Logo Przewdonik Katolicki

Chiński syndrom

Renata Krzyszkowska
Fot.

Jak poinformowała niedawno chińska minister zdrowia Wu Yi, władze tego kraju są bliskie opanowania epidemii SARS. Tymczasem zdaniem WHO Chińczycy zaniżają liczbę zachorowań, m.in. nie wpisując do statystyk lżej chorych. Władze Tajwanu, gdzie liczba nowych zakażeń nie maleje, oskarżają Chiny o ukrywanie choroby i przyczynianie się do kolejnych zakażeń. Zdaniem obserwatorów, polityka...

Jak poinformowała niedawno chińska minister zdrowia Wu Yi, władze tego kraju są bliskie opanowania epidemii SARS. Tymczasem zdaniem WHO Chińczycy zaniżają liczbę zachorowań, m.in. nie wpisując do statystyk lżej chorych. Władze Tajwanu, gdzie liczba nowych zakażeń nie maleje, oskarżają Chiny o ukrywanie choroby i przyczynianie się do kolejnych zakażeń. Zdaniem obserwatorów, polityka informacyjna Chin przypomina tą prowadzoną przez ZSRR po Czarnobylu.


SARS (Severe Acute Respiratory Syndrome), czyli ostry zespół niewydolności oddechowej pojawił się w listopadzie ubiegłego roku w południowych Chinach. W lutym 2003 roku zachorowania wystąpiły również w Hongkongu, Wietnamie oraz Singapurze. Za sprawą podróżnych choroba rozprzestrzeniła się na cały świat. W Polsce nie odnotowano żadnego przypadku zachorowania. Okres wylęgania choroby wynosi 2-10 dni. Początkowe objawy są niespecyficzne: gorączka powyżej 38 stopni Celsjusza z towarzyszącymi często dreszczami, bólem głowy, bólami mięśni i poczuciem choroby. W ciągu 3-7 kolejnych dni dołącza się suchy kaszel i duszność. Około 10-20 procent zachorowań przebiega z niewydolnością oddechową wymagającą wspomaganego oddychania. Choć udało się już zidentyfikować wirus wywołujący chorobę, nie ma na nią jeszcze szczepionki. Chorym podaje się leki antywirusowe oraz sterydy. Ratunkiem może też być podanie surowicy krwi uzyskanej od osób, które już uodporniły się na SARS. Umierają najczęściej osoby wcześniej przewlekle chore oraz te, u których choroba była leczone dopiero w późnym stadium.

Polityka kłamstw


Duża liczba zakażonych to personel szpitali, gdzie leczeni są chorzy na SARS. Zdaniem obserwatorów, WHO, w obliczu pospolitej "dezercji" pielęgniarek i lekarzy, którzy opuszczają stanowiska pracy w obawie o swoje zdrowie, z chińskich szpitali zwalnia się nie całkiem jeszcze wyleczonych pacjentów. Ponadto Chiny stosują zbyt wąską definicję SARS oraz pomijają w swych raportach wiele lekkich przypadków choroby, przez co liczba ujętych w statystykach zachorowań jest niższa niż w rzeczywistości. Takie wnioski wyciągnęła ekipa WHO po inspekcji w dwu stołecznych szpitalach, gdzie w raportach w sprawie SARS nie uwzględniano chorych na zapalenie płuc, szybko dochodzących do zdrowia. Sytuację pogarsza fakt, że choroba, która wykluła się w bogatych Chinach Południowych, dotarła już do Chin Północnych, gdzie ludność jest biedna, żyje głównie z rolnictwa i nie stać jej na leczenie.
Amerykański minister zdrowia Tommy G. Thompson ostrzegł w Brukseli, że nawet jeśli epidemia teraz słabnie, to najbliższej jesieni bez wątpienia się nasili i spowoduje śmiertelne przypadki na całym świecie, także w Europie i USA. Zadaniem dra Romualda Boraja, kierownika Przychodni Chorób Zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie, wirusowi SARS sprzyja klimat ciepły i wilgotny, w którym łatwo się rozwija. Takie warunki panują właśnie w Chinach, Hongkongu i na Tajwanie. W porze deszczowej występują tam masowe zachorowania na wiele różnych chorób wirusowych. Za kilka miesięcy pogoda w tamtym regionie świata prawdopodobnie znów będzie sprzyjała rozwojowi wirusów, w tym także SARS, i dlatego należy się spodziewać nowej fali zachorowań.

Strach przed SARS


Strach przed chorobą przyczynił się do paraliżu gospodarczego w całym regionie. Największe straty poniosły linie lotnicze, gdyż ludzie boją się podróżować. Tajlandia czerpiąca duże dochody z turystyki, mimo że na SARS zmarły tam tylko 2 osoby, została postawiona przed widmem recesji. Rząd tego kraju ogłosił, że będzie płacić 100 tys. USD wjeżdżającym do kraju obcokrajowcom lub ich rodzinom, jeśli podczas pobytu w tym kraju zarażą się wirusem, a następnie umrą z tego powodu. Odszkodowanie w tej samej wysokości oferują od początku maja również tajlandzkie linie lotnicze Thai Airways każdemu pasażerowi, który zarazi się SARS w samolocie tego przewoźnika. Bangkok zobowiązał się również do pokrycia wszelkich kosztów leczenia szpitalnego.
SARS zaraziło się już prawie 8000 ludzi na świecie, z czego prawie 600 zmarło. Liczby te są prawdopodobnie bardzo zaniżone. Władze Chin, gdzie wirus zbiera największe żniwo, zaczynają sobie jednak zdawać sprawę z faktu, że minęła już era polityki kłamstw sprawdzająca się w komunistycznym świecie. Chiny dziś za bardzo zależą od świata, by nie liczyć się z jego naciskami. Wszystkie kraje zagrożone epidemią walczą z nią jak potrafią. W samym Pekinie kwarantannie poddanych jest nadal ponad 20 tysięcy osób. W Japonii hotele odmawiają przyjmowania gości z Tajwanu i Chin, tłumacząc to troską o zdrowie pozostałych klientów. W działaniach prewencyjnych najdalej poszedł chyba Singapur, gdzie kilka dni temu uruchomiono specjalny kanał telewizyjny poświęcony wyłącznie tej chorobie. Strach nie opuszcza nawet członków Światowej Organizacji Zdrowia, której kierownictwo zaapelowało do swych delegatów, by w razie stwierdzenia u siebie podejrzanej infekcji nie przyjeżdżali na 56. sesję WHO do Genewy. Z uwagi na ryzyko zakażeń, światowe spotkanie poświęcone SARS zaplanowane na 19 czerwca br. przeniesiono z Europy do Kuala Lumpur.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki