Cyfrowi apostołowie

Jednymi z pierwszych decyzji Leona XIV było odnowienie strony internetowej Stolicy Apostolskiej (prosiła się o to od dekad) oraz założenie konta na Instagramie.
Dla mnie to był jasny znak, że papież rozumie komunikację we współczesnym świecie.
Czyta się kilka minut
fot. www.instagram.com/pontifex
fot. www.instagram.com/pontifex

Byłam jedną z kilkunastu milionów (!) użytkowników Instagrama, którzy na wieść o papieskim koncie natychmiast popędzili je obserwować. Urosło błyskawicznie i rośnie nadal, a patrząc na liczbę serduszek i udostępnień, cieszy się sporym zaangażowaniem obserwujących. Zresztą trudno się dziwić: ktokolwiek je prowadzi, robi to profesjonalnie, a niektóre zdjęcia na nim są tak piękne, że aż żal nie udostępnić.
Dlatego można spokojnie stwierdzić, że zapowiadany na 28 i 29 lipca 2025 roku jubileusz cyfrowych misjonarzy i katolickich influencerów będzie okazją do świętowania także dla Leona XIV i jego zespołu odpowiedzialnego za obecność Stolicy Apostolskiej w mediach społecznościowych czy – szerzej – internecie. A jak jest ona istotna, postaram się pokazać na poniższych przykładach.

Francuski fenomen
Od kilku lat we Francji z roku na rok rośnie liczba osób dorosłych przyjmujących chrzest. Co istotne, większość z nich stanowią osoby młode, od wieku nastoletniego począwszy. Kiedy liczba chrztów osiągnęła kosmiczne rozmiary kilkudziesięciu tysięcy w jedną noc paschalną, jeden z francuskich biskupów stwierdził publicznie, że nie wie, skąd to zainteresowanie, bo Kościół w tym kraju nie prowadzi jakiejś szczególnej misji w tym kierunku (ja bym się publicznie tak tym nie chwaliła, ale to inny temat). Z pewnością miał na myśli struktury oficjalne, bo jak się okazało z badania przeprowadzonego w tym roku przez czasopismo ,,Famille Chrétienne" oraz francuską wersję portalu Aleteia, misjonarzy nie brakuje. Z odpowiedzi 900 ankietowanych nowo ochrzczonych wynika, że w nawróceniu aż 78 proc. z nich kluczową rolę, zaraz po łasce, odegrały media społecznościowe, a 84 proc. stale ogląda i słucha katolickich influencerów. 
Są to zarówno twórcy francuscy, m.in. dominikanin Paul-Adrienn d’Hardemare (prawie pół miliona subskrybentów) i Victor, mający ich ponad 200 tys., jak i amerykańscy: Mat Fradd (730 tys. subskrybentów tylko na YouTube), Trent Horn (252 tys.), Brad Holdsworth (184 tys.), ks. Mike Shmitz czy bp Robert Barron i jego nie tylko występy, ale także publikacje książkowe i serie filmowe. Cechą charakterystyczną większości tych twórców jest to, że reprezentują oni część Kościoła przywiązaną do nadzwyczajnej formy rytu, czyli mówiąc bardziej potocznie: mszy trydenckiej. 
Mamy więc do czynienia z pewnym paradoksem: środowiska przywiązane do tradycji okazują się najbardziej sprawne ewangelizacyjnie i jednocześnie najlepiej radzą sobie w nowych mediach. Oczywiście nie są w tych ostatnich jedyni, ale wydają się najintensywniej obecni. Tym, co najbardziej rzuca się w oczy i uszy, kiedy się korzysta z owoców ich pracy, jest skupienie na prawdzie i pięknie. Z takim samym zresztą podejściem do mediów wchodził, jeszcze jako szeregowy ksiądz, Robert Barron (obecnie jego kanał subskrybują ponad 2 mln osób). Jedna z pierwszych nakręconych przez niego serii filmów przybliżających katolicyzm mówi o tym, jak piękno było pielęgnowane i rozwijane przez Kościół, co okazało się skuteczną taktyką ewangelizacyjną.

Nie tylko poetycka mądrość
Jednym z moich ulubionych cytatów z wierszy Zbigniewa Herberta jest fraza z Kwestii smaku: „Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie”. I to, co się dzieje w Kościele, nie tylko we Francji, ale też w USA, gdzie katolicyzm cieszy się rosnącym z roku na rok powodzeniem, wskazuje na prawdziwość tego twierdzenia, co z kolei świetnie widać w społecznościówkach. 
Dla wielu Francuzów momentem wielkiego szoku był pożar paryskiej Notre Dame. Katedra, będąca symbolem francuskiej kultury i tożsamości, w ostatnich latach jednak powoli popadająca w zapomnienie, w dramatycznych okolicznościach przypomniała wielu mieszkańcom tamtego kraju, gdzie są ich korzenie. Z wielką starannością zadbano o jej odnowienie – do legendy przejdzie poszukiwanie przez francuskich leśników dębów w takim wieku, by mogły zastąpić te spalone i przez następne setki lat nieść ciężar dachu. Kamieniarze i inni rzemieślnicy pieczołowicie odtworzyli zniszczone elementy (można obejrzeć o tym rolki na IG), a figura Matki Bożej, ocalała z pożaru, została odnowiona i w pięknej, uroczystej procesji wprowadzona do katedry. Transmisje z trwających tydzień, niesamowicie pięknych celebracji otwarcia Notre Dame oglądały setki tysięcy ludzi na całym świecie. Tu także wielką rolę odegrały media społecznościowe, począwszy od oficjalnego profilu katedry na Instagramie, po materiały wrzucane przez indywidualne osoby, których siła oddziaływania polegała nie tyle na wysmakowanych kadrach, ile autentyczności przekazywanych emocji.
Jak wielkie to wszystko wywarło wrażenie, świetnie oddaje niedawne doniesienie na portalu Zenit. Otóż w ciągu ostatniego półrocza (katedrę otwarto w grudniu 2024 roku) Notre Dame odwiedziło 6 mln ludzi. Najcenniejsze jednak jest to, że wielu z nich uczyniło to z powodów religijnych: znów płoną świece wotywne, widać modlących się wiernych. Wizja utraty tego miejsca, nagłośniona w mediach społecznościowych, pozwoliła na nowo dostrzec jego wartość, a przez to także tę katolicyzmu. Francuscy katolicy mogli się policzyć dzięki temu wydarzeniu, zresztą podobnie jak dzięki pielgrzymkom do Chartres, i odkryć na nowo wspólnotę wiary.

Komin i oglądanie, jak on sobie jest
Trzeci przykład, pokazujący znaczenie obecności treści związanych z Kościołem w social mediach, to konklawe, a dokładnie moment, kiedy z komina uniósł się biały dym. Wcześniej miliony ludzi na całym świecie śledziło właśnie za pośrednictwem kanałów na YouTubie sytuację na dachu kaplicy Sykstyńskiej, co de facto polegało po prostu na patrzeniu na komin (choć przy okazji medialna i memiczna stała się także pewna rodzina mew). Potem te same miliony żyły ekscytacją, kiedy zobaczyły biały dym, i niecierpliwie oczekiwały na pojawienie się w loggii nowego papieża. 
W tym samym mniej więcej czasie w Nowym Jorku odbywała się Met Gala, zwykle zwracająca na siebie całą uwagę medialną. Jak się potem okazało na podstawie statystyk, tym razem ludzie woleli oglądać komin w czasie rzeczywistym. A dokładnie wydobywający się z niego biały dym i jego konsekwencje. Tu trzeba dodać, że oprócz oficjalnych kanałów były także rolki wrzucane przez turystów i obecnych w Rzymie influencerów: widok Rzymian dosłownie biegnących na  plac św. Piotra po tym, jak pojawiła się  fumata bianca, wielkie poruszenie i autentyczny, to istotne w mediach społecznościowych, entuzjazm licznego tłumu na placu. Radość, oczekiwanie. Do dziś w głowie siedzi mi rolka przedstawiająca biegnących Via della Conciliazione ludzi i komentarz filmującego, dobiegający zza kamery, że nigdy nie widział tak wielu tak głęboko poruszonych ludzi.

Polska specyfika
W rodzimych social mediach związanych z ewangelizacją jest różnie. Światek ten ma za sobą wiele mniej lub bardziej spektakularnych odejść z Kościoła, próby tworzenia własnych sekt, konflikty między twórcami. Jest jednak w nim wiele znaczących osób, których praca i dzieła pomagają wielu ludziom, zwłaszcza żyjącym poza dużymi ośrodkami, we wzrastaniu w wierze. Tym w dużych ośrodkach zaś często w powrocie do chrześcijaństwa, dostrzeżeniu innej twarzy katolicyzmu, pogłębienia relacji z Bogiem. W końcu spośród wielu internetowych baniek tylko ta mówiąca o wierze ma wieczne znaczenie.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2025