O dramacie bezrobocia, pracoholizmie oraz nadziejach Polski przed wejściem do struktur Unii Europejskiej w rozmowie z Arcybiskupem Tadeuszem Gocłowskim, Metropolitą Gdańskim, Krajowym Duszpasterzem Ludzi Pracy
Ksiądz Arcybiskup jako duszpasterz ludzi pracy ma najlepsze rozeznanie w problemach, które najmocniej dotykają współczesnego człowieka - osadzonego w kapitalistycznej rzeczywistości....
Ksiądz Arcybiskup jako duszpasterz ludzi pracy ma najlepsze rozeznanie w problemach, które najmocniej dotykają współczesnego człowieka - osadzonego w kapitalistycznej rzeczywistości. Jakie są te najpilniejsze?
- To, co widoczne, jest zazwyczaj najbardziej bolesne. Ponad trzy miliony bezrobotnych... Ta liczba może budzić trwogę. Brak miejsc pracy oraz niesolidność zakładów, które nie wypłacają pensji za uczciwie przepracowane godziny - to są dwa największe dramaty. Wydaje mi się, iż Polacy są na tyle zorientowani w sytuacji, że dostrzegają ogrom zła, które dotyka tak wiele osób. Ono wynika z kilku źródeł. Utknęliśmy gdzieś pośrodku drogi, którą trzeba przejść - od tak zwanej gospodarki socjalistycznej do gospodarki wolnorynkowej. To, wbrew pozorom, nie jest taka prosta sprawa. Drugim powodem są konsekwencje prywatyzacji - albo niedobrze przeprowadzonej, albo nieodpowiednio nadzorowanej. Chociaż najważniejszym źródłem jest, według mnie, problem adaptacji w nowej rzeczywistości. Myślenie, które kształtowało człowieka w tamtym okresie, trudno wykorzenić, a przecież zmieniło się prawie wszystko... Dojrzewanie do gospodarki wolnorynkowej jest na pewno związane z dużymi trudnościami, wynikającymi z obciążeń psychicznych. Warto w tym momencie przywołać myśl księdza Tischnera, którą wielokrotnie podkreślał - że trzeba przejść głęboką naukę, czyli pracę nad pracą. Trzeba przyznać, że od przełomowego 1989 roku dużo się pod tym względem zmieniło - ludzie coraz bardziej cenią sobie pracę. Ale niczego nie da się budować bez umiejętności wzajemnej współpracy trzech środowisk: państwa, pracodawcy i pracobiorcy. Ten kłopot jest dodatkowo obciążony koniecznością transformacji wielkiego przemysłu - stoczniowego, węglowego czy hutnictwa. Okazuje się, że 14 lat mamy za sobą, a te dziedziny gospodarki nie są jeszcze uporządkowane. To są chyba najważniejsze problemy natury ekonomicznej, które nas - kapłanów także dotyczą, ponieważ ich konsekwencje odbijają się w życiu osobistym i rodzinnym wielu osób. Odnotowujemy dużą liczbę samobójstw w środowiskach dotkniętych kryzysem - zwłaszcza na Śląsku. W okresie państwa socjalistycznego górnicy byli grupą uprzywilejowaną - dzisiaj wykonują tę samą ciężką pracę, ale ich status dramatycznie się zmienił. Programy restrukturyzacji wskazują jako jedyny ratunek przekwalifikowanie się, czyli zdobycie nowego zawodu. Dla wielu ludzi, często w dojrzałym wieku, takie "przestawienie się na inną robotę" jest nie do pomyślenia. To bardzo skomplikowany proces, który wymaga na pewno dobrych psychologów - a myślę, że kapłan, który czuje te problemy, jest kimś więcej niż psychologiem. Nie stworzy on, co prawda, nowych miejsc pracy, ale może pomóc ludziom w przezwyciężaniu codziennych kryzysów.
Najpoważniejszym efektem ubocznym gospodarki wolnorynkowej jest bezrobocie. W jaki sposób Kościół może uczestniczyć w jego zwalczaniu?
- Jak wiadomo, zajmujemy się tym problemem przez cały czas - od 1989 roku. Ojciec Święty podczas pobytu w Legnicy wyraźnie tłumaczył, że Kościół nie jest w stanie tworzyć nowych miejsc pracy, ale może apelować o to, żeby wszyscy - którzy są w stanie dać innym zatrudnienie - tę inicjatywę podejmowali. Oczywiście, to się łączy z innym wielkim problemem, jakim są podatki. Propozycje rozwiązań wysuwane przez związki zawodowe, przedsiębiorców czy państwo są bardzo odmienne. To dodatkowa komplikacja. Od wielu lat mam zaszczyt współprzewodniczyć Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu - ten temat jawi się w naszych rozmowach. Zastanawiamy się, w jaki sposób ożywić niektóre sektory gospodarcze, tak by można było tworzyć nowe miejsca pracy. Jeszcze raz podkreślam, że Kościół nie może zapewnić zatrudnienia bezrobotnym - to nie jest jego powołanie. Natomiast usiłuje animować różne środowiska, by dawały pracę, a przynajmniej nie doprowadzały do kataklizmu zamykania przedsiębiorstw czy ich ruiny spowodowanej przez niekompetentny zarząd.
Praca jest podstawowym dobrem człowieka - ale ci, co ją posiadają, też nie są wolni od problemów. Niskie płace, ryzyko zwolnienia powodują wzrost społecznych frustracji. Dlaczego człowiek traktowany jest w tak przedmiotowy sposób?
- Papież Jan Paweł II w Encyklice "Laborem exercens" (o pracy ludzkiej) często porusza temat podmiotowości człowieka. Można powiedzieć, że w każdym rozdziale pojawia się ten postulat. Zresztą nie tylko w dziedzinie pracy - w ogóle człowieka nie można traktować przedmiotowo! Człowiek nie może być narzędziem, nie może być formą zdobywania bogactwa - człowiek musi być twórcą. Pracodawca powinien spojrzeć na ten problem w szerokiej perspektywie, ponieważ człowiek uszanowany w swojej podmiotowości będzie bardziej efektywny, co przyniesie korzyść obu stronom. I to jest właśnie dziedzina, w której Kościół może wiele uczynić. Próbujemy wpłynąć na przedsiębiorców - uczymy ich etyki pracy. Organizujemy różne wykłady, dyskusje, rekolekcje - wszystko po to, żeby oni nie traktowali człowieka jako przedmiotu, którym można posłużyć się w prowadzeniu własnych interesów. Muszę przyznać, że ci przedsiębiorcy, którzy to rozumieją, dostrzegają nawet konkretne efekty w swoich zakładach pracy. Mógłbym wymienić wiele takich zakładów istniejących na wybrzeżu. Stale mam przed oczami jedną ze stoczni remontowych, w której od lat prezesem jest odpowiedzialny i twórczy człowiek. Bywam tam często i widzę, że istnieje współpraca między wszystkimi szczeblami. To się naprawdę idealnie układa! Dlatego jestem przekonany, że to jedna z niezwykle ważnych dziedzin, w którą trzeba inwestować - właściwa współpraca i zrozumienie.
Innym problemem jest pracoholizm - niemożność ucieczki od ciągłego zajmowania się sprawami zawodowymi. Gdzie powinna przebiegać granica między "zdrowym" a "chorym" podejściem do pracy?
- Ten problem ma dwa aspekty, które trzeba koniecznie zaznaczyć. Z jednej strony istnieje pracoholizm, który wynika - na przykład - z troski o to, żeby utrzymać rodzinę. Czasami ojciec jest odpowiedzialny za sześcioro lub siedmioro dzieci. Pracuje sam i rzeczywiście robi wszystko, żeby zdobyć środki na zapewnienie niezbędnego minimum. A więc motywacja jest słuszna, ale efekty bywają czasami dramatyczne. Nie ma ojca w domu, nie ma kontaktu między małżonkami i dziećmi, rodzą się problemy wychowawcze, poczucie osamotnienia. Natomiast czasami zdarzają się takie sytuacje, że pracoholizm jest zjawiskiem niemalże chorobowym. Wynika nie tyle z potrzeby zapewnienia rodzinie godnego bytowania, ile z chęci wzbogacenia się w krótkim czasie i za wszelką cenę. To na pewno trzeba ocenić negatywnie. W takim przypadku wpływ psychologiczny i duszpasterski na człowieka jest rzeczą niezwykle ważną.
Dlaczego dzisiejsi politycy nie potrafią "zagospodarować" tej wolności, o którą tak ciężko walczyli? Dlaczego ciągle prywata bierze górę nad interesem publicznym?
- Na początek trzeba rozróżnić dwie prywaty - indywidualną i środowiskową. Wiadomo, że państwo nie może funkcjonować bez dobrze zorganizowanych partii. Jeśli spojrzymy na kraje o długim procesie demokratyzacji, na przykład Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię czy w ogóle państwa zachodnie, dojdziemy do wniosku, że partia jest formą sprawowania władzy w suwerennym państwie. Pozostaje tylko kwestia - jaki ma program? Czym się kieruje? Niestety, u nas istnieją dwie przyczyny niesprawności tego układu. Z jednej strony to "doświadczenie obciążające" partii SLD-owskiej, która swoimi korzeniami sięga do państwa komunistycznego i - chcąc nie chcąc - przenosi pewne wzorce działań i zachowań, kompletnie zdezaktualizowane i skompromitowane. Uważam za jakieś wielkie nieporozumienie to, że ostatni premier Polski Ludowej ma być dobrym reprezentantem naszego kraju w Europie. Partia, która nie szuka dobra wspólnego, ale pragnie wynagrodzić "starych towarzyszy" możliwością awansu na koniec zawodowej kariery, jest organizacją moralnie wątpliwą. Z drugiej strony - jedyną kontrpropozycją są partie, które nie mają jeszcze żadnego doświadczenia. Młodzi politycy stanowią czasami "pierwsze pokolenie" w szeregach, które dopiero się tworzą. Trzeba przyznać, że czasami ich "zryw" jest bardzo ciekawy, ale późniejsza realizacja zadań pozostawia wiele do życzenia. Na pewno nie można rozwiązać tego trudnego problemu jednym zdaniem, ale jestem przekonany, że trzeba poszukiwać dróg wyjścia - dróg, które nie prowadzą na manowce... Myślę, że trzeba trochę czasu, by można było zdobyć pewne doświadczenie, które będzie potem owocowało w życiu normalnego, suwerennego państwa.
Czy sądzi Ksiądz Arcybiskup, że po przystąpieniu do Wspólnej Europy pogłębią się problemy ludzi pracy? Czy Unia daje nadzieję na poprawę sytuacji gospodarczej w kraju?
- Pytania dziennikarskie mają to do siebie, że próbują upraszczać sprawę. Na pewno tak sformułowane pytanie mogłoby się zakończyć krótkim stwierdzeniem: "Tak, będzie lepiej, kiedy wejdziemy w struktury Unii Europejskiej". Ale ktoś może powiedzieć: "Nie, będzie gorzej". Ja sądzę, że będzie... i lepiej, i gorzej. Na pewno najbliższe dwa, trzy lata będą nas kosztować wiele wysiłku, żeby dostosować się do sytuacji, jaka istnieje w Europie. My wychodzimy z głębokiego kryzysu gospodarczego - musimy nadrobić te czterdzieści lat, w czasie których Zachód szedł do przodu. Jestem przekonany, że otwarcie Polski na struktury Unii Europejskiej pozwoli nam na przyspieszenie procesów normalizacji - z tym, że pierwszy okres na pewno będzie trudny. Trzeba przekształcić właściwie wszystkie dziedziny życia - przemysł, rolnictwo, dostosować do unijnych przepisów chociażby rybołówstwo. Jako biskup gdański odczytuję ten problem z bardzo bliskiej perspektywy... Trzeba globalnie spojrzeć na całą gospodarkę, a wówczas przezwyciężymy te najtrudniejsze problemy. Jestem przekonany, że wejście Polski do Wspólnej Europy jest dla nas wielką szansą gospodarczą - chociaż będzie wymagało ogromnego poczucia odpowiedzialności... Czy je udźwigniemy?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













