Niebo – piekło

Budowanie raju na ziemi zazwyczaj kończy się krzywdą innych ludzi. Tak było również w dawno już zapomnianej sekcie Niebo.
Czyta się kilka minut
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Zbór Leczenia Duchem Świętym Niebo był polską wspólnotą religijną funkcjonującą na początku lat 90. XX wieku, która dziś bywa określana jako sekta ze względu na struktury kontroli i izolacji, jakie w niej powstały. Grupa została założona około 1990 roku przez Bogdana Kacmajora, bioenergoterapeutę i uzdrowiciela, który twierdził, że ma dar leczenia przez nakładanie rąk oraz za sprawą objawień od Boga. Kacmajor szybko zgromadził wokół siebie kilkadziesiąt osób (w szczytowym okresie nawet blisko 60 członków), najczęściej zagubionych, szukających sensu życia poza Kościołem katolickim.

Przekazy z nieba

Nawet powyższy zwięzły opis grupy religijnej, stworzonej przez charyzmatycznego lidera, wydaje się jak na dziś niebywały. Dawno minęły już czasy, gdy sekty działały jako straszak na młodych ludzi, a przed każdymi wakacjami wydawano alarmujące ostrzeżenia przed nimi. Rzadziej spotkamy też historie dojrzałych ludzi, którzy przez system powolnego uzależniania się od sekty porzucili swoje dotychczasowe życie, a mienie oddali sekcie. Z pewnością takim działaniom sprzyjał klimat lat 90.

Co jeszcze wiemy o Niebie? Wzajemne życie członków skupiało się w jednym domu we wsi Majdan Kozłowiecki na Lubelszczyźnie, gdzie wyznawcy mieli żyć wspólnotą i podporządkować się Kacmajorowi. W praktyce oznaczało to radykalną izolację od świata zewnętrznego: członkowie musieli często zniszczyć swoje dokumenty tożsamości, przyjąć nowe, często fantazyjne imiona oraz zerwać kontakty z rodzinami i społeczeństwem. Odmówiono im też uczestnictwa w edukacji i opiece medycznej: nie posyłano dzieci do szkoły, nie wykonywano szczepień ani badań profilaktycznych, nie zgadzano się na porody w szpitalach.

Jak Kacmajor w czasach bez internetu pozyskiwał nowych wyznawców? Tutaj przyjrzeć trzeba się temu, co dawało ludziom ukojenie w tamtym czasie. Może część z czytelników pamięta hipnotyczne „adin, dwa, tri, czetyrie” płynące z ust Anatolija Kaszpirowskiego w TVP. Czyż Polacy nie poddawali się z chęcią tym telewizyjnym terapiom, w stylu „Ręce, które leczą” Zbigniewa Nowaka? Oczywiście, założyciel Nieba nie miał programu w telewizji, ale masy różnych maści bioenergoterapeutów przyjmowały swoich „pacjentów” w szkołach, świetlicach, wynajętych salach, a nawet… w kościołach. Tak, od 1975 roku wielką popularność miały seanse Clive’a Harrisa i kto wie, czy nie trwały by po dziś dzień, gdyby domorosły uzdrowiciel nie zdradził, że swoje zdolności zawdzięcza duchom czy demonom. W każdym razie na dużo mniejszą skalę takim właśnie uzdrowicielem był Bogdan Kacmajor, ale jego rola urastała w czasie. On z kolei zakładał, że ma kontakt z Trójcą Świętą, a ta upoważniła go do odczytania na nowo Pisma Świętego.

Prorok z Elbląga

Kacmajor był postacią, która idealnie wpisała się w realia początku lat 90. w Polsce – czasu gwałtownej transformacji, masowego poczucia zagubienia i upadku dotychczasowych autorytetów. Jego skuteczność jako lidera Zboru Leczenia Duchem Świętym Niebo nie wynikała z jednej cechy, lecz z połączenia charyzmy, intuicyjnego wyczucia ludzkich potrzeb i specyficznego kontekstu społecznego. Jak wspomniałem, Kacmajor przedstawiał się jako uzdrowiciel i pośrednik między Bogiem a ludźmi. Posługiwał się językiem religijnym, ale jednocześnie dystansował się od Kościoła instytucjonalnego, który choć wcześniej był ostoją i ochroną przed systemem komunistycznym, to u progu nowej epoki zawiódł oczekiwania wielu ludzi. Prorok, który urodził się w 1954 roku w Elblągu, oferował coś, czego brakowało jego wyznawcom: prostą odpowiedź na cierpienie, chorobę i lęk. „Leczenie Duchem Świętym” nie wymagało ani wiedzy, ani pieniędzy – wymagało wiary i całkowitego zaufania liderowi.

Inna sprawa, że gdy Kacmajor wyczuwał labilną osobowość, którą można by wciągnąć do jego organizacji, to sprawnie przekonywał taką osobę do przepisania na niego swojego mieszkania czy podarowania mu samochodu. Jego metoda uwodzenia opierała się na klasycznych mechanizmach psychologicznych. Najpierw budował relację bliskości i wyjątkowości – przekonywał, że dana osoba została „wybrana”. Następnie stopniowo zwiększał kontrolę, izolując członków od innych ludzi, aż jedynym punktem odniesienia stawał się on sam. Kacmajor potrafił też wzmacniać zależność poprzez strach: przed chorobą, światem zewnętrznym, a nawet przed utratą zbawienia. Dodatkowo, według relacji członków sekty, miał dar przewidywania przyszłości, różnego rodzaju katastrof i wydarzeń. Nie bez znaczenia była jego pewność siebie i absolutne przekonanie o własnej misji. Funkcjonował w roli proroka bez żadnych hamulców. Sprawował nad grupą niemal całkowitą władzę, decydując o kluczowych aspektach życia wyznawców, w tym o związkach osobistych. Opuszczenie wspólnoty bywało trudne – osoby sprzeciwiające się zasadom skazywane były na wielodniowe głodówki albo różne formy izolacji.

W 2002 roku, po skonfliktowaniu się z członkami wspólnoty, lokalnymi mieszkańcami oraz organami państwa (m.in. egzekwującymi obowiązek szkolny wobec wychowywanych w zborze dzieci), przeniósł się do wsi Stare Bystre na Podhalu, gdzie jego działalność miała stopniowo wygasać. W tym okresie uciekła jego żona wraz z jednym z synów. Tak oto skończyła się historia manipulacji, a sam Kacmajor zmarł w 2022 roku w Wielkiej Brytanii.

Szukanie pewności

Koleżanka z naszej redakcji zauważyła, że wystarczy jakiś film czy serial o sekcie, by zyskał popularność. Tak, motyw sekty jest dość intrygujący, ale w serialu, który można obecnie oglądać, chodzi o coś więcej. Ludzie w średnim wieku mogą dzięki niemu wrócić wspomnieniami do dziwnych lat 90., w których nie tylko zaczął rozwijać się nasz turbokapitalizm. Dla wielu były to czasy młodości, kiedy wiele drzwi i szans było przed nimi otwartych. Niejeden widz powie, że – stety bądź niestety – tego świata już nie ma. Z kolei młode pokolenia ostatnią dekadę XX wieku traktują jak swego rodzaju kuriozum, przeżywając zastępczą nostalgię za walkmanami, kasetami video, kiczowatym ubiorem i spokojniejszym niż obecnie światem.

Wracając do serialu, produkcja inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i oparta na książce Niebo. Pięć lat w sekcie Sebastiana Kellera opowiada historię młodego mężczyzny poszukującego sensu życia w burzliwym okresie przemian społecznych. Początkujący artysta marzy o karierze muzyka, ale musi zmagać się z presją matki, opuszczeniem przez ojca, własnymi wątpliwościami i niezrozumiałym bólem, którego nie potrafią wyjaśnić lekarze. Dziś jego powodu szukalibyśmy w trwaniu w długotrwałym stresie. Gdy spotyka Piotra (tu zamieniono imię Kacmajora), jego życie, oprócz tego, że pozbawione bólu, zaczyna nabierać sensu. Keller wchodzi w sektę tak bardzo, że nie zauważa wielu absurdalnych sytuacji, w które angażuje go guru. Piotr, początkowo obiecujący duchowe oświecenie, coraz bardziej popada w fanatyzm i narcyzm, uzależniając od siebie swoich wyznawców. A Keller znajduje w sekcie swoją prawdziwą miłość, o którą będzie musiał walczyć – w realnym życiu nie przez rok, jak sugeruje tytuł serialu, ale przez wiele lat następujących po jego pięcioletnim pobycie w Niebie. W uporządkowaniu spraw towarzyszy mu młody ksiądz, jednak pranie mózgu zaszło za daleko. Kacmajor zmieniał nawet imiona swoich wyznawców, skądinąd testując poziom ich wierności, bo były one wręcz poniżające (o sobie samym mówił „nie”, a swoją żonę nazwał „bo”, by z tego połączenia wyszło „niebo”).

Wciąż otwartym pozostaje pytanie: jak mogło do tego dojść? Powody mogą się wydawać oczywiste: burzliwa transformacja, kryzys wspólnoty i osamotnienie. Wiele osób czuło się zagubionych, niewysłuchanych i nieważnych, a sekty dawały im poczucie przynależności oraz wyjątkowości – przekonanie, że należą do grona „wybranych”. W przypadku Nieba pewną legitymację dawało mu też środowisko artystyczne, głównie pochodzące z Trójmiasta, bo członkiem tego dziwacznego zboru był na przykład poeta Zbigniew Sajnóg, a jego koledzy odwiedzali go w Niebie. Z braku wiedzy i potrzeby sensu  szukając nieba, niejedna osoba trafiła do piekła na ziemi.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2026