Dojrzała duchowość

Nie jest pozbawiona zasad i zupełnie wolna od lęku. Ale wierzący w dojrzały sposób człowiek ma poczucie, że Stwórca nie tylko od niego wymaga, lecz także prawdziwie go kocha.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
Ilustracja: Agnieszka Sozańska
Ilustracja: Agnieszka Sozańska

Wprowadzanie dzieci w świat wiary bywa dla nich pięknym, wręcz mistycznym doświadczeniem. Przemyślana katechizacja może wyposażyć młodych ludzi nie tylko w wiedzę teologiczną, ale również pomóc im odnaleźć sens istnienia i wesprzeć w odkrywaniu samych siebie. Ewangelizacja oparta na straszeniu i zawstydzaniu może natomiast przynieść zgoła odmienne skutki i negatywnie wpłynąć na rozwój emocjonalny uczniów.

Skrupuły i obraz Boga

Poruszając się po „katolickim internecie”, można z łatwością natknąć się na którąś z odsłon grafiki (utrzymanej zwykle w stonowanych, pastelowych barwach), która wspomina, że w Piśmie Świętym słowa „nie bój się” padają dokładnie 365 razy. Osoby wierzące – co zrozumiałe – właśnie w księgach Starego i Nowego Testamentu poszukują nadziei, ukojenia lęków i utwierdzenia w przekonaniu, że ich życie – nawet gdy staje się trudne – ma głębszy sens. Czasami jednak religijność, zamiast stanowić cenny zasób i nieść pocieszenie w trudach życia, staje się trudnym do uniesienia ciężarem i – w przeciwieństwie do tego, co głosi Pismo – źródłem paraliżującego lęku. Nie jest to rzecz jasna kwestia religijności jako takiej, ale specyficznego sposobu jej przeżywania, noszącego nazwę religijności neurotycznej. W duchowym świecie osoby lękowo religijnej jest – paradoksalnie – mało Boga i Jego miłości, zaś bardzo dużo strachu przed diabłem, karą ze strony Stwórcy czy przekroczeniem którejś z religijnych zasad. Wiele osób przejawiających tego typu duchowość zmaga się z natręctwami o charakterze religijnym, np. odczuwają one przymus odmawiania różańca lub koronki określoną ilość razy w ciągu dnia. Towarzyszy im także nieustające poczucie grzechu (w języku kościelnym określane mianem skrupulanckiego sumienia) – zdarza się, że neurotycznie religijna osoba przystępuje do spowiedzi niemal codziennie, co przynosi jej jedynie chwilową ulgę. Obraz Boga, który nosi w sobie osoba dotknięta neurotyczną religijnością, pod wieloma względami przypomina toksycznego i przemocowego ojca: Bóg, którego „zna”, to Bóg uwielbiający zsyłać na ludzi wyszukane kary, mszczący się za przewinienia nie tylko na danej osobie, lecz również na jej bliskich, i wymagający od ludzi ciągłych ofiar oraz wyrzeczeń. Takiego Boga trudno jest z przekonaniem określić słowem „Abba” i budować z nim taką relację, do której zachęcał sam Jezus. Takiego Boga można się jedynie bać – a lęk ten czasami jest tak dokuczliwy, że dana osoba decyduje się zupełnie odciąć od religii. Neurotyczna postawa i różnorakie natręctwa często dalej są obecne w jej życiu – oparta na strachu religijność nie występuje solo, lecz na ogół jest „wkomponowana” w pełne lęku widzenie świata.

Nie bać się lęku

Duchowość, którą można określić jako zdrową, nie jest duchowością pozbawioną zasad i zupełnie wolną od lęku. Konieczność przestrzegania przez wierzących pewnych zasad stanowi istotny składnik każdej religii – to, że chrześcijanin stara się przestrzegać Dekalogu i obawia się, że jeśli zacznie łamać przykazania, może ściągnąć na siebie kłopoty, jest zrozumiałe i uzasadnione. Religijne zasady mają przecież nie tylko wskazywać człowiekowi kierunek podczas wędrówki do spotkania z Bogiem, ale także porządkować życie osobiste i społeczne. Jednak w zdrowej, czyli dojrzałej religijności lęk nie jest uczuciem dominującym, a wierzący w ten sposób człowiek ma poczucie, że Stwórca nie tylko od niego wymaga, lecz także prawdziwe go kocha. W zdrowej religijności również mieści się dążenie do przestrzegania kościelnych reguł i wewnętrznej spójności – jednocześnie osoba wierzy w to, że w razie popełnienia błędu Bóg rzeczywiście jej wybaczy i pomoże sobie radzić ze słabościami, a nie z dziwną satysfakcją zacznie zsyłać na nią gromy. Duchowość dojrzała jest również duchowością autentyczną – wierzący w ten sposób człowiek jest w stanie otwierać się przed Bogiem i wypowiadać zarówno podczas modlitwy osobistej, jak i na przykład podczas rozmowy ze spowiednikiem swoje wątpliwości i rozterki. Duchowy perfekcjonizm, tłumienie wątpliwości i „pudrowanie” własnego wnętrza jest zwykle wynikiem lęku przed odrzuceniem przez wspólnotę i samego Boga. Osoby, które prezentują dojrzałą duchowość, także dążą do  ulepszeń” w swoim życiu duchowym – wezwanie Jezusa do bycia doskonałymi oznacza przecież zaproszenie do ciągłego rozwoju. Konfrontacja z własnymi słabymi stronami nie wywołuje u nich jednak paniki i przekonania, że znajdują się na prostej drodze do potępienia, lecz po prostu chęć poprawy. Wreszcie, różnica między religijnością zdrową a neurotyczną znajduje wyraz w stosunku do własnego sumienia. Dojrzała duchowość wiąże się ze słuchaniem jego głosu i zaufaniem mu – w sytuacji podejmowania decyzji o charakterze moralnym dojrzała osoba podąża za wskazaniami swojego sumienia (rzecz jasna – odpowiednio ukształtowanego) i jest gotowa przyjąć konsekwencje swoich wyborów. Podczas dokonywania wyborów człowiek o tak ukształtowanej religijności kieruje się raczej dążeniem do realizacji dobra, a nie lękiem przed (straszliwą) karą. Dla religijności lękowej charakterystyczna jest z kolei „decyzyjna niedojrzałość” – osoba wierząca w ten sposób najchętniej każdą decyzję konsultowałaby ze spowiednikiem lub innym autorytetem i oddała stery własnego życia komuś z zewnątrz. Nie ufa ona swojemu sumieniu, często poszukuje zapewnień, że postępuje właściwie i spodziewa się bolesnej kary za ewentualny błąd. Niestety, w konsekwencji osoby neurotycznie religijne są bardziej podatne na duchowe nadużycia i manipulacje. Trudniej przychodzi im bowiem „filtrowanie” tego, co usłyszą od charyzmatycznego lidera, samozwańczego „proroka” czy nawet internetowego kaznodziei. Dojrzały chrześcijanin, rzecz jasna, także korzysta z pomocy duchowych towarzyszy – przyjmuje jednak, że ostatecznie to on sam jest odpowiedzialny za swoje czyny przed Bogiem i osobistą historią – i nie dąży do tego, by się tej odpowiedzialności pozbyć, gdyż przeżywa ją jako rodzaj wewnętrznej wolności.

Ewangelia bez cenzury

W przeciwdziałaniu powstawania religijności neurotycznej nie chodzi o promowanie tzw. pluszowego chrześcijaństwa, czyli wiary skupionej wyłącznie na przyjemnych emocjach i łatwym do przyjęcia przekazie. Zdrowa emocjonalnie duchowość nie oznacza wyrzucenia poza nawias takich aspektów religii, jak nauka o grzechu, osobowym złu czy wreszcie sposobie, w jaki dokonało się zbawienie – a przyszło ono, jak mówi Katechizm, przez śmierć krzyżową Boga-Człowieka. Zdrowa religijność nie polega na maskowaniu niewygodnych elementów katolickiej doktryny stwierdzeniami typu: „Jezus chce szczęścia człowieka”, „Bóg to Ojciec, który rozumie i wybacza” (choć zdania te są oczywiście zgodne z katolickim nauczaniem). Wspieranie zdrowej duchowości nie zakłada cenzurowania Ewangelii, lecz odpowiednie rozkładanie akcentów i takie przekazywanie treści wiary, które będzie dostosowane do wieku odbiorcy. Tak, chrześcijański rodzic może (a z perspektywy wiary – powinien) tłumaczyć dziecku, czym jest grzech i że należy go unikać; rozmowa o złu i jego skutkach nie powinna jednak odbywać się przed wytłumaczeniem dziecku, że Bóg naprawdę kocha człowieka i chce, by ten wybierał dobro. Logiczne jest również to, że katecheci i ewangelizatorzy w swojej pracy wspominają o diable i możliwych konsekwencjach trwania w grzechu – jednak to nie Szatan ani piekło powinny wysuwać się na pierwszy plan. Epatowanie opowieściami o potępieniu, opętaniach czy „dopustach Bożych” jest okaleczające dla psychiki, a także niezgodne z istotą chrześcijaństwa – to przecież nie Szatan jest głównym „bohaterem” Biblii. Ewangelizacja, która prowadzi do zdrowej, dojrzałej wiary, to przede wszystkim taka, która skupia się na Jezusie, a nie na Lucyferze. Rolą odpowiedzialnych rodziców, katechetów i duszpasterzy jest głoszenie królestwa Bożego, a nie królestwa złego ducha. Straszenie przedszkolaków ogniem piekielnym to droga do wywołania (przynajmniej u części z nich) zaburzeń lękowych, a nie zachwytu Panem Bogiem. Ewangelizacja powinna w miarę możliwości przypominać wychowanie, które dziecko otrzymuje za sprawą prawidłowo funkcjonującej rodziny: maluch najpierw dowiaduje się, że rodzice kochają go i chcą, by był zdrowy i szczęśliwy, a dopiero później, stopniowo, staje się adresatem również opowieści o istniejących na świecie niebezpieczeństwach i o tym, jak się przed nimi chronić.

Przemiana Brata Alberta

Sposobem na wyjście z religijności neurotycznej nie musi być wcale wymazanie religii ze swojego życia. Koncepcje pierwszych psychoanalityków, którzy w religii widzieli głównie źródło cierpienia i wewnętrznych konfliktów, są zdecydowanie passé – współczesna psychologia podkreśla, że religijność i duchowość mogą stanowić cenne zasoby jednostki. Własną neurotyczną duchowość można „uzdrowić”, w czym pomocna jest zarówno psychoterapia, jak i korzystanie z pomocy doświadczonego spowiednika czy towarzysza duchowego. Co ważne, psychoterapeuta pracujący z pacjentem zmagającym się z neurotyczną duchowością nie musi wcale być tzw. terapeutą chrześcijańskim. Zadaniem psychologów nie jest dyskutowanie z prawdami wiary czy głoszenie pacjentom kerygmatu, ale pomoc w przepracowaniu tych doświadczeń, które ukształtowały w danej osobie nadmiernie neurotyczną postawę. Osobą, która doświadczyła „przejścia” od religijności neurotycznej do zdrowej i harmonijnej, był św. Brat Albert. Zakonnik ten przez dłuższy czas swoją religijność przeżywał w sposób lękowy: nieustannie towarzyszyło mu poczucie, że zasługuje na karę ze strony Boga, zmagał się z myślami oskarżającymi i obawami przed potępieniem. W pewnym momencie konieczna była nawet jego hospitalizacja psychiatryczna z uwagi na silne natręctwa religijne (nazywane niekiedy nerwicą eklezjogenną) i głęboką depresję. W zmianie sposobu myślenia o Bogu i sobie samym pomogła mu między innymi spowiedź u ks. Leopolda Pogorzelskiego i rozmowa o Bożym Miłosierdziu. Krok po kroku późniejszy święty zaczął odkrywać inne oblicze Boga: to kochające, troskliwe, można rzec matczyne. Brat Albert przestał postrzegać Bożą miłość jako abstrakcję – zaczął je odczuwać jako realną rzeczywistość. Prawdopodobnie ta duchowa przemiana sprawiła, że był on później w stanie z wyrozumiałością i życzliwością wspierać osoby w kryzysie ubóstwa.

Historia Brata Alberta stanowi dobitny dowód na to, że nasza duchowość również jest „plastyczna”. Nawet jeśli w którymś momencie życia pojawi się w niej zbyt dużo lęku i napięcia, to dzięki wsparciu psychologicznemu i duchowemu możliwe jest dokonanie gruntownej zmiany. Ktoś, kto na skutek specyficznej katechizacji widział w Bogu postać okrutną i mściwą, może po pewnym czasie dostrzec w Nim czułego Ojca.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2026