Między prawdą a mitem

Wydarzenia przełomu 1918 i 1919 roku głęboko zakorzeniły się w pamięci Wielkopolan. Nie ma już pośród nas powstańców, a samo powstanie wielkopolskie przechodzi w sferę mitu. Czy nasz obraz tamtych dni jest zgodny z faktami? A może tworzą go bohaterskie mity, nie zawsze z faktami zgodne?
Czyta się kilka minut
Defilada członków Związku Powstańców Wielkopolskich podczas obchodów rocznicy powstania, Poznań, 27 grudnia 1938 r. fot. NAC
Defilada członków Związku Powstańców Wielkopolskich podczas obchodów rocznicy powstania, Poznań, 27 grudnia 1938 r. fot. NAC

Chciałbym od razu powiedzieć Czytelnikom, że nie uważam „prawdy” i „mitu” za absolutne przeciwieństwa. Opowieści z przeszłości, opisujące bohaterów i ich czyny, nawet jeśli nie miały miejsca dokładnie tak, jak są opisywane, zawierają w sobie ponadczasowe prawdy, nadają sens naszym dzisiejszym przekonaniom i działaniom, podkreślają znaczenie naszych dziejów i wzmacniają poczucie wspólnoty. Nie powinniśmy zatem utożsamiać mitu z kłamstwem. Owszem, należy prostować błędy co do faktów, ale odróżnić to od destrukcji mitu.

Bohaterstwo i wyczucie czasu

Od powstania wielkopolskiego upłynął już ponad wiek. Odeszło pokolenie, które w nim uczestniczyło lub było jego świadkami. Pamięć o tamtych wydarzeniach, szczególnie ta, której nie kształtują efekty badań profesjonalnych historyków, coraz częściej kieruje się w stronę legendy i mitu. Weźmy chociaż dominację w opowieści o powstaniu wątków militarnych, przedstawianie jego sukcesu przede wszystkim jako konsekwencji bohaterstwa powstańców na polu walki. W iluż wielkopolskich miastach znajdziemy murale przedstawiające galopującą powstańczą kawalerię i szturmującą niemieckie pozycje piechotę. „Chwała bohaterom” – tak podpisywane bywają nieraz te romantyczno-heroiczne wyobrażenia. Nic nie ujmując bohaterstwu i determinacji powstańców, pamiętajmy jednak, że w ich sukcesie to nie walka zbrojna odegrała rolę pierwszoplanową.

Najważniejsze okazało się to, co niegdyś tak wyraził „niekoronowany król Polski” książę Adam Czartoryski: „potrzeba nam powstania powszechnego i w porę zrobionego”. W tych słowach jest daleki od wszelkiej mitologii sens wielkopolskiej insurekcji. W odróżnieniu od poprzednich zrywów ten był powszechny, a nie jedynie szlachecki. Większość powstańców miała rodowód chłopski i inaczej niż w pozostałych zaborach, wszyscy oni byli świadomymi polskimi patriotami. Powstanie było „w porę zrobione”, ponieważ gdyby nie towarzyszyła mu korzystna koniunktura międzynarodowa, na nic zdałby się sukces militarny. Sukces był owocem skrajnego osłabienia Niemiec po klęsce w I wojnie światowej i zgodności interesów polskich z ówczesną polityką mocarstw zwycięskich. To przecież nikt inny, jak marszałek Ferdynand Foch zmusił Niemcy do podpisania 14 lutego 1919 roku rozejmu w Trewirze, który uniemożliwił, jakże groźną, kontrofensywę niemiecką w Wielkopolsce. Nareszcie nie rzuciliśmy się z motyką na słońce, nie krwawiliśmy w beznadziejnej walce, byliśmy mądrzy przed szkodą. Może to i mało romantyczne, ale jakże skuteczne.

Specjalista od mitów

Nie jest również prawdą wciąż powtarzane zdanie o powstaniu wielkopolskim jako jedynym zwycięskim w naszej historii. Warto pamiętać, że takie twierdzenie było częścią mitu świadomie kreowanego już w II RP przez same środowiska powstańcze, które czuły się niedowartościowane, choćby w porównaniu z weteranami legionowymi, czczonymi i honorowanymi przy każdej okazji. Tymczasem udanych zrywów było w naszej historii więcej – pierwsze powstanie wielkopolskie w 1806 roku, powstanie w 1809 roku przeciw Austrii, dzięki któremu udało się poszerzyć granice Księstwa Warszawskiego, powstanie sejneńskie w 1919 roku, które uniemożliwiło Litwinom zajęcie ziemi suwalskiej i sejneńskiej, wreszcie III powstanie śląskie z 1921 roku.

Poznań miał zresztą nawet swojego mitotwórcę-specjalistę. Był nim, skądinąd zasłużony dla miasta, Stanisław Rybka ps. Myrius, pamiętany przede wszystkim jako autor Marsylianki Wielkopolskiej – nieoficjalnego hymnu powstańczego. Miał on niepowstrzymaną skłonność do konfabulacji, szeroko i szczegółowo opisywał np. szturm na prezydium policji pierwszego dnia powstania, szturm, którego po prostu… nie było. Od jego nazwiska pochodzi używany później zwrot „nie rybkuj”, czyli nie zmyślaj.

Niektóre wydarzenia, które niedawno uważano za rzeczywiste, okazały się nie znajdować potwierdzenia w źródłach. Nic nie wskazuje na to, że faktycznie miał miejsce legendarny nalot samolotów zdobytych przez powstańców na Ławicy na lotnisko we Frankfurcie nad Odrą. Szeroko opisywano szczegóły akcji, wyliczano ilość użytych bomb, podawano nazwiska pilotów. Dopiero niedawno poznański historyk i znawca dziejów powstania Marek Rezler dowiódł, że nie miała ona miejsca.

Trudno znaleźć potwierdzenie relacji płk. Ludwika Bociańskiego, przywódcy powstania w Pleszewie, późniejszego wojewody wileńskiego i poznańskiego, jakoby pleszewiacy już pierwszego dnia powstania pojechali pociągiem do Poznania i obsadzili dworzec kolejowy. Takich pomyłek, nieporozumień, a czasem świadomych konfabulacji znajdziemy więcej, wymienił je w swych tekstach wspomniany już Marek Rezler.

Czy Naczelnik nie lubił Wielkopolski?

Funkcjonują jednak do dziś pewne przekonania, które nie są całkiem fałszywe, ale opierają się na powtarzanych od lat stereotypach. Należy do nich niezwykle rozpowszechniony pogląd o niechęci Józefa Piłsudskiego do Wielkopolski, o braku pomocy dla powstania ze strony formującego się wtedy polskiego państwa. Tymczasem trudno odnaleźć potwierdzone źródłowo wyrazy takiej niechęci. Ówczesny Naczelnik Państwa, realistycznie oceniając siły młodego państwa, uznał, że Polska nie może toczyć wojny na dwóch frontach. Chciał zatem uniknąć konfliktu z Niemcami, zdając się w tej mierze na decyzje konferencji w Paryżu, wolał skoncentrować wysiłki na wschodzie, tam gdzie były, jak mawiał: „drzwi, które się zamykają i otwierają, i to od nas zależy, jak szeroko zdołamy je siłą otworzyć”. Tymczasem poznaniacy do dziś marszałka nie lubią, do dziś nie ma on w mieście żadnego ważnego miejsca pamięci.

Powstanie wielkopolskie miało wymiar heroiczny, ale był to nieco inny heroizm niż na przykład w okresie powstania styczniowego. Można by go nazwać heroizmem rozsądnym, w ramach którego, gdy było to możliwe, unikano bezsensownych ofiar, preferując raczej negocjacje. Tak było choćby w Poznaniu, gdzie wbrew wspomnianej wyżej legendzie nie szturmowano gmachu Prezydium Policji, ale wynegocjowano opuszczenie go przez niemiecką załogę. Gdy powstańcze ataki na koszary przy ul. Bukowskiej okazały się bezskuteczne, przystąpiono do rozmów. I w sylwestra 31 grudnia 1918 roku Niemcy wymaszerowali z koszar w asyście strzelców konnych straży miasta Poznania. Zostali odtransportowani na stację Poznań-Ławica i odjechali w kierunku Szczecina. Nie wszędzie przystępowano do powstania entuzjastycznie, niekiedy trzeba było nawet użyć argumentu siły. Tak było przecież w Krotoszynie, gdzie miejscowa Rada Ludowa niezbyt kwapiła się do działania i trzeba było przybycia oddziału powstańczego z Pleszewa, aby miasto uwolniło się spod władzy niemieckiej. Ten ciekawy i niestereotypowy epizod opisałem pięć lat temu („Przewodnik Katolicki” 52/2020).


Powstanie jest do dziś istotnym składnikiem naszej wielkopolskiej tożsamości, być może z upływem lat coraz ważniejszym. Aby zrozumieć jego mityczny wymiar, winniśmy jednak pamiętać, że mit opiera się na wydarzeniach historycznych, ale nie jest historią zbadaną i poddaną procesowi naukowej weryfikacji. Jest formą opowieści, która nadaje sens wspólnocie, w której żyjemy. Tak, powstanie wielkopolskie należy do sfery mitu założycielskiego Polski odrodzonej oraz uświadamia nam wielość i różnorodność jej tradycji i współczesności.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51-52/2025