Siła spokoju?

Być może znasz taką osobę. Zawsze zachowuje spokój i nawet w sytuacji, gdy wszyscy się denerwują lub panikują, potrafi podejść do problemu „na zimno" i spokojnie go rozwiązać. Wydawałoby się, że to ideał. Czy rzeczywiście?
psycholog
Czyta się kilka minut
fot. Anna Stills/Adobe Stock
fot. Anna Stills/Adobe Stock

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że opanowanie emocjonalne jest zawsze dobre. Kto nie chciałby mniej się bać, mniej przejmować, rzadziej wpadać w smutek, złość albo niepokój? W kulturze, która wysoko ceni skuteczność, człowiek zawsze zachowujący spokój oceniany jest jako osoba wyjątkowo dojrzała. A jednak wiąże się to z ukrytym kosztem.

Co tracimy przez bycie ucieleśnieniem spokoju?

Niska reaktywność emocjonalna może pomagać w kryzysie, ale może też sprawiać, że człowiek przestaje odbierać ważne sygnały płynące z własnego wnętrza. A emocje, nawet te nieprzyjemne, nie pojawiają się w nas przez przypadek.

Lęk ostrzega przed zagrożeniem. Niepokój mobilizuje do przygotowania się do walki z nim. Smutek pomaga zauważyć stratę i zrozumieć, co było dla nas ważne. Złość pokazuje, że ktoś naruszył nasze granice i zagraża czemuś dla nas istotnemu. Poczucie winy przypomina, że uczyniliśmy zło i należy za nie zadośćuczynić.

Gdy te sygnały są zbyt słabe, człowiek może iść przez życie spokojniej, ale niekoniecznie mądrzej. Przegapił ważne sygnały ostrzegawcze i nagle znajduje się w sytuacji potężnego kryzysu. 

To jest trochę tak, jakby jechać samochodem ze sztucznie wyłączonymi czujnikami. Nic nie mruga, więc wydaje się, że wszystko jest w porządku. Tylko że paliwo się kończy, silnik się przegrzewa, a my zobaczyliśmy to dopiero w momencie, gdy już się wszystko zepsuło.

Skąd to opanowanie?

Osoba, która zawsze jest spokojna, może być taka z różnych powodów. Być może ma taki temperament – jest słabo reaktywna. W takim przypadku przeżywa różne emocje, jednak nigdy nie są one zbyt intensywne. Nie wpada we wściekłość, ale obca jest jej też ekstaza i inne intensywnie pozytywne emocje.

To może mieć swoje zalety. Taki człowiek zwykle dobrze działa pod presją. Potrafi załagodzić konflikt, nie traci głowy, gdy inni zaczynają panikować. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna traktować własny sposób przeżywania jako jedyny rozsądny. Kiedy ktoś obok niego płacze lub się złości się albo boi, łatwo może uznać, że ta osoba przesadza. Dzieje się tak, bo naprawdę nie rozumie, jak silnie dana sytuacja może kogoś poruszać.

Nadmierny spokój może, paradoksalnie, niszczyć relacje

Wyobraźmy sobie mężczyznę, który świetnie radzi sobie w pracy. Jeśli ktoś ma do niego pretensje, szybko rozważa, czy są zasadne. Jeśli tak, naprawia błąd, jeśli nie – ignoruje. Nie kłóci się, nie rozpamiętuje przykrych rozmów. Pewnego wieczoru jego żona opowiada mu o konflikcie z koleżanką z pracy. Jest rozżalona, opowiada sytuację przez łzy. Mąż słucha i po chwili mówi: „Nie przejmuj się. Rób swoje. Ignoruj ją”. W jego przekonaniu to dobra rada, na niego to działa. Jednak żona poczuła się zdradzona. Jak mąż mógł zignorować jej problem? Ona pragnęła, by ją wysłuchał, a on ewidentnie uznał ją za histeryczkę. 

Ten przykład pokazuje, że zbyt niski poziom emocjonalnej wrażliwości może oddalać ludzi od siebie. Spokojny człowiek nie musi być obojętny. Może kochać, troszczyć się, być lojalny. Ale jeśli nie umie rozpoznać ciężaru emocji drugiej osoby, tworzy niepotrzebny dystans lub wręcz może drugą osobę zranić.

Problem spłaszczenia emocji

Jest też druga możliwość. Spokój nie zawsze wynika z temperamentu. Czasem jest wynikiem spłaszczenia afektu. Ahedonię definiuje się jako brak lub utratę zdolności odczuwania przyjemności – zarówno zmysłowej, cielesnej, jak i emocjonalnej, intelektualnej czy duchowej – oraz radości. Utrata radości jest jednak tylko jedną stroną medalu. Osoby cierpiące na ahedonię często doświadczają ogólnego spłaszczenia afektu: nie tylko nie odczuwają przyjemności, ale tak naprawdę wszystkie emocje wydają się słabe, szare, podobne do siebie. Ahedonia towarzyszy depresji, a czasem to emocjonalne „przytępienie” pojawia się u osób wskutek przyjmowania leków. Wydaje się zatem, że to tylko spokój, a tak naprawdę to patologiczne wytłumienie emocji, wymagające pomocy lekarskiej.

Wszystkie są ważne

Zdrowie emocjonalne nie polega na tym, że nic nas „nie rusza". Jest związane ze zdolnością trafnego rozpoznawania i przeżywania emocji bez ślepego reagowania pod ich wpływem. Emocje są ważnym sygnałem. Te „złe" emocje ostrzegają, że dzieje się coś złego. Pokazują, że trzeba działać – nie ślepo pod wpływem emocji, lecz z udziałem rozumu i zdrowego rozsądku.

Problem w tym, że wielu z nas zna tylko kilka ogólnych emocji. Jest mi dobrze, źle. Czuję stres, złość, smutek, zmęczenie, odrazę, przyjemność, radość. Tymczasem precyzyjne nazywanie emocji naprawdę zmienia sposób ich przeżywania. Co innego powiedzieć: „jestem zły”, a co innego: „czuję się pominięty”, „jestem rozczarowany”, „czuję bezsilność”, „jestem urażony”, „jestem przeciążony”. Każde z tych słów prowadzi w inną stronę. Jeśli jestem urażony, być może potrzebuję rozmowy wyjaśniającej na czym polega problem. Jeśli przeciążony – odpoczynku. Jeśli bezsilny – wsparcia i tak dalej. Dlatego warto rozwijać swoją zdolność trafnego rozpoznawania emocji. 

Jak rozwijać inteligencję emocjonalną? Oto kilka prostych wskazówek.

Dziennik emocji

Najprostszym podstawowym ćwiczeniem w tym zakresie jest prowadzenie dziennika emocji. Nie musi być szczególnie wyszukany, pisany przepiękną polszczyzną. Wystarczy kilka minut dziennie. 

Najlepiej nie wtedy, gdy emocje są bardzo intensywne, ale wieczorem albo bezpośrednio po budzącej emocje sytuacji, gdy poziom pobudzenia opadnie. Można zapisać: co się wydarzyło, co poczułam, gdzie poczułam to w ciele, jak silne było to uczucie w skali od 1 do 10, co ta emocja próbowała mi powiedzieć o moich potrzebach czy problemie.

Na początku odpowiedzi bywają ubogie. „Nie wiem”. „Złość”. „Było mi dziwnie”. To normalne. Człowiek, który przez lata nie zastanawiał się nad swoimi emocjami, nie jest zdolny do psychologicznej precyzji. Ale po kilku tygodniach często pojawia się większa zdolność nazwania tego, co się dzieje (szczególnie jeśli korzystamy z jakiejś pomocy pozwalającej na poszerzenie słownictwa emocjonalnego – takiego jak koło emocji Plutchika). 

Zamiast „miałem zły dzień” pojawia się: „rano czułem napięcie, po rozmowie z szefem wstyd, potem irytację, a wieczorem żal”. To już zupełnie inny poziom wglądu w samego siebie.

Aplikacje pomagające w trafnym nazywaniu emocji

Pomocne może być korzystanie z aplikacji do śledzenia emocji, takich jak How We Feel. Ich zaletą jest prosty mechanizm: kilka razy dziennie aplikacja pyta, co czujesz, pomaga dobrać właściwe określenie i z czasem pokazuje wzorce. Można zauważyć, że znużenie i wypłaszczenie emocji pojawia się po nieprzespanej nocy, rozdrażnienie po scrollowaniu mediów społecznościowych, a spokój po spacerze albo dobrej rozmowie.

Rozwijanie słownictwa

Kolejnym pomocnym ćwiczeniem jest uczenie się nowych słów na określenie emocji. Można raz w tygodniu wybrać kilka nowych określeń emocji i sprawdzić, czy pasują do ostatnich doświadczeń: rozgoryczenie, zakłopotanie, ulga, tęsknota, zawstydzenie, osamotnienie, wdzięczność, zniecierpliwienie, zazdrość, rozczulenie, nieufność, duma, bezradność. Można przy tym korzystać ze wspomnianego już koła emocji. Aplikacje dedykowane do rozwijania naszej inteligencji emocjonalnej też spełniają tę rolę, podsuwając różnorodne słowa zbliżone do przeżywanego stanu.

Jak odczuwasz emocje w ciele?

Dobrym ćwiczeniem jest też sprawdzanie, w jaki sposób odczuwam emocje w ciele. Warto kilka razy dziennie zatrzymać się na kilkanaście sekund i zapytać: gdzie w ciele czuję napięcie? Czy mój oddech jest swobodny? Czy mam ochotę się wycofać, zaatakować, zastygnąć? Ciało często jako pierwsze pokazuje, że dzieje się coś niepokojącego.

Ćwiczmy słuchanie z wyrozumiałością i zrozumieniem dla innych

Jeszcze jednym drobnym, a owocnym ćwiczeniem jest pracowanie nad odruchowym reagowaniem w relacjach. Gdy ktoś opowiada o trudnym doświadczeniu, nie trzeba natychmiast podawać rozwiązania ani pomniejszać go słowami „przecież to nic takiego". Czasem najlepsze pierwsze zdanie brzmi: „To musiało być dla ciebie trudne”. Albo: „Chcesz, żebym ci doradził, czy najpierw mam cię wysłuchać?”.

Dla osób, które z reguły zachowują spokój takie „empatowanie na siłę" może brzmieć sztucznie. Lepiej podejść do tego jak do zadania poprawiającego relacje. Warto potraktować cudze emocje poważnie, nawet jeśli samemu w takiej sytuacji zachowałoby się spokój.

Złoty środek wrażliwości emocjonalnej

Ważne jest w tym zachowanie złotego środka – niepozwalanie, by emocje rządziły naszym zachowaniem, ale z drugiej strony spokojne ich rozpoznawanie, zastanawianie się, co nam sygnalizują. Może konieczność odpoczynku, a może rozmowy z drugą osobą?

Człowiek naprawdę dojrzały nie jest ani niewzruszoną skałą, ani łódką rzucaną przez każdą falę. Raczej kimś, kto potrafi zauważyć falę, nazwać ją i zdecydować, co dalej.

Czasem spokój jest siłą, a czasem jest sygnałem braku rzeczywistego kontaktu ze swoim wnętrzem. Dlatego warto uczyć się emocji jak języka. Im lepiej rozumiemy i potrafimy nazwać, co się w nas dzieje, tym rzadziej emocje rządzą nami zza kulis. I tym łatwiej być blisko innych, też wtedy, gdy ich zachowania są trudne. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 25/2026