Jeśli ktoś zajrzy do Mszału rzymskiego dla diecezji polskich, ma szansę zauważyć, że na uroczystość Narodzenia Pańskiego przewiduje on trzy różne formularze mszy świętej. Oprócz nich istnieje osobny formularz mszy wigilijnej, odprawianej 24 grudnia wieczorem, po pierwszych nieszporach lub przed nimi.
Trzy formularze mszy świętych na 25 grudnia to msza w nocy (tzw. pasterka), msza o świcie oraz msza w dzień. Wszystkie cztery dotyczące Narodzenia Pańskiego formularze mają swoje czytania mszalne. W ich doborze nie ma przypadku. Dobrze pokazują to fragmenty Ewangelii przeznaczone na poszczególne celebracje. Podczas mszy św. Wigilii (przed północą 24 grudnia) czytany jest wzięty z Ewangelii wg Mateusza rodowód Jezusa i zapowiedź Jego narodzenia, opisująca, jak dowiedział się o nim św. Józef (Mt 1, 18–25). 25 grudnia podczas mszy w nocy nazywanej potocznie pasterką czytana jest perykopa z Ewangelii wg Łukasza, opowiadająca o spowodowanej spisem powszechnym wyprawie Józefa z brzemienną Maryją do Betlejem, o narodzinach, aniołach i pasterzach (Łk 2, 1–14). Podczas mszy o świcie – dalszy ciąg tej opowieści, relacjonujący odwiedziny pasterzy w Betlejem, gdzie „znaleźli Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę” (Łk 2, 15–20).
Bardziej pasuje do nastroju?
Wydawałoby się, że spisana przez Łukasza historia, pełna ludzkich emocji, drobnych szczegółów, budujących specyficzną, mimo wszystko ciepłą, przytulną atmosferę, mogłaby być czytana podczas wszystkich mszy św. w uroczystość Narodzenia Pańskiego. Na pierwszy rzut oka ona jakoś „pasuje” do świątecznej atmosfery, pełnej światełek, migotania, dopiero co rozpakowanych pod choinką prezentów, wciąż pachnących w całym domu wigilijnych i świątecznych potraw. A jednak przez resztę dnia, a więc podczas zdecydowanej większości mszy w pierwsze święto Bożego Narodzenia, czytany jest zupełnie inny fragment Ewangelii. To pierwsze wersy Ewangelii wg Jana, określane jako Prolog. Te, które wcale nie są łatwe w odbiorze, nie budują świątecznego ciepełka, lecz stanowczo stwierdzają, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 1–18). Chociaż również przynoszą opowieść, to jednak jej treść przyswajana przez wielu ludzi znacznie mniej uczuciowo, ma zupełnie inny wymiar niż opowiadanie Łukasza Ewangelisty. A przecież mówią o tym samym wydarzeniu. O narodzeniu Jezusa Chrystusa – Bożego Syna.
Nie tylko komercjalizacja
W opublikowanym przez teolożkę Zuzannę Radzik na łamach „Tygodnika Powszechnego” jeszcze przed tegorocznymi świętami Narodzenia Pańskiego tekście poświęconym duchowości młodej matki i pytaniu, czy może się ona odwołać do macierzyństwa Maryi, już na samym początku uwagę przykuwa szokujące w swej dosłowności stwierdzanie: „Myśl, że Bóg był taki, jak ta bezradna kluska w moich ramionach, była porażająca. Na wszystkie niedole ludzkości odpowiedział niemowlakiem. Strasznie to jednak dziwne”. Faktycznie, jest to nadzwyczaj dziwne. Czy skupieni na emocjach, jakie budzi nowo narodzone dziecko, nie gubimy z oczu tajemnicy Wcielenia?
Od lat słychać w naszej ojczyźnie narzekania, że komercjalizacja niszczy święta Bożego Narodzenia, odbiera im duchowy, a nawet religijny wymiar, sprowadza do konsumpcji, zakupów, marketingu i presji na wszystko, co powierzchowne. Rzadko jednak ktoś mówi o innej dolegliwości, która również dotyczy świąt Narodzenia Pańskiego w Polsce. Można tę przypadłość nazwać banalizacją. Jej istotą jest traktowanie jakiegoś istotnego tematu lub problemu tak, jakby był nieskomplikowany, mało ważny lub pospolity. Banalizacja to proces, w efekcie którego coś o dużym znaczeniu przekształcane jest w coś powszechnego, nieciekawego i pozbawionego głębi lub wyjątkowości. Skutkiem banalizacji jest spłycenie, nadmierne uproszczenie, a niejednokrotnie także utrata pierwotnego znaczenia i powagi. To, co zbanalizowane, staje się czymś przeciętnym i zwyczajnym.
Jako jedyna religia na świecie
„Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” – napisał św. Paweł Apostoł w Liście do Galatów (Ga 4, 4–5). Co niedzielę wyznajemy podczas mszy św., że wierzymy „w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami”. To nie wszystko. Dodajemy, kim On jest. Wyznajemy, że to „Bóg z Boga, światłość ze światłości. Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego”. Precyzujemy, że jest On zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, i przyznajemy, że „przez Niego wszystko się stało”.
Przynajmniej raz na tydzień (a czasem częściej) jako jedyna religia na świecie wyznajemy wiarę w Jego inkarnację, ogłaszamy raz po raz tajemnicę Wcielenia, mówiąc, że „On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy, i stał się człowiekiem”.
Czym jest Wcielenie, które świętujemy, wpatrując się niejednokrotnie w rozkosznego bobaska, umieszczonego w tradycyjnej (zgodnie ze zwyczajem zainicjowanym przez św. Franciszka w Greccio w roku 1223) szopce lub stajence? „Kościół nazywa «Wcieleniem» fakt, że Syn Boży przyjął naturę ludzką, by dokonać w niej naszego zbawienia” – wyjaśnia Katechizm Kościoła katolickiego (nr 461). Podkreśla, że wiara w prawdziwe Wcielenie Syna Bożego jest znakiem wyróżniającym wiarę chrześcijańską (nr 463). A w wersji dla młodych YOUCAT tłumaczy: „W Jezusie Bóg przyjął nasze śmiertelne ludzkie ciało, dzielił z nami ziemski los, tak, jak my, cierpiał i umarł i stał się jednym z nas we wszystkim oprócz grzechu”.
Największe misterium chrześcijańskie
Ksiądz Czesław Bartnik, teolog, w firmowanej przez KUL Encyklopedii katolickiej nie miał wątpliwości, że wraz z dogmatem o Trójcy Świętej Wcielenie jest największym misterium chrześcijańskim, bo z niego wypływają wszystkie inne, „łącznie z misterium paschalnym”. Ks. Bartnik Wcielenie nazwał najwyższym dziełem Boga ad extra (skierowane poza wewnętrzne życie Trójcy Świętej) i najdoskonalszym z możliwych sposobów zjednoczenia Boga i człowieka.
Podkreślił, że poprawne rozumienie tajemnicy Wcielenia oparte jest na zasadzie: „prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek”. „Jedyne i całkowicie wyjątkowe wydarzenie Wcielenia Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest ono wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem” – dopowiada Katechizm Kościoła katolickiego (nr 464).
To zrozumiałe, że uroczystość Narodzenia Pańskiego jest pełna uczuć i emocji, jakie wśród ludzi wiążą się od tysiącleci z przyjściem na świat nowego człowieka. Warto jednak zadbać, aby to, co naturalne i ludzkie, co potrzebne w sferze przeżyć, nie przysłoniło głębokiej treści wydarzenia, które miało miejsce w Betlejem. To rozczulające wielu także w naszych czasach Dzieciątko jest Synem Bożym.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














