Logo Przewdonik Katolicki

Wielkanoc obcokrajowców

Małgorzata Bilska
fot. Agnieszka Robakowska

Rozmowa z o. Wiesławem Dawidowskim, duszpasterzem obcokrajowców.

W Święta Zmartwychwstania nie możemy spotkać się w parafiach. Wasza wspólnota nie jest parafią, ale ma „swój” kościół. Jak przeżywacie ten czas?
– Nie jest to łatwe, tym bardziej że wielu moich parafian ma podwójny lock down: nie mogą wyjechać do rodzin w swoich ojczyznach i są zamknięci w domach tutaj. Przyjechali do Polski z różnych powodów. Ciężko pracują, szukają Boga i kochają to, co robią.
Ze względu na międzynarodowy charakter wspólnoty jesteśmy grupą podwyższonego ryzyka, dlatego Msze i nabożeństwa zawiesiliśmy. Uruchomiliśmy streaming Mszy online (w Niedzielę Palmową miała 975 wyświetleń).
„Nasi” Afrykańczycy przeżyli już epidemię eboli, wchodzą w to drugi raz. Ale nie ma paniki, jest samodyscyplina. Uświadamiamy sobie, że ludzkość przechodzi takie doświadczenie raz na 100–150 lat. Wierzymy w życie wieczne.
 
Jesteś duszpasterzem cudzoziemców od 1992 r. (z przerwą). Jak Polak „dogaduje” się z obcokrajowcami?
– Kiedy w 2004 r. nasz ojciec generał, dzisiejszy biskup Robert Prevost OSA, delegował mnie do tej pracy, powiedział, że mógłby wysłać zakonnika innej narodowości, np. z USA czy Filipin. To jednak może sprzyjać gettyzacji społeczności. Polski augustianin o otwartej głowie będzie natomiast gwarantem równouprawnienia wszystkich narodowości tej parafii. I to chyba działa.
Jedyną moją aspiracją jest to, aby wracając do krajów pochodzenia, parafianie zabrali ze sobą pozytywny obraz polskiego księdza i zakonnika. Po głoszeniu Ewangelii jest to najważniejsza część mojej pracy. Na szczęście nie mieliśmy rasistowskich doświadczeń, a przecież w parafii mamy wszystkie kolory skóry... Parafianie mówią: czujemy się Polakami, chociaż jesteśmy Filipińczykami, Amerykanami, Irlandczykami itd. Kochają i szanują Polskę, choć nie zawsze ją rozumieją.
 
Prowadzicie anglojęzyczną katechezę, udzielacie sakramentów chrztu, Pierwszej Komunii, ślubu… Z czym jest dziś największy problem?
– Od wielu lat mnóstwo spraw prowadzimy zdalnie. Umiemy załatwić je online. Nasza wspólnota nie ma własnego kościoła i plebanii. Mieszkam w klasztorze, do kościoła muszę… podróżować. Przez internet umawia się więc spowiedź, spotkania indywidualne. Organizuje zapisy na katechezę, kursy przedmałżeńskie itd. Jesteśmy przygotowani na indywidualne przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej przez dzieci. Trudnością będzie bierzmowanie, ale i z tym damy sobie radę. Najdotkliwszy jest brak dostępu do niedzielnej Eucharystii (mimo to spowiadamy), ale najtrudniejsze dopiero przed nami. Po epidemii będziemy musieli odbudować tkankę parafialną, której najistotniejszą częścią są relacje międzyludzkie.
 
Święconka to nasza lokalna tradycja, nieznana gdzie indziej. Jak wygląda duszpasterstwo, w którym każdy ma swoją tradycję?
– Pan Bóg przekracza wszelkie granice. Ludzie się inkulturują, na ile potrafią i chcą. Dla obcokrajowców nasze zwyczaje świąteczne tchną pewną oryginalnością. Są postrzegane jako wyraz głębokiej wiary. Moi parafianie polubili opłatek, święconkę... Starają się wnieść coś z naszej kultury do swojego życia.
Co do innych zwyczajów, to zapraszam do nas, gdy będzie można normalnie się spotkać. I życzę Wesołych Świąt! Oby po epidemii stać nas było na jajka, nie tylko wielkanocne. I na chleb powszedni.
 
Wiesław Dawidowski OSA
Augustianin, doktor teologii fundamentalnej, publicysta. Od 2004 r. rektor anglojęzycznego duszpasterstwa w Warszawie. W latach 2009–2013 był chrześcijańskim współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Od 2012 r. jest przełożonym prowincjalnym polskich augustianów. Mieszka w Łomiankach pod Warszawą

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki