Logo Przewdonik Katolicki

"Kolor mnie posiadł"

Natalia Budzyńska
Fot.

W europejskich muzeach i galeriach same hity, wygląda na to, że kuratorzy prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie jak największej liczby zwiedzających. Wystawy muszą być największe i jedyne, aby bez zastanowienia turysta wyciągnął 10 funtów czy 15 euro na bilet. W Rzymie zrobię to bez wahania: galeria Vittoriano otworzyła największą po śmierci artysty retrospektywę Paula...

W europejskich muzeach i galeriach same hity, wygląda na to, że kuratorzy prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie jak największej liczby zwiedzających. Wystawy muszą być największe i jedyne, aby bez zastanowienia turysta wyciągnął 10 funtów czy 15 euro na bilet. W Rzymie zrobię to bez wahania: galeria Vittoriano otworzyła największą po śmierci artysty retrospektywę Paula Klee.


Geniusz koloru, poeta, muzyk, nauczyciel, ale także... psychopata. Wieloma określeniami nazywano Paula Klee, na przykład Francuzi mówili o nim "miniaturzysta" lub wręcz "petit maitre", bo jego obrazy były niewielkie. Tylko parę z nich przekroczyło wymiar 50 cm, większość to jakby kartki z zeszytu. Ale psychopata? Kto mógł powiedzieć tak o jednym z najspokojniejszych malarzy świata? Miał jedną żonę, nawet przez jakiś czas niańczył swoje malutkie dziecko, aby żona mogła dawać lekcje muzyki. Jeśli wyjeżdżał, to na krótko, zaledwie parę, paręnaście dni, to wszystko. Nie pisał obrazoburczych manifestów, nie brał udziału w prowokacyjnych "występach artystycznych", w ogóle nie był żadną sensacją. "Psychopatą" został nazwany w 1937 roku przez kuratora objazdowej wystawy "Degenerująca sztuka", na której wśród innych artystów znalazło się piętnaście jego obrazów. Dla Führera twórczość, którą Klee podpisał "Somnabuliczna tancerka" i tym podobne były "kulturalnie destrukcyjnymi elementami", a artyści awangardowi, dla których "niebo jest zielone, a trawa niebieska" to kryminaliści. Naziści zapewne z rozkoszą zniszczyli wiele obrazów Paula Klee, na szczęście olbrzymia ich ilość przetrwała, a w Rzymie zgromadzono ich dwieście, pochodzących głównie z berneńskiej Fundacji Paula Klee i z prywatnej Kolekcji Feliksa Klee.

Kwadraty, trójkąty i linie


W marcu 1910 roku Klee napisał w swoim "Dzienniku": "A oto jeszcze jedno, wręcz rewolucyjne, odkrycie: rzeczą ważniejszą niż natura i jej studium jest skupienie się na zawartości pudła z farbami. Muszę kiedyś nauczyć się swobodnie improwizować na tym instrumencie, jakim są stojące obok siebie naczyńka z akwarelą". Nie minęło dziesięć lat, a stał się mistrzem w operowaniu kolorem. Tymczasem musiał pomagać żonie i opiekować się czteroletnim synkiem Feliksem, sprzątać, a nawet gotować. Kiedy zrobił sobie wreszcie urlop i wyjechał do Tunisu, aby odkryć sztukę prymitywną, wstąpiło w niego nowe życie. Zapisał: "Kolor mnie posiadł. Nie muszę za nim gonić. Posiadł mnie na zawsze, wiem o tym. Oto sens szczęśliwej godziny: ja i kolor to jedno. Jestem malarzem". Od tego czasu zanurzamy się w feerię barw, przedziwnych, a jednocześnie harmonijnych połączeń kolorystycznych. Mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, że to przypadkowe formy, niekontrolowane odkrycia tak częste w sztuce dziecięcej. Ale Klee nieprzypadkowo był przez 10 lat nauczycielem Bauhausu, żeby konstrukcja miała mu być obojętna. Klee jest konstruktorem całkowicie świadomym właściwości wszystkich materiałów. Barwne trójkąty, prostokąty, kwadraty tworzą na niewielkich kartkach kompozycje niezwykłe, nie tylko czysto malarskie. "Artyście udaje się ożywić formy w sposób tak przekonujący, ponieważ patrzy na nie oczami wizjonera i porządkuje je subtelną inteligencją poety" - pisze o malarzu Joseph-Emile Muller. Z geometrycznych układów i kolorów tworzą się przyjazne światy, tak że nie można być już pewnym abstrakcyjności Kleego. To tylko sposób patrzenia na świat jak najbardziej realny, choć dzięki temu owiany tajemnicą. "Ja i kolor to jedno" - mawiał Klee i to właśnie kolor jest tym, co w jego obrazach przywołuje na myśl jakąś "tamtą stronę", gdy "światło intelektu bezsilnie gaśnie".

Fantazja z regułami


Podobno to żona namówiła go do ucieczki z Niemiec w 1933 roku. Dobrze zrobili, Führer zapewne nic by sobie nie robił z faktu, że Klee był profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie i uznanym na świecie artystą. Zamieszkał w Szwajcarii, ale ponad 200 jego prac pozostawionych w Niemczech zaginęło. Nie mogły spodobać się nazistom kolorowe, bajkowe, liryczne i pełne humoru obrazki, pewnie je po prostu zniszczyli. Historycy sztuki często wspominają o związkach jego malarstwa z muzyką. Klee pochodził z rodziny muzyków, a nawet więcej: sam był wybitnie uzdolniony muzycznie. Doskonale grał na skrzypcach i długo trwało, zanim podjął decyzję o studiowaniu malarstwa. Dla niektórych widoczne są pokrewieństwa jego sztuki z muzyką, gdyż tak łatwo łączy intuicję z kalkulacją, a reguły stają się sprzymierzeńcami fantazji.
W Galerii Vittoriano otoczą nas małe obrazki, malowane na skrawkach płótna, gazy czy juty, gwasze połączone z farbami olejnymi, temperą i akwarelkami. Akwarelki na lnie pokryte warstwą wosku, pastele połączone z farbami olejnymi, szorstkie powierzchnie bajkowego świata. "Naprzód człowieku! Wykorzystaj te wywczasy, aby - jak powietrze - zmienić punkt patrzenia i przenieść się w inny świat; ten świat, odrywając od szarej codzienności życia, która nieuchronnie powróci, daje nowe siły do jej zniesienia" (Paul Klee "Wyznanie twórcy").

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki