Logo Przewdonik Katolicki

Moje błędy świadczą o mnie

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Błyskotliwy felietonista, niezrównany mistrz celnych ripost, ociekających nierzadko zjadliwą, nokautującą wręcz ironią. Jednocześnie świetny pisarz oraz gruntownie wykształcony muzyk i kompozytor. Uparciuch i nonkonformista, postać nietuzinkowa i niepodrabialna, wręcz legendarna. O kim mowa? Rzecz jasna o jedynym w swoim rodzaju Stefanie "Kisielu" Kisielewskim; 27 września obchodzić...

Błyskotliwy felietonista, niezrównany mistrz celnych ripost, ociekających nierzadko zjadliwą, nokautującą wręcz ironią. Jednocześnie świetny pisarz oraz gruntownie wykształcony muzyk i kompozytor. Uparciuch i nonkonformista, postać nietuzinkowa i niepodrabialna, wręcz legendarna. O kim mowa? Rzecz jasna o jedynym w swoim rodzaju Stefanie "Kisielu" Kisielewskim; 27 września obchodzić będziemy 12 rocznicę śmierci tego wielkiego polskiego kpiarza.


Był "Kisiel" nieprzejednanym wrogiem komunizmu i socjalizmu, tępicielem głupoty i bezmyślności wszelakiej, za co nieraz przyszło płacić mu wysoką cenę. Jego cechą była bezkompromisowość, ale obce było mu uczucie nienawiści. Wolał kąsającą ironię. Głęboko wierzący, całe życie związany z Kościołem katolickim, ale nawet swoją religijność tłumaczył z właściwą sobie przekornością; jeżeli religia jest złudzeniem, to jakżeż możemy żyć bez złudzeń - powiadał. Pomimo kreowanej pozy, był gorącym patriotą. W wywiadzie udzielonym dla paryskiej "Naszej rodziny" w 1974 roku mówił: - "Polska to w jakimś sensie "moje dzieło", moja praca, mój świat - tam znajdują się rzeczy i sprawy, o których wiem w życiu najwięcej, po prostu moje sprawy. Bez względu na to, czy odnoszę się do nich krytycznie, czy pozytywnie, czy jestem "za" czy też "przeciw", to zawsze tkwię niejako w środku [...] one najbardziej mnie ciekawią. Bez względu na to, czy się tam czuję dobrze, czy źle - zawsze jestem u siebie."
Zapiekły pragmatyk i liberał - przede wszystkim w kwestiach ekonomicznych - w niektórych sprawach pozostawał szalenie konserwatywny.
Wielu nazywało go Stańczykiem peerelowskich czasów; "Otóż niżej podpisany, piastując od lat zaszczytny tytuł 'błazna rewolucji' (nawet tak poważne instytucje jak rewolucja muszą posiadać swoich błaznów), ma w istocie duszę smutną i napełnioną pesymizmem" - pisał o sobie w jednym z cotygodniowych felietonów w "Tygodniku Powszechnym".

Zawsze może być jeszcze gorzej


Stefan Kisielewski przez większą część życia mieszkał w Warszawie. Tam też urodził się 7 marca 1911 roku, jako syn znanego prozaika i publicysty Zygmunta Kisielewskiego. Studiował w Konserwatorium Warszawskim, uzyskując dyplomy z teorii muzyki i kompozycji. Jednakże niespokojny duch i wyjątkowa inteligencja "Kisiela" domagały się zaspokojenia także innych - równie jak muzyka - silnych pasji: publicystyki, dziennikarstwa, literatury, no i oczywiście polityki. To spowodowało, że odbył dwuletnie studia polonistyczne oraz roczne filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim.
Przed wojną pracował w Polskim Radiu, redakcji "Muzyki Polskiej" oraz publikował w "Buncie Młodych" i "Zet", z przerwą na dwuletni (1938-39) pobyt w Paryżu, gdzie pogłębiał studia kompozytorskie.
Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 oraz w powstaniu warszawskim, w czasie wojny pracował także jako pianista i nauczyciel muzyki oraz współdziałał z Wydziałem Kultury i Propagandy Delegatury Rządu RP na Kraj. Po wojnie przeniósł się na kilkanaście lat do Krakowa. W 1945 roku założył pismo "Ruch Muzyczny" oraz wykładał przedmioty teoretyczne w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, skąd został zwolniony "za poglądy" w 1949 roku. Gdy w marcu 1945 roku rozpoczął publikowanie felietonów w "Tygodniku Powszechnym", chyba nie przypuszczał, że zwiąże się z tym pismem na kilkadziesiąt lat. "Głową w ściany", "Bez dogmatu", "Pod włos", "Łopatą do głowy", "Gwoździe w mózgu", "Wołanie na puszczy" - tytuły "kisielowych" felietonów mówią wszystko o przekorności i poczuciu humoru ich autora. Nic dziwnego, że Kisielewski zdobył sobie olbrzymią popularność przede wszystkim właśnie jako felietonista.
Wrodzona przekora i chęć "zagrania komunistom na nosie" doprowadziły go do ław sejmowych. W latach 1957-65 był posłem katolickiego koła Znak. Ale "Kisiela" to nie zmieniło: swoje zjadliwe, niedwuznacznie piętnujące komunizm felietony przeniósł na trybunę sejmową, wywołując niekłamaną wściekłość partyjnych dygnitarzy na czele ze szczerze nienawidzącym go Władysławem Gomułką. W 1965 roku Kisielewski został wykluczony z Sejmu. W 1968 roku na zebraniu Związku Literatów skrytykował komunistyczne władze za fałszowanie polskiej kultury i historii, używając legendarnego już sformułowania "dyktatura ciemniaków". Rozpoczęły się szykany: został pobity przez "nieznanych sprawców", stracił pracę w wydawnictwie muzycznym, a także otrzymał trzyletni bezwzględny zakaz publikacji. W ten sposób komuniści chcieli skazać go na literackie nieistnienie, jednakże zaczął wydawać swoje książki i felietony w podziemnym drugim obiegu pod wielce wymownymi pseudonimami: Teodor Klon i Tomasz Staliński.
Poddawany nieustannym represjom nie ugiął się i pozostawał wierny swoim "reakcyjnym" poglądom. Przeciwnie - im bardziej był szykanowany, tym większą zyskiwał estymę. Stał się człowiekiem-instytucją i niekwestionowanym autorytetem wśród ekonomistów, dziennikarzy oraz działaczy opozycji.
W 1986 roku przeżył osobistą tragedię, kiedy w wypadku samochodowym zginął jego syn Wacław, członek popularnego duetu pianistycznego "Marek i Wacek".
Po upadku komunizmu zaangażował się w tworzenie nowej partii, która prezentowałaby stanowisko zbieżne z jego poglądami. W ten sposób stał się jednym z sygnatariuszy Unii Polityki Realnej, a w październiku 1990 roku jej Członkiem Honorowym. Narastający od kilkunastu lat konflikt z kierownictwem "Tygodnika Powszechnego" spowodował, że w 1990 roku przeniósł swoje felietony do "Wprostu". Wtedy też rozpoczął przyznawanie dorocznych nagród swego imienia dla wybitnych oraz ... przekornych publicystów, polityków i przedsiębiorców. Zmarł 27 września 1991 roku - prawie równo dwa lata po wyśnionym przez siebie upadku komunizmu.
Był autorem wielu powieści, zbiorów felietonów i publicystyki: "Sprzysiężenie", "Widziane z góry", "Cienie w pieczarze", "Wszystko inaczej", "Polityka i sztuka", "Rzeczy małe", "Grażyna Bacewicz i jej czasy", "1000 razy głową w ściany", "Materii pomieszanie", "Na czym polega socjalizm?", "Bez cenzury", "Wołanie na puszczy", "Lata pozłacane, lata szare", "Abecadło Kisiela", "Dzienniki".
Nieco w cieniu działalności publicystycznej pozostają dokonania muzyczne Kisielewskiego. Był znakomitym krytykiem muzycznym ("Z muzyką przez lata", "Gwiazdozbiór muzyczny", "Muzyka i mózg"), a także kompozytorem. W swoim dorobku ma kilkadziesiąt różnego gatunku kompozycji muzycznych: balety ("System Dr. Smoły i Prof. Pierza"), utwory orkiestrowe ("II symfonia", "Symfonia na 15 wykonawców"), kameralne i fortepianowe ("Danse vive", "Capriccio rustico", "Kołysanka", "Koncert").

Przekora to intelektualny instynkt samozachowawczy


Bujny życiorys nie oddaje jednak w pełni fenomenu nieszablonowej osobowości Kisiela. Te cechy widać dopiero, kiedy prześledzi się - choćby fragmentarycznie - jego wypowiedzi i publicystykę.
"Cóż to jest kisielizm? Oczywiście pytanie takie zadać może tylko kompletny ignorant, kisielizm bowiem to powszechnie znany system filozoficzny, obejmujący swym zasięgiem wszystkie sfery życia ludzkiego z polityką, ekonomią, kulturą, sztuką i sportem na czele" - pisał - z charakterystycznym dla siebie - przymrużeniem oka na łamach "Tygodnika Powszechnego".
Mówił, że gdy pisze rzeczy poważne, to podpisuje się jako Stefan Kisielewski, kiedy mniej poważne, posługuje się "Kisielem". Ale czy w tej sprawie można mu tak do końca wierzyć?
Zawsze imponował niezależnością sądów w przeciwieństwie do wielu opozycjonistów uważał, że socjalizmu nie można reformować i negował go w całości. W 1979 roku w swojej rozprawie "Na czym polega socjalizm?" przeprowadził krótką, acz zdumiewająco celną analizę socjalizmu. Twierdził w niej, że ustrój ten jest z gruntu utopijny, gdyż m.in. nie posiada jakichkolwiek mechanizmów kontroli, które ostrzegałyby w porę o załamywaniu się gospodarki. Kapitalizm - choć też nie jest systemem idealnym - ma takie "bezpieczniki" w postaci prostych, naturalnych mechanizmów: popytu i podaży oraz zysku i straty.
Był znienawidzony przez cały aparat komunistyczny za ironiczne hasła w stylu "Socjalizm nie, wypaczenia tak!", czy zgryźliwe, prowokacyjne felietony, takie jak opublikowany w 1957 roku "Powrót". Pisał w nim m.in.: "Nie wiem, dlaczego słowo rewizjonizm w niektórych kołach lewicowych uchodzi za synonim wszystkiego najgorszego, a rewizjonista to obelga, jak dawniej reakcjonista. Dla mnie rewizjonizm to najpiękniejsza i najmądrzejsza rzecz na świecie: wciąż należy wszystko rewidować, sprawdzać, przewartościowywać, neutralizując w ten sposób naszą przyrodzoną skłonność do zastoju, skostnienia lenistwa umysłowego i próbując nadążyć za dialektyczną zmiennością świata."
Uważał, że nie ma krytyki szkodliwej, szkodę przynosi wyłącznie jej brak. O sobie mówił, że nie posiada poglądów politycznych, a jedynie ekonomiczne.
Nienawidził ludzkiej bezmyślności (w sensie dosłownym), ale poważał zdanie i sądy innych ludzi, nawet wtedy, kiedy ci się mylili. Tak nakazywał mu jego Kodeks Człowieka Pobłażliwego. Stłamszony przez komunistyczny ustrój, walczył o prawo do swobodnej wypowiedzi i do popełniania błędów.
Uważał, że prawdy niemiłe nie przestają być prawdami, dlatego bez skrupułów kierował ostrze krytyki nie tylko w kierunku przeciwników, ale i wobec własnych przyjaciół. Dał temu wyraz w swoich dwóch najbardziej znanych (i chyba też najbardziej prowokacyjnych) książkach: "Dziennikach" oraz "Abecadle Kisiela". W tej drugiej opisał zarówno komunistów "tak czerwonych, jak kardynałowie łowiący raki w Morzu Czerwonym, ale również i reakcjonistów tak czarnych, jak murzyni czyszczący komin z sadzy w noc bezksiężycową".
Niestety, nie ma dziś komu przejąć "kisielowego" kadyceusza. Pozostało uczucie dojmującej pustki i niemożności podrobienia Mistrza. Można sobie jedynie wyobrażać, jak dosadnie skomentowałby absurdy dzisiejszych czasów...
Tych wszystkich zaś, którzy poczuli ulgę, gdy zabrakło ciętego, piętnującego pióra "Kisiela", śpieszę "pocieszyć" jednym z jego sztandarowych aforyzmów: "nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło".

Tytuł oraz śródtytuły zostały zaczerpnięte z powiedzonek i aforyzmów Stefana Kisielewskiego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki