Dziś król, jutro baranek

Hosanna i „Ukrzyżuj!” mieszczą się w każdym z nas. Ci sami, którzy witali Króla Dawidowego, później szydzili z Niego, gdy umierał. Nasze codzienne wybory, postawy wobec zła i niesprawiedliwości, nasze małe i wielkie niewierności lub trwanie przy dobru rozpięte są między tymi dwiema postawami.
Czyta się kilka minut
Bp Damian Muskus OFM
Bp Damian Muskus OFM

Kolejna Niedziela Palmowa. Znów śpiewamy Hosanna Królowi Dawidowemu, znów słuchamy w kościołach Mękę Pańską. Ten coroczny rytm nie może być tylko wspominaniem przeszłych wydarzeń, bo droga krzyżowa naszego Zbawiciela trwa wciąż, dopóki trwa grzech, zło i ludzkie cierpienie.

Zanim doszło do zdrady Judasza i wydarzeń Wielkiego Tygodnia, był entuzjazm tłumów, radosne Hosanna, droga wyściełana płaszczami tych, którzy wyszli na ulice, by powitać Chrystusa i oddać Mu pokłon. Ten sam tłum szybko przeszedł od entuzjazmu do pogardy, od Hosanna do „Ukrzyżuj!”, od wychwalania Żyjącego po śmierć zadaną Barankowi.

Ale to nie są kaprysy opinii publicznej, która jednego dnia wynosi człowieka na szczyty, a kolejnego zabija słowami nienawiści. To nie są odruchy stadne, które każą iść za większością i tłumią cichy głos sumienia. To nie jest oportunizm i tchórzostwo tych, którzy nie chcą przeciwstawiać się dominującym trendom i głośnym ludzkim opiniom. To nie tak, że jedni idą za głosem większości, a mała garstka pozostaje wierna miłości, misji, powierzonemu dobru. Prawda bowiem jest taka, że Hosanna i „Ukrzyżuj!” mieszczą się w każdym z nas. Ci sami, którzy witali Króla Dawidowego, później szydzili z Niego, gdy umierał. Nasze codzienne wybory, postawy wobec zła i niesprawiedliwości, nasze małe i wielkie niewierności lub trwanie przy dobru rozpięte są między tymi dwiema postawami. Jezus przemierza swoją krzyżową drogę przez świat, ale przemierza ją przede wszystkim przez środek każdego serca ludzkiego, przez nasze ciemności i lęki, naszą słabość i upadki, przez naszą tęsknotę do miłości i sensu.

Ważne jest to, by utkwić wzrok w Nim. By iść z Nim, po Jego śladach. Niedziela Palmowa otwiera rozciągający się na cały tydzień czas bycia przy Nim. To ważne, aby w tym najważniejszym tygodniu nie być widzem, ale uczestnikiem. W przedświątecznym zabieganiu, w pracy i w codziennych obowiązkach wracajmy do Niego myślami – do Tego, który przyjmuje na Siebie nasz grzech i, pochłonięty ogniem miłości do człowieka, wspina się mozolnie na górę Ukrzyżowania; do Tego, który doświadcza skrajnego opuszczenia, bólu i samotności w cierpieniu ponad siły człowieka; do Tego, który umiera, by pokonać śmierć. Idźmy z Nim – od uniżenia przez ludzką pogardę do wywyższenia na krzyżu, od grzechu ku górze, do życia.

To nie jest czas dyktowania Bogu, w jaki sposób ma nas przemieniać, w jaki sposób Jego miłość ma nas dotknąć i którymi drogami ma do nas docierać. To czas poddania się tej miłości i przyjęcia Boga w nasze życie. To czas, by pozwolić Bogu na to, aby On działał i uzdrawiał nas ofiarą swojej Krwi, czas spotkania z miłością ukrzyżowaną bez znieczulenia, w całej prawdzie, z odwagą spojrzenia w oczy Cierpiącemu i odczytania w nich odpowiedzi na wszystkie nasze pytania.

Niedziela Palmowa, Wielki Tydzień, Zmartwychwstanie… to dni przechodzenia od słabości i nędzy grzechu do nadzwyczajnej mocy życia, które zwycięża. To czas zanurzania się w przestrzeni miłości bez miary, ale także ogniowa próba wiary. Czy potrafię zaufać Bogu, gdy życie wali się w gruzy, a cierpienie wypełnia wszystkie chwile dni i nocy? Czy potrafię powiedzieć Mu „tak”, gdy upadam pod ciężarami nie do udźwignięcia? Czy mam siłę, by stanąć po Jego stronie zawsze – nie tylko w tłumie wiwatujących, ale przede wszystkim w milczeniu nielicznych, którzy są przy Nim, gdy wydaje się, że po ludzku przegrał? Siedem dni, od Niedzieli Męki Pańskiej do Niedzieli Zmartwychwstania, jest terapią wstrząsową dla naszej wiary, przejściem od grobu zobojętnienia i martwoty do życia w Bożej obecności.


Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według św. Mateusza

Jezusa postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: Czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Tak, Ja nim jestem. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.

A na każde święto namiestnik miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zgromadzili, spytał ich Piłat: Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby żądały Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: Którego z tych dwu chcecie, żebym wam uwolnił? Odpowiedzieli: Barabasza. Rzekł do nich Piłat: Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? Zawołali wszyscy:  Na krzyż z Nim! Namiestnik powiedział: Cóż właściwie złego uczynił? Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Na krzyż z Nim! Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej narasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. A cały lud zawołał: Krew Jego na nas i na dzieci nasze.  Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: Witaj, Królu żydowski! Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie. Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić. Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc tam, pilnowali Go. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża! Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Elí, Elí, lemá sabachtháni? To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: On Eliasza woła. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na trzcinie i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby Go wybawić. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha.

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: Prawdziwie, Ten był Synem Bożym.

Mt 27, 11–54

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2026