W Jerozolimie klęcząc przy Grobie

Wiara i rozum to narzędzia poznawania świata, ale też pojmowania tego samego Boga. W tym sensie wolałem skupienie średniowiecznych katedr od zgiełku popularnych sanktuariów
Czyta się kilka minut
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Fot. Magdalena Bartkiewicz
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Fot. Magdalena Bartkiewicz

Muszę przyznać, że w tym roku, podczas Wielkiego Postu, jedna rzecz zaskoczyła mnie całkowicie. Stało się to trochę przypadkiem, a trochę mogłem się spodziewać. Aby to lepiej wyjaśnić, mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą uwagę osobistą. Otóż gdy byłem nastolatkiem, żywiłem przekonanie, że wybiorę drogę nauk ścisłych. Szczególnie marzyła mi się fizyka, od czasu gdy brat mej mamy, profesor chemii w Cambridge, ofiarował mi Krótką historię czasu autorstwa jego kolegi, wybitnego fizyka Stephena Hawkinga. Przyznam, że tylko ja z mego rodzeństwa nie zostałem naukowcem – brat jest lekarzem, siostra profesorem socjologii. Zaczytując się w Hawkingu, czułem, że gdzieś tam na krawędzi podstawowych pytań o fizykę prowadzą dociekania o Bogu. Moja babcia, lekarz wykształcony przed wojną, podrzucała mi różne mniej lub bardziej popularnonaukowe książki, które prowadziły do pytania: jak to było możliwe, że w tym wielkim, przepastnym wszechświecie świadome życie powstało akurat na Ziemi. I to po babci przejąłem bardzo racjonalne podejście do wiary. Niezwykle odpowiadało mi nauczanie Jana Pawła II i jego następcy Benedykta XVI, które wynikało z założenia, że wiara i rozum to narzędzia poznawania świata, ale też pojmowania tego samego Boga. W tym sensie wolałem skupienie średniowiecznych katedr od zgiełku popularnych sanktuariów.
Ale cały ten racjonalizm do niczego nie przydał mi się w tym roku, w czasie podróży do Jerozolimy, którą miałem szczęście odbyć w Wielkim Poście. Stare Miasto nie jest mi obce, podczas podróży sprzed kilku lat odłączyłem się od grupy i przewędrowałem pieszo przez całą Jerozolimę aż na szczyt Góry Oliwnej. Tym razem tuż po przylocie, w trakcie wieczornego spaceru, przypadkiem trafiliśmy na oznaczenia: Via Dolorosa, Droga Krzyżowa. Skręciliśmy więc pod miejsce, w którym tradycja lokuje pretorium, czyli pałac Piłata, z którego przy świetle księżyca widać było złote kopuły dzisiejszej cerkwi św. Marii Magdaleny w Ogrodzie Oliwnym.
Dwa dni później wstaliśmy bardzo wcześnie, by zdążyć na poranną Mszę przy Grobie Pańskim. Świątynia Grobu zawsze wydawała mi się miejscem niezwykle zatłoczonym, lecz teraz z powodu wojny z Hamasem pielgrzymi rzadko się w Jerozolimie pojawiają. Gdy wspinałem się po wąskich schodach na Golgotę, byłem zupełnie sam. Przy kamieniu namaszczenia raptem parę osób. W katolickiej Mszy przy samej kaplicy Grobu uczestniczyło wraz z celebransami nie więcej niż kilkanaście osób. I właśnie podczas tej Eucharystii, gdy patrzyłem nad Grobem na rotundę zbudowaną półtora tysiąca lat temu na rozkaz św. Heleny, zdałem sobie sprawę, że to jest właśnie to miejsce, gdzie się wszystko wydarzyło. Od czasów, gdy po Jerozolimie chodził Jezus, miasto było wiele razy burzone i odbudowywane. Ulice mają dziś inny przebieg niż dwadzieścia wieków temu. Może Grób był parę metrów w prawo czy w lewo, obok miejsca, gdzie go dziś umiejscawia tradycja. Ale czy to ma znaczenie? Wszak w tym miejscu złożono ciało Pana. A kilkadziesiąt metrów dalej konał na krzyżu. To nie baśń ani mit. To najbardziej realne miejsce dla naszej wiary. I właśnie tam, mnie, sceptyka, ta prawda tak niezwykle mocno uderzyła.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2025