Logo Przewdonik Katolicki

Nie tędy droga

ks. Mirosław Tykfer

O niemieckim katolicyzmie, który błądzi na drodze synodalnej i który dla polskiego katolicyzmu pozostaje wyrzutem sumienia w sprawie uchodźców, z Tomaszem Kycią, dziennikarzem i teologiem mieszkającym w Berlinie rozmawia  ks. Mirosław Tykfer

Kościół w Niemczech wszedł na drogę synodalną. Ten eksperyment niemieckiego episkopatu jest w Polsce mocno krytykowany. Jak Pan, członek tego Kościoła, się czuje?
– Odczuwam dyskomfort, ale nie tylko z powodu drogi synodalnej. Ten Kościół potrzebuje reform, ale powinny to być reformy ewangeliczne, a te, z którymi mamy do czynienia teraz, są bardziej natury politycznej. Myślę o polityce wewnątrzkościelnej, a nie tej związanej z władzami publicznymi.
 
Jak do tego doszło?
– Inicjatywa drogi synodalnej zrodziła się pod wpływem raportu na temat wykorzystania seksualnego w Kościele opublikowanego wiosną zeszłego roku. Jego nazwa MHG pochodzi od pierwszych liter miast, z których pochodzą niezależni naukowcy i instytuty uniwersyteckie: Mannheim, Heidelberg i Giessen. Episkopat chciał zobaczyć dokładniej, gdzie tkwią przyczyny tego problemu. Nie sięgając jedynie do indywidualnych historii życia, ale także do Kościoła jako całości: jego codziennego życia, struktur, mentalności. Do czegoś, co można nazwać rozwiązaniami systemowymi. Przebadano akta duchownych i innych pracowników Kościoła zatrudnionych w latach 1946–2014. Raport pokazuje koszmarną rzeczywistość. Blisko 4,4 proc. duchownych dopuściło się nadużyć. Wykorzystanych zostało 3677 nieletnich, głównie chłopców, przez 1670 duchownych. Droga synodalna miała być odpowiedzią na ten raport.
 
Na jakie pytanie miała odpowiedzieć?
– Jak wspomniałem, na pytanie o systemowe przyczyny pedofilii. Tylko że nie wszyscy są zgodni co do tego, że tak należy stawiać problem. Padła propozycja, aby stworzyć specjalną, niezależną od Kościoła komisję, która sprawdziłaby, czy rzeczywiście pedofilia może mieć jakiekolwiek związki z systemowymi rozwiązaniami w Kościele, czy można mówić o przyczynach tkwiących na przykład w celibacie lub sprawowaniu władzy kościelnej. Episkopat pod presją mediów i nacisków społecznych – co publicznie przyznał kard. Marx – poszedł inną drogą, drogą synodalną, która nie ma żadnego umocowania w prawie kościelnym. Ono nie zna czegoś takiego jak droga synodalna. Jest synod, ale to jest coś innego. A różnica polega na tym, że na zaproponowanej drodze synodalnej pierwszym punktem odniesienia nie jest Ewangelia, ale inne źródła wiedzy.
 
Ale można to rozumieć również tak, że tylko na początku jest to próba zobaczenia, jaka jest rzeczywistość, i zdiagnozowania przyczyn problemów, a dopiero potem będzie czas, żeby na wszystko popatrzeć oczyma Ewangelii.
– Tylko że problemy, jakie chcemy w ten sposób rozwiązać, są mało istotne w stosunku do tych, jakie są w rzeczywistości. Nagle w centrum reformy Kościoła znalazła się tematyka kapłaństwa kobiet, celibatu, seksu pozamałżeńskiego czy błogosławienia związków homoseksualnych. Nie mówię, że tych tematów należy unikać. To jednak wygląda tak, jakby zajmować się makijażem, kiedy odnowy potrzebuje cały organizm. Makijaż go nie ocali.
 
Jakie są te istotne problemy?
– Sakramentalność. I nie mówię tylko o znanym w Polsce przykładzie niekorzystania ze spowiedzi. Jedna z pracowni socjologicznych wykazała niedawno, że 54 proc. księży w Niemczech spowiada się tylko raz do roku lub rzadziej. Po części bierze się to również z faktu, że żyjemy w kraju o silnych wpływach protestantów, którzy mają inną tożsamość eklezjalną. Jeśli chodzi o osoby świeckie z innymi sakramentami jest podobnie. Mamy do czynienia z zanikiem czegoś, co jest rdzeniem katolicyzmu.
 
A czym jest?
– To jest katolicyzm stowarzyszeniowy. Jeśli Kościół określają trzy słowa: liturgia, martyria i diakonia, to Kościół w Niemczech zagospodarował dobrze jedynie trzecie z nich. To wszystko nieźle funkcjonuje w swoich strukturach, które są przede wszystkim nastawione na działalność społeczną i dobroczynną. Natomiast brakuje nie tylko udziału w liturgii i starań, aby była ona przeżywana godnie i głęboko, ale także zanika martyria, czyli dawanie świadectwa. Proszę zwrócić uwagę, że papież Franciszek wysunął właśnie to zastrzeżenie wobec drogi synodalnej, wskazał na ewangelizację jako fundamentalny problem do rozpatrzenia.
 
Tak jest wszędzie?
– Wyjątkiem są małe wspólnoty, które utrzymują równowagę między tymi trzema elementami Kościoła. Na ich znaczenie od lat wskazują niektórzy biskupi w Bawarii. Tutaj widzę ewangeliczny ferment, który mógłby ogarnąć cały Kościół.
 
Do czego doprowadzi droga synodalna?
– Wymierzona jest na dwa lata. Obawiam się, że po tych dwóch latach będzie jeszcze więcej podziałów.
 
Biskupi niemieccy tego nie widzą?
– Nie mówiłbym o biskupach niemieckich jako monolicie. W samym episkopacie są różne nastawienia do drogi synodalnej. Przykładem jest bp Stefan Oster z Pasawy, który z dwoma innymi kolegami zaproponował zwołanie zwykłego, kanonicznego synodu, który oceniłby sytuację Kościoła w Niemczech. Przypomnę, że przeciwko drodze synodalnej wystąpiło w sumie dwunastu biskupów. A dla przykładu kard. Rainer Woelki z Kolonii i bp Rudolf Voderholzer z Ratyzbony mimo swojego sprzeciwu postanowili brać udział w obradach synodalnych ze względu na jedność episkopatu. Bp Voderholzer zakłada, że będzie uczestniczył do momentu, w którym będą przekroczone jakieś granice. Na razie liczy, że może będzie z tego wszystkiego jednak jakieś dobro.
 
Droga ruszyła. Co dzieje się naprawdę?
– Już na pierwszych spotkaniach doszło do dużych różnic zdań między uczestnikami. Bp Oster trafił do grupy tworzącej forum moralności seksualnej. Znalazł się więc w ogniu najgorętszych dyskusji. Moim zdaniem już pierwsze propozycje nie mają nic wspólnego z nauczaniem Kościoła w kontekście małżeństwa. Obecność bp. Ostera, który jest zwolennikiem teologii ciała Jana Pawła II, jest tam więc potrzebna, ale może też doprowadzić do ostrego spięcia.
 
Nadal trudno mi zrozumieć, dlaczego przynajmniej część biskupów niemieckich nie podziela obaw tej mniejszości.
– W Niemczech mówi się bardzo dużo o demokracji, o podziale władzy. Dotyka to bardzo mocno także modelu sprawowania władzy w Kościele. Podzielam tę wrażliwość. Podobne pytania rodzą się również w Polsce. Są ważne. Niestety, w Niemczech nastąpiło niebezpieczne przesunięcie w stronę pytań o władzę, umniejszając wagi innym ważnym kwestiom, o których wspominałem. Tak jakby biskupi nie potrafili się wycofać ze swoich zapewnień, że problemem się zajmą. To ważne, że chcą o pedofilii rozmawiać, ale nie powinno się to odbywać jedynie w kontekście pytań o modele sprawowania władzy. Wyjaśnianie tragicznych przypadków pedofilii w Kościele nie powinno się odbywać kosztem samej doktryny.
 
Taka mentalność nie rodzi się z dnia na dzień.
– Ma ona swoją długą historię. Przykładem jest Kościół w Holandii, który w latach 70. zaproponował tzw. Synod pastoralny, w którym zakwestionowano celibat i zaproponowano kapłaństwo kobiet. Doprowadziło to do dużego spięcia z Watykanem. Niemieccy biskupi z kolei zakwestionowali wtedy encyklikę Humanae vitae. Trochę więc tak jest, kiedy jakiś lokalny Kościół chce pokazać, że wie lepiej i idzie własną drogą. Efekt takiej postawy jest zawsze dramatyczny. Można więc sobie zadać pytanie, czy krytyka, jaka spada na Franciszka w Polsce, i negowanie niektórych punktów jego nauczania, nie przypomina czasem tej holenderskiej i niemieckiej mentalności: my wiemy lepiej. Tak, jakby stawianie oporu wobec Watykanu pozycjonowało nas dzisiaj jako bardziej wiernych Ewangelii. Papież Franciszek natomiast wymyka się wszystkim schematom i opcjom kościelnym, które chciałyby go postawić jedynie po swojej stronie. Nie dał się wciągnąć ani Kościołowi w Niemczech, ani naciskom niektórych biskupów w Polsce.
 
Kościół Pana zdaniem ulega presji społecznej, a jednocześnie ma bardzo niskie wskaźniki społecznego zaufania.
– Organizatorzy chcieliby, aby wysłuchanie ludzi poprowadziło do odbudowania tego zaufania. Ale w ten sposób to się nie uda. Miało być bardzo duchowo, ale już w pierwszych tygodniach, przed spotkaniem we Frankfurcie nad Menem, wiceprzewodnicząca stowarzyszenia katolickich kobiet w Niemczech zadała pytanie, dlaczego na początku ma być Msza św. Jej zdaniem Msza jest zaakcentowaniem wymiaru męskiego Kościoła, bo przewodniczy jej mężczyzna, więc lepiej by było odprawić liturgię słowa, której mogłaby przewodniczyć kobieta. To mam na myśli, mówiąc o koncentracji na pytaniach o władzę kosztem nawet Eucharystii. To jest owo upolitycznienie drogi synodalnej.
 
Taki był postulat, a jak było naprawdę?
– Na początku była Eucharystia, której przewodniczył przewodniczący episkopatu kard. Marx oraz biskup miejscowy i nuncjusz apostolski. Pozostali biskupi siedzieli w cywilnych ubraniach w ławkach. Komunia św. była im udzielana przez świeckich szafarzy. To było zaskoczeniem także dla samych biskupów. Podczas dalszych obrad zabrakło modlitwy, odniesienia do nauki Kościoła. Były natomiast kolejne głosowania nad postulatami stawianymi przez osoby nawet z Kościołem niezwiązane. Z perspektywy odnowy Kościoła, której nauczyłem się od ks. Franciszka Blachnickiego, wiem, że zawsze potrzebna jest jedność z Kościołem powszechnym. Potrzebna jest koncentracja na źródłach ewangelicznych, a nie tylko na innych źródłach wiedzy.
 
Mówimy o biskupach, ale ostatecznie swoje postulaty wobec drogi synodalnej wysuwają też świeccy.
– Papież Benedykt XVI zwrócił uwagę na tzw. hermeneutykę nieciągłości, która w skrócie oznacza próbę radykalnego zerwania z przeszłością. W ten sposób bywają odczytywane dokumenty Soboru Watykańskiego II. Wielu świeckich uległo temu nurtowi i on nadal trwa. Właśnie on zaowocował przesunięciem akcentu na działalność społeczną kosztem sakramentalności i głoszenia Słowa. Mam więc wrażenie, że przy okazji problemu pedofilii w Kościele chcemy załatwić inne problemy Kościoła, z pedofilią niezwiązane, a przynajmniej nie tak ściśle jak się to przedstawia. Katolicy świeccy, bardzo zaangażowani w życie Kościoła, zajmują czasami bardzo ważne stanowiska. Są wśród nich dyrektorzy ważnych mediów i znani dziennikarze. Oni kształtują ważną część opinii społecznej. Dlatego biskupi chcą mówić ich językiem. Myślą, że w ten sposób będą lepiej rozumiani. Tylko że przy okazji zaniedbują to, co dla Kościoła najistotniejsze.
 
O czym boją się mówić w obawie o niezrozumienie?
– Nie potrafią mówić o misji, o nawróceniu, także nawróceniu Kościoła.
 
Jeśli tego brakuje, to faktycznie zastosowanie duszpasterskiego towarzyszenia i rozeznawania, które proponuje papież Franciszek, jest zabiegiem niebezpiecznym, może być ono używane po prostu źle, zatrzymując ludzi na towarzyszeniu bez rozeznawania tego, co dobre, a co złe w danej sytuacji. Amoris laetitia w takim kontekście będzie zupełnie nieskuteczna.
– Powiedziałbym, że nie tylko Amoris laetitia, ale inne dokumenty też. Część biskupów ucieszyła się, że Amoris laetitia to kontynuacja myśli Jana Pawła II z nową perspektywą towarzyszenia osobom rozwiedzionym. Zawsze jednak w kluczu rozeznania. To nie miało być zerwanie, ale dopełnienie. Natomiast czytanie tego dokumentu jako zerwanie z Wojtyłą jest nieporozumieniem i rodzi chaos duszpasterski. A tak niestety też tutaj bywa.
 
A co daje nadzieję?
– Po prostu życie Ewangelią. Tam, gdzie ważna jest liturgia, gdzie jest głoszone Słowo, tam wszędzie rodzi się jakiś ferment. Ludzie są tego spragnieni.
 
Z tego wynika, że gdyby Niemcy nauczyli się katolicyzmu od Polaków, byłoby lepiej.
– Nie można tak upraszczać. A co z uchodźcami? Dlaczego katolicyzmu polskiego nie stać na protest w tej sprawie? Biskupi wydali oświadczenia w sprawie korytarzy humanitarnych. Ale co ze świeckimi? Skąd ich zgoda na brak pomocy? Czy nie jest tak, że akurat w tym punkcie, a jest on zdecydowanie ważny dla historii współczesnego Kościoła, Polacy powinni uczyć się od Niemców?
 
TOMASZ KYCIA
Dziennikarz, medioznawca, teolog. Studiował w Bonn i Rzymie. Współpracuje m.in. z rozgłośniami Rundfunk Berlin-Brandenburg i COSMO. Korespondent polskiej sekcji Radia Watykańskiego w Niemczech. Od 2014 r. członek redakcji „Więzi”. Zaangażowany w Ruch Światło-Życie. Mieszka w Berlinie 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki