Rosną kłopoty związane z rozprzestrzenianiem się ptasiej grypy w Polsce. Według danych Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP) między październikiem a grudniem 2024 r. z powodu tej epidemii wybito ok. 1,7 mln kur niosek. Z danych podanych na początku marca przez Głównego Lekarza Weterynarii wynika, że tylko w tym roku wykryto 35 ognisk ptasiej grypy. W rezultacie zostało zutylizowanych około 4,5 mln sztuk ptaków.
W sumie w ostatnich miesiącach zlikwidowano około 10 proc. potencjału produkcyjnego. Ponieważ hodowcy wstrzymywali się z uzupełnianiem stad, w wyniku czego już w zeszłym roku liczba utrzymywanych w Polsce kur spadła o niemal 5 mln sztuk, to obecnie ich liczba jest niemal o 20 proc. niższa niż przed rokiem. Tak duża redukcja znacząco wpływa na to, ile jaj jest w sprzedaży oraz na ich ceny.
Ostre zakazy
Ptasia grypa najmocniej uderzyła w dwa największe regiony produkcji jaj, czyli środkową i zachodnią Wielkopolskę oraz północne Mazowsze. Przypadki epidemii zostały odnotowane także w dwóch innych województwach: lubuskim i łódzkim.
– Za każdym razem, gdy wykryje się ognisko, jest to dramatyczna sytuacja przede wszystkim dla danego gospodarstwa. Ktoś może założyć, że takie fermy dostają odszkodowania za zutylizowane ptaki czy produkty drobiarskie i wcale nie jest to tak duży kłopot dla uczestników rynku. Jest to jednak mylna teoria – przekonuje Katarzyna Gawrońska, dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. – Ogromnym problemem dla takich podmiotów jest to, że są one na jakiś czas wyłączone z produkcji. Po drugie, zawsze z powodu ustanawianych restrykcji cierpią również właściciele ferm, które znajdują się w strefach, a nie są bezpośrednio dotknięte chorobą – wyjaśnia.
Zakazy służb weterynaryjnych dotyczą przede wszystkim tego, że nie można wstawiać nowych ptaków na fermy znajdujące w strefie zapowietrzonej, zagrożonej lub buforowej. W efekcie zakłady, które sprzedają żywy drób i produkty pochodzące od drobiu, nie mogą prowadzić swobodnego handlu poza strefy z ograniczeniami. Wprawdzie przepisy unijne pozwalają na tzw. odstępstwa, czyli że za zgodą powiatowego lekarza weterynarii może dojść do przemieszczania produktów czy piskląt ze strefy poza nią, jednak zależy to od oceny ryzyka przez powiatowego lekarza.
– Teoretycznie istnieje szansa na to, że na przykład zakład wylęgu drobiu mógł sprzedać pisklęta poza strefę albo ferma towarowa mogła wysłać jaja konsumpcyjne do strefy wolnej od ptasiej grypy. Takie dopuszczenie jest możliwe, ale to nie jest zero-jedynkowa sytuacja i zależy od kilku czynników. Co więcej, są dodatkowe obostrzenia dotyczące tego, że nie można eksportować jaj czy drobiu ze stref z ograniczeniami. W przypadku Wielkopolski mocno ucierpieliśmy z powodu zakazu eksportu jaj konsumpcyjnych, ponieważ z tego regionu ogromne wolumeny jaj trafiały na eksport do zakładów przetwórstwa w innych krajach europejskich – wyjaśnia Katarzyna Gawrońska.
Niepewność związana z rozwojem epidemii powoduje, że trudno przewidzieć, kiedy sytuacja może się unormować. Eksperci obawiają się, że jeśli wirus nadal będzie się rozprzestrzeniał, to w następnych miesiącach może dojść do likwidacji kolejnych stad, co oznaczałoby narastające problemy z dostępnością jaj na rynku.
Zagraniczne zamiast klatkowych
W styczniu, zgodnie z badaniem „Indeks cen detalicznych” prowadzonym przez GUS, średnia cena jajka w sklepach wynosiła 0,98 zł i była 11,3 proc. wyższa niż rok temu. Na targowiskach ceny są jeszcze wyższe i sięgają nawet 1,5 zł za jajko. W sieciach handlowych jaj na półkach jest znacznie mniej niż zazwyczaj, a wręcz można spotkać się z brakami.
Pojawił się także inny problem. – Ponieważ zaczyna brakować jaj innych niż klatkowe, to w związku z tym sieci zaczynają handlować jajami sprowadzanymi z zagranicy, np. z Holandii i Rumunii – twierdzi ekspertka KIPDiP. – Niestety niektórzy detaliści podjęli ryzykowne decyzje o rezygnacji ze sprzedaży jaj klatkowych, co prowadzi obecnie do sytuacji, w której polskie pakowalnie jaj muszą importować jaja ściółkowe spoza Polski. Na etapie składania deklaracji przez sieci handlowe, cukiernie i hotele o rezygnacji z jaj klatkowych Izba zwracała uwagę na zagrożenia, jakie niesie ta decyzja, m.in. w postaci zagrożenia brakiem jaj z chowów alternatywnych.
Choć obecnie tendencja do rezygnacji z produkcji jaj klatkowych w Europie jest dość silna, a Komisja Europejska zapowiada w przyszłości wprowadzenie zakazu chowu klatkowego kur niosek, to na razie nie zaproponowała stosownych przepisów, tłumacząc, że potrzebuje dalszych analiz nad skutkami takiej decyzji. Polska jest wprawdzie dużym producentem jaj, ale głównie z chowu klatkowego. Przestawienie się na inny chów jest kosztowne i jest to długi proces. Według danych resortu rolnictwa w 2023 r. w systemie klatkowym hodowane było około 72 proc. kur niosek, na wolnym wybiegu nieco ponad 20 proc; a w systemie ściółkowym 5,8. Produkcja ekologiczna jaj stanowiła niecały 1 proc.
W Ameryce drożyzna
Problemy z epidemią ptasiej grypy dotyczą nie tylko Polski. Wprawdzie nasz kraj jest na pierwszym miejscu pod względem liczby wykrytych ognisk tej epidemii w Europie, to dotknęła ona także inne kraje. Jaj brakuje choćby w Niemczech, gdzie niektóre sieci handlowe wprowadzają już nawet limity sprzedaży. Oznaczać to będzie poszukiwanie dostaw na innych rynkach, a potencjalnie większy eksport z Polski pogłębi tylko problemy u nas.
Wirus ptasiej grypy występuje także na innych kontynentach. W ciągu kilku miesięcy Stany Zjednoczone straciły 44,2 mln sztuk kur niosek. Sytuacja jest na tyle poważna, że za tuzin jaj Amerykanie płacą blisko 5 dolarów, a w sklepach dochodzi nawet do ich kradzieży.
– Wydaje się, że w Polsce podobnie dramatyczna sytuacja raczej się nie zdarzy. Wynika to z faktu, że nasza branża jajeczna dysponuje ok. 35-40 procentowym „zapasem”. Ta poduszka bezpieczeństwa to nadprodukcja jaj rozumiana jako nadwyżka podaży krajowej nad krajowym popytem. Natomiast mimo że jaj w Polsce nie powinno zabraknąć, może się zdarzyć, że ich ceny będą jeszcze rosły, nawet do poziomów znacząco wyższych niż obecnie – mówi Katarzyna Gawrońska.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













