Bardzo spodobało mi się określenie użyte przez Emily Rand-Przykazę w rozmowie z Weroniką Frąckiewicz – fabryka sztucznych pragnień, czyli branża marketingowa z całym wachlarzem technik, które mają nas przekonać, że proponowane nam dobra są tym, czego rzeczywiście pragniemy.
Przed tygodniem umieściliśmy na okładce zdjęcie przedstawiające Dzieciątko Jezus w sklepowym wózku i opatrzyliśmy hasłem: „Nie zamienić Adwentu w festiwal konsumpcji”. Punktem wyjścia było doświadczane przez nas od kilku tygodni przedświąteczne przebodźcowanie. Zachęcani do konsumpcji przez kuszące promocje oraz świąteczny klimat czujemy, jakby ktoś nas okradał z czasu przygotowania do świąt. Problemem jest jednak nie tylko duchowe ubóstwo, ale też gwałt zadawany przez nadmiar bodźców naszemu układowi nerwowemu. Wydaje się, że rozmową o „wystarczalizmie” kontynuujemy temat sprzed tygodnia, poszerzając go o nowe horyzonty. I choć punktem wyjścia mogą wydawać się rzeczy dość prozaiczne, jak pytanie o to, czy rzeczywiście potrzebujemy wszystkich rzeczy, które mamy w szafie, albo wszystkich książek, które mamy na półce, jest to temat również głęboko duchowy.
Czym bowiem jest klasycznie rozumiana asceza, jeśli nie wyzbyciem się nadmiaru dóbr? W swoim bardziej radykalnym wydaniu będzie zupełnym zminimalizowaniem tego, co mamy. Niezależnie od tego, czy asceza będzie umiarkowana czy radykalna, jej punktem wyjścia jest doświadczenie nadmiaru. Powoduje ono przede wszystkim nadmierne przywiązanie do tego, co mamy, a więc zabiera nam wolność, a w konsekwencji również szczęście. Celem ascezy było zawsze odzyskanie wolności, a przez to szczęścia. Temu służyły różnego rodzaju praktyki ascetyczne. Dziś możemy zastąpić słowo „asceza” pojęciem higieny duchowej. Dbamy o higienę psychiczną czy emocjonalną, odsuwając od siebie sytuacje czy bodźce, które nam nie służą. Podobnie gdy redukujemy liczbę spożywanych posiłków lub dbamy o ich jakość. Albo gdy podejmujemy pewien wysiłek fizyczny, aby pobudzić organizm do rozwoju i sprawności. Wysiłek, jaki podejmiemy, a który ma służyć naszemu dobru, zawsze będzie oznaczał wybór jednego, a rezygnację z drugiego. Jest więc dla nas czymś naturalnym, że musimy wybierać i że w wyborze kierujemy się jakimś ważniejszym celem, który chcemy osiągnąć.
Nie da się prowadzić życia duchowego w oderwaniu od życia cielesnego. Powiedzenie „W zdrowym ciele zdrowy duch” nie wzięło się znikąd. Jesteśmy duchowo-cieleśni i ten związek jest nierozerwalny. Dlatego, paradoksalnie, zadbanie o to, by w naszej szafie czy na półce było tylko i aż tyle, ile naprawdę nam potrzeba, jest też ćwiczeniem głęboko duchowym. Na tym bowiem polega wysiłek naszego ciągłego rozeznawania, aby wybierać to, co jest dobre, a odrzucać to, co jest mu przeciwne.
Proponując ideę wystarczalizmu, Emily Rand-Przykaza mówi o uważności i przyjrzeniu się temu, czy żyję świadomie. I choć dotyczy to rzeczy, mam wrażenie, jakbym słuchał katechez Franciszka o życiu wewnętrznym. Uważność, świadomość, wewnętrzna wolność. Okazuje się, jak bardzo kategorie życia wewnętrznego są po prostu kategoriami życiowymi. Jak dbałość o jedno, wpływa korzystnie na drugie.
Istnieje subtelne niebezpieczeństwo, by wpaść w nadmiar także w kontekście życia wewnętrznego. Być może uczenie się uważności na poziomie wyboru rzeczy materialnych jest przydatne w tym, by uniknąć nadmiernej konsumpcji religijnej. W naszym życiu religijnym pojawia się nieraz pokusa odmawiania wielu modlitw, uczestnictwa w wielu nabożeństwach, słuchania mnóstwa podcastów i jeżdżenia na kolejne rekolekcje. Nic z wymienionych rzeczy samo w sobie nie jest złe, wręcz przeciwnie. Chyba że w nadmiarze. Nie jesteśmy w stanie być wszędzie, wszystkiego przeczytać, ze wszystkim się zapoznać i na wszystko mieć czas. Trzeba umieć wybrać to, co jest mi naprawdę potrzebne. Ale żeby umieć wybrać, trzeba wiedzieć, co rzeczywiście jest mi potrzebne. Sednem Adwentu nie jest zaliczenie rorat, ale nauczenie się postawy czuwania. A to wymaga uważności i rozeznania, co mi w tym pomoże. Być może bardziej odłożenie telefonu, by odciąć się od nadmiaru informacji i rozrywki, aby stworzyć przestrzeń ciszy, w której Pan będzie mógł do mnie coś powiedzieć.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













