Logo Przewdonik Katolicki

Jak rodziło się Millennium

Paweł Stachowiak
fot. flickr/ Instytu prymasowski

Kardynał Wyszyński za dzieło swego życia uważał przygotowanie obchodów milenijnych. Rozumiał je jednak nie tylko jako ciąg uroczystości, ale przede wszystkim – dzieło odnowy moralnej i religijnej Polaków.

Trudno przecenić, czym były w historii Polski i Kościoła obchody tysiąclecia chrześcijaństwa, które przeżywaliśmy w latach 1966–1967. Ich znaczenie widać w rozmaitych sferach: religijnej, narodowej, politycznej i społecznej. Jednak najważniejsze jest, ośmielę się napisać, to, co dotyczy pamięci narodu, świadomości jego korzeni i wiekowej tradycji. Obchody milenijne były przede wszystkim walką o pamięć, która mieści nie tylko dawne zdarzenia i postaci, ale również wartości zakorzenione w Ewangelii. Prymas Stefan Wyszyński rozumiał, jak wielką moc ma w sobie opowieść o tysiącletniej historii Polski, wyznaczonej symbiozą wiary i społeczeństwa, wobec narracji komunistycznych władz. PRL – kreowana na apogeum polskich dziejów – była w tej tysiącletniej perspektywie ledwie epizodem, mgnieniem, pozbawionym prawa do definiowania polskiego sensu czasu. Przyjrzyjmy się prymasowskiej wizji obchodów milenijnych, spróbujmy zrekonstruować jej sens, w którym zawiera się misja jego życia.
 
Młody prymas na trudne czasy
Zadajmy sobie najpierw pytanie, jakie było najistotniejsze wyzwanie, przed którym stanął młody i pozbawiony jeszcze autorytetu prymas w chwili, gdy przyszło mu obejmować stolice arcybiskupie w Warszawie i Gnieźnie? Był przełom lat 1948–1949, śmierć kard. Augusta Hlonda i zaskakujący, dla wielu niezrozumiały, awans najmłodszego członka Episkopatu Polski, biskupa lubelskiego, Stefana Wyszyńskiego. Papież Pius XII ustanowił go arcybiskupem Gniezna i Warszawy, prymasem Polski, i wyposażył w szczególne uprawnienia. Abp Wyszyński objął stolicę prymasowską w chwili, gdy komunistyczne władze zrzucały stosowany wcześniej kamuflaż i przystępowały do zdecydowanej akcji antykościelnej. Ich celem było najpierw odebranie Kościołowi wszelkich możliwości oddziaływania społecznego, zamknięcie go „w kruchcie”, ograniczenie do funkcji wyłącznie religijnych. Później infiltracja przez V kolumnę – księży „patriotów” i fałszywych przyjaciół z „Paxu” skutkująca utratą niezależności i społecznego autorytetu.
To było dla Kościoła wyzwanie o egzystencjalnym charakterze. Prymas świadom tego, co spotkało wspólnotę katolicką w Czechosłowacji i na Węgrzech, miał świadomość, że walka idzie o tożsamość i wiarę Polaków. Wiedział, że pamięć narodu jest gwarancją jego odporności na komunistyczną indoktrynację. Uroczystości tysiąclecia chrztu zdawały się właściwą okazją, aby podjąć działania wzmacniające Kościół, wspólnotę narodową, moralność społeczną i indywidualną, a także zapobiegające zniekształceniu pamięci historycznej. To był cel w istocie antysystemowy, budujący głębokiego ducha oporu wobec komunistycznego, totalitarnego planu tworzenia „nowego człowieka”. Prymas dostrzegł to w okresie swego uwięzienia i rozpoczął działania, jeszcze zanim wyszedł na wolność.
 
Tysiąclecie bez Kościoła
Przyjrzyjmy się jednak wcześniejszej genezie milenijnych uroczystości. Po zakończeniu wojny to środowisko naukowe jako pierwsze wskazało na konieczność właściwego uczczenia zbliżającej się rocznicy. Idea ta nabrała realnych kształtów w 1949 r., kiedy podjęto badania nad genezą państwa polskiego w ramach Kierownictwa Badań nad Początkami Państwa Polskiego, na którego czele stał prof. Aleksander Gieysztor. Celem było naukowe przygotowanie obchodów milenijnych. Mimo kontroli ze strony władz partyjnych Kierownictwo funkcjonowało niezależnie, nie podlegając presji lub wymaganiom formalnym z ich strony; prowadzono badania naukowe uczciwe i profesjonalnie.
Kościelne środowisko naukowe również dostrzegło konieczność uczczenia zbliżającej się rocznicy. Celowi temu miały służyć głównie inicjatywy wydawnicze związane z badaniami nad historią Kościoła w Polsce: ukazujące się z przerwami od 1946 r. czasopismo naukowe ks. Alfonsa Schletza „Nasza Przeszłość”, kierowany od 1954 r. przez abp. Józefa Gawlinę rzymski periodyk „Sacrum Poloniae Millennium”, czy prace nad tłumaczeniem Pisma Świętego z języków oryginalnych (Biblia Tysiąclecia).
Wszystkie te działania przerwała eskalacja stalinizmu w I połowie lat 50. Profesorom odrzucającym ideologię marksizmu-leninizmu odebrano głos i możliwość pracy, zakazano działania inicjatywom kościelnym poza tymi kontrolowanymi przez agenturę, uwięziono prymasa, zastraszono i ubezwłasnowolniono większość biskupów.
 
Listy z więzienia
Jutrzenką zmian była tzw. odwilż postalinowska, narastająca w Polsce od około 1955 r. Na fali związanych z nią zmian złagodzono presję na środowiska naukowe i zaczęto tolerować inicjatywy poza wspomnianą „kruchtą”. Prymas wciąż pozostawał w odosobnieniu, ale przeniesiono go do klasztoru Sióstr Nazaretanek w Komańczy, gdzie miał większą swobodę pracy i przyjmowania gości. Właśnie tam narodził się w głównych zarysach plan, realizowany później z wielką determinacją.
Jego podstawą były Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego oraz zbudowany na ich fundamencie spektakularny program duszpasterski: „Wielka Nowenna Narodu przed Tysiącleciem Chrztu Polski”. Oba te przedsięwzięcia były istotą tego, co kard. Wyszyński uznawał za dzieło swego życia: przygotowania obchodów milenijnych rozumianych nie tylko jako ciąg uroczystości, ale ponad wszystko – dzieło odnowy moralnej i religijnej społeczeństwa. „Śluby” były dziełem synergii, wyczucia ducha czasu, które łączyły prymasa i środowiska skupione wokół sanktuarium na Jasnej Górze, okazję dawała rocznica ślubów króla Jana Kazimierza złożonych w katedrze lwowskiej, w dramatycznej chwili potopu szwedzkiego, w 1656 r.
Pozbawiony wolności kardynał długo opierał się przed ich napisaniem, przekonały go dopiero słowa bliskiej współpracownicy i duchowej córki Marii Okońskiej, że „św. Paweł też pisał listy z więzienia”. 16 maja 1956 r. między 5.00 a 7.00 rano prymas napisał tekst Ślubów, po czym „wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego” – wspominała Maria Okońska. Tekst dostarczyła na Jasną Górę, gdzie podczas uroczystości 26 sierpnia zostały powtórzone przez milionową rzeszę wiernych. Prymas ciągle był w Komańczy, jego obecność symbolizował fotel z bukietem kwiatów.
 
Diagnoza i terapia
Śluby i dziewięcioletni program „Nowenny…”, który kard. Wyszyński zaczął z olbrzymią energią realizować po swym uwolnieniu w październiku 1956 r., były konkretnym, choć bardzo wymagającym i nie zawsze rozumianym programem pracy duszpasterskiej. Jego intensywność zmuszała księży do bardzo wytężonej pracy, co nie wszyscy akceptowali i nie każdy był w stanie temu podołać. Prymas był w swej konsekwencji nieubłagany i nie tolerował zaniedbań organizacyjnych, a tym bardziej polemik dotyczących istoty programu. U jego źródeł leżało prymasowskie przekonanie o wielkim zagrożeniu, przed jakim stanął naród polski w wyniku traumy wojny i komunizmu. Były to według niego zagrożenia przede wszystkim moralne.
Już w 1947 r., jeszcze jako biskup lubelski, pisał w liście pasterskim: „Straszliwy obraz zniszczenia wojennego przygniata naród. Wielu ludzi utraciło najbliższych, mienie, gniazda rodzinne, drogie pamiątki. Wielu zetknęło się blisko ze śmiercią, wyrwało się niemal z jej objęć, wielu wyszło z piwnicznych lochów, z bunkrów, gdzie byli żywcem zasypani. Wielu ludzi patrzyło na przedwcześnie zniszczoną młodość, zgwałconą czystość, sponiewierane młodzieńcze ideały. […] Nie brak wszelkiego rodzaju bankrutów, wykolejeńców, tych żywych ruin, zgniecionych huraganem przemian, przedwcześnie postarzali, nieufni, zawiedzeni, zgorzkniali, bezwolni. […] Cóż nam pozostaje? – pytają. […] Oszołomić się wódą, wyżyciem się. Dokołatać się do końca tego nędznego życia. A niekiedy przychodzi pokusa: skończyć z sobą! […] Jak bardzo staniało życie ludzkie. Kłopoty związane z rodzącym się życiem w łonie rodziny rozstrzyga się przez mordowanie nienarodzonych. Wrogość wobec życia ludzkiego doprowadza do przeciwnego naturze ludzkiej wywyższania śmierci nad życiem; nie wierzy się już ani w sprawiedliwość, ani w potęgę miłości, ani w moc prawa Bożego! […] Oto cała przepaść męki świata współczesnego, tym głębsza, im dalej narody odbiegły od wiary w żywot wieczny człowieka. Jeśli w ojczyźnie naszej tak skutecznie opieraliśmy się temu pochodowi śmierci, to głównie dzięki żywej wierze w życie wieczne”.
Przydługi to cytat, przepraszam, ale w tym tekście mieści się diagnoza schorzeń i propozycja terapii, zarys tej drogi odnowy i uodpornienia, którą podążał Kościół w Polsce, w ramach „Wielkiej Nowenny”. Walka z przywarami i grzechami była jego istotą: życie w łasce uświęcającej, obrona życia, zwłaszcza dzieci nienarodzonych, wierność małżeńska, obrona rodziny, miłość i sprawiedliwość społeczna, to tylko niektóre tematy realizowane w kolejnych latach „Nowenny”.
 
Lud i jego potrzeby
Prymas uznał, że program ten może zakończyć się sukcesem jedynie wtedy, gdy zainspiruje masy, lud, instynktownie przywiązany do wiary i Kościoła katolickiego. Ta „opcja preferencyjna” zdecydowała o formach, w jakich go realizowano: peregrynacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, zbiorowe składanie ślubów, dominujący rys maryjny, gromadzenie mas ludzkich, język kaznodziejów odwołujący się do wrażliwości ludu, taka była codzienność „Wielkiej Nowenny”. Sam prymas nie unikał tonu plebejskiego, mówił językiem czytelnym dla przeciętnego Polaka, jak wówczas, gdy krytykował zbyt dużą, jego zdaniem, rozrzutność: „Trzeba to powiedzieć niejednej «lali», co się ubiera za wielkie pieniądze, a nie zdaje sobie sprawy z tego, że za sąsiednimi może drzwiami żyje matka z pięciorgiem dzieci, których nakarmić nie jest w stanie: Jak zniesiesz to, lalo malowana, że gdy się bawisz, tam obok matka płacze i męczy się, bo nie ma co w garnek włożyć i dzieci czym odziać”.
Inteligencję katolicką raził „Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi”, który skądinąd budził wątpliwości wielu teologów, a nawet niektórych członków Episkopatu. Do jego entuzjastów nie zaliczał się początkowo abp Karol Wojtyła. Środowiska laikatu związane z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Znakiem”, „Więzią” i Klubami Inteligencji Katolickiej nie potrafiły zaakceptować linii prymasa, uważając, że pozostaje ona w sprzeczności z tym, co dokonywało się podczas obrad Vaticanum II i promuje katolicyzm ludowy, obrzędowo-narodowy kosztem pogłębionego, opartego na osobistym doświadczeniu wiary.
Prymas tych zastrzeżeń nie uznawał, nawet jeśli je rozumiał, postrzegał je jako rozterki ludzi małej wiary, dzielących włos na czworo, nierozumiejących odpowiedzialności, którą on niósł. To wtedy pogłębił się jego rozbrat ze środowiskami inteligenckimi. „Inteligencja polska ma przedziwny talent do zbierania za granicą śmiecia, a nie zawsze przynosi w dom ojczysty pożywny chleb. […] Trzeba się włączyć w życie ludu i jego potrzeby. Trzeba zacząć mówić językiem ludu, jeśli inteligencja polska nie ma zostać sektą w organizmie narodu” – mówił do lekarzy na Jasnej Górze. Zaś Stefan Kisielewski „Kisiel” przytaczał anegdotę: „Czy to prawda, że Wasza Eminencja nie lubi intelektualistów?” – zapytał jeden z gości kardynała. Prymas odpowiedział: „Proszę pana, za czasów Chrystusa też byli intelektualiści – faryzeusze. Ale on wolał z rybakami, z celnikami, z prostymi ludźmi”.
 
Wyszyński miał rację
Program prymasa przyniósł zwycięstwo, utrwalił siłę katolicyzmu i autonomię Kościoła. Także i ci, którzy byli wówczas z nim w sporze, po latach przyznali mu rację: „Ksiądz prymas lubił mawiać, że w trudnych momentach inteligencja zawsze zawodziła Kościół, a lud przy nim trwał. Z drugiej strony rozmaite środowiska inteligenckie nie zawsze zachowywały się wobec prymasa lojalnie i nie zawsze cechowała je mądrość” – ocenił następca Jerzego Turowicza, ks. Adam Boniecki.
Dziś warto widzieć prymasowski program nie tylko w perspektywie zwycięstwa, które przyniósł w tamtej, minionej epoce, trzeba również zapytać o jego wpływ na dzisiejszy kształt Kościoła i jego miejsce w rzeczywistości, jakże różnej od tamtej, dawno minionej.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki