Klasowy błazen. Humor nie zawsze jest wyborem

Klasowy „śmieszek” pod pozorami uśmiechu i figlarności nierzadko skrywa niepokój i napięcie wynikające z trudnych warunków codziennego życia. Osoby, które słyną w szkole z rozbrajających dowcipów, zasługują na wzmożoną uwagę ze strony nauczycieli.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
Il. Jan Kałużny
Il. Jan Kałużny

W każdej klasie można znaleźć choćby jednego – a jego wskazanie nie stanowi żadnej trudności. To on obraca słowa kolegów w żart, przedrzeźnia nauczyciela, a kiedy jest nieprzygotowany do lekcji, potrafi wybrnąć z tej sytuacji z uśmiechem. Zwykle jest lubiany – bo kto w szkolnych murach nie potrzebuje się pośmiać? – choć nie zawsze jest traktowany poważnie.

Wizja szczęśliwego ucznia 

Klasowy błazen, ten wiecznie uśmiechnięty wesołek, który potrafi z saperską precyzją rozbroić napięcie panujące w klasie, to zwykle osoba ujmująca urokiem osobistym i mającą dystans do siebie samego. Łatwo byłoby przyjąć, że ktoś, kto potrafi zamienić nudną lekcję w mini stand up, jest po prostu szczęśliwym człowiekiem – bo przecież szeroki uśmiech i umiejętność rozbawienia innych od wieków kojarzymy z wrodzoną pogodą ducha i optymizmem. Klasowy błazen często charakteryzuje się także wysokim intelektem – bo umiejętne posługiwanie się dowcipem wymaga nie tylko uroku, ale także sprytu oraz inteligencji emocjonalnej. Może się zatem wydawać, że szkolny wesołek to ostatnia osoba, która potrzebuje pomocy szkolnego psychologa czy pedagoga – to raczej on potrafi swoimi żartami poprawić humor znużonym pedagogom. W rzeczywistości wielu (a być może nawet większość) klasowych błaznów to osoby, których wyczyny bywają sposobem na poradzenie sobie ze smutkiem, lękiem czy niepewnością, a czasami także rodzinnymi dramatami. Sytuacja niejednego klasowego wesołka przypomina paradoks życia mistrza komedii Louisa de Funèsa, który w życiu zawodowym wcielał się w energiczne i żywiołowe postacie, natomiast w życiu prywatnym zmagał się z zaburzeniami lękowymi, społecznym wycofaniem oraz prawdopodobnie depresją. Człowiek, którego mimika i wypowiedzi bawiły miliony ludzi na całym świecie, sam doświadczał głębokiego cierpienia, o czym wielu fanów dowiedziało się dopiero pod koniec życia francuskiego aktora. Król dowcipu – zarówno ten zawodowy, jak i rodzinny czy szkolny – może wykorzystywać humor nie tylko jako ujście dla własnej witalności, ale także jako mechanizm obronny. 

Komfort błazenady 

Obecność błazna w klasie jest wygodna zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli. Ktoś, kto potrafi obrócić w żart niezadowolenie nauczyciela spowodowane brakiem przygotowania dzieci do zajęć, jest często traktowany jako wybawiciel przez mniej skrupulatnych młodych ludzi. Z perspektywy pedagogów z kolei klasowy błazen jest dostarczycielem cennych anegdot oraz tym uczniem, który zapewnia komfort myślenia, że ma się przyjazną relację z uczniami. Po latach nauki lub pracy w szkole często zapomina się „zwykłych” uczniów – jednak tego zawsze wesołego ancymona z trzeciej ławki czy uroczego żartownisia, z którym siedziało się na historii, czasami zapamiętuje się do końca życia. Błazen potrafi rozbawić do łez, ale niekiedy – zwłaszcza gdy trafi na kogoś, kto nie „czuje” jego humoru – może ściągnąć na siebie nauczycielski lub koleżeński gniew. Dorosły dziś mężczyzna, który przez cały okres nauki w liceum pełnił funkcję klasowego błazna, wspomina, że za swoje „zasługi” dostawał zarówno laudacje, jak i… zbiorowy łomot, czyli nasiloną przemoc fizyczną. Potrafił on swoim urokiem i elokwencją rozbawić nauczyciela i skłonić go na przykład do tego, by nie odpytywał uczniów – jego koledzy dosłownie bili mu wówczas brawo. Pewnego dnia jednak na zastępstwie pojawiła się nauczycielka, której nie spodobał się opowiedziany przez niego na „przełamanie lodów” dowcip – pedagożka urządziła więc karną kartkówkę, z której niemal cała klasa otrzymała oceny niedostateczne. Takie postępowanie ze strony nauczyciela jest oczywiście skrajnie nieetyczne – bo sprawdzanie wiedzy nigdy nie powinno być karą! Dla ówczesnego „śmieszka” gorsze od otrzymanej jedynki było jednak to, że został przez klasę obciążony odpowiedzialnością za sytuację. Tuż po wyjściu ze szkoły kilku najsilniejszych (i niedawno wdzięcznych za odraczanie „wyroków” w postaci odpytywania) znajomych z klasy ciężko go pobiło. Aprobata tłumu, jak widać, cechuje się niestałością nie tylko wobec liderów, ale także wobec tych, którzy w imię określonych celów dostarczają innym rozrywki. 

Humor jako tarcza 

Wśród osób zajmujących się psychologią i psychoterapią  istnieje zabarwione – nomen omen! – czarnym humorem powiedzenie, że z byciem sprawnym żartownisiem jest trochę tak, jak z byciem seryjnym mordercą – aby stać się taką osobą, nie trzeba mieć trudnego dzieciństwa, ale ono zdecydowanie „pomaga”. Aby zrozumieć tragizm postaci niektórych klasowych błaznów, należy odnaleźć odpowiedź na pytanie, w jakich okolicznościach kształtowało się ich poczucie humoru oraz umiejętność rozbawiania innych. Czasami są to naprawdę mroczne, a wręcz rozdzierające serce historie: niejedna osoba, która potrafi załagodzić żartem trudną sytuację, uczyła się tego „rzemiosła” podczas prób udobruchania przemocowego lub uzależnionego ojca czy matki; niejeden klasowy błazen, umiejący błyskawicznie wyczuć emocje nauczyciela i rozbroić je za pomocą dowcipu, przechodził trening inteligencji emocjonalnej podczas nasłuchiwania kroków rodzica, który czasami wracał zadowolony, a kiedy indziej – pijany i agresywny, co wiązało się z koniecznością ukrycia się lub zabawiania przerażonego młodszego rodzeństwa. Nieustanne błaznowanie może również być maską dla zaburzeń nastroju, jak np. depresji – tak zwana śmiejąca się depresja polega między innymi na tym, że cierpiąca na nią osoba za pomocą humoru (często czarnego) ukrywa własną rozpacz, a nawet poczucie braku sensu w życiu. Czasami przyczyny, dla których ktoś z łatwością wchodzi w rolę klasowego komika, są mniej dramatyczne, ale nadal wykluczające świadomy wybór swojej funkcji w grupie: niekiedy wynika to z tego, że dany człowiek od dzieciństwa był uczony ukrywania emocji pod płaszczem uśmiechu, gdyż łzy lub gniew były traktowane jako przejaw słabości lub powód do drwin z małego człowieka. W miarę upływu czasu z roli klasowego błazna coraz trudniej jest wyjść – dyżurny śmieszek często nie ma pomysłu na to, jak inaczej mógłby zaistnieć w klasie i jak inaczej radzić sobie z własnymi emocjami. Aktor zbyt długo wcielający się w fikcyjną postać doświadcza niekiedy splątania tożsamości – granica między jego prawdziwym „ja” a cechami i historią odgrywanej osoby w pewnym momencie zaczyna się zacierać. Podobnego chaosu w zakresie formowania się własnej osobowości doświadcza wielu klasowych (ale także firmowych czy rodzinnych) śmieszków. Trwanie w roli błazna przez pewien czas chroni osobę przed spotkaniem się z własnymi emocjami – po pewnym czasie jednak następuje wręcz „zlanie się” z tożsamością błazna, przez co dana osoba traci wgląd w siebie i rozumienie swojego wewnętrznego świata. Wielu szkolnych czy rodzinnych komików pośród ironii i (niekiedy świetnych) żartów gubi samych siebie: funkcjonowanie w rodzinie w roli maskotki, a w klasie jako ten, który zawsze „dowozi” dobre samopoczucie, może sprawiać, że człowiek odetnie się od własnych uczuć i straci akceptację dla tej części siebie, która nosi w sobie również przygnębienie, różne tęsknoty i obawy.

Pogoda ducha bez traum 

Stwierdzenie, jakoby każdy uczeń, który jest wesołym dzieckiem, i który potrafi opowiadać świetne dowcipy, był głęboko straumatyzowany, stanowiłoby rzecz jasna nadużycie i nadmierną psychologizację. Cięty dowcip nie musi wynikać z cięgów zbieranych w dzieciństwie, a pogoda ducha nie musi być oznaką wyparcia. Wielu z nas ma w swoim otoczeniu osoby, które po prostu mają dar poprawiania innym nastroju i które cechuje wysoka odporność psychiczna. Niektórzy z nas zwyczajnie przyszli na świat w rodzinach, w których humor obecny był od zawsze, a wesołe usposobienie otrzymaliśmy w genetycznym „tobołku” od naszych rodziców. Tendencja do dowcipkowania i umiejętność wykorzystania własnego wdzięku na swoją korzyść bywa także wspomagana przez wtórną socjalizację: książki i filmy adresowane dla młodych ludzi nierzadko opowiadają o przygodach młodych żartownisiów, którzy budzą ogromną sympatię i z którymi łatwo się utożsamiać. Niejeden dzisiejszy 30- czy 40-latek w czasach szkolnych inspirował się szalonymi pomysłami głównych bohaterów tekstów kultury takich jak Dennis Rozrabiaka czy Ach, ten Andy! Motyw czarującego łobuziaka był inspirujący nie tylko dla głęboko zranionych dzieci, ale także dla tych, które cechowały się żywiołowością i wysokim zapotrzebowaniem na „fabułę”. Wzorem dowcipnisia dla dziecka może być także słynący z humoru dziadek, ciotka lub kuzyn (to, skąd u tych osób bierze się tendencja do śmieszkowania, także może, choć nie musi, wynikać z trudnych życiowych doświadczeń). Oczywiście w objęciu „stanowiska” klasowego wesołka pomaga także wrodzony wdzięk, elokwencja i spostrzegawczość – najznakomitsze żarty biorą się między innymi z dostrzegania paradoksów rzeczywistości. Różnica między zdrowym a patologicznym „wesołkowaniem” polega więc na dostępie danej osoby do własnych trudnych emocji i możliwościach ich regulowania. Ktoś, kto po prostu jest pełen radości życia, nie dowcipkuje przez cały czas – gdy doświadcza cierpienia, potrafi je nazwać i powiedzieć, czego potrzebuje. Klasowy błazen obśmiewa przygniatającą go rzeczywistość w sposób kompulsywny – on po prostu nie potrafi „zejść ze sceny”. Kiedy zatem nauczyciel orientuje się – co dzieje się przecież bardzo szybko – które dziecko w klasie pełni tę rolę, to ważne jest, aby nie zostawiać „wesołka” samego. Wskazane jest, aby na osobności zapytać go, co inspiruje go do żartów oraz jakie zna inne sposoby na rozładowywanie napięcia, jednocześnie podkreślając, że samo poczucie humoru jest bardzo cenne. Klasowy śmieszek nie zasługuje na połajankę, ani też na lekceważenie jego potencjalnych trudności – on tak samo jak wiecznie smutny lub agresywny uczeń potrzebuje próby zrozumienia własnej sytuacji.

Aby klasowy dowcipniś mógł rozbawiać nie tylko innych, a także dbać o własny dobry nastrój, powinien czuć, że w szkole, domu i grupie znajomych istnieje miejsce na wszystkie przeżywane przez niego emocje – a każdy żart czy kalambur nie tylko może, ale i musi kiedyś się  skończyć. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Klasowy błazen