Logo Przewdonik Katolicki

Droga do Pana Boga

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

Rozmowa z Marią Magdaleną i Gustawem Czartoryskimi Proszę powiedzieć, jaki wpływ na Państwa rodzinę ma tradycja rodu? Gustaw Czartoryski (G.Cz.): - Cóż można mówić o tradycji rodu, kiedy czasy PRL-u, w których się wychowywałem, odebrały naszej rodzinie praktycznie wszystko. Mój ojciec nigdy z taką rzeczywistością się nie pogodził, co pewnie też nie ułatwiało nam życia....

Rozmowa z Marią Magdaleną i Gustawem Czartoryskimi


Proszę powiedzieć, jaki wpływ na Państwa rodzinę ma tradycja rodu?

Gustaw Czartoryski (G.Cz.): - Cóż można mówić o tradycji rodu, kiedy czasy PRL-u, w których się wychowywałem, odebrały naszej rodzinie praktycznie wszystko. Mój ojciec nigdy z taką rzeczywistością się nie pogodził, co pewnie też nie ułatwiało nam życia. Historia i tradycja rodziny to dla mnie ćwierćwiecze mojego małżeństwa, z którego narodziło się ośmioro dzieci, którym staramy się wpoić, iż nazwisko nasze przede wszystkim zobowiązuje, a w żadnym razie nie jest powodem do wywyższania. Oczywiście, staramy się kultywować wartości, które przyświecały zasłużonym Ojczyźnie i Kościołowi przodkom mojej żony czy moim.

Bóg, honor, Ojczyzna - to wartości bardzo mocno związane z tradycją starych polskich rodów. Co te słowa oznaczają dziś, jakie mają znaczenie?

Maria Czartoryska (M. Cz.): - Rzeczywiście, dla naszych przodków te trzy słowa posiadały najwyższą wartość, dla tych trzech słów brali udział w powstaniach, obu wojnach światowych. Za te słowa byli zsyłani i gotowi oddać życie. Moja mama uczyła starsze dzieci wierszyka, który być może dziś pachnie trochę lamusem: "Kto ty jesteś?...". Tak więc, te tradycje w naszej rodzinie były zawsze bardzo żywe.
G.Cz.: - Uważam, że albo o czymś się mówi, albo to się robi. Te słowa być może nie padają w naszej rodzinie wprost, ale o ich istnieniu świadczą codzienne obowiązki i czynności.

Jak wychowywać dzieci w dobie wszechogarniającego kłamstwa, deprawacji, chamstwa i ośmieszania najistotniejszych wartości?

G. Cz.: - Chamstwa i prostactwa można unikać. Słowa uczą, ale to czyny pociągają.
M. Cz.: - W wychowaniu na nic nie przyda się mówienie, skoro nie jest ono potwierdzone czynem. Dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami i doskonale wyczuwają fałsz, myślę tutaj o takiej sytuacji, gdy co innego się mówi, a co innego robi. Konsekwentne, dobre wychowanie zapada w młodym człowieku. Myślę, że być może będzie taki moment, że dzieci nasze w którymś okresie swojego życia nie pójdą tą dobrą drogą, ale po jakimś czasie błądzenia na nią powrócą. Błędy też uczą. Starsze dzieci, które już opuściły dom rodzinny, otwarcie mówią, że dopiero teraz w samodzielnym życiu doceniają to, co otrzymały i wyniosły z rodzinnego domu. Poza tym wydaje mi się, że łatwiej jest wychować ósemkę dzieci niż jedno. Jedynak jest przeważnie przytłoczony nadmiarem rodzicielskich ambicji, on musi sprostać wszelkim oczekiwaniom swoich rodziców. U nas to wszystko się rozkłada na poszczególne dzieci. Każde z nich jest uzdolnione w innej dziedzinie, naszą sprawą jest umiejętne rozwijanie ich talentów.

G. Cz.: - Poza tym w takiej gromadzie dzieci wzajemnie się wychowują. Żyjemy w czasach niespokojnych, w czasach pomieszania pojęć, kiedy ludzie za mało się zastanawiają, po co i dokąd tak naprawdę w życiu dążą, i co jest dla nich nadrzędną wartością, której świadomie mogliby podporządkowywać wszystkie swoje wybory. Staramy się dawać dobry przykład, ale także rozmawiać o tym, dlaczego tak czy inaczej postępujemy.

Czy nie mają Państwo wrażenia, że pomimo, iż w Polsce drastycznie spada liczba urodzeń, rodziny wielodzietne zamiast być przez państwo hołubione, są dyskryminowane?

G. Cz.: - Niestety tak jest. Ponadto pokutuje w naszym kraju postrzeganie rodziny wielodzietnej jako patologicznej, nieudolnej ekonomicznie i wychowawczo. Nie dostrzega się natomiast faktu, że rodziny wielodzietne podejmują się trudu wychowawczego dla społeczeństwa. Wychowujemy, jak umiemy, Polaków dla Polski. Wychowujemy przy wsparciu wielu wspaniałych przyjaciół, i jest to czasem dla nas przykre, że zamiast pomagać, sami najczęściej jesteśmy biorcami, ale w efekcie patrząc na owoce naszych wysiłków, mówimy - warto! Państwo polskie lekceważy dziś takie rodziny jak nasza, nie jest zupełnie zainteresowane ich losem. Ale w tej chwili państwo jest jak zły sen, który, miejmy nadzieję, szybko minie. Może naród w następnych wyborach odda władzę mądrzejszym!

W jaki sposób mówić młodym ludziom o wartości rodziny w dobie ogromnego kryzysu rodziny?

G. Cz.: - Życie rodzinne można budować tylko na dwóch wartościach: miłości i prawdzie. Cokolwiek będzie budowane na nich, będzie trwałe, a cokolwiek będziemy budować poza nimi, będzie się walić.
M. Cz.: - W naszym życiu kierujemy się przede wszystkim Dekalogiem oraz Kazaniem na Górze. Wobec wszystkich zagrożeń, z jakimi nasze dzieci mają kontakt, możemy je bronić, pokazując na własnym przykładzie, jak trzeba żyć. Nie osądzamy innych, bo nie jesteśmy do tego powołani, ale mówimy dzieciom, że nie można od innych ludzi wymagać, jeśli przede wszystkim nie wymaga się od siebie. Nasze wzajemne relacje budujemy na szczerych, czasem niełatwych rozmowach.

Dzieci wiedzą, że z każdym problemem mogą się do Państwa zwrócić, czy też są tematy tabu, których poruszać się nie powinno?

G.Cz.: - Tematów tabu w naszej rodzinie nie ma, jednak zdajemy sobie sprawę, że są problemy, z którymi dzieci krępują się do nas przychodzić.
M. Cz.: - Myślę, że córkom - a mamy ich sześć - zawsze łatwiej przyjść do mnie. Może także dlatego, że jestem bardziej bezpośrednia niż mąż. Wielkiej życzliwości i mądrości w stosunku do drugiego człowieka nauczył nas ksiądz Tadeusz Federowicz, który na drodze naszego życia pozostawił bardzo wiele ważnych drogowskazów.

W powołaniu małżeńskim i rodzinnym, podobnie jak na każdej drodze życia, pojawia się egoizm, rodzą się większe czy mniejsze trudności, które sprawiają, że miłość słabnie. Jak pielęgnować miłość małżeńską, żeby tak się nie stało?

M. Cz.: - Muszę się przyznać, że choć od dnia ślubu minęło dwadzieścia pięć lat, nie zdążyłam się znudzić swoim małżeństwem, być może dlatego, że mąż zasypał mnie taką ilością dzieci! Po tylu latach odczuwam stały niedosyt rozmowy z mężem, nieustannie brakuje nam czasu bycia tylko dla siebie.
G. Cz.: - Myślę, że z miłością małżeńską nie mamy problemów z tej prostej przyczyny, że nigdy nie traktowaliśmy jej jako osobnego celu, który trzeba za wszelką cenę osiągać. Miłość, wierność i uczciwość to integralne elementy wszelkiej naszej działalności. Te słowa traktujemy serio. Wydaje mi się, że dla wszystkich małżonków niebezpieczeństwem jest właśnie wynoszenie miłości małżeńskiej na jakiś specjalny wysoki piedestał. Gdy ona staje się głównym celem sama dla siebie, to jest to początek jej końca. Miłość jest przede wszystkim najlepszym sposobem realizacji drogi życiowej, czasem jest to droga prosta, czasem wyboista, ale systematycznie posuwamy się do przodu. To znaczy ciągle od nowa uczymy się cierpliwości, wyrozumiałości, poszukiwania piękna w każdej drobinie życia.

Jakie wartości prócz miłości bliźniego i prawdomówności w Państwa rodzinie są najważniejsze?

M. Cz.: - Uczciwość, bycie w porządku wobec siebie, a także miłość do samego siebie.
G. Cz.: - Jeśli ktoś nie umie kochać siebie, nie będzie umiał kochać swoich bliźnich. Mówimy też naszym dzieciom bardzo proste rzeczy: bądźcie dobre i pożyteczne dla innych.

Wiek XXI to wiek kryzysów, w tym także autorytetów. Rodzina Czartoryskich takich autorytetów ma bardzo wiele, jak choćby Ojciec August, którego beatyfikacja ma nastąpić 25 kwietnia tego roku. Jaki wpływ na kształtowanie dzieci mają tak wybitne postaci w rodzinie?

G. CZ.: - Nie wiem. Może to jest raczej pytanie do naszych dzieci. My nie mówimy - postępuj jak ten lub tamten, ale nie unikamy okazji do rozmów o postawach i uczynkach godnych naśladowania. Każdy ma swoją drogę do Pana Boga.

Rozmawiała

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki