Logo Przewdonik Katolicki

Mała miejscowość o wielkiej historii

Bernadeta Kruszyk
Fot.

Przemierzając pielgrzymkowe szlaki ziemi konińskiej, nie sposób nie odwiedzić Kazimierza Biskupiego, malowniczej wsi położonej na skraju dawnej Puszczy Kazimierskiej. W miejscu tym przed tysiącem lat mieli mieszkać, pracować i głosić Ewangelię pierwsi polscy męczennicy: Jan, Benedykt, Mateusz, Izaak i Krystyn. To tu, jak utrzymują niektórzy, ponieśli męczeńską śmierć i tu po dziś...

Przemierzając pielgrzymkowe szlaki ziemi konińskiej, nie sposób nie odwiedzić Kazimierza Biskupiego, malowniczej wsi położonej na skraju dawnej Puszczy Kazimierskiej. W miejscu tym przed tysiącem lat mieli mieszkać, pracować i głosić Ewangelię pierwsi polscy męczennicy: Jan, Benedykt, Mateusz, Izaak i Krystyn. To tu, jak utrzymują niektórzy, ponieśli męczeńską śmierć i tu po dziś dzień przechowywane są ich relikwie, nad którymi troskliwą pieczę sprawują Misjonarze Świętej Rodziny, obecni gospodarze wybudowanego w XVI wieku klasztoru Bernardynów.
Dzieje Kazimierza Biskupiego sięgają połowy XI wieku. Miejscowa tradycja głosi, iż osadę założył książę Kazimierz Odnowiciel, od którego imienia miała wziąć swoją nazwę, i że wcześniej wzniesiono tu, pierwszy na ziemiach polskich, klasztor eremicki, w którym osiedli przybyli z Pereum benedyktyńscy mnisi - Jan i Benedykt. W 1237 roku wieś przeszła na własność biskupów lubuskich, a w 1286 roku została obdarzona przez króla Przemysława II prawami miejskimi, które w 1328 roku potwierdził król Władysław Łokietek. Warto wspomnieć, iż na początku XV wieku Kazimierz Biskupi posiadał władze miejskie, 22 mieszczan-rolników oraz że odbywał się w nim cotygodniowy targ, na który przybywali tłumnie mieszkańcy okolicznych osad. W 1504 roku miasteczko kupił wojewoda kaliski Mikołaj Lubrański, zwany także Gardziną, który wraz ze swym bratem Janem Lubrańskim, biskupem poznańskim, zbudował w nim kościół i klasztor Ojców Bernardynów mających czuwać nad spontanicznie rozwijającym się kultem Pięciu Braci Męczenników. Mnisi czynili to do końca XIX wieku, kiedy to zmarł ostatni z nich, a pozbawiony opieki klasztor na skutek braku nowych powołań oraz ingerencji rosyjskich władz zaborczych - zamknięto. Kult świętych jednak nie wygasł i kształtuje świadomość mieszkańców Kazimierza Biskupiego po dziś dzień.
Słowo o świętych eremitach
Dwaj z Pięciu Braci Męczenników, Jan i Benedykt pochodzili z włoskiego Pereum, gdzie opatem był późniejszy założyciel Zakonu Kamedułów św. Romuald i mieli przybyć do Kazimierza Biskupiego w 1001 roku na zaproszenie księcia Bolesława Chrobrego, by głosić Dobrą Nowinę i chrzcić pogańskie plemiona, które zamieszkiwały tereny sąsiadujące ze wschodnimi rubieżami ówczesnego państwa polskiego. Współczesny im św. Brunon z Kwerfurtu pisze, iż dzielili jedną celę i szybko zyskali wśród okolicznej ludności miano świątobliwych i bogobojnych. Nie mniej szybko znaleźli także chętnych, którzy pragnęli wstąpić na drogę życia zakonnego - Mateusza, Izaaka i Krystyna. Książe Bolesław wiązał z pobytem benedyktynów wielkie nadzieje. Być może za ich pośrednictwem pragnął wystarać się u papieża o koronę i jest możliwe, że w tym celu dał im pieniądze, które potem zwrócili, nie chcąc "przykładać rąk" do świeckiej sprawy. Fama o skarbie ukrytym w kazimierskim eremie szybko się jednak rozeszła. Podczas dłuższej nieobecności Bolesława Chrobrego, w nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku, nieznani łotrzykowie - być może nieprawi wojowie księcia, a może na pół pogańscy miejscowi chłopi - napadli na pogrążonych we śnie zakonników, a nie znalazłszy osławionego złota, wszystkich wymordowali, rabując przy tym, co się dało, także naczynia i szaty liturgiczne. Święty Brunon z Kwerfurtu w "Żywocie Pięciu Braci Kamedułów Męczenników" pisze: "Krystyn zaś, ich kucharz (...), który był przywiązany do zabitych serdeczną służbą i wdzięcznym sercem, wyrósł nad czterema bezbożnym ciosem powalonymi świętymi jako piąty zabity (...)". Sprawcy mordu dla zatarcia śladów podpalili kościół i uciekli. Źle podłożony ogień nie strawił jednak ani świątyni, ani cel pustelników, nieszczęsnych zaś złoczyńców złapano i skazano na śmierć. Przed egzekucją mieli ponoć zeznać, iż ich ofiary umierały z godnością. Od tego czasu kult pochowanych w klasztornym kościele męczenników rozrastał się i umacniał. W 1038 roku relikwie świętych przewieziono do Gniezna, a stamtąd, po łupieżczej napaści księcia Brzetysława, wywieziono do Czech. W XVI wieku, dzięki staraniom wspomnianych już Mikołaja i Jana Lubrańskich, relikwie wróciły do kraju. Dziś pieczę nad nimi sprawują Misjonarze Świętej Rodziny - obecni gospodarze kazimierskiego klasztoru.
Na straży relikwii i świętości rodzin
Misjonarze Świętej Rodziny przybyli do Kazimierza Biskupiego 21 lipca 1921 roku. Po wyremontowaniu kościoła oraz niszczejących zabudowań klasztornych umieszczono tu przygotowujących się do kapłaństwa kleryków, a rok później wyświęcono pierwszych księży-misjonarzy. Dziś w konwencie przebywa blisko sześćdziesięciu księży i kleryków. Jest to, jak mówi prefekt kleryków, ksiądz Marian Kołodziejczyk MSF, serce polskiej prowincji, w której kształcą się kolejne pokolenia Misjonarzy Świętej Rodziny. Każdy ich dzień naznaczony jest modlitwą, nauką i pracą. Rozpoczyna się wcześnie, bo około godziny 5.20, modlitwą i rozmyślaniami. O 6.30 wspólnota spotyka się na Mszy świętej, a godzinę później wspólnie spożywa śniadanie. O godzinie 8.05 zaczynają się sześciogodzinne wykłady, a po nich odmawiany jest Anioł Pański. Po obiedzie przychodzi czas na pracę. Klerycy pracują trzy razy w tygodniu. Sprzątają, zajmują się przyklasztornym ogrodem i wykonują inne, niezbędne dla należytego utrzymania klasztoru prace. Dwa razy w tygodniu mogą obejrzeć wybrany program w telewizji, codziennie zaś "Wiadomości". Kontakt ze światem nie jest drastycznie ograniczany, każdy jednak powinien dbać o to, by nie przesłonił mu on głównego celu, jakim jest praca dla Boga i Kościoła w myśl reguły zgromadzenia. Misjonarze Świętej Rodziny poświęcają się Bogu przez naśladowanie Chrystusa według rad ewangelicznych i oddanie się misjonarskiemu posłannictwu w Kościele zgodnie ze swoim charyzmatem, którym jest apostolat wśród tych, "których z oddali wezwie Pan, Bóg nasz". Założyciel zgromadzenia, sługa Boży ksiądz Jan Chrzciciel Berthier pragnął, by dla każdego, kto wstępuje do wspólnoty, wzorem życia duchowego była Święta Rodzina - bowiem to właśnie w Niej wzrastał Jezus Chrystus. Wszystkie etapy formacji zmierzają ostatecznie do ukształtowania postawy duchowej opartej na pełnym zawierzeniu Bogu oraz poddaniu się jego woli w życiu prostym i pracowitym. Celem działalności zgromadzenia jest realizacja apostolatu misyjnego, apostolatu powołań (także spóźnionych) oraz apostolatu rodzin. Ten ostatni odgrywa w pracy apostolskiej Misjonarzy Świętej Rodziny bardzo ważną rolę i jest okazją do budzenia w młodych ludziach powołań misyjnych. Tych zaś, jak mówi ks. Marian Kołodziejczyk, nie brakuje i jest znacznie więcej niż pięć lat temu. Co kieruje młodymi ludźmi, którzy pukają do wrót klasztoru w Kazimierzu Biskupim? Odpowiadają - powołanie, chęć pójścia tą, a nie inną drogą. Oczywiście nie zawsze jest ono wyraziste i jasne, czasami trzeba je powoli odkrywać, jednak, jak mówią brat Łukasz Grządka i diakon Michał Krych, prędzej czy później upomni się o swoje i zagłuszy wszelkie inne pragnienia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki