Ekumenizm to sposób myślenia

Kolejni papieże, od Jana XXIII zaczynając, bardzo jednoznacznie podkreślali, że droga ekumenizmu jest irrevocabile, to znaczy „nieodwołalna”
Czyta się kilka minut
fot. Ksenia Shaushyshvili
fot. Ksenia Shaushyshvili

Od 17 stycznia będziemy jak co roku, przez kolejne siedem dni, modlić się o zjednoczenie chrześcijan. Fakty są jednak takie, że ekumenizm jest nadal czymś w Kościele marginalnym. Nie mówię o intencji Kościoła, szczególnie po Soborze Watykańskim II, który tego ekumenizmu zdecydowanie chce coraz więcej, ale o wprowadzaniu tej intencji w życie.
Nie wszędzie jest oczywiście tak samo. Państwa takie jak Niemcy nie mogą sobie na marginalizację ruchu ekumenicznego pozwolić z racji oczywistych: w ojczyźnie Marcina Lutra zamieszkuje zbyt wielu ewangelików. Katolicy na co dzień dzielą z nimi życie, także rodzinne. W takich jednak krajach jak Polska marginalizacja jest już możliwa. Po II wojnie światowej staliśmy się społeczeństwem wyznaniowo i kulturowo dość monolitycznym. Co nie było – to również uwaga oczywista – nigdy wcześniej rzeczywistością naszej ojczyzny. Mniejszości religijne, etniczne czy kulturowe były przez wieki w kolorycie życia społecznego Polski czymś naturalnym. Dzisiaj te mniejszości są znacznie mniej liczne. 
Jeśli spojrzeć na problem wielowyznaniowości samego chrześcijaństwa w perspektywie globalnej, można powiedzieć, że tak monolitycznych katolicko krajów jak Polska prawie nie ma. Ekumenizm ma więc swoje zapotrzebowanie globalne. Z wiarą w to, że właśnie ekumenizm jest drogą do realnego zjednoczenia chrześcijan, a nie synkretyczną hybrydą, którą praktykuje się jedynie w celu osiągnięcia względnego spokoju społecznego, w świecie bywa jednak różnie. Nigdy do końca nie ustały, a w ostatnich latach wręcz narastają, wątpliwości co do słuszności ekumenizmu. Jedno jest w tym kontekście na pewno pocieszające i dające poczucie bezpieczeństwa co do prawdziwej intencji Kościoła: i na Soborze Watykańskim II, i na kolejnych synodach powszechnych, jeśli podejmowany był temat ekumenizmu, zawsze znajdował on poparcie znakomitej większości biskupów. Ponadto kolejni papieże, od Jana XXIII zaczynając, bardzo jednoznacznie podkreślali, że droga ekumenizmu jest irrevocabile, to znaczy „nieodwołalna”. To sformułowanie zacytował za soborem Jan Paweł II w encyklice na temat ekumenizmu Ut unum sint. Inaczej mówiąc: my dzisiaj w Kościele katolickim nie dyskutujemy, czy ta droga jest słuszna. Ten temat jest irrevocabile. Tematem debat jest jedynie sama droga: jak nią iść, aby iść prosto i wciąż do przodu, unikając zastoju lub schodzenia na niebezpieczne meandry synkretyzmu.
A co z Polską? Czy po nazistowskim i komunistycznym wyczyszczeniu naszego narodu z odmienności religijnych i kulturowych ekumenizm powinien być jakkolwiek priorytetem duszpasterstwa? Czy warto poświęcać mu tyle czasu, jeśli dotyczy stosunkowo niewielkiej grupy ludzi, patrząc z perspektywy większościowego katolicyzmu?
Odpowiedź daje ks. Artur Stopka w swoim artykule o vademecum ekumenicznym dla biskupów (s. 14). Podkreśla w nim sam fakt, że takie vademecum powstało jako sugestia, że nie możemy stać w miejscu. I dotyczy to wszystkich lokalnych Kościołów, także Polski. Ciekawą perspektywę odczytywania sensu i sedna ekumenizmu pokazuje również interesująco streszczona historia patriarchy Konstantynopola, Bartłomieja I, o którym dla „Przewodnika” pisze Szymon Żyśko (s. 16). Całe jego życie jest świadectwem bardzo głębokiego i duchowego rozumienia ruchu zjednoczeniowego chrześcijaństwa i w zasadniczym zarysie w taki sam sposób, jak rozumieją to kolejni zwierzchnicy Kościoła katolickiego. Nie chodzi w nim bowiem o to, żeby wszystkie inne wyznania chrześcijańskie wróciły do Kościoła rzymskiego czy odwrotnie, żeby katolicy stali się częścią prawosławia. Zjednoczenie ma się dokonać tak, aby przyszłość połączyła nas razem w jednej wspólnocie Kościoła, w której wszystko, czego dla chrześcijan pragnie Chrystus, będzie zachowane. Ekumenizm nie ma więc prowadzić do jakiegoś płytkiego dogadania się co do tego, co jest wspólne, a zmarginalizowania dzielących nas różnic. Wręcz przeciwnie, bo prawdą jest, że ekumenizm to z jednej strony szukanie tego, co łączy, ale z drugiej to także twórczy spór, który każdej ze stron ma na nowo odsłonić w pełni pragnienie Chrystusa dla swojego Kościoła i świata. Celem ekumenizmu jest więc zjednoczenie każdego człowieka z Chrystusem i innymi ludźmi, szczególnie braćmi i siostrami w wierze. Kościół jest jedynie drogą do tego celu, a nie celem samym w sobie. Katolicy nie muszą się więc na tej drodze łączenia wyrzekać swojej tradycji. Nikt ostatecznie nie ma odcinać sobie tego, co innym nie pasuje. Chodzi jedynie o to, aby razem odnaleźć prawdę, która każdą ze wspólnot i Kościołów oczyści z tego, co w każdej z nich pragnieniem Chrystusa nie jest. Najgłębszym celem ekumenizmu jest więc takie jednoczenie się wiernych z Chrystusem i między sobą, aby możliwa była różnorodność w sprawach dla zbawienia mniej istotnych, a jednocześnie, aby nastąpiła pełna jedność w tym, co dla zbawienia będzie dla wszystkich ważne, a nawet konieczne. Stąd tak wiele dyskusji toczy się wokół Eucharystii.
Na tym można by zakończyć, ale uważam, że warto podkreślić coś jeszcze. Ekumenizm nie jest działalnością Kościoła obok innych dziedzin duszpasterstwa. Ekumenizm to sposób myślenia. Może być wyznawców innych wyznań wokół nas niewielu, jak to jest w Polsce, ale ekumenizm nadal pozostanie czymś ważnym. Także, i to jest chyba największy paradoks tego myślenia, dla naszego zbawienia. Dlaczego? Ekumenizm to wspólne poszukiwanie prawdy, to postawa pokory, że nikt z nas w całej pełni jej nie posiada. To nie zaprzecza prawdzie, że w Kościele katolickim są dostępne środki zbawienia w całej pełni. Ta pełnia środków nie przeczy jednak innej równie ważnej prawdzie: w zbawieniu może nam pomóc wrażliwość innego wyznania chrześcijańskiego. Szczególnie wtedy, gdy świadectwo innych chrześcijan zwraca nam uwagę jak z tych środków korzystać. Podam przykład już dzisiaj banalny, ale przez to całkowicie przekonywający: gdyby nie wspólnoty protestanckie, katolicy nie czerpaliby pewnie tak obficie z lektury Pisma Świętego, a przynajmniej rewizja naszej postawy wobec Pisma Świętego trwałaby znacznie dłużej. Nie wspominając o ogromnie głębokiej tradycji chrześcijan Wschodu, także Kościołów prawosławnych, które uwrażliwiają nas chociażby na mistykę liturgii. Czy można powiedzieć, że to uczenie się i duchowa wymiana darów duchowych nie jest drogą do pełniejszego odkrywania i przeżywania prawdy? Czy powiedzenie, że Kościół katolicki jest pełen prawdy w każdym zakresie, a inni jedynie błądzą i mogą u nas tę prawdę znaleźć, nie jest w tak rozumianym ekumenizmie czymś z zasady błędnym? Tak, jest błędem myślenie, że posiadamy całą prawdę i niczego nie możemy się nauczyć czy duchowo otrzymać od innych. Mówił o tym wielokrotnie papież Benedykt XVI, który podkreślał – idąc za myśleniem soborowym – że nie tyle posiadamy prawdę, ile to Ona posiada nas. Prawdą jest bowiem sam Chrystus, to On nas sobą obejmuje. Żyjąc w relacji z Chrystusem, uczymy się coraz głębiej tego, co jest Jego wolą i Jego pragnieniem dla Kościoła i świata. To dotyczy także Kościoła katolickiego, który do pełnego rozumienia i przyjęcia Prawdy ciągle dojrzewa i jest to ostatecznie droga, której zwieńczenie będzie miało miejsce dopiero w niebie.
Rezygnacja z ekumenizmu czy jego marginalizowanie jest postawą nie tylko niezgodną z nauczaniem Kościoła, ale także wyrazem ukrytej pychy: ja wszystko wiem, ja wiem najlepiej, inni się tylko mylą. A jeśli brakować nam będzie pokory, zabraknie nam również miłości. Wówczas mówienie o zjednoczeniu z Chrystusem, nawet przy formalnej przynależności do Kościoła katolickiego, narażone będzie na pewne jego zahamowanie: nie można kochać Boga, nie kochając człowieka. Myśleniem ekumenicznym jest więc myślenie pokorne wobec prawdy i otwarte z miłością na innych. Myślenie ekumeniczne, czy raczej postawa ekumeniczna, przybliża, a nie oddala nas od zbawienia.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2021