Kościół w Ameryce jest spolaryzowany

O milczeniu biskupów wobec kryzysu demokracji w USA, odpowiedzialności amerykańskiego katolicyzmu za globalną niestabilność oraz o powrocie doktryny wojny sprawiedliwej w epoce, w której światowi przywódcy coraz częściej lekceważą prawo międzynarodowe – z prof. Massimo Faggiolim rozmawia Michał Kłosowski.
Czyta się kilka minut
Kardynał Blase Cupich jest jednym z amerykańskich biskupów otwarcie sprzeciwiających się antyimigracyjnej polityce Donalda Trumpa. Na zdjęciu: przemówienie podczas marszu przeciwko przemocy w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Chicago - Englewood, 14 kwietnia 2017 r. fot. Scott Olson/ Getty Images
Kardynał Blase Cupich jest jednym z amerykańskich biskupów otwarcie sprzeciwiających się antyimigracyjnej polityce Donalda Trumpa. Na zdjęciu: przemówienie podczas marszu przeciwko przemocy w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Chicago - Englewood, 14 kwietnia 2017 r. fot. Scott Olson/ Getty Images

Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje w szczególnym kontekście, w którym władza kościelna często styka się z władzą polityczną. Jak ten układ wpływa na postawę Kościoła wobec globalnej geopolityki i jakie zagrożenia niesie dla jego prorockiego świadectwa?

– Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych rzeczywiście zajmuje wyjątkową pozycję, zwłaszcza w obszarze bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej. Tradycyjnie amerykańska hierarchia była mocno zbliżona do rządu federalnego, również z obawy przed oskarżeniami o większą lojalność wobec Watykanu niż wobec Ameryki. Wynika to z amerykańskiej historii i kruchości relacji między Waszyngtonem i Watykanem. Obecna sytuacja jest jednak wyjątkowa, ponieważ prezydentura Donalda Trumpa stanowi realne zagrożenie dla porządku międzynarodowego i rządów prawa. To właśnie dlatego część kardynałów i biskupów w USA zaczęła publicznie zabierać głos, oczywiście za wiedzą i przy poparciu Watykanu, który został o tym wcześniej poinformowany. Tak było w przypadku niedawnego oświadczenia trzech amerykańskich kardynałów, którzy oskarżyli międzynarodową politykę administracji Donalda Trumpa o niemoralność.

Trzech amerykańskich kardynałów: Cupich, McElroy i Tobin, publicznie sprzeciwiło się temu, co określają jako publiczna „mentalność bellicystyczna” – wojenna, zbieżna z linią niektórych polityków. Czy jest to autentyczna korekta moralna zakorzeniona w nauczaniu Kościoła, czy raczej przejaw głębszej polaryzacji wewnątrz samego Kościoła w USA?

– Oświadczenie trzech kardynałów z 19 stycznia jest ważnym sygnałem, ale trzeba pamiętać, że głos zabrało tylko trzech amerykańskich hierarchów, nie zaś cała Konferencja Episkopatu USA, która nie byłaby w stanie osiągnąć w tej sprawie konsensusu. Wśród amerykańskich biskupów są bowiem i tacy, którzy jawnie sympatyzują z administracją prezydenta Donalda Trumpa.

To jednak nowy sygnał i trzeba uważnie obserwować, dokąd on prowadzi: czy inni biskupi pójdą tą samą drogą, zwłaszcza w kontekście sytuacji wewnętrznej w USA i autorytarnego zwrotu w ostatnich 12 miesiącach drugiej kadencji Donalda Trumpa. Jak dotąd zdecydowana większość biskupów wyrażała wsparcie dla migrantów i uchodźców, ale bez krytyki tego, co prezydent Donald Trump, wiceprezydent J.D. Vance i sekretarz Marco Rubio robią z amerykańską demokracją.

Wcześniej opisywał Pan pontyfikat zmarłego papieża Franciszka jako czas globalnego wchodzenia w nową fazę niepewności. W jaki sposób ta nowa faza wystawia na próbę moralny autorytet Kościoła w sprawach wojny i pokoju? Trudno przecież uciec od tego, jak papież Franciszek komunikował o sprawach dotyczących Ukrainy.

– Nie powiedziałbym, że ta nowa faza podważa moralny autorytet Kościoła. Raczej podważa pewien konsensus, który istniał w środowiskach teologicznych, swoiste przekonanie, że skoro mamy świat, który Francis Fukuyama określił jako posthistoryczny, to doktryna wojny sprawiedliwej nie jest już potrzebna i że należy ją zastąpić inną teorią relacji między wojną a pokojem.

Wojna w Ukrainie, ale także konflikt w Gazie skłaniają obecnie wielu katolików i teologów do ponownego odkrycia znaczenia doktryny wojny sprawiedliwej. Wszystko to w czasie, gdy najważniejsi światowi przywódcy otwarcie deklarują, że nie czują się już związani prawem ani konwencjami międzynarodowymi. W tym sensie Kościół katolicki zyskuje nową rolę, nieporównywalną z rolą innych organizacji międzynarodowych czy tradycji religijnych.

W tym kontekście papież Leon XIV wzywa do jedności i inkluzywności, a Pan sam podkreśla ciągłość z linią reform papieża Franciszka. Jak Kościół powinien łączyć wierność tej wizji z potrzebą szerszej jedności eklezjalnej w warunkach konfliktów kulturowych i politycznych?

– Obecna sytuacja międzynarodowa spycha na dalszy plan wewnętrzne debaty w Kościele katolickim. Zwłaszcza te dotyczące kwestii eklezjologicznych, teologicznych czy doktrynalnych, jak rola kobiet w Kościele czy model kapłaństwa.

Dramatyczna sytuacja międzynarodowa to bezsprzeczny fakt i nie wiadomo, kiedy pontyfikat i uwaga katolików przestaną być zdominowane przez to, co dzieje się na świecie, zwłaszcza za sprawą Stanów Zjednoczonych, które stały się obecnie głównym źródłem globalnej niestabilności. Co więcej, prawicowy katolicyzm w USA tę niestabilność aktywnie napędza.

Coraz częściej debaty o współczesnych konfliktach zbrojnych podważają aktualność klasycznej doktryny wojny sprawiedliwej. Czy obecny kryzys w podejściu do tematu wojny jest wynikiem rzeczywistego rozwoju teologicznego, czy raczej porażki przywództwa kościelnego — zwłaszcza wśród amerykańskich intelektualistów i duszpasterzy?

– Bez wątpienia wśród liderów amerykańskiego katolicyzmu dochodziło do poważnych zaniedbań w podejmowaniu kluczowych kwestii teologicznych. Co ciekawe, nie dotyczy to jednak problematyki wojny i pokoju. Stany Zjednoczone są przecież globalnym supermocarstwem militarnym i krajem silnie zmilitaryzowanym również wewnętrznie, dlatego refleksja teologiczna nad wojną i pokojem zawsze była tu bardzo rozwinięta. Dowodem na to są choćby wypowiedzi biskupa Timothy’ego Broglio, ordynariusza ds. duszpasterstwa sił zbrojnych USA, zdecydowanie nieliberalnego hierarchy, który podkreślił rolę sumienia w sytuacji, gdy żołnierz otrzymuje rozkazy sprzeczne z prawem, uznając moralną dopuszczalność odmowy wykonania takich poleceń. To wszystko wypowiedziane zostało tuż po amerykańskiej interwencji w Wenezueli i w kontekście wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa na temat Grenlandii.

W USA niemal każde kościelne stanowisko w sprawach geopolitycznych natychmiast zostaje uwikłane w wewnętrzne konflikty. Jak nauczanie moralne Kościoła może zachować wiarygodność i odrębność wobec aktywizmu politycznego, nie tracąc jednocześnie swojej prorockiej siły? Z polskiej perspektywy to pytanie wydaje się szczególnie istotne.

– To prawda, że w Stanach Zjednoczonych każde kościelne oświadczenie natychmiast zostaje wciągnięte w krajowe spory partyjne. To jedna z głównych przyczyn, dla których amerykańscy biskupi nie zajęli jednoznacznego stanowiska wobec degradacji systemu demokratycznego w USA. Mówili o polityce antyimigracyjnej, ale bez odniesienia do szerszego kontekstu autorytarnego zwrotu państwa. Wynika to z głębokiego podziału społecznego, obecnego w Stanach Zjednoczonych, także wśród samych katolików, oraz z faktu, że historycznie amerykańscy biskupi byli znacznie bardziej aktywni w kwestiach społecznych niż w obronie demokracji jako takiej. Tymczasem dziś widać wyraźnie, że te dwie sfery są ze sobą nierozerwalnie związane.

Jaką rolę powinien odegrać Kościół w USA w kształtowaniu katolickiej nauki społecznej dotyczącej pokoju, godności ludzkiej i ładu międzynarodowego?

– Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych może odegrać bardzo ważną rolę, tym bardziej że mamy pierwszego papieża pochodzącego z USA i istnieje możliwość realnej współpracy w podnoszeniu wspólnego głosu.

Problem polega jednak na tym, że katolicy stali się integralną częścią systemu władzy wokół Donalda Trumpa: J.D. Vance, Sąd Najwyższy, Kongres, a także cały ekosystem intelektualistów i influencerów w mediach często sięga do katolickiego słownika i chrześcijańskich idei.

To może inaczej: czy kultura katolicyzmu amerykańskiego tę rolę kształtowania katolickiej nauki społecznej wzmacnia czy podważa?

– Kiedyś można było twierdzić, że odpowiedzialność za korupcję amerykańskiej demokracji ponoszą głównie fundamentalistyczni chrześcijanie ewangelikalni. Dziś nie jest to już prawda, katolicyzm w USA ponosi współodpowiedzialność za to, co się obecnie dzieje zarówno w kraju, jak i za granicą.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Michał Kłosowski

Artykuł pochodzi z numeru 5/2026