Gra w słowa

Okazuje się, że aby dowiedzieć się, ile sztuk poszczególnych liter alfabetu powinna zawierać gra, Butts policzył te, które występowały na stronie tytułowej „New York Timesa”. Prawa sprzedał pewnemu miłośnikowi gier, który rozpoczął produkcję.
Czyta się kilka minut
fot. Wikimedia
fot. Wikimedia

W 1843 roku Edgar Allan Poe napisał krótką opowieść na ogłoszony przez dziennik „Dollar Newspaper” konkurs. Miał już na koncie parę prób literackich, ale nie przyniosły mu one ani pieniędzy, ani sławy. Dopiero za dwa lata napisze wiersz Kruk, dzięki któremu jego nazwisko stanie się rozpoznawalne, zwłaszcza w Europie. Nowelka, która zdobyła pierwszą nagrodę we wspomnianym konkursie, nosiła tytuł Złoty żuk, a jej fabuła była pokłosiem zainteresowań Poego kryptologią. O szyfrach pisał bowiem artykuły w amerykańskich gazetach, uważał się też za świetnego kryptografa i zapewniał czytelników, że złamie każdy szyfr. Więc proszę, niech go wypróbują. Złoty żuk był historią, w której szyfr i jego rozwiązanie stanowiło samo sedno fabuły. Nagroda wynosiła 100 dolarów, a nowela zyskała ogromną popularność wśród czytelników, która nie zmalała w ciągu kolejnych dekad.
Przeczytał ją na przykład mały William Friedman i w przyszłości postanowił zostać kryptologiem. Potem rozpracował japońską maszynę szyfrującą w czasie II wojny światowej. Złoty żuk zmienił także życie Alfreda Buttsa, amerykańskiego architekta, który w latach 30. XX wieku stracił posadę. Przypomniał sobie Złotego żuka oraz jego bohatera, który aby znaleźć skarb, musiał złamać szyfr za pomocą liter alfabetu. Postanowił wymyślić nową grę planszową na zasadzie takiej właśnie słownej zabawy. Dodajmy jeszcze do tej inspiracji bardzo popularne w tamtych czasach krzyżówki. Tak powstały Scrabble, które na początku nazywały się Lexiko. Okazuje się, że aby dowiedzieć się, ile sztuk poszczególnych liter alfabetu powinna zawierać gra, Butts policzył te, które występowały na stronie tytułowej „New York Timesa”. Prawa sprzedał pewnemu miłośnikowi gier, który rozpoczął produkcję. Pierwsze plansze opuściły rodzinną manufakturę pod koniec lat 40., ale szał nastąpił dopiero wtedy, gdy produkcją zajęła się duża firma. Jej właścicielka podobno powiedziała: „To miła gierka, będzie się dobrze sprzedawać w księgarniach”.
W 1993 roku dostaliśmy ją w prezencie od przyjaciół, właścicieli dwóch mopsów – Fizia i Ryjka. Była to pierwsza polska edycja Scrabbli. W tym samym roku zmarł Alfred Butts. Ten egzemplarz mamy do dzisiaj. Jest bardzo wyeksploatowany, ale nie chcemy innego. W zeszłym tygodniu plansza rozdarła się na pół i trzeba było ją podkleić. Nie jestem też pewna, czy posiadamy wszystkie kafelki, prawdopodobnie nie. Gramy niemal codziennie, choć nie tak intensywnie jak moja teściowa, która potrafi zagrać nawet sześć partyjek dziennie. Mamy też okresy przestoju, gdy wpadamy w szał szachowy. To dla mnie świetny relaks na koniec dnia, z dobrą muzyką na deser.
Dzisiaj do ułożonego sława „gaz” dodałam literki „ie” i wyszło „gazie”. Ale gdy spojrzałam drugi raz, to zobaczyłam „Gazie”. 
Bo tam są moje myśli…
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2025