Wolni od schematów

Schematów, z którymi się borykamy, powstałych bez naszej woli i wiedzy, jest sporo. Mają konkretne konsekwencje dla tego, jak układamy naszą przyszłość – z Anną Mochnaczewską, autorką książki 102 lekcje na życie rozmawia Małgorzata Bilska.
Czyta się kilka minut
fot. Olga Pankova/Getty Images
fot. Olga Pankova/Getty Images

Skąd pomysł na książkę?

– Z gabinetu terapeutki.

(Śmiech) Widać w niej doświadczenie pracy z ludźmi. Prowadzi nas Pani po zakamarkach możliwych problemów. Jak Pani wpadła na taką formułę?

– Po sukcesie pierwszej książki Nawyki zamiast cudów i mojej aktywności na Instagramie przyjaciółka zaczęła mnie namawiać do zrobienia kalendarza. Przemyślałam to i doszłam do wniosku, że kalendarz ludzie będą mieli przez rok i zostanie zutylizowany. Byłoby mi szkoda zmarnować tyle pracy. W ten sposób pojawił się jednak pomysł książki, która będzie przystępna i do czytania fragmentami, każdego dnia po kawałku.

Ponieważ dużo działam jako psycholog na Instagramie, wiem, że ludzie poszukują takich treści w internecie. Czasem znajdują tam coś inspirującego, ale potem są zalewani masą bzdur: kotkami, pieskami, polityką, muzyką, memami, przepisami kulinarnymi itp. W ten sposób traci się ciągłość, nie da się nad sobą pracować. Traci się czas, a efekt jest zerowy. Postanowiłam zrobić książkę. Taką, która będzie „zjadliwa”, tzn. nie narzuci moich poglądów, a zachęci do tego, by na chwilę usiąść i poświęcić dla siebie kilka minut w danym dniu. Jest tak napisana, żeby czytać ją stopniowo. Każdego dnia pojawia się nowa garść refleksji, nad którą warto pomyśleć. Jest też miejsce na zapisywanie notatek. Do pewnych wątków można wracać. Ta książka może być z czytelnikiem na różnych etapach jego życia. On całe życie się zmienia, zmienia mu się perspektywa. Wracając do różnych pytań i treści, ma szanse stale się rozwijać.

A dlaczego akurat nazwa „lekcje”?

– Bo można przeczytać jedną „lekcję” rano, na początku dnia i potem mieć to gdzieś z tyłu głowy w pracy. Przy różnych zajęciach.

Taka forma jest adekwatna do potrzeb i nawyków współczesnego odbiorcy, który ma coraz większy kłopot z utrzymaniem koncentracji. Funkcjonuje w kulturze obrazu, błyskawicznie zmieniających się „migawek” ze świata. Komunikuje się za pomocą krótkich wiadomości tekstowych. Książka pasuje do stylu internauty. To był efekt zamierzony czy przypadek?

– Wzięłam pod uwagę fakt, że mamy dziś problem z przyswajaniem dłuższych treści. Szybko się dekoncentrujemy. To ma związek z przesytem informacji, dostajemy za dużo bodźców. Książka ma przystępną formę, czyta się ją bez wysiłku. Z uwagi na podział treści na lekcje, bardzo krótkie części (dzień to pół strony, czasem jedna lub dwie), można czytać powoli, inspirując się do refleksji przy wykonywaniu zadań, codziennych, nudnych obowiązków.

Pierwotnie miało być 365 lekcji – tyle, ile dni ma rok. Kiedy zaczęłam pisać i dotarłam do 180. lekcji, zorientowałam się, że przekroczyłam limit znaków wyznaczony przez wydawcę. Zadałam więc pytanie mojej redaktorce: czy mam kontynuować, czy zmienimy koncepcję? Po analizie ustaliłyśmy, że trzeba to ograniczyć. Musiałam dokonać wyboru z tego, co napisałam… Liczba 102 wzięła się stąd, że istnieje powiedzenie: coś jest na sto dwa, czyli super! Gdyby była potrzeba, mam jeszcze materiał na drugą część.

Zajmuje się Pani terapią schematu. Co to znaczy? Chyba każda terapia przełamuje nawyki i schematy utrwalone w dzieciństwie czy też w trudnej relacji…

– Terapia schematów jest metodą uznaną, akredytowaną przez międzynarodową organizację o nazwie International Society of Schema Therapy (ISST). Wywodzi się ona z terapii poznawczo-behawioralnej. Jej twórca, amerykański terapeuta Jeffrey Young, pracując z osobami, które miały poważne problemy, szukał metody pomocy w dokonaniu głębszej zmiany niż ta, którą wtedy mógł osiągnąć. Wyszedł od potrzeb emocjonalnych. Każdy z nas ma identyczne potrzeby, bez względu na wiek, płeć, rasę, kolor skóry, wykształcenie i miejsce urodzenia. Człowiek potrzebuje być kochany, szanowany, uznany; mieć poczucie bezpieczeństwa. Ale też empatii, zrozumienia. Budowania relacji z ludźmi, ich akceptacji i przynależności. Ma potrzebę autonomii itd. Na kanwie wiedzy o potrzebach i deficytach w ich zaspokajaniu Young stworzył zestaw schematów, które powstają w wyniku wczesnych (a potem i późniejszych) doświadczeń życiowych. Schematy „determinują” nasze myślenie.

Jakiś przykład?

– Jeśli dziecko wzrasta w rodzinie, w której z jakiegoś powodu nie doświadcza stabilizacji emocjonalnej, najprawdopodobniej wykształci się u niego schemat nieufności i nadużycia. Osoba, która działa według niego, nie ma zwykle świadomości jego faktu. Dzieci nie umieją nazwać emocji, tego, co się z nimi dzieje. Uczą się jednak, że ich potrzeby nie są ważne, nie da się ich zaspokoić i muszą w tych okolicznościach przetrwać. Okoliczności to może być na przykład przemoc ze strony rodzica lub rodziców, manipulacja i bierna agresja, zaburzenia osobowości, choroba alkoholowa itd. Dziecko uczy się przekonań typu: nie ufaj, bo ktoś to wykorzysta. Bliskość nie jest miłością bezinteresowną, za darmo; może być zagrażająca. Relacje bliskości w domu stają się schematem, zgodnie z którym dorosły dokonuje potem wyborów. Wchodzi w związki, tworzy relacje. I sam nie wie, jak to się w ogóle dzieje, że nie widzi drobnych sygnałów ostrzegawczych, oczywistych dla kogoś z boku. Powtarza traumatyczne wzorce z domu, choć bardzo chciał tego uniknąć.

Mając w głowie schemat nieufności i nadużycia, ta osoba będzie nieufna, zdystansowana… Może być bardzo życzliwa, jednak stara się nie prosić o pomoc, boi się utraty więzi, może też rozczarowania. Wykorzystania. Nie chce sprawiać kłopotu. To się źle kojarzy, pomocy jako dziecko nie dostawała wtedy, kiedy potrzebowała. Często tego nie widać na pierwszy rzut oka. Człowiek może dużo czasu spędzać z innymi, być tzw. duszą towarzystwa. Relacje, jakie tworzy, są jednak dość powierzchowne, gdyż boi się bliskości. Odsłonięcia przed drugim wrażliwości, czułych miejsc. Odbiera relacje jako zagrażające. Schematów, z którymi się borykamy, powstałych bez naszej woli i wiedzy, jest sporo. Mają konkretne konsekwencje dla tego, jak układamy naszą przyszłość – i z kim.

Można bać się bliskości, bo są domy, w których w relacjach jej po prostu nie ma…

– To nie znaczy, że nasi rodzice są źli. Oni wychowywali się w domach z różnym rodzajem deficytów. Ja także jestem rodzicem i wiem, że nie wszystko da się zrobić idealnie. Terapia schematów uczy rozpoznawania, jakie schematy mogą w pewnym sensie kierować naszymi wyborami, sposobami myślenia. Zwłaszcza w sytuacjach problematycznych. Jakie potrzeby stoją za  schematami. Schematy są skutkiem adaptacji do niewłaściwych warunków, to one gwarantowały kiedyś dziecku przetrwanie.

Pisze Pani w jednej lekcji o działaniu „z miejsca przetrwania”, a nie „z miejsca wyboru”. Zastygłe, zabetonowane jakby schematy przywiązują nas do „miejsca przetrwania”.

– Dziś są dysfunkcyjne, zbędne, bo sytuacja zupełnie się zmieniła. Dorosły może zaspokoić potrzeby w zdrowy sposób, tylko schematy mu to uniemożliwiają. Trzeba je przepracować, odrzucić i nauczyć się zaspokajać potrzeby na nowo. To wymaga innej komunikacji niż ta, do której przywykł.

Relacje są zapośredniczone przez komunikację. Wszyscy mamy te same emocje, są częścią natury. Za nimi stoją, także uniwersalne, potrzeby. Książka pomaga sobie uświadomić emocje, potrzeby i schematy, aby wyzwolić się od tego, co nas ogranicza i bardzo szkodzi na co dzień! Bez głębokiej terapii. Wiele osób jej nie wymaga, po prostu brakuje im jakby podstawowych umiejętności wglądu w siebie, zarządzania sobą. Z książką – przewodnikiem po tym świecie mogą się zmienić?

– Książka uczy patrzeć na siebie z większą akceptacją, z miłością. Pozwala czytelnikowi odkryć: czego ja tak naprawdę chcę? Miłość do drugiej osoby wymaga akceptacji oraz zrozumienia samego siebie. Wyzwolenie ze schematów sprawia, że zaczynam realistycznie widzieć nie tylko swój obraz, ale i drugiego człowieka. Trudno zbudować głęboką, trwałą i dobrej jakości relację, jeśli nie rozumiemy siebie nawzajem. Książka uczy żyć bez ciągłego oceniania. Schematy sprawiają, że chcę coś drugiemu narzucić, bo narzucam coś najpierw sobie.

Zmiany w relacji zaczynam nie od zmieniania drugiego, tylko siebie. Na to zresztą mamy realny wpływ. Na motywacje innych – dużo mniejszy lub żaden. To, w jaki sposób drugą osobę kochamy, jak wyrażamy miłość, jest wyuczone – i może wiązać się z deficytami. Jeżeli spojrzę na siebie z empatią, z troską, dam to potem komuś, na kim mi dziś zależy. Bądźmy dobrzy dla siebie, wtedy będziemy w stanie być dobrzy także dla bliźnich.

Książka ma dwie części: „102 lekcje na życie” i „Ćwiczenia na życie”. Co jest w drugiej?

– Początkowo plan był taki, że ćwiczenia będą pod niektórymi rozdziałami. Po rozmowie z redaktorką zmieniłam zdanie. Stwierdziła: gdyby miała książkę czytać, byłoby łatwiej, gdyby ćwiczenia były oddzielnie. Przemyślałam to i doszłam do wniosku, że to wcale nie jest zły pomysł! W pierwszej części czytelnik pracuje w ten sposób, że zadaje sobie różne pytania, łagodnie ze sobą rozmawia. Druga część jest ugruntowaniem tego, co udało mu się osiągnąć. Wniosków, do jakich doszedł.

Ćwiczenia pozwalają odzyskać kontakt z wrażliwym dzieckiem, które jest we mnie. Każdy z nas ma wewnątrz różne postacie, które „podpowiadają” mu różne rzeczy, nierzadko dość krytyczne, a nawet okrutne. Ma też wrażliwe dziecko, którym kiedyś był. Trzeba je teraz dopuścić do głosu. Dzięki niemu zrozumie swoje potrzeby, to, co czuje.

Podobają mi się nazwy rozdziałów ćwiczeń: „Dbanie o siebie w chwilach bezradności”, „Rozmowa z dzidą w ręku”, „Ślad pokoleniowy”. Książka nie jest poradnikiem, jest czymś więcej.

– Nie chciałam pisać kolejnego poradnika psychologicznego. Moja pierwsza książka, która stała bestsellerem, jest w formie poradnika. Jest ich jednak mnóstwo… Tym razem książka ma być trochę przyjacielem, towarzyszką życia codziennego. Kimś, kto jest akceptujący i wszystko na mój temat przyjmie. Dlatego są puste strony, na których można pisać o sobie wszystko.

Pomoc terapeuty jest czasem niemożliwa z prozaicznych powodów – jest droga, a do tych bezpłatnych gabinetów są gigantyczne kolejki.

– Wiele zależy od historii danej osoby. Od obszarów problematycznych. Deficyty nie są tym samym co poważna trauma. Książka ma zachęcać do tego, żeby każdego dnia, choć przez chwilę, ze sobą pobyć! Żyjemy w totalnym chaosie, odbieramy bardzo dużo bodźców. I ciągle nam się spieszy. Czasem spotykamy dużo ludzi, mamy wiele ról życiowych, i to będących ze sobą w konflikcie; zadań do wykonania. Musimy spełnić masę oczekiwań. Brak nam czasu dla siebie. Nasze relacje też wymagają czasu, żeby mogły się pogłębiać. Książka nie jest tylko dla tych, którzy czują dyskomfort. Jeśli ktoś chce znaleźć pretekst, żeby znaleźć wreszcie chwilę dla siebie, zwolnić tempo i zainwestować w jakość swojego życia, w jakość relacji – to książka właśnie może nim być.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2026