Logo Przewdonik Katolicki

Próbuję mieć zdanie i wciąż nie potrafię

Piotr Zaremba
fot. Magdalena Książek

Historia niedoszłego występu Romana Polańskiego w szkole filmowej w Łodzi to jedna z tych rzeczy, które wywołują we mnie ambiwalentne, znoszące się uczucia. Dyskusje nad nią są skądinąd warte samoistnej refleksji. Tak wiele mówią o naszej cywilizacji.

Bardzo lubię filmy Polańskiego, uważam go za wybitnego artystę. Z pewnością filmowa młodzież mogła skorzystać na rozmowie z nim. Na dokładkę Polański budzi moją sympatię jako człowiek, który będąc polskim Żydem, zachował się przyzwoicie. Nikt mu nie kazał  przypominać w filmie Pianista, wbrew uprzedzeniom opiniotwórczych na Zachodzie kręgów, że w Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci. To film uczciwie oddający prawdę historyczną o uwarunkowaniach Holokaustu.
Nie jestem od wyrokowania, czy do końca życia ma na nim ciążyć odium w związku z zamierzchłą historią, kiedy to uwiódł nieletnią. Nie wiem, czy my wszyscy powinniśmy być jego sędziami. Byłem sceptyczny wobec szopki, jaką zafundował nam minister Ziobro, badając kilka lat temu, czy możliwe jest wydanie reżysera Ameryce. Same sądowe okoliczności tamtej sprawy w USA są zresztą dwuznaczne.
A zarazem… za łatwo relatywizujemy ludzką odpowiedzialność za rozmaite czyny. Za łatwo chór celebrytów orzekł, że Polańskiemu nie ma co nawet zadawać pytań, bo przecież jest wybitny. Mamy pełne prawo interesować się filmami Polańskiego, ale czy jego samego powinniśmy uznawać za autorytet? O to spytali ci, którzy sprzeciwiali się jego występowi w łódzkiej Filmówce. Zwłaszcza gdy ostatnio pojawiły się nowe oskarżenia. Prawda, trudne do udowodnienia po latach, ale…
Ten spór tym różni się od innych, że dzieli opinię nie według stałych schematów. Przeciw Polańskiemu jest wiele feministek, ale są też konserwatyści. I jednym, i drugim można zarzucić ideologiczne przegięcia. Feministki koncentrują się na wojnie z patriarchalną cywilizacją, której przejawem mają być przypadki molestowania i gwałtów. Z kolei dla wielu prawicowców Polański to wymarzony wróg w epoce, kiedy za pedofilię ściga się księży. A co z celebrytami, pytają, a głosy broniących reżysera artystów potwierdzają ich wizję świata. Polański staje się symbolem ich zepsucia. A jest żywym człowiekiem, nie symboliczną figurą.
Tylko czy znaczone karty krytyków kasują kwestię moralnej odpowiedzialności? Czy fakt, że feministki i konserwatystów jednoczy nadwrażliwość na punkcie seksu, likwiduje pytanie o ludzką krzywdę? Podnosi się fakt, że on nie tylko nie odpokutował, ale tak naprawdę nie żałował. Może najlepiej byłoby, aby młodzi filmowcy zamiast blokować spotkanie z Polańskim, zadali mu pytanie o tę jego odpowiedzialność. Tyle że wiemy, jaką logiką rządzą się takie imprezy.
Mnie najbardziej martwi jedno: pomimo komplikacji podziałów wokół sprawy Polańskiego, wielu ludziom wystarczą maski i wyuczone role. Pewien mój znajomy przekonywał mnie, że skoro feministki są przeciw Polańskiemu, on musi być za. Co więcej, młodzi filmowcy buntujący się przeciw spotkaniu z artystą są jego zdaniem konformistami. Dlaczego? Bo idą za polityczną poprawnością. Co jednak począć z faktem, że rektor łódzkiej Filmówki i wielu znanych artystów Polańskiego broni? Nie mam wrażenia, żeby w świecie filmu atakowanie go było przepustką do kariery.
Przerażające jest to ustawianie własnego stanowiska pod coś. Tak jakby dyskutanci sami grali w filmie i prezentowali typy postaci po których wiemy, czego się spodziewać. To są jednak na ogół kiepskie filmy. Sprawa jest zaś poważna, warto mieć zdanie, a nie grać rolę. Ja próbuję je mieć i wciąż nie potrafię. Ale z pewnością nie powiem, że po tylu latach problemu nie ma. Bo jest.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki