Pokolenie zza kremówki

Autorytet Jana Pawła II nie obroni się sam. Kościół w Polsce nie miał na to pomysłu. Ale znaleźli go świeccy. Przykładem jest konferencja „Jan Paweł II: czytać historię, tworzyć historię”.
Czyta się kilka minut
Warszawska Praga, ulica Frycza Modrzewskiego. Mural papieski, którego autorem jest Dawid Celek z Wrocławia | fot. Marek Bazak/East News
Warszawska Praga, ulica Frycza Modrzewskiego. Mural papieski, którego autorem jest Dawid Celek z Wrocławia | fot. Marek Bazak/East News

Letni wieczór na poznańskim blokowisku. Bawiący się gdzieś w bloku, w którym mieszkam, młodzi ludzie zaczynają odliczanie: 10, 9, 8 … i nagle zmęczonymi głosami wykrzykują Barkę. Odruchowo spoglądam na zegarek. Jest 21.37.
Dotąd jedynie słyszałem o takim sposobie zachowania młodzieży, teraz byłem tego świadkiem. Nie ukrywam zakłopotania i pewnego rodzaju bezsilności, myśląc co się takiego stało, że wystarczyło 20 lat, by z pogrzebu Jana Pawła II, kiedy czuliśmy prawdziwe doświadczenie wspólnoty, wytworzyć zabawny, pełen drwiny mem.
W wielu ciągle żyje pamięć godziny 21.37. Wiemy, co wtedy robiliśmy, jakie były nasze myśli, znamy nastrój żegnania bliskiego wielu Polakom Ojca. Wielu wtedy nie widziało innej możliwości, jak spakować się i dotrzeć do Rzymu, by być przy swoim najbliższym zmarłym.

Na początku było wzniośle…
Anna Kamieńska w Notatniku pod datą 9 czerwca 1979 roku, w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, proroczo zanotowała: „Jest w powietrzu coś wzniosłego i radosnego. Powiew duchowej wolności. Stało się dla nas coś nieodwołalnie. Zamilkli nawet szydercy albo ukazali całkiem inną, wzruszoną twarz”. Powraca do mnie to zdanie jak memento na czas obserwacji zachowań społecznych, przypominające umiejętność adaptacji człowieka do środowiska i czasu, w jakim funkcjonuje. Zamilknięcie szydercy to niekiedy jedynie dłuższy antrakt w jego zwyczajowo obranej pozie. Czy to aby niezbyt łatwe wytłumaczenie tych niezwykłych marcowo-kwietniowych dni 2005 roku. Szukam wyjaśnień, jak to się stało, że dla wielu Jan Paweł II jest niezmiennie ważny, a uwagi przez niego kreślone są godne poważnych przemyśleń, dla wielu jednak ten sam Jan Paweł II stoi za wszystkimi skandalami i problemami, które przeszywają współczesny polski Kościół i polską religijność. Nie tyle jest to czas wskazywania winnych, ile czas wskazywania miejsc, które mogły doprowadzić do zmiany znaczenia Jana Pawła II w polskiej rzeczywistości.

… a potem została kremówka
Warto chwilę zatrzymać się nad nieszczęśliwie zapamiętanym urywkiem z pożegnania Jana Pawła II z Wadowicami 16 czerwca 1999 roku. Być może fakt, że w pamięci społecznej pozostała dodana na marginesie tego przemówienia fraza: „Tam chodziliśmy na kremówki...”, która sprawnie wyrugowała z niej trudną uwagę: „Kiedy byliśmy w piątej gimnazjalnej, graliśmy ‘Antygonę’ Sofoklesa. Ja grałem Hajmona. ‘O ukochana siostro ma, Ismeno, czy ty nie widzisz, że z klęsk Edypowych żadnej na świecie los nam nie oszczędza?’ Pamiętam do dziś”, mówi coś więcej o tym, jakiego Jana Pawła II chcieliśmy sobie wytworzyć, nie patrząc, kim on rzeczywiście był.
Czy sukces retoryki kremówek stworzył bezpieczne miejsce, w którym na chwilę przybierająca maskę wzruszenia twarz mogła powrócić do zwyczajnego funkcjonowania szydercy? Czy może łatwość kremówki wyznaczyła drogę ucieczki przed odpowiedziami na trudne przynaglenia stawianie przez Jana Pawła II? Dzisiaj pewnie daremnie szukać rzeczywistych powodów kapitulacji przed podejmowaniem poważnej społecznej refleksji nad dorobkiem Jana Pawła II, dużo łatwiej wskazać miejsca, które będą wymówką dla porzucenia wyzwań i pozwolą na zrozumienie przemiany polskiego czytania dorobku papieża z Polski.
Świat przepełniony dowolnością płynnych wartości i chwilowych odpowiedzialności za podejmowane relacje był wstrząśnięty wydarzeniami towarzyszącymi umieraniu Jana Pawła II. Tłumy zgromadzone na placu Świętego Piotra i przed odbiornikami telewizorów musiały nie tylko poruszać serca dogłębnie przejęte dramatem żałoby po najbliższej osobie, ale i przerazić umysły szyderców. Wspólnota zbudowana wokół papieża wołającego: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi” to wspólnota niepostrzegająca prymatu zasady dowolności. Do tego wstrząsający obraz zamykanej wiatrem księgi mógł zapowiadać lekturę spuścizny Jana Pawła II od początku, przypominając, że pierwszą encykliką nie była Dives in Misericordia, ale Redemptor hominis. To był czas odczytywania niełatwej symboliki towarzyszącej pogrzebowi Jana Pawła II. 

Mityczne pokolenie JP2
Do egzaminu z troski o dziedzictwo Jana Pawła II Kościół w Polsce nie był najlepiej przygotowany. Mimo twardych danych statystycznych opisujących przemiany sekularyzacyjne, które zaczęły dotykać społeczeństwo polskie już w połowie lat 90. XX w., hierarchia zaczęła pokładać nadzieje w mającym narodzić się pokoleniu JP2. Zakładano, że emocje związane z papieskimi pielgrzymkami, dniami młodzieży czy też Lednicą udowodnią, że badania socjologów religii nie opisują rzeczywistego stanu rzeczy. Mimo jasnego stwierdzenia Krzysztofa Koseły z 2008 r., że Pokolenia JP2 nie ma, ponieważ zjawiska, którymi się je opisuje, są pozbawione cech pokolenia socjologicznego, poszukiwano ciągle jego śladów. Siły wkładane w odnajdywanie zagubionego pokolenia maskowały brak pomysłu na to, jak zachowywać się wobec zjawisk sekularyzacyjnych. Co więcej, episkopat podjął dość wątpliwą strategię retoryczną, polegającą na konieczności ilustrowania każdego tematu podejmowanego w listach pasterskich cytatami z papieża Jana Pawła II. Powtarzanie tego samego zabiegu w kolejnych pismach prowadziło do budowania nie tylko przesytu papieżem, ale także tworzenia nowego obrazu Jana Pawła II, który w pamięci społecznej pozostawał jako człowiek dialogu, a nie gwarant tez. Proces zmiany był tym bardziej zaskakujący, że wskazania z bardzo wymagającej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski w czerwcu 1991 nie zostały wystarczająco ostro podjęte w Kościele w Polsce. Nie należy przy tym pomijać faktu, że Kościół w Polsce organizował znaczące naukowe debaty nad dokumentami papieskimi, niestety zbyt często ich efekty były dostępne jedynie dla wąskiego kręgu odbiorców. 

Autorytet papieża nie obroni się sam
Najtrudniejszym dla opisu przemian wizerunku Jana Pawła II w przekazie Kościoła jest moment, który trudno mi wyjaśnić, bo w jakich słowach wytłumaczyć gest sprezentowania relikwii krwi Jana Pawła II przez kardynała z Krakowa rannemu w wypadku Robertowi Kubicy. Wydarzyło się coś zdumiewającego, co było jaskrawym wskazaniem, jaką rolę papieżowi nadaje Kościół w naszym kraju. Co oczywiste, nie mógł budzić zdziwienia fakt, że kiedy nadszedł czas kryzysów i skandali dziejących się w Kościele nad Wisłą, osoba Jana Pawła II, w którą opakowano aktywność polskiej religijności, stała się głównym przedmiotem zainteresowania osób opisujących te skandale. Nie było też zaskoczeniem, że skuteczna obrona osoby Jana Pawła II nadeszła ze środowiska katolików świeckich. Film Pauliny Guzik czy teksty publikowane m.in. przez Tomasza Krzyżaka i Piotra Litkę broniły godności Jana Pawła II. Okazało się, że przyjmowane od 2005 roku strategie podejmowane przez polski episkopat nie miały w tym momencie ani wystarczającej sprawności, ani takiej mocy przekonywania, jaką nabrały treści wypływające z autentycznego zachwytu osobą Jana Pawła II przez świeckich. 
Nie zmienia to faktu, że byliśmy zdziwieni, że w tak katolickim społeczeństwie nawet ogromny autorytet Jana Pawła II nie obroni się sam. Strategie rozwoju Kościoła katolickiego w Polsce podejmowane jeszcze w latach 70. XX w., oparte przede wszystkim na emocjach chwil uczestnictwa, zbudowały wspólnotę złożoną w dużej mierze z osób o bardzo nietrwałych fundamentach wiary. Społeczność ta od lat 90. musiała skonfrontować wartości, w których się wychowała, z kulturą konsumpcji i używania. Czy to właśnie wadowicka kremówka pozwalała bezkolizyjnie funkcjonować w tych dwóch odmiennych światach wartości? Kremówka była szansą na zajęcie miejsca pomiędzy wspomnieniem tego, co ważne, i tego, co już odarte z wymagań nieprzystających do świata, który pozwala instrumentalnie traktować podniosłe słowa.

Odczytać papieża na nowo
Na tak naszkicowanym obrazie powierzchni, który widoczny jest dla tych, co wybiórczo spoglądają na stan polskiego dziedzictwa myśli i duchowości Jana Pawła II, znikają obrazy troski i dbałości o pamięć ukazującą prawdę o tym, kim jest dla polskiego katolicyzmu Jan Paweł II. Tysiące młodych ludzi, beneficjentów stypendiów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, coroczni laureaci Nagrody Totus Tuus, środowisko skupione wokół Teologii Politycznej, tworzące Instytut Kultury im. Jana Pawła II na rzymskim Angelicum, i ich cenne Wykłady Janopawłowe, Instytut Tertio Millennio, intelektualne, duchowe artystyczne i charytatywne oblicza corocznego Dnia Papieskiego, Centrum Myśli Jana Pawła II, Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego i wiele innych miejsc, gdzie z dala od zgiełku i medialnych awantur trwa systematyczna praca nad rzeczywistą rolą, jaką Jan Paweł II odegrał w dziejach katolicyzmu.
Pisząc ten tekst, mam przed oczami obrazy z prac komitetu organizacyjnego międzynarodowej konferencji naukowej, przygotowywanej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zatytułowanej: „Jan Paweł II: czytać historię, tworzyć historię”. Konferencji poświęconej analizie roli papieża Polaka w kształtowaniu dziejów współczesnych, jego refleksji nad historią i pamięcią. Przysłuchuję się toczonym dyskusjom, słucham uwag i konstatuję: jestem wśród ludzi, dla których Jan Paweł II i jego spuścizna nie są pretekstem do zawstydzenia kulturowego, ale powodem dumy. Wokół są ludzie, dla których nie ma znaczenia, co dzieje się na jednobarwnej powierzchni polskiej rzeczywistości, racjonalnie dyskutują nad argumentami stron i są spokojnie pewni.
Nadszedł czas, kiedy myśl Jana Pawła II jest czytana przez pryzmat wielkich intelektualistów, którzy są wolni od szmerów polskiej codzienności. Teraz świat czyta Jana Pawła II przez autorytet Georga Weigla, ale nadejdzie znowu czas, kiedy z pełną siłą na nowo rozkwitnie i w refleksji polskich naukowców to, co zasiane. Tak jak w 1979 roku zanotowała Anna Kamieńska: „Papież cytuje ‘czwartego wieszcza’ polskiego, Norwida, i wymawia dobitnie: praca jest na to, by się zmartwychwstało. Gdyby Norwid mógł przypuszczać, że jego słowa cytować będzie polski Papież!”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2025