Pismo dla ludu

Pod koniec XIX w. prasa była już szeroko obecna w miastach, także „Przewodnik Katolicki” wpisywał się w rynek ówczesnych mediów – rozmowa z historykiem mediów Jakubem Kłeczkiem
Czyta się kilka minut
Okładka „Przewodnika Katolickiego” nr 29 z 1970 r. | fot. Archiwum PK
Okładka „Przewodnika Katolickiego” nr 29 z 1970 r. | fot. Archiwum PK

PK: Jaką rolę w życiu społecznym i politycznym pełniła prasa pod koniec XIX wieku?

DR JAKUB KŁECZEK: W tym czasie prasa była bardzo niejednorodna. To, co możemy powiedzieć, to że druk był dużo tańszy, łatwiejszy był kolportaż, określone tytuły dystrybuowano na zasadzie subskrypcji. Był to czas masowego czytelnictwa. W latach 80. i 90. XIX wieku nie było już dużych problemów z analfabetyzmem w miastach. Rynek prasowy się zmienił, zaczęły się ukazywać pisma dla ludu, które miały charakter rozrywkowy, były dedykowane konkretnym grupom odbiorców. Pojawiały się nie tylko dzienniki, ale i liczne magazyny ilustrowane, czasopisma specjalistyczne itp. Rynek się rozrastał.

Jeśli chodzi o wpływ na społeczeństwo, to był on niezmiernie duży. W przypadku większych miast Europy Środkowej było to medium dominujące. Prasa pomagała w edukacji, była oknem na świat, choć oczywiście sprawy te zupełnie inaczej wyglądały w Poznaniu niż w Nowym Jorku czy Londynie. Trzeba podkreślić, że prasa pełniła liczne funkcje rozrywkowe. Odnajdziemy w niej humorystyczne historie, powieści w odcinkach, literaturę niekoniecznie wysokoartystyczną. Nie możemy zapomnieć, że miała ona na celu także popularyzację nauki, jak słynny „Scientific American”. W kontekście poznańskim prasa integrowała różne społeczności, ale i potrafiła dzielić. Jak miecz obosieczny: jedne pisma głosiły idee socjalistyczne, inne konserwatywne; jedne sprzyjały zaborcy, inne z nim sobie „pogrywały”.

Podsumowując, jest to czas mediów masowych w tym sensie, że wąska grupa dawała przekaz szerokim masom, także po to, żeby nimi rządzić lub zmieniać istniejący porządek.

Związki wyznaniowe a wydawanie prasy

PK: Nasze czasopismo wydaje od 130 lat Kościół rzymskokatolicki. Związki wyznaniowe często sięgały po prasę jako medium dotarcia do ludzi?

DR JAKUB KŁECZEK: Tak, widzimy to w USA i w Europie. Zresztą nie tylko Kościół wykorzystywał prasę, ale też inne wspólnoty religijne. Wynikało to z dużej liczby odbiorców, także w kręgach ludowych. Oprócz „Przewodnika Katolickiego” było wtedy jeszcze kilka magazynów, które pełniły funkcję ewangelizacyjną i funkcję społeczną, integrującą, ale także rozrywkową. Te pisma były niejednorodne. Jeśli chodzi o „Przewodnik”, to cieszył się on popularnością, miał dużą liczbę subskrypcji i był wyjątkowo tani. Adresowany do rodzin, bractw i stowarzyszeń katolickich miał z jednej strony dość szerokie pole odbiorców, ale konkretnych, do których można było kierować odpowiedni przekaz. Dlatego dość szybko wytworzyła się wokół niego wspólnota czytelnicza, głównie dla propagowania języka polskiego i katolickiej tożsamości.

PK: A jak wyglądaliśmy na tle Prus i innych prowincji zaboru, pod którym była w tamtym czasie Wielkopolska?

DR JAKUB KŁECZEK: Odnaleźć możemy informację, że „Przewodnik” był wydawany także w wersji niemieckojęzycznej, ale tam liczba subskrybentów była mniejsza. Dla niemieckich katolików było to kilka tysięcy subskrypcji, w prowincji poznańskiej było to kilkanaście tysięcy subskrybentów. Różnica była znacząca, pewnie też ze względu na specyfikę wyznaniową różnych regionów Prus.

Oprawa graficzna pierwszych wydań Przewodnika Katolickiego

PK: „Przewodnik” od początku posiadał ilustracje, obrazek widzimy nawet na pierwszej stronie pierwszego wydania. Czy forma graficzna, poza treścią, była ważna dla odbiorców?

DR JAKUB KŁECZEK: Może nie aż tak ważna jak dzisiaj, natomiast funkcja graficzna pod koniec XIX wieku również była bardzo istotna. Zdarzało się, że nie było grafik na pierwszych stronach, ale layout pełnił rolę wizualnego przyciągania uwagi. Do prasy zatrudniani byli bardzo często graficy – artyści, którzy zwiększali atrakcyjność wizualną publikacji. Myślę, że dla tych odbiorców, którzy raczej nie wychowywali się na literaturze wysokogatunkowej, ale poprzez masową edukację zapoznawali się z czytaniem, także to pełniło istotną rolę. Warto podkreślić, że przed kinem także istniało wiele mediów wizualnych.

Jeśli jesteśmy przy temacie mediów służących ewangelizacji, to mieliśmy przecież fenomen tzw. biblii pauperum, gdzie treść Ewangelii przekazywano jako obraz. Wizualność dotyczyła tak sacrum, jak i profanum. Pod koniec XIX wieku na jarmarkach i placach pokazywano widowiska z wykorzystaniem latarni magicznej (dawnego projektora), w których przy pomocy ruchomych przeźroczy można było zobaczyć np. sceny z życia Jezusa, nawet w kolorze i ruchomym obrazie. Sam mam w swojej kolekcji takie przedstawienie wniebowstąpienia Jezusa, w którym po naciągnięciu odpowiedniej dźwigni widzimy, że unosi się on do nieba.

PK: Czy oprócz prasy były też wtedy inne media? Radio to przecież dopiero lata 20. XX wieku, nie wspominając o telewizji, która masowa stała się dopiero po II wojnie światowej…

DR JAKUB KŁECZEK: Przypomnijmy sobie, że rok 1895 to rok kinematografu i początek rosnącej fascynacji tym nowym wynalazkiem. Wpisał się on (a następnie przerósł) szereg ówczesnych mediów wizualnych: latarni magicznych, ale także panoram, jak nasza słynna Panorama Racławicka we Wrocławiu. Pozwalał on na oglądanie obrazów w trójwymiarze. Jak wiemy, koniec XIX wieku nie był czasem, który sprzyjałby dalekim podróżom i masowej turystyce, więc żeby zobaczyć trochę świata, a nie tylko o nim przeczytać, uciekano się do różnych sposobów. Wysyłano do siebie pocztówki, także fotograficzne, korzystano z fotoplastykonów, gdzie można było w jakiś sposób doświadczyć tego, o czym czytało się w prasie (np. wyprawy na Biegun Północny czy do Amazonii). Wciąż pokazywano różne rozrywkowe i popularnonaukowe przedstawienia w miejscach publicznych. W Poznaniu pokazywano tzw. teatry mechaniczne, które też pełniły funkcje trochę telewizyjną: płaskie lalki umieszczone na szynach tworzyły ruchomą panoramę obrazów. To były często widowiska bez żadnych słów, ale opierające się przeważnie na wizualności.

Co pokazywano? Na przykład kluczową bitwę z tamtych czasów, koronacje królów, odległe wyprawy. Wtedy mocno orientalizowano świat, można było więc zobaczyć wyprawę do Indii. Wielu ludzi nigdy nie widziało poruszającego się słonia, a dzięki takiemu widowisku na rynku w Poznaniu mogli sobie tego słonia zobaczyć. Wreszcie, warto zauważyć, że media tamtego czasu nawzajem się uzupełniały: w prasie były ogłoszenia o widowiskach, radio rozwijało się dzięki magazynom dla radioamatorów, a nowe media rozwijały się także dzięki czasopismom dla pasjonatów fotografii.

Przewodnik Katolicki na tle innych mediów w XIX wieku

PK: Ma Pan perspektywę historyka mediów. Nie zapytam, czy wtedy były lepsze media, ale mamy takie powszechne przekonanie, że media przed internetem i mediami społecznościowymi były inne, mamy do nich sentyment.

DR JAKUB KŁECZEK: Nostalgia jest w ogóle cechą kultury mediów. Dotyczy nie tylko naszych czasów, dlatego nie powinniśmy się czuć wyjątkowi ze względu na to, że odczuwamy chęć powrotu do analogowości. Narzekanie na współczesną kondycję mediów dotyczyło także końca XIX wieku. W momencie kiedy prasa bardzo się zróżnicowała i doszła nowa grupa czytelników z klasy ludowej czy robotniczej, to także pewne grupy narzekały na to, że jest np. mniej pieniędzy na rynku albo że wzmaga to większą konkurencyjność i sensacyjność informacji. Często dążono wówczas do tego, by dostarczać jak najbardziej sensacyjne wiadomości, bo były one atrakcyjne. To mogło powodować spadek jakości prasy, ale moim zdaniem należy to czytać dwustronnie: z jednej strony mamy popularyzację czytelnictwa, z drugiej strony pewne tytuły się zamykają.

Rok 1895 to taki okres, kiedy w Poznaniu zamknięto jedyne pismo poświęcone wyłącznie literaturze, ale zamiast tego mieliśmy np. tutaj wydawane Quo vadis w odcinkach. Rynek się zmieniał, zmieniały się grupy odbiorców i części społeczeństwa to się po prostu nie podobało. Poznańskie środowisko, w którym powstał „Przewodnik Katolicki”, zależne było od bieżących sporów politycznych i lokalnych problemów. Często było tak, że dziennikarz równocześnie był agitatorem. A tymczasem my wciąż narzekamy, że nie oddziela się informacji od publicystyki czy komentarza, a nawet polityki. Na poziom sensacyjności i tabloidyzacji różnych mediów także się dzisiaj narzeka, jak też na to, że prasa usypia niektóre tendencje społeczne, zamiast aktywizować społeczeństwo obywatelskie, a rolę aktywistów przejmują dziennikarze. W Poznaniu narzekano, że tutejsi dziennikarze, zamiast aktywizować np. lekarzy, rzemieślników czy kupców, sami zajmują się głównie aktywizmem. Zatem narzekanie na kondycję mediów jest toposem, który się przewija przez historię.

---

Dr Jakub Kłeczek
Badacz sztuk performatywnych i archeolog mediów; pracownik UAM w Poznaniu i UMK w Toruniu; post-doc fellow na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (The Department of Design Media Arts) w 2022 r.; autor książki Performans cyfrowy – historycznomedialne przemiany (2022) i wielu artykułów w monografiach zbiorowych, czasopismach naukowych i specjalistycznych

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2025