Marsjański łącznik

Na polarnej wyspie Devon (1500 km od bieguna północnego) dobiegł końca eksperyment przybliżający naukowcom warunki życia na Czerwonej Planecie. Błażej Błażejowski, doktorant Międzynarodowego Studium Doktoranckiego Nauk Biologicznych PAN w Warszawie był pierwszym Polakiem, który uczestniczył w badaniach naukowych prowadzonych w specjalnie tam zbudowanej stacji badawczej. Organizatorem...
Czyta się kilka minut
Na polarnej wyspie Devon (1500 km od bieguna północnego) dobiegł końca eksperyment przybliżający naukowcom warunki życia na Czerwonej Planecie. Błażej Błażejowski, doktorant Międzynarodowego Studium Doktoranckiego Nauk Biologicznych PAN w Warszawie był pierwszym Polakiem, który uczestniczył w badaniach naukowych prowadzonych w specjalnie tam zbudowanej stacji badawczej. Organizatorem programu FMARS (Flashline Mars Arctic Research Station) było towarzystwo Mars Society - od lat propagujące ideę eksploracji Marsa.

Znajdująca się w Arktyce kanadyjska wyspa Devon jest największą niezamieszkałą wyspą na Ziemi. Jej klimat i warunki geologiczne bardzo przypominają te, które panują na Marsie. Większość powierzchni wyspy zajmuje jałowa pustynia. Nie ma tu ani drzew, ani krzewów. Budową geologiczną przypomina obszar rozciągający się wokół kraterów uderzeniowych na Marsie. 23 miliony lat temu spadł tu meteoryt. Po gigantycznym uderzeniu pozostał do dziś Krater Haughtona o średnicy 20 km. - Flashline Mars Arctic Research Station jest wybudowana na jego skraju. Budynek stacji ma wysokość 12 m i 8 metrów średnicy. Przebywałem w niej przez ponad 3 tygodnie wraz z sześcioma innymi naukowcami z Kanady, USA, Australii i Węgier. Siedem osób w sześciu maleńkich pokoikach bez okien. Było nam bardzo ciasno - opowiada Błażej Błażejowski.

Wyspa jak planeta

Zadaniem naukowców było testowanie w polowych warunkach sprzętu konstruowanego z myślą o wyprawach międzyplanetarnych. - Przez trzy tygodnie żyliśmy jak prawdziwi kosmonauci. Tak jak oni jedliśmy tylko produkty liofilizowane, czyli pozbawione wody. Sami przygotowywaliśmy sobie posiłki. Na przykład garść liofilizowanego mięsa zalewaliśmy gorącą wodą i po 15 minutach otrzymywaliśmy porcję dla kilku osób. Codziennie rano spotykaliśmy się przed wyjściem w teren i omawialiśmy plan działania. Po powrocie zdawaliśmy ze wszystkiego relację, przedstawialiśmy nasze wnioski i spostrzeżenia. Stację opuszczaliśmy tylko w specjalnych kombinezonach, gdy zdarzyła się jakaś awaria, nie wolno było nam ich zdjąć - trzeba było wracać do bazy. Nie były to prawdziwe skafandry, ale symulowane. Musieliśmy jednak ściśle przestrzegać reguł, np. pamiętać, że mamy na plecach zapas powietrza tylko na trzy godziny - mówi Błażej Błażejewski. Na zewnątrz stacji panowały minusowe temperatury. Na Marsie średnia temperatura powierzchni wynosi minus 60 stopni Celsjusza. Naukowcy mieli trochę cieplej, bo tylko minus 15 stopni, ale zimą temperatura na wyspie jest podobna do marsjańskiej, bo może spaść nawet do minus 50 stopni Celsjusza. - Przed wyjściem na zewnątrz zaliczaliśmy ok. piętnastominutowy pobyt w specjalnej śluzie powietrznej. Na Marsie będzie ona służyła wyrównaniu różnicy ciśnień. Nasze plecaki ważyły ok. 20 kilogramów. W oryginale plecaki kosmonautów ważą ok. 60 kg, ale z powodu mniejszego przyciągania na Marsie waga ta redukuje się właśnie do ok. 20 kilogramów. Komunikacja pomiędzy stacją i światem zewnętrznym odbywała się z opóźnieniem czasowym, tak jak to będzie miało miejsce pomiędzy Marsem i Ziemią - opowiada Błażej Błażejewski.

Wielka przygoda i ciężka praca

Każdy z naukowców miał swój własny program działania. Polak prowadził badania geologiczne osadów jeziornych, które powstały tuż po uderzeniu meteorytu. Szukał w skałach kopalnianych śladów zamierzchłego życia. Program poszukiwania śladów życia na Devonie miał pomóc w zbadaniu trudności, na jakie mogą się natknąć przyszli badacze - kolonizatorzy Czerwonej Planety. - Poruszaliśmy się kładami, czyli przypominającymi skutery czterokołowymi pojazdami z silnikiem. W trakcie programu poddawano nas różnym badaniom. Mierzono m.in. czas naszej reakcji w zależności od sytuacji. Wieczorami byliśmy poddawani dziesiątkom testów psychologicznych analizowanych przez naukowców z Denver. Była to wielka przygoda i jednocześnie ciężka praca - opowiada Błażej Błażejowski.

Program poszukiwania śladów życia na Devonie był elementem międzynarodowych przygotowań do pierwszej załogowej misji na Marsa. W założeniu miał on pomóc w zbadaniu trudności, na jakie mogą się natknąć przyszli kolonizatorzy Czerwonej Planety. Doświadczenia zdobyte podczas pobytu na wyspie Devon pozwolą dobrze przygotować sprzęt i załogi, które w przyszłości będą badać inne ciała niebieskie. Najpierw człowiek skolonizuje Marsa lub Księżyc - twierdzą naukowcy. Inne ciała niebieskie Układu Słonecznego są dla nas, przynajmniej na razie, zbyt nieprzyjazne. Choć termin budowy pierwszej kolonii nie jest dokładnie określony, przygotowania do jej rozpoczęcia trwają.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2004