W cieniu szczytu klimatycznego w Belém (opisał go w poprzednim numerze Piotr Wójcik) dokonało się znamienne wydarzenie: władze Brazylii zatwierdziły legalny status dziesięciu nowych terytoriów ludności rdzennej. Sama wiadomość brzmi imponująco, choć w sumie owa dziesiątka niewiele wnosi do ogólnej puli ziem już uznanych przez rząd brazylijski za niezbywalną własność pierwotnych gospodarzy tego kraju. Liczy się raczej fakt, że proces tego uznawania postępuje nadal, mimo niesprzyjających układów wielkiej polityki.
Trwają z trudem
Uznanie nowych terytoriów przyjęte zostało 17 listopada dekretem prezydenta Luiza Inácio Luli da Silvy. To kolejny akt jego konsekwentnej kampanii: w grudniu ubiegłego roku głowa brazylijskiego państwa zalegalizowała w ten sposób trzy indiańskie terytoria. Nowe obszary autonomiczne dołączyły w ten sposób do listy ziem oznaczonych w brazylijskim prawie skrótem TI (Terra Indigena, czyli „ziemia ludności rdzennej”). Ta imponująca lista liczy więc teraz 818 jednostek, których rozległość zajmuje w sumie 14 proc. terytorium Brazylii. Mieszka tam około 800 tys. Indian, co stanowi ułamek procenta ponad 200-milionowej ludności tego państwa.
TI, powołane w 1973 roku na mocy artykułu 231 brazylijskiej konstytucji, istnieją odtąd i rozwijają się terytorialnie z wielkim trudem. Przeciwników mają wielu, i to potężnych. Są nimi w pierwszym rzędzie wielkie koncerny wydobywcze (paliwa kopalne i minerały), jak również wielkoobszarowe plantacje rolne, które uparcie zagarniają coraz to nowe terytoria niezagospodarowanej ziemi, której nadal nie brakuje na północy i zachodzie kraju. Według nich to ziemia niczyja i bardzo są niezadowoleni, gdy dowiadują się, że karczowany właśnie kawałek tropikalnego lasu należy już według prawa do jednej ze wspólnot indiańskich. Wielcy posiadacze, majętni acz względnie nieliczni, mają jednak sojuszników wśród szerokich rzesz drobnych rolników. Ci, głodni ziemi, przybywają w amazońskie tropiki przeważnie z przeludnionych stanów nad Atlantykiem. Istnienie TI stanowi więc w Brazylii jeden z obszarów społecznego napięcia, i to od dawna.
Lewicowy prezydent da Silva podczas swojej pierwszej kadencji (lata 2003–2010) zrobił wiele dla obrony i rozwoju TI. Podobnie jak jego bliska ideowo następczyni. Jednak sprzeciw szerokich segmentów brazylijskiego społeczeństwa wobec tego „proindiańskiego” kursu był tak silny, że przyczynił się do upadku lewicowych rządów. Gdy w październiku 2018 roku wybory wygrał Jair Bolsonaro, populista w stylu Trumpa, od razu zapowiedział, że nie będzie się patyczkować z TI, które według niego są sztucznym wytworem lewicowo-ekologicznego sentymentalizmu, szkodzącym zdrowym interesom większości. Wycofał więc rządowe preferencje dla mieszkańców „terytoriów”, i choć nie doprowadził do ich zniesienia, nie dopuścił również do legalizacji żadnego z nowych obszarów. Odblokował to dopiero da Silva, który powrócił na prezydencki urząd z początkiem 2023 roku.
Geografia indiańskiej Brazylii
Prawie wszystkie spośród 13 terytoriów zalegalizowanych przez Lulę mieści się w „starych” stanach atlantyckiego wybrzeża. To rejony odległe od amazońskiej puszczy, od dawna skolonizowane i zagospodarowane rolniczo. Lasów tam jest niewiele, niewielu jest również Indian. Nowe terytoria obejmują więc tam niewielkie obszary, ograniczone praktycznie do jednej osady, otoczonej zwartą siecią wiosek białych Brazylijczyków.
Jedyne nieco obszerniejsze, rzeczywiste terytorium amazońskie to Vista Alegre, rezerwat leżący niedaleko Manaus, stolicy stanu Amazonas. To największy stan Brazylii, zajmujący 1,6 mln km kw. powierzchni, czyli pięciokrotnie większy od Polski. Jest on w całości pokryty tropikalną puszczą, która jest naturalnym domem rozmaitych wspólnot indiańskich, liczących w sumie 300 tys. osób. To niewiele jak na cztery miliony obywateli stanu, ale już znacznie więcej niż ogólnobrazylijska średnia. Co ważniejsze, Indianie z Amazonas reprezentują najczystszy, najmniej zasymilowany element autochtoniczny. Poza osobami zarejestrowanymi w TI istnieją tam jeszcze wspólnoty Indian niemające kontaktu z cywilizacją. Zostało ich już niewiele, mieszkają w najmniej dostępnych rejonach puszczy i trudno nawet policzyć, ilu ich tam siedzi. W każdym razie rząd dba o to, aby jak najmniej wtrącać się w ich sprawy.
W sumie w Amazonas mieści się 177 obszarów zarejestrowanych jako TI, w tym trzy największe, pokrywające całe pogranicze Wenezueli, Kolumbii i Boliwii. Stanowe Terras Indigenas obejmują aż 30 proc. powierzchni Amazonas.
Na antypodach amazońskich TI mieszczą się tzw. miejskie wioski. Status Terras Indigenas umożliwia bowiem także wyodrębnienie plemiennych wspólnot indiańskich mieszkających w miastach. Mniej więcej od 30 lat trwa bowiem silny ruch w ich kierunku ze strony rodowitych wiejskich wspólnot. Dziś w „miejskich wioskach” na legalnym, autonomicznym statusie, mieszka prawie milion Indian, czyli więcej niż w ich tradycyjnym, „ekologicznym” środowisku.
Życie toczy się gdzie indziej
Na szczyt w Belém zaproszono aż 900 indiańskich krajowców, jednak dużo większa ich liczba, niezaproszona, protestowała przed wejściem do kongresowej hali. Ich zdaniem podobne szczyty to tylko mydlenie oczu bogaczom przez innych bogaczy. Prawdziwe życie toczy się nie za prezydialnym stołem, lecz w tropikalnej głuszy, do której rzadko zaglądają reporterzy.
I chyba mają rację. 16 listopada, tuż przed rozpoczęciem szczytu, w wiosce Pyelito Kue zastrzelono Vicente Fernandesa Vilhalvę, przedstawiciela tamtejszej wspólnoty plemiennej Kaiowa, z grupy etnicznej Guarani. To południowe rubieże stanu Mato Grosso, zasiedlonego od dawna białymi rolnikami. Kaiowa należą do tych Indian, których już wcześniej wygnano z rodzinnych lasów, same zaś lasy w większości zdążyły paść pod siekierą karczowników. Status TI umożliwia tej grupie autochtonów ustanowienie ziemi zastępczej, w sytuacji gdy ich stara mała ojczyzna stanowi już obszar uprawnych pól, których właściciele nie godzą się na odstąpienie. Kaoiwa w 2013 roku dostali taki zastępczy rezerwat – to około kilometra kwadratowego pustki, która nie jest ich w stanie wyżywić, niezależnie od tego, czy chcieliby żyć dalej jako myśliwi i zbieracze, czy też przestawić się na uprawę rolną. Kaoiwa więc, pod przewodem 36-letniego Vilhalvy, osiedlili się – według państwa „nielegalnie” – w resztkach lasu, który ongiś był ich. Stamtąd wypędzani byli przez osadników. Gdy nie pomogły gumowe kule, farmerzy załadowali ostrą amunicję. Jedna z kul trafiła w czoło Vilhalvę.
Rozpisałem się o tym przypadku, bo w warunkach brazylijskich nie jest to coś wyjątkowego, lecz element stałej panoramy. Nie od rzeczy będzie też uświadomić czytelnikom, jaki los czeka naród – obojętnie czy duży, czy mniejszy – który, zapomniany przez świat, zostaje na placu boju samotny, jedynie ze swoimi „racjami”, jakich w istocie nikt nie chce wysłuchać.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














