Chleb i sól

Człowiek ze wsi to człowiek pracowity, moralny i religijny. Tak sądzi większość Polaków. Uważa również, że jest to człowiek bardziej zaniedbany, mniej zaradny i gorzej wykształcony niż mieszkaniec miasta. Wiedza o polskiej wsi sprowadza się do kilku stereotypów, a dyskusja o jej szansach i problemach wypłynęła na szersze wody dopiero przed kilku laty, po fali rolniczych protestów....
Czyta się kilka minut
Człowiek ze wsi to człowiek pracowity, moralny i religijny. Tak sądzi większość Polaków. Uważa również, że jest to człowiek bardziej zaniedbany, mniej zaradny i gorzej wykształcony niż mieszkaniec miasta. Wiedza o polskiej wsi sprowadza się do kilku stereotypów, a dyskusja o jej szansach i problemach wypłynęła na szersze wody dopiero przed kilku laty, po fali rolniczych protestów. W przededniu wejścia do Unii Europejskiej nabrała tempa, chociaż nie sposób nie podzielać wrażenia, że polska wieś nadal boryka się z problemem niezrozumienia.

Na przestrzeni ostatnich lat zasadniczo zmienił się społeczny obraz postrzegania wsi. W okolicach roku 1980, kiedy przybierał na sile kryzys skutkujący miedzy innymi brakiem żywności, większość Polaków uważała, że na wsi żyje się lepiej niż w mieście. Zmiany po roku 1989, rozwój gospodarczy kraju, odczuwalny przede wszystkim w miastach, skutkowały w 1995 roku przekonaniem, że życie w mieście jest co najmniej równie łatwe jak na wsi. Od tego czasu wieś zaczęła schodzić do roli Polski "B". Ankiety CBOS wykazują, że obecnie pięć razy więcej Polaków uważa, że w mieście żyje się lepiej niż na wsi. Owe przekonanie, niestety, potwierdzają oficjalne statystyki. Jest to skutek nie tylko rozwoju gospodarczego kraju, w którym jednak partycypuje głównie ludność miejska, co relatywna obniżka opłacalności produkcji rolniczej. Dziś już niewielu ekonomistów zaprzecza, że zdławienie inflacji odbyło się głównie kosztem polskiej wsi i polskiego rolnika.

Społeczna cena tego sukcesu była bardzo wysoka. Biuletyn Informacyjny Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi z roku 2002 podawał, że realne dochody z gospodarstw rolnych tylko w latach 1997-2000 spadły o ponad 52 procent. W 2002 roku rodziny rolnicze uzyskiwały przeciętne dochody o 44 procent niższe niż przeciętne rodziny pracownicze. Jako że trudno posądzać większość naszego społeczeństwa o życie w dobrobycie, to sytuacja na terenach wiejskich jawi się jako katastrofalna. W gorszej sytuacji materialnej znajdują się praktycznie jedynie rodziny znajdujące się pod opieką pomocy społecznej. Jeśli dodamy do tego fakt, że ponad 40 procent ogółu bezrobotnych to mieszkańcy wsi, możemy zacząć mówić nie tylko o Polsce "B", lecz "C", a mieszka tam przeszło 37 procent naszego społeczeństwa. Pamiętać trzeba również o tym, że wystarczy posiadać jeden hektar ziemi, by jako rolnik nie mieć już prawa do zasiłku dla bezrobotnych. Powyższa czarna statystyka nie oddaje całej prawdy o polskiej wsi, bo brakuje w niej tzw. bezrobocia ukrytego. Prawdę można znaleźć w wielu niskorozwiniętych gospodarczo regionach, gdzie najpewniejszym i często jedynym pieniądzem dla całych dużych rodzin jest kilkaset złotych emerytury babci lub dziadka. Najgorzej wygląda sytuacja w powiatach, gdzie w poprzednim systemie funkcjonowały PGR-y. Wraz z ich likwidacją całe miejscowości straciły praktycznie ekonomiczne podstawy swojego istnienia. Ludność wiejska nie dysponuje jednak tak wyraźnym środkiem nacisku jak strajk, który przynosi realne straty czy to prywatnemu właścicielowi, czy Skarbowi Państwa i tym samym wymusza negocjacje. Strajkujący rolnik może zaszkodzić jedynie sobie, a i tak tego nie zrobi, bo zwierzęta nakarmić trzeba. Najpewniej dlatego ludności wiejskiej nigdy nie udało się wymusić na rządzących opracowania spójnej i perspektywicznej polityki rolnej, sensownej restrukturyzacji i skutecznego przygotowania polskiego rolnictwa do wejścia w struktury Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej. Oceniając owe opieszałe działania kolejnych rządów, nie sposób nie wysnuć posępnych wniosków, że sprawę odkładano wiecznie na potem w przekonaniu, że wieś, podobnie jak władza, wyżywi się sama.

Mit ciemnego kułaka

Wszelkiego rodzaju postępowcy lubią posługiwać się argumentem sami sobie winni. Mówią, że polska wieś jest nienowoczesna, mało wydajna, a produkcja w większości gospodarstw po prostu nieopłacalna. Sami sobie winni, bo nie chcą się rozwijać, unowocześniać, inwestować i zrozumieć praw wolnego rynku. Jest w tym część prawdy. Nie można zaprzeczyć, że wiele polskich gospodarstw jest tak małych, że nie poradzi sobie w warunkach konkurencji, że brak w nich nowoczesnych maszyn i obiektów. Na takie inwestycje stać jedynie większych rolników. W bogatszych regionach kraju, jak na przykład w Wielkopolsce, takich nie brakuje. Produkują zresztą nie tylko na rynek krajowy, ale i zagraniczny. Nadal są jednak w zdecydowanej mniejszości. Ich sukces jest najlepszym dowodem na to, że większe gospodarstwa mają znacznie większe szanse na rynku unijnym niż małe. To wyznacza kierunek restrukturyzacji wsi i zarazem rodzi nowe problemy. Zwiększanie obszaru gospodarstw, ich mechanizacja musi prowadzić do redukcji zatrudnienia w rolnictwie. Tylko jak to zrobić, skoro już teraz roi się tam od bezrobotnych. Nie można przecież z premedytacją pozbawiać środków do życia kolejnych tysięcy ludzi. Dochodzimy do miejsca, w którym jasne staje się to, że antynomia wsi i miasta jest fałszywa, bo ich naturalnym stanem jest symbioza. Nie będzie bogatej Polski z biedną wsią, ale też i bogata wieś nie zapewni powszechnego dobrobytu. Zatrudnienie w rolnictwie można redukować o tyle, o ile będzie w stanie wchłonąć je gospodarka. Zresztą wieś podlega w zasadzie tym samym regułom, co przedsiębiorczość, co najwyraźniej zostało przez kolejne rządy przeoczone. Jeżeli za grube miliardy restrukturyzujemy przemysł ciężki, jeżeli prywatyzacja (zrealizowana pozytywnie) ma służyć dokapitalizowaniu przedsiębiorstwa, jego unowocześnieniu i przygotowaniu do reguł gry wolnorynkowej, to jakim cudem gospodarstwa rolne, których dochód od kilku lata systematycznie spada, mają się unowocześniać. Posądzanie rolników o niechęć do rozwoju jest takim samym absurdem, jak posądzanie o przejadanie wypracowanych zysków. Naprawdę trudno jest spotkać rolnika, który kupi wcześniej samochód niż traktor. Tak samo, jak trudno jest kupić traktor, jeśli nie ma się pieniędzy na zimowe buty.

Fałszywi prorocy

Kolejnym zarzutem stawianym polskiej wsi jest nieumiejętność zorganizowania się. Zarzut ten nie bierze się znikąd, chociaż oczywiście dotyczy on nie tylko ludności wiejskiej. Oczywiście, nie każdy człowiek posiada talenty organizacyjne i nie każdy prowadzi własną firmę tak samo na wsi, jak i w mieście. Doświadczenia krajów wyżej rozwiniętych rolniczo wskazują jednak na sukces wielu dobrowolnych spółdzielni. W Niemczech często należy do nich niemal cała wieś, która jedynie w ten sposób jest w stanie wybudować czy utrzymać wspólny magazyn, małą przetwórnię itp. Jest też w stanie wspólnie ponosić ryzyko zaciągniętego kredytu. Państwo powinno stworzyć jak najprostsze mechanizmy do prowadzenia takiego rodzaju przedsięwzięć i zagwarantować jak najlepsze kredyty na taką działalność. Dopiero wtedy rolników, którzy ledwie wiążą koniec z końcem, będzie można namawiać na restrukturyzacje, innowacje i unijne dotacje.

I tu rzecz najważniejsza, czyli rola lokalnych liderów. To oni powinni być inicjatorami i organizatorami takich inwestycji. Odnosi się to w równym stopni do władz samorządowych, związkowych i partyjnych. Odpowiedzmy sobie na pytanie iluż to działaczy PSL czy Samoobrony potrafiło w bezpośredni sposób przyczynić się do poprawy jakości życia swojej lokalnej społeczności?

Za to codziennie możemy oglądać nieustający polityczny spektakl, który tak naprawdę więcej zniszczy niż zbuduje. Parlamentarnym reprezentantom wsi również należy przyjrzeć się krytycznie, ponieważ budują oni kolejne fałszywe mity, z których rzeczywistość prędzej czy później brutalnie nas obedrze.

Strachy na Lachy

Pierwszy z takich mitów głosi, że jesteśmy rolniczą potęgą, którą ktoś chce zniszczyć. Nie jesteśmy potęgą z dwóch powodów. Po pierwsze, polska wieś jest biedna. Po drugie, im więcej ludzi w danym kraju pracuje w rolnictwie, tym kraj jest biedniejszy. To prawda, że areałem rolniczym w Europie ustępujemy jedynie Francji i Hiszpanii, a w produkcji wielu towarów zajmujemy czołowe miejsca w świecie. Warto jednak pamiętać, że w PRL-u było podobnie, ale w żaden sposób nie przekładało się to na powszechny dobrobyt. Bogata wieś nie żyje tylko z rolnictwa. We Francji czy Holandii światowych liderów produkcji rolnej zatrudnionych w tym sektorze jest jedynie kilka procent ogółu pracujących. W bogatej Wielkiej Brytanii niespełna dwa procent, w znacznie biedniejszej Grecji aż 17 procent.

W Polsce z rolnictwa żyje 19 procent ogółu zatrudnionych ponad 2 miliony 700 tysięcy osób. W najbiedniejszych krajach Trzeciego Świata ten wskaźnik jest jeszcze wyższy sięga nawet 80-90 procent. Jeżeli ktoś twierdzi, że można utrzymać obecny poziom ludzi zatrudnionych w rolnictwie i zapewnić im dobrobyt, to po prostu przeczy faktom. Liczba rolników będzie maleć, ale nie należy nazywać tego katastrofą. Francuzi również redukowali zatrudnienie w rolnictwie, ale zejście z poziomu 25 do 5 procent zajęło im dwadzieścia lat. Większość rolników, wsłuchanych w głosy swoich liderów obawia się wejścia do Unii Europejskiej i niepełnych dopłat. Nie ma się co czarować, niepełne dopłaty nie są niczym sprawiedliwym. Można zaryzykować tezę, że są jedynie próbą wymuszenia reformy polskiego rolnictwa, a zarazem odwzorowaniem stanu unijnej kasy. Po raz pierwszy jednak rolnik dostanie dopłatę do hektara, czyli żywy pieniądz do ręki i program osłonowy, który w naszym kraju dotychczas stawał się udziałem jedynie pracowników restrukturyzowanych gałęzi przemysłu. Rolnik, który sobie nie poradzi w nowych warunkach, będzie mógł przekazać, sprzedać lub wydzierżawić swoją ziemię innemu gospodarzowi na powiększenie gospodarstwa. W zamian dostanie rentę strukturalną wyższą od obecnej rolniczej emerytury. To powinno zapewnić godziwe życie rolnikom starszym, którzy nie mają już ani sił, ani środków na rozwijanie swoich gospodarstw, a zarazem zwiększy areał i szanse rolników młodych i perspektywicznych. Jak by na to nie patrzeć, jest w tym jakaś uczciwa logika. Więcej zagrożeń dla polskiego rolnictwa nadal drzemie w marazmie naszych rządów, niż we Wspólnej Polityce Rolnej, która w Unii dla odmiany często jest krytykowana właśnie za to, że nadmiernie wieś faworyzuje.

Dla odmiany prawdą jest doskonała marka żywności z Polski. Nie tylko w Europie powodzeniem cieszą się nasze owoce, warzywa, wędliny i inne przetwory. Nie ma się co dziwić protestom francuskich czy portugalskich rolników, którzy takiej konkurencji naprawdę się obawiają. Polska żywność na pewno będzie dobrze się sprzedawać, bo jest po prostu zdrowsza i lepsza, a za tak zwaną żywność ekologiczną płaci się na Zachodzie kilka razy więcej.

Według badań CBOS z 2002, roku o konieczności restrukturyzacji polskiej wsi przekonanych jest 59 procent Polaków. Niemal tyle samo ankietowanych sądzi, że lwia część tych środków powinna trafić na budowę wiejskiej infrastruktury, rozwój usług, tworzenia miejsc pracy poza rolnictwem. Trudno się z tą większością nie zgodzić. Można jedynie dodać, że taka operacja powiedzie się jedynie w przypadku równoczesnego podnoszenia dochodowości gospodarstw rolnych. Nie ma bowiem najmniejszego sensu dotowanie punktu usługowego, z którego nikt nie będzie korzystał, bo nie będzie go na to stać.

To, co najcenniejsze

O polską wieś warto dbać jeszcze z jednego powodu. Niewątpliwie jest najtrwalszą ostoją wartości i tradycji, których tak bardzo w publicznym życiu III Rzeczpospolitej brakuje. Co więcej, zgadza się z tym twierdzeniem większość Polaków, którzy ludzi ze wsi postrzegają bardziej pozytywnie niż mieszkańców miast. Według Centrum Badania Opinii Społecznej ludzi ze wsi określa się jako pracowitych, moralnych i religijnych. Blisko 70 procent rodowitych mieszkańców wsi zapewnia, że regularnie praktykuje swoją wiarę. Mieszkańcy miast pochodzący ze wsi również znacznie bardziej przykładają się do swojej wiary od swoich sąsiadów zamieszkałych w miastach z pokolenia na pokolenie. Znacznie częściej mieszkańcom wsi przypisywano także takie cechy jak życzliwość czy szczerość. Nie bez powodu najbardziej oszczędni we wzajemnej krytyce byli ci mieszkańcy miast i wsi, którzy należeli do grupy osób deklarujących swoją religijność. Okazuje się, że wrogość, zawiść, czy w końcu brak zrozumienia nie idą w parze z chrześcijańskim szacunkiem dla pracy i godności drugiego człowieka.

Słabsze wykształcenie, brak zaradności zbiega się w opinii naszego społeczeństwa z brakiem równego startu dla ludzi pochodzących ze wsi. Nie jest też nam obce przekonanie, że władze centralne dyskryminowały wieś kosztem miasta. Takie zdanie jeszcze kilka lat temu wyrażało aż trzy czwarte Polaków, którzy trzeźwo ocenili to, że wieś została w dużej mierze wyłączona z konsumpcji pozytywnych skutków przemian ustrojowych, mających miejsce w naszym kraju.

Dopiero ostatnie lata, naznaczone wzrostem bezrobocia i pogarszającą się strefą biedy, skutkowały wzrostem opinii o nadmiernej roszczeniowości wsi i to głównie wśród osób raczej dobrze sytuowanych. Z drugiej strony nieuzasadniona jest również opinia znacznej części ludzi ze wsi, że to głównie oni pracują na "mieszczuchów". Wieś tak naprawdę wypracowuje zaledwie kilka procent Produktu Krajowego Brutto i to z tendencją malejąca. Jest to oczywiście spowodowane malejącą opłacalnością produkcji rolnej, ale także naturą współczesnej światowej gospodarki, w której najbardziej dochodowe są zupełnie inne, zaawansowane technologicznie gałęzie przemysłu. Od czasu Jagiellonów naprawdę wiele się zmieniło...

To tylko kolejny dowód na to, że wsi trzeba poświęcić znacznie więcej uwagi niż dotychczas, tym bardziej, że coraz więcej ludzi z miast szuka tam spokoju, ukojenia, refleksji i kontaktu z naturą. Ludzie żyjący na wsi w symbiozie z naturą, wiarą i tradycją mogą być bardziej ludzcy niż przemęczeni nerwowym rytmem mieszkańcy miast. Są także strażnikami naszej narodowej tożsamości i przemiana tego bezcennego obszaru w królestwo nędzy i beznadziei byłaby najzwyklejszą zbrodnią.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2003