Polacy są równocześnie bardzo pobożni i mało religijni

Rozmowa z Księdzem Arcybiskupem Henrykiem Muszyńskim,

Metropolitą Gnieźnieńskim



Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup duchową kondycję Polaków?



- Jest niezmiernie trudno ocenić duchową kondycję Polaków, ponieważ Polacy - w tym także katolicy - są bardzo zróżnicowani. Każda zatem próba oceny podejmowana w tej materii będzie nosiła znamię uogólnienia, a ponadto, jak każdy osąd,...
Czyta się kilka minut
Rozmowa z Księdzem Arcybiskupem Henrykiem Muszyńskim,

Metropolitą Gnieźnieńskim

Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup duchową kondycję Polaków?

- Jest niezmiernie trudno ocenić duchową kondycję Polaków, ponieważ Polacy - w tym także katolicy - są bardzo zróżnicowani. Każda zatem próba oceny podejmowana w tej materii będzie nosiła znamię uogólnienia, a ponadto, jak każdy osąd, będzie zabarwiona subiektywnie. Najbliższe obiektywnej prawdy będzie chyba dostrzeżenie paradoksów naszego życia. Polacy są równocześnie bardzo pobożni i mało religijni, są przywiązani do tradycji i Kościoła, a jednocześnie nierzadko dystansują się od jego nauczania, są patriotami przywiązanymi do swoich ojczystych tradycji i indywidualistami, którzy nie czują się odpowiedzialni za życie publiczne. Paradoksy te można by oczywiście mnożyć, bowiem rzeczywistość polska jest bardzo złożona i niejednolita. Gołym okiem można dostrzec ślady laicyzacji, zobojętnienia religijnego, prywatyzacji religii, a obok tego widzialne znaki odrodzenia religijnego i moralnego zwłaszcza w małych wspólnotach. Dzięki takiemu odnowieniu życia duchowego jednostek, rodzin, wspólnot parafialnych dokonuje się odrodzenie społeczeństwa. Pragnąc realnie ocenić kondycję duchową Polaków, trzeba umieć dostrzec jedną i drugą stronę przysłowiowego medalu.

Według badań CBOS-u, ponad czterdzieści procent katolików w Polsce twierdzi "jestem wierzący, ale wierzę na swój własny sposób". Ten "własny sposób", to, jak się wydaje, przede wszystkim wybiórcze przyjmowanie i subiektywne interpretowanie nauki Kościoła...

- Dane CBOS-u są jedynie potwierdzeniem tego, co wcześniej powiedziałem. Brak świadectwa wiary w codziennym życiu, pewien rytualizm i obrzędowość, daleko posunięty indywidualizm i wybiórcze traktowanie depozytu wiary, to niestety największe słabości i braki naszego życia religijnego. Sytuacja jest tym trudniejsza, że nie zawsze ludzie są świadomi tej bolesnej dychotomii. Jest to nierzadko rodzaj duchowej schizofrenii. Zresztą nie jest to chyba wyłącznie specyfika naszych czasów. Przecież już Norwid zauważył, że: "Polak to olbrzym, ale człowiek w Polaku - to karzeł". Dziś trzeba położyć ogromny nacisk na to, co znaczy być chrześcijaninem i do czego zobowiązuje łaska chrztu świętego. Ona weryfikuje się w pierwszym rzędzie w postawie życiowej. Życie sakramentalne jest źródłem, a świadectwo życia weryfikacją miary naszego chrześcijaństwa. Obrzędy i celebracje stanowią zewnętrzny, wspólnotowy, kultyczny wymiar tej postawy, a nie jej substytut. Parafrazując słowa Psalmu 40 przytoczone w Liście do Hebrajczyków, można stwierdzić, że Bóg nie chce ofiar i darów, które nie mają pokrycia, a więc nie są prawdziwie wyrazem przyjętej i realizowanej w codziennym życiu "woli Bożej". Liturgia, czynności kultyczne są szczytowym wyrazem, jakby ukoronowaniem takiej postawy, nie zaś jej substytutem. Chrystus stawia sprawę również niezwykle jasno i wyraźnie: idź najpierw pojednaj się z bratem twoim, a potem przyjdź i złóż twój dar, nigdy odwrotnie.

Czy nie niepokoi Księdza Arcybiskupa ten nowy model religijności - religijności, która charakteryzuje się wspomnianym wcześniej przywiązaniem do obrzędów i osłabieniem więzi ze wspólnotą Kościoła?

- Owszem, bardzo mnie niepokoi przerost postaw kultycznych przy równoczesnym niedowartościowaniu postaw etycznych. Jest to "religijność na skróty", albo nawet namiastka religijności, służąca uspokojeniu, a może i uśpieniu własnego sumienia. Powszechny i chyba coraz bardziej rozprzestrzeniający się indywidualizm i subiektywizm znajduje swoje wyraźne odbicie także w religijności. Na to nakłada się w dużym stopniu postawa wygodnictwa, konformizmu - po co się angażować, kiedy można się wygodnie urządzić, dbając przede wszystkim o siebie i swoje sprawy. Taka postawa jest zaprzeczeniem pełnego i prawdziwego chrześcijaństwa. Jest brakiem zrozumienia jego wspólnotowego i eklezjalnego wymiaru. Nie wolno wszakże zapominać, iż zbawiamy się we wspólnocie i przez wspólnotę Kościoła, który jest żywym Ciałem Chrystusa, a zatem rzeczywistością żywą i organiczną, w której istnieje ścisłe przyporządkowanie wszystkich członków. To z kolei wiąże się z konkretnym zobowiązaniem do "budowy" i troski o trwałość i rozwój tego organizmu.

W swojej książce "Europa Ducha" pisze Ksiądz Arcybiskup, iż przystąpienie Polski do Unii Europejskiej może umożliwić chrześcijanom w Polsce skuteczniejsze niż dotąd przeciwdziałanie szerzeniu się prądów i postaw laickich, zwłaszcza kultury konsumpcyjnej. Czy nie jest to zbyt optymistyczne stwierdzenie? Jesteśmy przecież - jak twierdzą socjolodzy - na etapie fascynacji dobrami materialnymi.

- Możliwość nie oznacza oceny stanu faktycznego. Wskazuje jedynie na szanse i alternatywy, które się pojawiają. W mojej ocenie możliwość ta wiąże się przede wszystkim z wolnością religijną i to nie tylko w wymiarze indywidualnym, ale i wspólnotowym. Wolność tą gwarantuje nam zarówno Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej, jak i przyszła Konstytucja Unii Europejskiej. Nowym możliwościom towarzyszą jednak i nowe wyzwania, z którymi związane jest nasze przystąpienie do Unii Europejskiej. To, na ile te szanse wykorzystamy, jest wielkim pytaniem. Nie należy jednak zapominać, że zależy to w głównej mierze od nas samych, od żywotności i głębi naszej wiary, od naszej świadomości eklezjalnej i od stopnia oraz rodzaju naszej więzi egzystencjalnej z Chrystusem żyjącym w swoim Kościele. Przyznam, że w tym względzie nie jestem wolny od pewnych wątpliwości, mam bowiem świadomość, jak bardzo nie dorastamy wewnętrznie do nowych wyzwań. Nie da się również zaprzeczyć, że kapitalizm spowodował, iż daliśmy się zauroczyć dobrom materialnym. Sytuację tę można przyrównać do głodnego, który niespodziewanie znalazł się w morzu obfitości, obfitości nie zawsze dla niego dostępnych. Warto jednak zauważyć, że w sytuacji, kiedy zostają zaspokojone podstawowe potrzeby materialne, odzywa się nierzadko duchowy głód, pragnienie czegoś więcej, co przekracza wymiar doczesnego bytowania. Głodny, potrzebujący człowiek ulega często iluzji, że posiadanie dóbr materialnych zapewni mu szczęście. Dopiero gdy je zdobędzie, może się przekonać, jak bardzo złudne były te nadzieje. Swoje refleksje opieram na doświadczeniach społeczeństw wysoko rozwiniętych; na przykład Stanów Zjednoczonych czy Japonii, gdzie spotykamy wielu ludzi głęboko religijnych, którzy umieją już odróżnić bóstwo od Boga żywego i prawdziwego.

Kościół w Polsce, mimo wysokiego zaufania społecznego, jakim się cieszy, uważany jest przez wielu wiernych za instytucję pełną hipokryzji, którą interesuje przede wszystkim posiadanie władzy doczesnej i gromadzenie dóbr. W jednym z ogólnopolskich tygodników pojawiło się nawet stwierdzenie, iż Polska to kraj antyklerykalnych katolików. Czym należy tłumaczyć te opinie?

- Dostrzegam podwójny powód takiego stanu rzeczy. Dla wielu Kościół jest jedną z wielu instytucji analogicznych do wszystkich pozostałych instytucji ziemskich. Oceniają ją dokładnie w tych samych, wyłącznie doczesnych kategoriach, gdyż nie posiadają klucza do pełnej Bożo-ludzkiej rzeczywistości Kościoła, który daje wiara. Stąd taki właśnie rachunek, który wystawiają Kościołowi. Nie wykluczam także, że dla niejednego taka ocena może oznaczać świadomą lub nieświadomą apologię własnego życia. Nie można jednak nie dostrzec, że powodem takiego stanu rzeczy może być także fakt, iż nasza duchowość eklezjalna, duchowość ludzi Kościoła, kształtuje właśnie taki, a nie inny obraz Kościoła. Jest to oczywiście karykatura, a nie prawdziwy Kościół. Najprawdopodobniej jednak taki właśnie zafałszowany jego wizerunek nosimy w sobie i ukazujemy światu. Jedynie zrozumienie najgłębszej istoty Kościoła jako instytucji Bożo-ludzkiej może dać pełny i obiektywny obraz Kościoła jako "świętego Kościoła grzeszników". Jest święty i Boży obecnością żyjącego w nim Boga, a słaby i ułomny słabością swoich wiernych. W takim rozumieniu antyklerykalizm katolików wcale nie musi być wyrazem bezbożności, a być może nawet nie antykościelności. Wszystko zależy od tego, czym dla mnie jest Kościół i jak rozumiem jego najgłębszą istotę.

Dziękuję za rozmowę

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2004