Logo Przewdonik Katolicki

Mozaika malarstwem na wieczność

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Rozmowa z Księdzem Henrykiem Kaszyckim SDB, wieloletnim Dyrektorem Collegium Salesianum w Bydgoszczy i jednym z niewielu mozaicystów w Europie Co pojawiło się najpierw: powołanie czy zamiłowania artystyczne? - Wejście na drogę rozwoju artystycznego zawdzięczam temu, że jestem salezjaninem. Pewnego dnia spotkałem księdza profesora Wincentego Kiliana, który potrzebował młodego asystenta...

Rozmowa z Księdzem Henrykiem Kaszyckim SDB, wieloletnim Dyrektorem Collegium Salesianum w Bydgoszczy i jednym z niewielu mozaicystów w Europie

Co pojawiło się najpierw: powołanie czy zamiłowania artystyczne?

- Wejście na drogę rozwoju artystycznego zawdzięczam temu, że jestem salezjaninem. Pewnego dnia spotkałem księdza profesora Wincentego Kiliana, który potrzebował młodego asystenta do pomocy w pracowni. Wybrał mnie. Dlaczego? Do tej pory nie wiem - ale tak zaczęła się moja wielka przygoda ze światem kolorów zaklętych w kostce mozaikowej.

Czy pamięta Ksiądz początek tej "przygody"?

- To było w Lutomiersku - chyba w 1983 roku. Przez dwa lata przebywałem w tamtejszym domu formacyjnym. Trochę wcześniej pracowałem w witrażowni, ale kiedy poznałem mozaikę, poczułem, że to jest właśnie to! U księdza profesora Kiliana terminowałem - zdobywałem wiedzę na tyle, na ile profesor potrafił mi ją przekazać. Tym bardziej, że sam uczył się w sposób szczególny - przez naśladownictwo. Spoglądał na ilustrację mozaik w różnych kościołach w Rawennie i ten nurt bizantyjsko-rawenneński na swój sposób interpretował. Potem przełożeni wysłali mnie do Italii na dwa lata praktyki pedagogicznej u prof. Alojzego Zonty, salezjanina. Uczyłem się też malarstwa, grafiki, poznawałem język włoski i tak po asystencji, po tych dwóch latach (1987-89), wróciłem do Polski na teologię. Na czas wakacji przełożeni kierowali mnie zazwyczaj do watykańskiej szkoły mozaiki, która jest - śmiem twierdzić - najlepszą na świecie. Tam pod okiem profesora Dario Narduzziego doskonaliłem swój warsztat. Po święceniach kapłańskich, które otrzymałem w 1993 roku, wysłano mnie na dalszą specjalizację - znowu do profesora Narduzziego. Przez kolejne dwa lata poznawałem tajniki mozaiki sztyftowej i przebywałem w ukochanych katakumbach św. Kaliksta, gdzie zarabiałem na studia jako przewodnik. Resztę dnia przeznaczałem na pracę w moim małym studium.

Jakie są etapy pracy przy układaniu mozaiki?


- Na drodze do powstania mozaiki zawsze jest kilka etapów: pomysł, projekt i realizacja, a potem montaż i retusz. Jako osoba duchowna chcę głosić Ewangelię poprzez sztukę, która mówi o wieczności, o przeznaczeniu człowieka. Jak powiedział mistrz Michała Anioła, "mozaika jest malarstwem na wieczność" i najlepiej tę wieczność nam przybliża. Stąd też w mojej twórczości dominuje nurt sakralny. Najczęściej wykonuję zlecenia - czy to salezjańskie, czy innych proboszczów lub osób prywatnych. Aktualnie pracuję nad potężną mozaiką do kościoła pw. Matki Kościoła w Starogardzie Gdańskim. Cała kompozycja zajmie 86 metrów kwadratowych. Ważnym etapem pracy nad mozaiką jest sam zamysł, potem szuka się artysty, który wykona projekt. Kiedy karton jest już gotowy, trafia do mozaicysty - oczywiście, jeżeli ma on dużo wolnego czasu, sam może taki projekt wykonać. Niestety, ja go nie mam, więc pracuję na gotowym materiale. Bardzo ważny jest także wybór odpowiedniej techniki - pozytywu na glinie, na papierze w zależności od stopnia trudności rysunku. I na koniec, co jest równie istotne, musi być utrzymany kontakt pomiędzy inwestorem, mozaicystą, a projektantem, bowiem mozaicysta zawsze będzie interpretował malarstwo na swój sposób. Jego praca to nie tylko naśladowanie malarstwa - on ją wykonuje w duchu tych norm i zasad, jakie wytworzyły się na przestrzeni wieków.

Co jest dla Księdza najważniejsze w dotychczasowym dorobku?

- Zaprojektowałem kaplicę Sióstr Salezjanek w Lądzie nad Wartą. Wszystko, co tam jest, wyszło spod mojej ręki. Wykonałem wielką polichromię mozaikową Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych do naszego sanktuarium w Kawnicach koło Konina. Moim projektem jest Chrystus Król, który widnieje na frontonie kościoła na bydgoskim Błoniu. Dużo serca włożyłem także w mozaiki, które znajdują się w kaplicy szkolnej Collegium Salesianum w Bydgoszczy. W mojej pracowni powstała Matka Boża Kodeńska oraz kilkoro męczenników do katakumb św. Kaliksta. Teraz każdą wolną chwilę poświęcam projektowi Matki Kościoła do parafii w Starogardzie Gdańskim. To największa mozaika w moim dotychczasowym dorobku. Praca przy niej rozłożona jest na kilka lat. A ta najmniejsza, jaką udało mi się wykonać, również pracochłonna, to mozaika realizowana techniką watykańską. Pamiętam, że taką pierwszą mozaiką, jaką zrobiłem, był bukiet róż - owal wielkości ośmiu cm, który ofiarowałem mojej mamie. Przechowuje go do dziś. Oczywiście, było jeszcze kilka innych miniaturowych dzieł, ale już "poszły w świat". A ta jedna została...

Ilu jest obecnie mozaicystów?

- Tu i ówdzie możemy ich spotkać, ale raczej niezbyt często. Jest pewnego rodzaju przepaść między dzisiejszymi czasami a smutnym okresem komunizmu. Doskonała firma mozaicystów Żeleńskich z Krakowa została upaństwowiona i z czasem przestała istnieć. Realizowała już tylko witraże. Był też brat Pieczonka - jezuita, ale umarł i nie zostawił kontynuatora. Na pewno jest kilku mozaicystów - nie wiem, jak sobie radzą, ale gdzieniegdzie można spotkać dzieła, które nawiązują do sztuki mozaicystycznej. Wydaje mi się, że jestem jedynym Polakiem, który jest zrzeszony w Światowym Związku Współczesnych Mozaicystów, prowadzonym przez Isottę Roncuzzi z Rawenny.

Ale widać, że Ksiądz dba o nową kadrę...

- Nasze liceum ma mieć profil artystyczny - stąd wybudowaliśmy w zeszłym roku proscenium, czyli scenę z pełnym zapleczem: nagłośnieniem i oświetleniem. A dla tych, którzy chcą się wypowiadać przez młotek i pęsetę, mamy nową pracownię - ponad 100 metrów kwadratowych. Jednak moim marzeniem jest otwarcie trzyletniej pomaturalnej szkoły mozaiki, która kształciłaby na mistrza sztuki mozaicystycznej. Profesorowie z Rawenny przyjęli ten projekt bardzo życzliwie - ale nie ukrywam, że wymagałoby to również poparcia ze strony Zgromadzenia oraz Ministerstwa Kultury i Sztuki. Byłaby to jedyna taka szkoła w Polsce, a kto wie, czy nie jedyna w dawnym bloku wschodnim. "Kształcenie na prawdziwego artystę" odbywałoby się poprzez ćwiczenia w pracowni (12 godzin tygodniowo). Oprócz tego potrzeba wykładowców, którzy prowadziliby historię sztuki, rysunek z modela, malarstwo, rzeźbę i grafikę, historię sztuki sakralnej czy lektorat języka włoskiego. Całość zamknęłaby się w 32 godzinach tygodniowo. Potrzebny byłby jeszcze mały internat - ale to są plany zależne od woli Bożej...

Czy marzy Ksiądz, jak każdy artysta, o stworzeniu "dzieła życia"?

- Kiedyś bardzo chciałem zrobić mozaiki dla Jasnej Góry, ale ze zdumieniem zauważyłem, że już się tam zadomowili mistrzowie z Rawenny. A "dziełem życia" będzie na pewno to, co obiecałem ks. Wincentemu Kilianowi. Zaczynałem z nim pracę od salezjańskiej bazyliki Serca Pana Jezusa na warszawskiej Pradze. To piękny, trójnawowy kościół z absydą. Tam ks. Kilian w latach 50. zaprojektował polichromię w technice enkaustycznej, która polega na malowaniu gorącym woskiem. Ta polichromia miała być "kartonem" dla późniejszej mozaiki. I teraz, żeby umieścić tam obraz mozaikowy, należałoby skuć to, co prof. Kilian zaprojektował. Pięć pól już zostało wykonanych, w planach jest jeszcze cała absyda z 11 postaciami, gdzie dominuje Chrystus Król Wszechświata - całość zajmuje około 100 metrów kwadratowych. Obiecałem ks. Kilianowi, że jak kiedyś będę układał mozaikę, uszanuję jego rysunek - jego rękę i zinterpretuję to w sposób nieniszczący jego wizji. To będzie takie duchowe "dziękuję" wobec ks. Kiliana, który kiedyś wybrał mnie spośród wielu kleryków salezjańskich...
Rozmawiała

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki