ów "christianus" jest również bierny w życiu duchowym i społecznym. Za ludem, mówił ksiądz arcybiskup, "nie pozostaje w tyle i władza, na pokaz uczestnicząca w nabożeństwach, często nie widząc, jak się przeżegnać, wieszająca w swych gabinetach obrazy świętych [...]". A przed kamerami telewizyjnymi "[...] na Wielkanoc pozdrawiali poddanych z okazji... Bożego Narodzenia. Nie można nie wspomnieć tu o [...] sowieckim liberalizującym się chrześcijaństwie inteligenckim [...] Taki liberalny inteligent, pozbawiony marksizmu, rozpoczyna poszukiwania nowych ideałów w kierunku "świętości bez Chrystusa", często pogańskiej. Nie przyjmuje tradycyjnych chrześcijańskich wartości i narzuca społeczeństwu tezę o nieuniknionym przeciwstawianiu się światów wiary i niewiary. Umierając z pragnienia, idzie pod wodospadem i nie słyszy jego szumu".
Arcybiskup podkreślił, że misja Kościoła w takim społeczeństwie jest bardzo utrudniona, jednak nie bez szans. Ale trzeba nie tylko wypierać z człowieka "sovczłowieka", ale "[...] przede wszystkim trzeba zająć się jego wychowaniem i duszpasterstwem [...]" i oprzeć je na Ewangelii. - Rosja i kraje postkomunistyczne, podobnie jak i cała Europa, potrzebują wymiaru religijnego i powinny poddać się działaniu Boga, aby być "nowymi" - mówił ksiądz arcybiskup. - Bo stare nie wróci, a nowe musi się narodzić.
Homo sovieticus na Zachodzie
"Postsowiet", choć w innym wymiarze, zagnieździł się przed laty i funkcjonuje na dobre w Europie - dalekiej od Uralu - Zachodniej. Również przyporządkowany władzy. Zniewalający większość zachodnioeuropejskiego społeczeństwa przez swoiste "politbiuro" urzędników państwowych, zmierzających do relatywizowania wszystkich chrześcijańskich wartości. O tym człowieku zniewolonym "polityczną poprawnością" mówiła w swym wykładzie "Godność osoby ludzkiej a polityczna poprawność" Chantal Delsol - francuska uczona, autorka kilkunastu książek dotyczących społeczeństwa, i, jak wielokrotnie podkreślała, praktykująca katoliczka. W swym wystąpieniu zauważyła, że owa poprawność polityczna to nowa ideologizacja społeczeństwa. "Skazani jesteśmy na ideologię istniejącą między wierszami, ideologię nienazwaną, a jednak silną, bo zupełnie nie-dookreśloną". Delsol podkreślała, że taką ideologizacją karmią nas między innymi projekty europejskie i zalecenia Rady Europy. A wszystko to dzieje się w imię walki o prawa człowieka. Według ogólnie dziś uznanych opinii na temat praw człowieka, człowiek jest bytem plastycznym jak wosk, mówiła Chantal Delsol. Jak podkreśliła, kimś, kto może sam zdecydować kim jest i kim będzie, może się zachowywać, jak chce, ale pod warunkiem, by nie przeszkadzał innym. Sam natomiast może się całkowicie unicestwić. Według tej teorii, "Człowiek jest bytem, który nie ma żadnych obowiązków. Jedyną dziedziną, w której wymaga dzielenia się odpowiedzialności i zwrócenia uwagi na bliźniego, jest ekonomia", mówiła Chantal Delsol. - Dobra materialne i konsumpcyjne to warunki podstawowe. Dlatego też cała sieć praw europejskich czuwa nad jakością naszej żywności, podczas gdy telewizja zalewa nasze umysły śmieciami, których zapachu już nawet nie czujemy. Dlatego też uważa się, że przestępczość jest wynikiem różnic w uposażeniach, nigdy zaś rezultatem złego wychowania. Niuansuje się i pomniejsza zgubne skutki działania haszyszu, wyolbrzymiając jednocześnie szkodliwość wyrobów tytoniowych. W tym samym czasie odzywają się głosy w sprawie zniesienia zróżnicowania na narkotyki legalne i nielegalne. W końcu wszystko zostaje postawione na jednym poziomie i nie ma już powodów, by uważać narkomanów za dewiantów, nie można też oceniać ich zachowań. Wszyscy się narkotyzują, a więc nikt już nie jest narkomanem.
Jak zaznaczyła Delsol, dewiacja staje się więc względna i banalna. A cnota dzieli ten sam los. Relatywistyczna ideologia nie głosi bowiem wcale, że zło jest dobrem, mówiła dalej profesor Delsol. - To byłoby zbyt proste, wręcz karykaturalne. W sposób o wiele bardziej subtelny redukuje ono zło i ukazuje je jako dobro. Wynikiem tego jest całkowite zamieszanie w systemie wartości. Każdy osąd zdaje się być bezpodstawny i błędny.
Na koniec Chantal Delsol zadała pytanie, czy społeczeństwo określające się jako pluralistyczne "może tolerować dominującą niepodzielność jednego sposobu myślenia?"
Dialog bardzo wewnętrzny?
Zarówno wykładom na temat człowieka, którego ukształtowała mentalność totalitarna, jak i pozostałym wystąpieniom towarzyszyły dyskusje panelowe. Naczelnym przesłaniem Kongresu było bowiem nie tylko szukanie "chrześcijańskich inspiracji w budowaniu zjednoczonej Europy", również dialog, który służy budowaniu i jednoczeniu. Jednak podczas Kongresu nie było widać przedstawicieli środowisk bardziej radykalnych niż "Tygodnik Powszechny", choćby ludzi związanych z "radiomaryjnym" kierunkiem w Kościele. Być może otrzymali zaproszenie, być może je odrzucili. Jednakże kierunek ten w polskim, i nie tylko, Kościele nie jest marginalny. Podczas Kongresu wiele mówiono o niebezpieczeństwie wynikającym z braku dialogu, z odrzucenia społeczności czy grupy - co oczywiste, bo zło powstaje z odrzucenia. Dziś więc sięga się po dialog z protestantami, prawosławnymi, żydami. Nadal jednak brak spokojnej, rzeczowej rozmowy ze środowiskami pojmującymi rolę katolicyzmu w społeczeństwie inaczej niż środowiska związane, na przykład, z filozofią myślenia katolików skupionych wokół "Tygodnika Powszechnego".
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











