Logo Przewdonik Katolicki

Haga - bezsilny Trybunał

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

21 maja bieżącego roku przed haskim Trybunałem ds. Zbrodni w byłej Jugosławii zeznawał były prezydent Słowenii Milan Kuczan. Eks-dygnitarz jugosłowiańskiej partii komunistycznej składał zeznania przeciwko swojemu dawnemu towarzyszowi Slobodanowi Miloszeviciovi. Kucan potwierdził, że były jugosłowiański przywódca dążył przy użyciu siły do utworzenia Wielkiej Serbii na gruzach...

21 maja bieżącego roku przed haskim Trybunałem ds. Zbrodni w byłej Jugosławii zeznawał były prezydent Słowenii Milan Kuczan. Eks-dygnitarz jugosłowiańskiej partii komunistycznej składał zeznania przeciwko swojemu dawnemu towarzyszowi Slobodanowi Miloszeviciovi. Kucan potwierdził, że były jugosłowiański przywódca dążył przy użyciu siły do utworzenia Wielkiej Serbii na gruzach Jugosławii.


Niestety, jest to wyjątek potwierdzający regułę o nieskuteczności działań Trybunału haskiego w ciągu 10 lat funkcjonowania tej instytucji. Trybunał powołany do życia w maju 1993 roku przez Radę Bezpieczeństwa ONZ był jednym z półśrodków, za pomocą których Rada zamierzała rozwiązać kwestię konfliktu w byłej Jugosławii. Ta prowizorka przetrwała aż do dnia dzisiejszego. Trybunał ma prawo sądzić osoby - niezależnie od ich statusu, np. głowy państwa - za naruszenie konwencji genewskiej z 1949 roku, pogwałcenie praw wojny, ludobójstwo i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Czy robi to jednak skutecznie?


Powołując Trybunał Haski, Rada Bezpieczeństwa ONZ uczyniła jedyną rzecz, do jakiej była podówczas zdolna. Żadne inne działania - w tym zwłaszcza militarne - nie wchodziły w grę w 1993 roku. Niezależnie od wątpliwości wielu specjalistów prawa międzynarodowego, którzy podważają legalność powołania Trybunału i sam tryb jego funkcjonowania, pojawiają się inne problemy: czy nad haskim narzędziem sprawiedliwości nie ciąży prymat politycznych interesów?
Świat nigdy nie potrafił zrozumieć skomplikowanej problematyki Bałkanów i tragicznej historii Jugosławii. Nie wyciągnięto należytych wniosków ze zgubnej polityki "grubej kreski", jaką stosował charyzmatyczny komunistyczny dyktator Josif Broz Tito. Kierując się prawidłami rządzącymi zachodnimi demokracjami, chciano transponować je na bałkański grunt. Wierzono, że Chorwaci, Muzułmanie, Albańczycy i Serbowie dobrowolnie wydadzą w ręce Trybunału swoich polityków i wojskowych odpowiedzialnych za wojenne zbrodnie. Społeczność międzynarodowa przyjęła zasadę: naród jest w porządku, winni są wodzowie. W przypadku Bałkanów jest to ewidentne niezrozumienie istoty konfliktu.
Siłą tłumiona przez kilkadziesiąt lat nienawiść religijna, etniczna i narodowościowa oraz nie wyrównane rachunki wzajemnych zbrodni z czasów II wojny światowej okazały się zabójczą mieszanką. Jeśli nie byłoby takiego podłoża wśród zwykłych ludzi, nacjonalistyczni przywódcy w typie Radovana Karadżicia czy Slobodana Miloszevicia nigdy nie zdołaliby poprowadzić własnego państwa do bratobójczej, okrutnej wojny. Wojny, w której nie ma wyłącznie ofiar i katów. Tu wszyscy są winni. Wbrew pierwotnej opinii Zachodu, tym złym nie są wyłącznie Serbowie, choć to głównie oni są odpowiedzialni za wywołanie krwawych, nacjonalistycznych antagonizmów. Zbrodnie i czystki etniczne obciążają również konto tysięcy Chorwatów, Muzułmanów i Kosowarów. Czy zatem mogli dobrowolnie wydać swoich przywódców w ręce międzynarodowej jurysdykcji? Nie, gdyż sami pośrednio poddawaliby się temu osądowi.
Stąd zatem biorą się olbrzymie trudności haskiego Trybunału ds. Zbrodni w byłej Jugosławii w ujęciu i skazaniu najważniejszych bałkańskich zbrodniarzy.

Lista nieobecnych


Slobodan Miloszević uosabia całe zło, jakie spotkało Bałkany w ostatnich latach. Jednakże nie jest to jedyny, a być może nawet nie najważniejszy człowiek, jaki powinien zasiąść na ławie oskarżonych Trybunału Haskiego. Od chwili swojego ukonstytuowania w 1993 roku Trybunał próbuje - jak dotąd bezskutecznie - osądzić dwóch ludzi: byłego prezydenta bośniackiej Republiki Serbskiej Radowana Karadżicia oraz generała Ratko Mladicia, byłego dowódcę wojsk serbskich. Ten pierwszy zasłynął jako główny inspirator etnicznej czystki w Bośni, człowiek, któremu marzyła się Wielka Serbia bez żadnych innych mniejszości narodowych i religijnych. To właśnie Karadżić stworzył paramilitarne bojówki, które zasłynęły wyjątkowym okrucieństwem podczas realizacji utopijnych wizji serbskiego Goebbelsa. Generał Ratko Mladić, słynny "rzeźnik z Vukovaru", jest natomiast bezpośrednio odpowiedzialny za mordy, gwałty i pacyfikacje, jakich dokonywały podległe mu regularne jednostki serbskiej armii.
Bezkarność Kradżicia i Mladicia - poszukiwanych od lat listami gończymi - jest największą porażką Trybunału w Hadze i doskonale obrazuje bezsilność międzynarodowego aparatu sprawiedliwości w tej sprawie.
Inni zbrodniarze pozostający na wolności to m.in. Milan Martić - były prezydent Krajiny (obecnie część Chorwacji) - odpowiedzialny za serbskie bombardowanie Zagrzebia, zastępca Mladicia Drożdże Dżukić, były prezydent Serbii Milan Milutinović oraz były szef sztabu serbskiej armii Dragoljub Ojdanić.
Nie udało się na razie osądzić serbskiego przywódcy nacjonalistycznego Vojislava Szeszelja, który w lutym tego roku oddał się do dyspozycji Trybunału Haskiego. Szeszelj twierdzi, że nie popełnił żadnych przestępstw, mimo że w połowie lat 90-tych organizował bojówki przeprowadzające etniczne czystki w Chorwacji oraz Bośni i Hercegowinie. Słynne stało się jego hasło: "Będziemy wydłubywać oczy Chorwatom zardzewiałymi łyżkami".
Na wolności przebywa nadal wielu zbrodniarzy z Wyzwoleńczej Armii Kosowa UCK, odpowiedzialnych za masowe mordy na ludności serbskiej. Swobody zażywa również chorwacki generał Ante Gotovina odpowiedzialny za czystki etniczne na Muzułmanach bośniackich.
Wszyscy oni ukrywają się najprawdopodobniej na terenie Bośni i Hercegowiny. Pomimo zachodniej jurysdykcji, jest to strefa dla bezkarnych działań przemytników, handlarzy bronią i narkotykami. Zarówno w Hercegowinie (zdominowanej przez Chorwatów), jak i w Bośni (szczególnie w części zamieszkałej przez serbską większość) odbywają się gigantyczne nielegalne transakcje. Jest to zatem raj dla zbrodniarzy oraz przestępców i miejsce gdzie prawdopodobnie nigdy nie sięgnie ręka Trybunału Haskiego. Tu w grę wchodzą bowiem nie tylko pseudopatriotyczne pobudki mieszkańców BiH, ale przede wszystkim wielkie interesy, które dają gotówkę, a ta z kolei zapewnia pełną bezkarność.

Czy sprawiedliwość bywa dwuznaczna?


Czy zatem działalność Trybunału znaczona jest wyłącznie pasmem niepowodzeń? Nie tak do końca. Bezsprzecznie za sukces uznać należy już sam fakt postawienia przed obliczem sprawiedliwości Slobodana Miloszevicia, niezależnie od popełnionych błędów proceduralnych. Sukcesem jest również ujęcie Momczilo Krajisznika, przewodniczącego Zgromadzenia Serbów Bośniackich, osądzenie Biljany Plavszić, byłego prezydenta samozwańczej Republiki Serbskiej proklamowanej w Bośni, oraz skazanie kilkudziesięciu innych mniej znanych polityków i wojskowych, w tym "kata Srebrenicy", serbskiego generała Radlislava Krsticia (46 lat więzienia za największą zbrodnię w Europie od czasów II wojny - masakrę 7 tysięcy Muzułmanów).
Problemem pozostaje jednak, w jaki sposób udowodnić im udział w zbrodniach wojennych oraz ludobójstwo. Wbrew pozorom nie jest to takie proste. Biljana Plavszić, która dobrowolnie oddała się w ręce Trybunału Haskiego, przyznała, że jest winna prześladowaniu muzułmańskich Bośniaków z powodów etnicznych, politycznych i religijnych. W zamian za to prokurator generalny Trybunału Carla Del Ponte zrezygnowała z innych zarzutów wobec Plavszić - w tym najpoważniejszego: ludobójstwa. Ostatecznie Plavszić otrzymała karę 11 lat pozbawienia wolności.
Czy był to dość dwuznaczny gest łagodności w zamian za przyznanie się do częściowej winy, czy też wyraz bezradności Trybunału, nie potrafiącego udokumentować swoich zarzutów? Wydaje się, że jedno i drugie. A przecież "caryca Biljana" była jednym z głównych inspiratorów rzezi na Muzułmanach, wielokrotnie widywano ją wspólnie z osławionym zbrodniarzem wojennym Żelijko Rażnatoviciem "Arkanem", z którym wymieniała publiczne uściski! Tak czy owak, pozostał niesmak - Trybunał Haski okazał się mniej etyczny od swojego norymberskiego odpowiednika. Bo czyż Trybunał w Norymberdze zawierałby wątpliwe moralnie układy, np. z Hermanem Goeringiem?
Również okoliczności doprowadzenia przed haskie oblicze innych zbrodniarzy budzi poważne wątpliwości. Władze serbskie wydały Miloszevicia dopiero za cenę przyznania im międzynarodowych kredytów i zachodnich inwestycji. Podobnie uczynili Chorwaci ze swoim bohaterem z czasów wojny narodowowyzwoleńczej - generałem Rahimem Ademim.
Sam proces Slobodana Miloszevicia coraz bardziej zaczyna przypominać tanią farsę. Nie można odmówić zaangażowania i determinacji pani prokurator Del Ponte. Gorzej, niestety, z jej przygotowaniem merytorycznym. Byłemu jugosłowiańskiemu przywódcy udało się przynajmniej częściowo skompromitować prokuratora oraz świadków oskarżenia. Wielu świadków przedstawiało jedynie zasłyszane fakty lub nie sprawdzone relacje, inni związani byli z kosowskimi ugrupowaniami partyzanckimi (co podważało, rzecz jasna, ich bezstronność). A przecież wina Miloszevicia jest bezsporna. Czy rzeczywiście Trybunał Haski nie był w stanie dotrzeć do bardziej wiarygodnych świadków i przedstawić mocniejszych dowodów?
Udowodnienie winy Miloszevicia jest zatem, o dziwo, zadaniem niełatwym. O ile łatwiej przypisać mu zbrodnie w Kosowie, które było częścią federacji jugosłowiańskiej i gdzie działały regularne oddziały armii serbskiej, nad którymi sprawował oficjalne zwierzchnictwo, o tyle nie jest to proste w przypadku Bośni. W tej ostatniej działały bowiem paramilitarne bojówki w rodzaju Tygrysów "Arkana". Rzecz jasna, Miloszević finansował z ukrycia te organizacje, niemniej trudno udowodnić mu bezpośrednią nad nimi kontrolę.
Sam "Arkan" Rażnjatović zginął rok temu w niewyjaśnionych okolicznościach. Przed śmiercią wyrażał podobno chęć oddania się w ręce Trybunału i składania zeznań obciążających Miloszevicia. Zginął, bo wiedział za dużo? Chcąc ratować siebie, mógł rzucić nowe światło na osobę Mocnego Lobo - prześladowanie opozycji, skrytobójcze mordy, afery gospodarcze i korupcyjne, powiązania z mafią i narkobiznesem. O tych sprawach opozycja mówi w Belgradzie od lat.
A sam Miloszević? Dzięki nieudolności Trybunału Haskiego wyrósł ponownie na bohatera narodowego większości Serbów, a transmisje z procesu Slobo biją rekordy popularności w serbskiej TV.
Miloszević, Karadżić, Mladić i wielu innych kpią sobie z międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości, w dużej mierze dzięki słabości samej Hagi. Pytanie brzmi: jak długo jeszcze.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki