w Unii Europejskiej, rozmawiają ks. Waldemar Hanas i Artur Boiński
Czy po dwóch latach od naszego wejścia do UE jest Ksiądz Arcybiskup gotów wykrzyknąć: Yes, yes, yes!?
Należy widzieć całą rzeczywistość, bez przesadnego entuzjazmu i nie na hura. Trzeba spoglądać...
Z abp. Henrykiem Muszyńskim, metropolitą gnieźnieńskim, o dwuletniej obecności Polski
w Unii Europejskiej, rozmawiają ks. Waldemar Hanas i Artur Boiński
Czy po dwóch latach od naszego wejścia do UE jest Ksiądz Arcybiskup gotów wykrzyknąć: „Yes, yes, yes!”?
– Należy widzieć całą rzeczywistość, bez przesadnego entuzjazmu i nie „na hura”. Trzeba spoglądać w kontekście naszych zaszłości, wiedząc, jaka była alternatywa. Możliwa była izolacja poza Unią lub próba wykorzystania szans, jakie daje członkostwo w niej. Osobiście nie mam wątpliwości, że dzięki wyborowi tej drugiej drogi otworzyły się przed nami olbrzymie możliwości. Najczęściej patrzy się na to w kategoriach gospodarczych – po dwóch latach ludzie już odczuwają pozytywne skutki, jak i pewne ograniczenia, wynikające z planowania wielu spraw w perspektywie ogólnoeuropejskiej.
A w wymiarze duchowym?
– Tu poznajemy powoli naszą odmienność. Na przykład w kwestii Konstytucji Europejskiej bardzo odczuliśmy wpływ liberalnej Francji. Widzę jednak także pewne krzepnięcie świadomości, zwłaszcza nowego pokolenia. Ono czuje się pokoleniem podmiotowym i widzi swoje miejsce w Unii z zachowaniem naszej inności, naszej tożsamości.
Nie miał zatem racji internauta, który kilka lat temu apelował do Księdza Arcybiskupa: „Ekscelencjo, proszę nie ciągnij katolików do tej szatańskiej Unii Europejskiej!”?
– Lęk wynikał z tego, że stykaliśmy się z czymś nowym, ale to był lęk w dużej mierze irracjonalny. Oczywiście, Europa dziś nie jest chrześcijańska, ale pluralistyczna, w dużym stopniu zlaicyzowana. Obserwuję jednak, że Polacy pozostają sobą w tej zlaicyzowanej Europie. Na przykład szwedzcy biskupi mówią mi, że miejscowi ludzie dziwią się, patrząc na masowy udział Polaków we Mszy św., podczas gdy największy kościół został wydzierżawiony przez protestantów. Pewien ksiądz z Irlandii opowiadał mi, że jego parafia, skupiająca m.in. tzw. starą polską emigrację, powoli zamierała; obecnie odżyła, a ton parafii nadają Polacy, którzy ostatnio tam przyjechali. Coś podobnego dzieje się również w Niemczech, gdzie zamyka się kościoły, chyba że w danym miejscu znajdują się duże skupiska Polaków. Widać, że Polacy nie tracą swojej inności w Unii. Być może nawet powoli uświadamiają sobie, że to jest ich zadanie, taka forma świadectwa. Patrzę dziś na tę naszą obecność w Unii o wiele spokojniej niż dwa lata temu. Wtedy opierałem się bardziej na własnej intuicji, dziś widzę, że moje przewidywania zostają w dużym stopniu pozytywnie zweryfikowane.
Ksiądz Arcybiskup rozmawia z wieloma Europejczykami. Jak oni odbierają nas po tych dwóch latach? Przed naszą akcesją z jednej strony istniały obawy przed „polskim ciemnogrodem”, z drugiej zaś nadzieje na wniesienie przez nas przywiązania do wartości. Jakie opinie dziś przeważają?
– Zachód wciąż jeszcze patrzy na polską pobożność z dystansEM. Poznaje ją jednak w sposób bardziej realny i prawdziwy. Nie zawsze ludzie z tamtych krajów potrafią wyrobić sobie, obiektywne zdanie na nasz temat, powoli jednak konfrontują pokutujące wcześniej stereotypy z prawdziwym obrazem.Myślę, że zauważają, iż krytykowany przez nich często nasz masowy katolicyzm nie zawsze musi mieć negatywny wymiar, że jest w nim mnóstwo żywej pobożności, że istnieje pozytywne oddziaływanie motywów religijnych na nasze postawy. Musimy jednak i my mieć świadomość, że mamy wiele do zrobienia. Bo z reguły jesteśmy dobrzy w celebrowaniu, ale słabi w świadczeniu. Socjologowie nazywają to przewartościowaniem postaw kultycznych, a niedowartościowaniem etycznych. To ważne, by mieć odwagę świadczenia o swojej odmienności na co dzień.
Coraz liczniejsze wyjazdy Polaków do Londynu, Dublina i innych miast pomogą w wyrobieniu takiej postawy?
– Skutek jest podwójny. Polacy poznają, że Zachód nie jest aż taki „szatański”, wyłącznie negatywny. Mieszkańcy Zachodu natomiast zauważają, co często słyszę, że Polacy są dobrymi fachowcami, że są uczciwi, że umieją sobie poradzić w trudnej sytuacji. Rozbijane są w ten sposób stereotypy, jak ten, że Polacy to wyłącznie złodzieje samochodów.
Czy uważa Ksiądz Arcybiskup, że religijna postawa wyjeżdżających Polaków w jakiś sposób pociągnie duchowo Zachód?
– Na pewno nasza forma religijności nie zaimponuje Zachodowi. Na pewno nie przyjmą tej formy chrześcijańskiego świadectwa, jako własnej formy kultu. To są inni ludzie, inna mentalność. Natomiast sam fakt, że są ludzie, którzy łączą motywy religijne z postawą etyczną, jest dla nich jakimś nowym wyzwaniem. Przyjmie to z pewnością jakąś inną formę, ale intuicja mówi mi, że okres zachłyśnięcia się indyferentyzmem, dobrobytem powoli mija, gdyż sam dobrobyt nie wypełnia duchowych potrzeb tych ludzi. W każdym człowieku są głębsze tęsknoty za dobrem, za prawdą. W tym sensie prawdziwe ewangeliczne chrześcijaństwo zawsze będzie pociągające dla tych ludzi.
A dlaczego dziś chrześcijaństwo nie jest atrakcyjne jeśli chodzi o instytucjonalne budowanie jedności Europy? Przyjęcie chrztu tysiąc lat temu stawiało nas w szeregu równoprawnych partnerów europejskich. Także pół wieku temu dla ojców Europy wartości chrześcijańskie były istotne...
– To trzy różne rzeczywistości. Tysiąc lat temu istniała cywilizacja chrześcijańska. Nawracający się przyjmował nie tylko religię chrześcijańską, ale też wszystkie formy cywilizacyjne, które były równocześnie formami europejskimi. Za czasów ojców Europy chrześcijaństwo to była jedyna alternatywa, bo trzeba było budować od zera. Faszyzm się wypalił, istniało niebezpieczeństwo, że komunizm zawładnie Europą. Ojcowie Europy to byli ludzie ideowi, którzy chcieli w sposób świadomy budować Europę jeśli nie chrześcijańską, to opartą na wartościach chrześcijańskich i na moralności chrześcijańskiej. Dzisiaj Europa jest – jak sama się definiuje – jednością w wielości. To jest oczywiste i doświadczalne: wielość języków, kultur, zwyczajów, religii. Natomiast to, co ma być duchowym tworzywem jedności, jeszcze się wyraźnie nie skrystalizowało. To już nie będzie Europa bez reszty chrześcijańska. Powinna to być jednak Europa oparta na wartościach chrześcijańskich – niezależnie, czy czerpanych z motywów religijnych, czy z głęboko humanitarnych. Mam nadzieję, że nowa dyskusja o Konstytucji Europejskiej pomoże nam dopracować się tych duchowych podstaw jedności. Bo choćby w projektowanej wcześniej preambule mieliśmy zbyt wiele ogólników zawieszonych w próżni.
Czy przy takim zróżnicowaniu Europy uda się uciec od owych ogólników, jednocześnie osiągając zgodę?
– Jeżeli Europa ma pozostać Europą taką, jaką była, czyli wspólnotą wartości, historii, dziejów, a nie tylko wspólnotą gospodarczą – to musi się dopracować pewnego minimum, wskazać wartości, które służą człowiekowi, a jednocześnie są wartościami religijnymi, jak choćby wartość ludzkiego życia.
Holandia głosująca za zapisem bezwzględnej ochrony ludzkiego życia? To chyba utopia...
– Batalia będzie zapewne wielka i spodziewam się sporego zróżnicowania nawet w ramach poszczególnych państw. Pamiętajmy jednak, że są pewne niezmienne i niezbywalne prawa – jak chociażby poszanowanie godności ludzkiej czy uznanie, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – które powinny być respektowane w systemie demokratycznym. Te aksjologiczne zasady muszą zostać zaakceptowane czy to w Holandii, czy gdzie indziej.
Jan Paweł II często, także w Gnieźnie, mówił o integracji europejskiej. Czy spodziewa się Ksiądz Arcybiskup, że te wątki pojawią się też podczas zbliżającej się pielgrzymki Benedykta XVI do Polski? Czy Papież może wskazać nam naszą rolę w zjednoczonej Europie?
– Benedykt XVI z pewnością liczy na Polskę, widząc jej odmienność w kontekście Europy i świata, widząc żywotność polskiego katolicyzmu. Natomiast bardzo wyraźnie widać, że ta pielgrzymka ma być przede wszystkim oddaniem hołdu poprzednikowi. Chyba jednak największe znaczenie będzie miała wizyta Benedykta XVI w Oświęcimiu, dokładniej w byłym obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau; przyjeżdża jako Papież i jako Niemiec. Tutaj każdy gest będzie miał wymiar symboliczny. Oczekuję, że powie niesłychanie ważną rzecz, iż Oświęcim, Holocaust nie jest dziełem Polaków; że chodzi o obozy stworzone przez niemieckich nazistów na okupowanych ziemiach polskich. To miałoby ogromne znaczenie dla Polski, dla Niemiec, dla całego świata. Nie wiem, czy tego nie będzie można nawet nazwać prawdziwym końcem Wielkiej Wojny. Takie przesłanie pozwoli stanąć w prawdzie wobec tragicznej rzeczywistości historii, a jednocześnie otworzy drogę ku przyszłości.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













