Logo Przewdonik Katolicki

Konkurencyjni bracia odłączeni

Bartosz Bynowski
Fot.

Jesienią ubiegłego roku "El Pais" donosił, że Kościół katolicki traci wiernych w Ameryce Łacińskiej na rzecz wspólnot protestanckich. Czy rzeczywiście południowoamerykański Kościół katolicki żyje w kruchcie, a w kontaktach z wiernymi dominuje bierność i bezosobowość? Gdyby pokusić się o nakreślenie kilku szczególnych cech katolika w Ameryce Południowej, trzeba by wskazać...

Jesienią ubiegłego roku "El Pais" donosił, że Kościół katolicki traci wiernych w Ameryce Łacińskiej na rzecz wspólnot protestanckich. Czy rzeczywiście południowoamerykański Kościół katolicki żyje w kruchcie, a w kontaktach z wiernymi dominuje bierność i bezosobowość?


Gdyby pokusić się o nakreślenie kilku szczególnych cech katolika w Ameryce Południowej, trzeba by wskazać najpierw na... Wielki Piątek. Dla katolika-Latynosa jest to główny punkt obchodów Świąt Wielkiej Nocy. Wtedy wszystko zamiera, a sam dzień zamienia się w ogromny festiwal i bardzo specyficzne rekolekcje. Oczywiście jest też droga krzyżowa, post i forma wielkiego nabożeństwa.
Innym wyznacznikiem południowoamerykańskiego katolicyzmu jest szczególne nabożeństwo do Maryi. Jest to osoba bardzo silnie przemawiająca do religijnej wrażliwości mieszkańców Ameryki Łacińskiej.
Innym hucznie obchodzonym dniem jest drugi listopada - czas odwiedzania cmentarzy i związanej z tym modlitwy przy grobach bliskich zmarłych. Jeszcze innym tego typu wyróżnikiem jest święto patrona danej diecezji, czyli odpust. Jest on traktowany jak dzień urodzin kogoś bardzo bliskiego. Kogoś, kogo bardzo się kocha. Święto jest poprzedzone długim okresem przygotowań, po którym następuje jego celebracja. Ponieważ bardzo ważny jest efekt, dlatego każde takie święto ma swojego "ojca chrzestnego", który potrafi poświęcić wiele czasu i środków, aby należycie uczcić ten szczególny dzień.

Łacińska Irlandia?


Aby naświetlić sytuację Kościoła katolickiego w Ameryce Łacińskiej, można posłużyć się przykładem Brazylii. W tym tradycyjnie już katolickim kraju Kościół także traci wiernych. Jednak gdybyśmy próbowali porównywać Brazylię do Irlandii, Malty lub Polski, natknęlibyśmy się na nieprzezwyciężalną trudność wczucia się w inność sytuacji, mentalności, a przede wszystkim musielibyśmy dostrzec, u mieszkających tam ludzi, inne spojrzenie na wiarę.
Spadek procentowy katolików w Brazylii z 83,3 proc. w 1991 r. do 73,9 proc. w roku 2000 to prawie 10 punktów w przeciągu dziewięciu lat. Była to bardzo szybka zmiana, zwłaszcza gdy porównamy podobnej wielkości spadek, który miał miejsce już w przeszłości, z tym że w okresie 90 lat (z 98,9 proc. w 1890 do 89,0 proc. w 1980). Wraz ze spadkiem ilości katolików wzrasta grupa ewangelików - z 9,0 proc. w 1991 roku do 15,6 proc w 2000. Natomiast przyrost tych, którzy określają się ludźmi "bez religii", wyniósł z 4,7 proc. w 1991 r. do 7,4 proc. w roku 2000, czyli z 7 do 12,5 miliona.
I tak, jak nie jest nowością przyrost rzeczywisty ewangelików czy ludzi "bez religii", zastanawiający jest wzrost liczby osób, które nie przyznają się publicznie do jakiejkolwiek opcji. Jak wykazują też badania, spory procent Brazylijczyków należy równocześnie do wielu sekt i aktów religijnych. Jedno z badań w sześciu największych skupiskach zamieszkiwanych w Brazylii wskazuje, że 25 proc. spośród badanych bierze udział w rytach religijnych więcej niż jednej religii. Badania te wykazały też spadek przyrostu naturalnego w Brazylii i procentowy wzrost funkcjonowania małżeństw nie zalegalizowanych (żyjących na "kocią łapę").
To wszystko jednak nie wskazuje, na to, że kraj stał się mniej religijny. Religijność jest kontynuowana, a wzrost liczby ludzi "bez wiary" wskazuje raczej na ucieczkę od "instytucjonalności" religii i przechodzenie bardziej na styl, który można by nazwać "religią niewidzialną".
Jak można przeczytać w "Diretriyes gerais da aqao evangeliqadora da Ygreja no Brasil" Konferencji Narodowej Biskupów Brazylii, jeśli Kościół katolicki w ostatnim czasie stracił pewien procent "katolików z imienia, to z drugiej strony zyskał na autentycznej przynależności wiernych w życiu kościelnym, w ewangelizacji i w kompromisie społecznym". Widać to w rozwijającym się bardzo energicznie ruchu biblijnym, a przede wszystkim wspólnotowym ruchu charyzmatycznym.

Moda na Ducha Świętego


Najpopularniejsze wśród Latynosów stały się zielonoświątkowe wspólnoty charyzmatyczne. Rolę formacyjną spełniają tam także ruchy i stowarzyszenia bardziej tradycyjne.
W Ameryce Łacińskiej żyje 1,1 miliona luteranów. W większości są potomkami imigrantów europejskich. W niektórych krajach zachowują w dalszym ciągu status cudzoziemskich grup etnicznych. Największym ich skupiskiem jest Brazylia (0,9 miliona).
Wyznania protestanckie łamią obecnie hegemonię katolicką w Ameryce Łacińskiej. Przyciągają one nowych wiernych bliską naturze Latynosów spontanicznością zachowań, prostym, niepogłębionym teologicznie językiem oraz przede wszystkim oferowaniem bezpośredniego kontaktu z Bogiem poprzez różnego rodzaju egzorcyzmy czy nabożeństwa uzdrawiania chorych. Ich działalność w praktyce czasem niewiele się różni od działań miejscowych szamanów.

Widzieć, oceniać i działać


Jeden z katolickich duchownych kierujących odnową charyzmatyczną w Brazylii, zastanawiając się nad rozwojem ruchu zielonoświątkowego i nad tym, że co roku około 600 tysięcy Brazylijczyków porzuca Kościół katolicki i przechodzi do zielonoświątkowców lub innych wspólnot, doszedł do wniosku, iż Kościół traci wówczas, gdy nie dostrzega podstawowej potrzeby osoby - ludzkiego ciepła, uzdrowienia i głębokiego doświadczenia religijnego. Konkluduje, że powinniśmy się wiele nauczyć od naszych braci protestantów.
Powodem tak silnej ekspansji protestantów w Ameryce Łacińskiej jest także fakt przygarniania przez protestantów nieregularnie praktykujących katolików. Jest to problem sposobu głoszenia Ewangelii. Proces odchodzenia katolików do nowych ruchów postępuje niezwykle szybko. W Ekwadorze, w ciągu ostatnich 20 lat, prawie 25 proc. ludności zasiliło różnego rodzaju grupy protestanckie. Ruchy te, zwykle pochodzące z Ameryki Północnej, kuszą również nowych wiernych obietnicami znaczącej poprawy sytuacji materialnej dzięki pomocy nadsyłanej przez bogatych współbraci. Środki finansowe przekazywane przez instytucje północnoamerykańskie na działalność nowych wspólnot pozwalają również organizować protestanckie rozgłośnie radiowe i telewizyjne oraz finansować wielki projekt wybudowania 20 tysięcy nowych zborów w dorzeczu Amazonii. Pomysłodawcy tych projektów otwarcie przyznają, że ich celem jest wyparcie katolików z tych terenów.
Konflikt z małymi wspólnotami i sektami protestanckimi nie oznacza jednak braku współpracy ekumenicznej na tych terenach. Chile jest na przykład drugim krajem świata, w którym przygotowano deklarację o wzajemnym uznaniu chrztu. Porozumienie zawarły Kościoły: katolicki, prawosławny, ewangelicki, zielonoświątkowy oraz metodystyczny. Patronował temu przedsięwzięciu kardynał Estevez, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Kościół wspólnot


Przyszłość Kościoła katolickiego, i to nie tylko w Ameryce Łacińskiej, bardzo trafnie ujął Karl Rahner - klasyk katolickiej teologii: "Kościół przyszłości będą tworzyły małe wspólnoty podstawowe chrześcijan i rodzące się w nich spontaniczne inicjatywy, które będą zdolne działać w jedności z Kościołem powszechnym i żyć w każdych warunkach, nawet poza strukturami parafialnymi. To co najlepszego możemy zrobić, to nie przeszkadzać na drodze powstawania i rozwoju takich wspólnot, a jednocześnie pobudzać je do wzrostu i prowadzić po prostych ścieżkach Kościoła".
Bogactwo tych wspólnot niesie różnorodność. Trzeba ją mądrze wykorzystać, bo innej drogi nie widać.

Autor serdecznie dziękuje za współpracę: Ks. Zbigniewowi Mincie SChr (Águia Branca - Brazylia) i ks. Piotrowi Nawrotowi SVD (La Paz - Boliwia)

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki