Logo Przewdonik Katolicki

Mistrz wszech wag

Szymon Bojdo
fot. Robert Pałka/materialy prasowe

Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77, który niegdyś boksował Niemców, jak chciał, biorąc na ringu odwet za to, co inni dostali na polu – pisał o nim Tadeusz Borowski. W kinach możemy już zobaczyć film o tym bohaterze.

Przed II wojną światową boks w Polsce był niezwykle popularny. Polacy triumfowali w tej dyscyplinie w różnego rodzaju mistrzostwach i igrzyskach olimpijskich, indywidualnie i drużynowo. Dlatego nazwiska bokserów były znane i fascynowały ówczesnych nastolatków. Także Tadeusza Pietrzykowskiego, który z pięściarstwem zetknął się w harcerstwie.

Żelazna wola i pięści ze stali
Pochodził z inteligenckiej rodziny: matka była nauczycielką, ojciec pracował jako projektant i inspektor nadzoru rozbudowy warszawskiego węzła kolejowego. Swoją edukację rozpoczął już wieku 6 lat. Jako dziesięcioletni chłopiec przeżył rodzinną tragedię – po krótkiej chorobie zmarł jego ojciec. To pogorszyło sytuację rodziny, warunki materialne nie pozwoliły na kontynuowanie nauki w gimnazjum Zamoyskiego, ale nowa szkoła dała możliwość kontaktu z harcerstwem i sportem. Podczas nauki w Państwowym Gimnazjum im. Stanisława Staszica w Warszawie wstąpił do 16 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Początkowo trenował piłkę nożną w WKS Warszawianka, następnie przerzucił się na boks. Interesował się militariami, był pilnym i zdolnym uczniem, miał talent plastyczny. To wszystko musiał wykorzystać, by pomóc swojej rodzinie – podejmował się różnych dorywczych prac, był korepetytorem przedmiotów szkolnych, rysował, a jego rysunki wykorzystywali nawet studenci warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.
To jednak boks stał się wkrótce jego główną pasją – tym bardziej że w warszawskiej Legii mógł trenować pod okiem legendarnego trenera, Feliksa Stamma, wychowawcy przyszłych mistrzów świata i medalistów olimpijskich. W wieku 17 lat stoczył swoją pierwszą walkę z mistrzem Polski Antonim Czortkiem. Sukcesem okazał się rok 1937 – zdobył wtedy upragniony tytuł mistrza Warszawy w wadze koguciej. Dziennikarze uznali, że jest człowiekiem „o żelaznej woli i pięściach ze stali”. Dzięki temu dotarł do finału mistrzostw Polski, a jego największym sukcesem było zdobycie drugiej lokaty. Co ciekawe – choć w społeczeństwie bardzo ceniono sobie wtedy sport, niezbyt przychylnie patrzono na pięściarzy – gimnazjalistów. Stąd Pietrzykowski przybrał pseudonim Teddy na cześć Teddy’ego Yarosza, swojego idola, amerykańskiego mistrza świata w wadze średniej o polskich korzeniach.
banerek-pod-teksty.png

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 36/2021, na stronie dostępna od 13.10.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki