Amerykanin w polskim habicie

Rozmowa z ojcem Janem od Ducha Świętego OCD, Johnem Laurencem Gibsonem



Pochodzi Ojciec z rodziny wielodzietnej, która jak na zlaicyzowany XXI wiek jest dość "nietypowa".



- Rzeczywiście, jest nas trzynaścioro rodzeństwa. Jestem najstarszy, po mnie urodził się brat Jim, który jest zmartwychwstańcem, następnie siostra Joan, która działa w Opus Dei, brat Steven jest księdzem diecezjalnym,...
Czyta się kilka minut
Rozmowa z ojcem Janem od Ducha Świętego OCD, Johnem Laurencem Gibsonem

Pochodzi Ojciec z rodziny wielodzietnej, która jak na zlaicyzowany XXI wiek jest dość "nietypowa".

- Rzeczywiście, jest nas trzynaścioro rodzeństwa. Jestem najstarszy, po mnie urodził się brat Jim, który jest zmartwychwstańcem, następnie siostra Joan, która działa w Opus Dei, brat Steven jest księdzem diecezjalnym, brat Michael jest osobą świecką i przebywa w klasztorze Karmelitów Bosych w Indianie, nawiasem mówiąc, świetnie mówi po polsku, siostry Kollette i Rita są siostrami zakonnymi, brat Mark i siostra Kristina są osobami świeckimi konsekrowanymi, i brat Tom jest zakonnikiem w zakonie kartuzów.

Co miało wpływ na tak liczne powołania w rodzinie?

- Głównie dom rodzinny. Codziennie cała nasza rodzina uczestniczyła we Mszy świętej oraz wieczorem wspólnie modliliśmy się, a co tydzień wszyscy przystępowaliśmy do sakramentu pokuty. Gdy mój ojciec podejmował decyzje, co zrobić z zarobionymi pieniędzmi, postanowił, że w domu nie będzie telewizora. Lepiej pieniądze wydać na gazety i książki - mówił - niż na szklany ekran. Stąd dużo czasu spędzaliśmy wspólnie, dużo ze sobą rozmawialiśmy, uprawialiśmy sport, przede wszystkim koszykówkę, piłkę nożną i amerykański futbol. Każdego wieczoru, po sportowych emocjach, zmęczeni siadaliśmy przy ojcu, który nam dużo opowiadał o Kościele katolickim oraz o tym, co dzieje się w świecie. Wszyscy uczęszczaliśmy do katolickich szkół podstawowych. Sądzę, że czas nauki był też czasem przygotowania do powołania. Mama nasza była osobą dość mocno stąpającą po ziemi, pilnowała wszystkich naszych terminów, była organizatorem wszelkich rodzinnych wyjazdów, bowiem czas wolny bardzo aktywnie spędzaliśmy poza miejscem zamieszkania, planowała każdą naszą wolną chwilę. Nade wszystko zaś swoim przykładem ukazywała nam, jak ważna w życiu człowieka jest rodzina.

Muszę się przyznać, że byłam zaskoczona informacją, że w polskim zakonie przebywa amerykański kapłan. Jak to się stało?

- Zanim usłyszałem głos Boży, który powołał mnie do życia zakonnego, była wpierw modlitwa medytacyjna, którą praktykowałem każdego dnia. Potem przez trzynaście lat byłem członkiem Towarzystwa Jezusowego, gdzie złożyłem prywatny ślub, że każdego dnia będę przez pół godziny oddawał się modlitwie medytacyjnej, poza Mszą św. i poza modlitwami nakazanymi przez regułę. W międzyczasie zdobyłem tytuł magistra psychologii socjalnej. W 1985 roku, za pozwoleniem swojego przełożonego, pojechałem do Matki Teresy. Od niej nauczyłem się prawdziwej modlitwy. W jej wspólnocie złożyłem śluby nie tylko czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, ale także złożyłem czwarty ślub, bezinteresownej służby najuboższym z ubogich. Matka Teresa była obecna na moich święceniach. Po jej śmierci byłem przy boku Kardynała Johna O'Connor, z rąk którego przyjąłem święcenia kapłańskie. Później wyjechałem do Rwandy. Mniej więcej w tym też czasie na swojej kapłańskiej drodze spotkałem ojców karmelitów. Poznałem ich regułę, i znając swoją potrzebę modlitwy kontemplacyjnej, stwierdziłem, że jest to najodpowiedniejsze dla mnie miejsce. Moi przełożeni zgodzili się, abym wstąpił do tego zgromadzenia, stąd moja obecność w Czernej, gdzie odbywam nowicjat.

Jak się Ojcu podoba nasz kraj?

- Jest ciszej niż w Albanii i Sierra Leone.

Czy pamięta Ojciec okoliczności, w jakich po raz pierwszy spotkał Matkę Teresę?

- Oczywiście, doskonale je pamiętam. Matkę Teresę spotkałem, gdy w duchu przeżywałem tzw. noc ciemną, było to tuż po opuszczeniu jezuitów. Matka Teresa po spotkaniu ze mną stwierdziła, że każdego dnia mam się modlić tymi słowami: "Maryjo, Matko Jezusa, uczyń mnie jak najszybciej kapłanem". Później przez sześć miesięcy podróżowała po świecie. Po powrocie przypadło mi szczęście odebrania jej z lotniska, byłem przekonany, że po pół roku nieobecności i licznych kontaktach z wieloma osobami na całym świecie na pewno już mnie nie pamięta. Bardzo się pomyliłem, pierwsze słowa, jakie od niej usłyszałem, brzmiały: "czy nadal modlisz się tą modlitwą?" Odpowiedziałem: "tak". W noc przed moimi święceniami nie rozmawiałem z moimi rodzicami, ale właśnie z Nią. Powiedziała mi wówczas: "Myśl o tym, że jutro w twoich dłoniach będzie Jezus Chrystus, a na twoje słowa wino stanie się Krwią Chrystusa, a chleb stanie się Ciałem Chrystusa". Powiedziała też: "Bracie John, przyjdzie też do ciebie grzesznik z mnóstwem grzechów i na twoje słowa grzesznik ten będzie miał odpuszczone grzechy". Po święceniach Matka Teresa bezpośrednio kierowała moimi misyjnymi zadaniami. Wpierw chciała, abym wyjechał do Wietnamu, jednak po czasie stwierdziła, że mój zbyt amerykański wygląd mógłby Wietnamczykom zbyt boleśnie przypominać dramatyczną przeszłość. Ponieważ wówczas uczyłem się już koreańskiego, ostatecznie wysłała mnie do Korei, gdzie przebywałem przez sześć miesięcy. Tam też, na jednej Mszy świętej, ochrzciłem sto pięćdziesiąt sześć dorosłych osób. Po upływie pół roku Matka Teresa zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym przyjechał i pozostał przy niej do kresu jej życia. Pojechałem więc do Kalkuty, gdzie zaraz na powitanie usłyszałem: "Ojcze John, nigdy nie zbłądzisz, jeśli będziesz słuchał swoich przełożonych, nawet wówczas, kiedy oni popełnią błąd jak teraz, gdy posyłają ciebie samego do Albanii. Dlatego daję tobie "Kogoś", abyś nie czuł się tam samotnie". Była to maleńka fosforyzująca figurka Matki Bożej. "Wiesz dobrze, że Ona świeci w ciemnościach" - dodała. Ostatecznie do Albanii Matka Teresa pojechała razem ze mną, ale po tygodniu wróciła do Kalkuty. Gdy w 1997 roku Matka Teresa umierała, powiedziała mi, żebym po jej śmierci pozostał przy Kardynale Johnie O'Connor, tak też się stało. Pozostałem przy nim aż do jego śmierci.

Proszę powiedzieć, z jakim najpoważniejszym problemem boryka się obecnie Kościół w Stanach Zjednoczonych?

- W USA jest wiele osób, które nie podążają ani za Chrystusem, ani za Ojcem Świętym, wyśmiewają naturalne metody planowania rodziny, a popierają aborcję oraz sztuczne metody zapłodnienia. Niestety, wiele małżeństw katolickich także uważa, że sztuczne zapłodnienie jest "praktyczniejsze" i "łatwiejsze". To małżeńskie "lenistwo" doprowadza do coraz większej liczby separacji i rozwodów. Jeden z najlepszych filozofów w USA, Janet Smith przeprowadziła badania na temat: Jaki wpływ na stałość małżeństwa ma sztuczne zapłodnienie? Wyniki były jednoznaczne. Proporcjonalnie do zwiększającej się ilości wykonywanych zabiegów sztucznego zapłodnienia wzrasta ilość rozwodów. Coraz częściej też kobiety mówią aborcji - tak. Dramatyczne jest to, iż w USA znani katoliccy politycy są za aborcją. Mało tego, ciągle też przystępują do Komunii świętej. Niestety, biskupi amerykańscy obawiają się cokolwiek przeciw nim powiedzieć. Osobiście zgadzam się z pisarzami katolickimi naszego kraju, że strach amerykańskich biskupów jest w tej chwili głównym problemem tego Kościoła.

Wiele krajów boryka się z problemem małej ilości powołań kapłańskich i zakonnych.

- To jest również poważny problem amerykańskiego Kościoła. Nie ma powołań, bo katolickie rodziny nie czują duchowej więzi z Ojcem Świętym. Nie czują też bliskości ze swoim kościołem parafialnym. Powodem jest również nieuczęszczanie na katechizację, bowiem katechizacja jest tylko w szkołach katolickich, natomiast w szkołach publicznych prawo amerykańskie zabrania nauki religii. Oczywiście katechizacja jest prowadzona przy kościołach, lekcje przeważnie odbywają się w niedzielę, ale często słyszę od dzieci, że nie przychodzą, bo nie ma kto ich przyprowadzić!

Jaki zatem jest stosunek katolików amerykańskich do Ojca Świętego?

- Zależy on od Stanu i miasta, w którym się przebywa. Zależy on także od postawy biskupa danej diecezji. Amerykanie nie rozumieją, że autorytet Papieża i biskupów jest darem Bożym. W Korei Południowej, w której rozpoczynałem swoją posługę dla najbiedniejszych, z roku na rok rośnie liczba powołań dlatego, że oni z kolei doskonale rozumieją, iż Jezus do nich przemawia poprzez autorytet Papieża i biskupów. Proszę sobie wyobrazić, że w Afryce w 1900 roku było czterysta tysięcy katolików, a w 2002 roku było już ich sto dwadzieścia trzy miliony. Będąc w Afryce, widziałem, jak wierni kochają swoich biskupów, niestety w USA tak nie jest.

W takim razie, jakie tematy porusza prasa katolicka tego kraju i na jakich autorytetach się opiera?

- Niestety, wiele katolickich tytułów jest takimi tylko z nazwy. Swoimi artykułami zaprzeczają temu, czego naucza Kościół katolicki.

Byłoby dziwne, gdybym na zakończenie naszej rozmowy nie spytała o Mela Gibsona, skoro rozmawiam z jego bliskim kuzynem. Proszę powiedzieć, jakim człowiekiem jest Mel Gibson?

- Jest człowiekiem wielkiej, autentycznej wiary. Praca i kariera zawodowa toczą się bocznym torem jego życia, zaś życie prywatne i religijne głównym. Wiele dobrego w życiu Mela dokonała jego żona, matka jego siedmiorga dzieci. Od chwili, gdy ją poznał, życie Mela nabrało innego wymiaru i sensu.

Ojciec John Gibson

W 1971 roku rozpoczął życie zakonne jako członek Towarzystwa Jezusowego. W 1976 roku roku otrzymał tytuł magistra psychologii socjalnej. W 1976 rozpoczął pracę misyjną w Seulu w Korei. W 1985 roku wstąpił do wspólnoty księży założonej przez Matkę Teresę z Kalkuty. W 1988 roku ukończył studia teologiczne, otrzymując tytuł magistra teologii dogmatycznej. Trzeciego czerwca 1988 roku został wyświęcony. Od tej chwili jego zadaniami misyjnymi kierowała bezpośrednio Matka Teresa. Od 1988-1990 roku służył w Tijuania, Meksyku i Mexico City jako pionier na misyjnych stacjach. W 1991 roku pracował dla amerykańskich Indian w rezerwacie Chichiltah w stanie Nowy Meksyk, a następnie w Cabo San Lucas w Meksyku. W 1992 roku przebywał w Korei. Latem 1992 roku razem z Matką Teresą udał się do Albanii, gdzie przebywał do 1995 roku. Tam też otworzył czterdzieści parafii, wybudował siedem kościołów, ochrzcił około pięć tysięcy osób. Następnie Matka Teresa posłała go do New York City. Od 1995 do 1998 roku pracował wśród filipińskich emigrantów w Nowym Jorku. Prowadził rekolekcje i kazania w: Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Meksyku, Gwatemali, Portugalii, Hiszpanii, Francji, Włoszech, Grecji, Albanii, Egipcie, Izraelu, Indiach, Tajlandii, Makao, Hong-Kongu, Korei Południowej, Filipinach, Kamerunie i Sierra Leone. W Czernej - Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych w bardzo kontemplacyjny sposób przygotowuje się na spotkanie ludzi w Rwandzie i Burundi.

Rozmawiała

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 18/2004