Logo Przewdonik Katolicki

Patronka od niemarnowania czasu

Marcin Nowak | 21.02.17r
Fot. PAP

Żyła tak, by każda chwila miała smak i wartość, by niczego nie żałować. O sobie mówiła mało, o Bogu – bez końca.  Po prostu żyła na maksa.

Już kilka dni po śmierci jej przyjaciel napisał: „Gdybyś nie była tak blisko, można by powiedzieć że Twoje życie było nierealne. Gdybyś nie była jedną z nas, pewnie wielu twierdziłoby że nigdy nie istniałaś. Mając zaledwie 25 lat, dokonałaś więcej niż niejeden działacz katolicki czy społeczny. Byłaś święta na swój namacalny, autentyczny sposób. Z gitarą w ręku, iskierkami w oczach, szłaś przez życie jak burza”.
Zanim została świecką misjonarką Europy, Afryki i Ameryki Południowej, ewangelizowała w swoim środowisku. Choć należała do wielu wspólnot i angażowała się w ŚDM, miała też czas na naukę śpiewu operowego i studiowanie inżynierii chemicznej. Kochała muzykę, góry, rękodzieło artystyczne, gry planszowe, sport, zwierzęta i kontakt z drugim człowiekiem. Pracowała jako stewardesa, spała po trzy godziny dziennie, a mimo to wciąż wyrzucała sobie, że za mało się stara. Gorliwość była dominującą cechą jej charakteru. Helena Kmieć, polska wolontariuszka misyjna, została zamordowana 24 stycznia w Boliwii przez swojego rówieśnika. Jej pogrzeb o charakterze państwowym odbył się 19 lutego w rodzinnym kościele św. Barbary w Libiążu.
– Dane mi było znać Helenkę od 2010 r. Wtedy należała do nowo tworzącego się oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Libiążu. Uczestniczyliśmy w tych samych akcjach, wyjazdach, np. w Międzynarodowym Spotkaniu Taizé w Poznaniu. Wspólnie śpiewaliśmy na rekolekcjach i uroczystościach. Wiele rozmawialiśmy o służbie Bogu, poświęceniu, sensie życia – opowiada Staszek Żbikowski. – Przez długi czas była moją najbliższą przyjaciółką. Miała niesamowity głos. Nikt nie spodziewałby się takiej mocy w tak filigranowej postaci. Kiedy śpiewała, dotykała takich strun duszy, że coś w człowieku pękało i mimowolnie zalewał się łzami. Tak jakby Bóg przelewał się przez nią. Pragnąłem, żeby wykonała Ave Maria na naszym ślubie, niestety, nie było jej dane. Wierzę, że teraz odbywa swój najpiękniejszy koncert solowy przed Panem. Czekam chwili, kiedy będę mógł go usłyszeć… – mówi Staszek.
Na zakończenie Mszy św. pogrzebowej odczytano list boliwijskich biskupów, którzy podziękowali Helence za jej służbę i poprosili, „abyśmy nie przestawali miłować nawet tych, którzy nas prześladują”. Szczególnie poruszające słowa wypowiedziała s. Savia Bezak ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Dębickich. Przebywała w Cochabamba, gdy zamordowano wolontariuszkę. – To była noc niewiarygodnego wydarzenia, noc ogromnego bólu i jeszcze większej modlitwy – opowiadała. – Przywożę słowo „przepraszamy” za tę niewinną śmierć, za ten niezrozumiały dla wszystkich akt zagubionego, uwikłanego w zło młodego człowieka, rówieśnika Helenki – powiedziała s. Savia.
W imieniu rodziny przemówił krakowski bp Jan Zając, wujek Helenki. Odwołał się do jej własnych słów z recitalu dyplomowego „Bogu, który mnie tak cudownie stworzył”. – Pragnę podziękować Bogu za to, że ją tak cudownie stworzył i pozwolił pomnożyć talenty umysłu, woli, serca, by mogła się nimi dzielić z innymi – powiedział.
Helenka mówiła wprost: mój plan długoterminowy to świętość. To nie jest ładna parafraza, ale cytat, słowa, które wypłynęły z jej serca. Wypełniając ankietę dla linii lotniczych, gdzie pracowała jako stewardesa, napisała: „Plany na najbliższy rok: duszpasterstwo lotnicze, uporządkowanie, nauczyć się hiszpańskiego; na następne 5 lat: rodzina, praca dająca satysfakcję, być bardziej dla innych; plan długoterminowy: świętość – jako cel ostateczny!”.
Dzień pogrzebu Helenki był więc dla krakowskiego Kościoła wydarzeniem smutnym, ale też radosnym. Czy diecezja, która ma w niebie najwięcej świętych i błogosławionych, może się cieszyć z kolejnego orędownika? Wielu jest przekonanych, że tak. Że modlitwa jest potrzebna nie tyle Helence, co nam, którzy powinniśmy kontynuować jej historię i misję – jakby niedokończoną, urwaną. Nawet świątynia, w której odbywały się uroczystości pogrzebowe, była udekorowana białymi kwiatami, a celebransi ubrani na biało – na znak czystości, niewinności i wiary, że Helena cieszy się już chwałą nieba.
Ze świadectwa Staszka Żbikowskiego: „Patronko od niemarnowania czasu. Przyjaciółko, misjonarko, męczennico…módl się za nami…”

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki