Arcybiskup Ryś zaryzykował

Ot tak, po prostu, trochę jak w rodzinie – pisze do swoich diecezjan abp Grzegorz Ryś. I może nas to dziwić, bo język wydaje się zbyt lekki, bardzo prosty, wręcz potoczny. Na pewno nie taki, jakiego spodziewamy się w listach pasterskich. Wielu więc pyta: to dobrze czy źle? Świeży powiew czy zbyt daleko idące uproszczenie?
Czyta się kilka minut
fot. Ksenia Shaushyshvili
fot. Ksenia Shaushyshvili

Nie mnie oczywiście oceniać listy biskupów, sądząc jednak po reakcjach wielu ludzi, kiedy ja sam zaczynam czytać jakikolwiek list biskupów w kościele, wydaje się, że sprawa wymaga przemyślenia. Patrząc na ich twarze, odczytuję zazwyczaj jedno: dlaczego znowu list… Niektórzy od razu przyjmują postawę „na przetrwanie”, inni zwieszają głowy. Są też oczywiście i tacy, którzy wytężają słuch, ale tych jest niewielu. Bywają dni, kiedy list pasterski jest przez ludzi wręcz oczekiwany, a każde zamieszczone w nim słowo, cedzone w ich umysłach jak w durszlaku. Tak było w przypadku pedofilii. Zazwyczaj jednak tematy przez biskupów poruszane nie są aż tak gorące, choć nie muszą oczywiście takimi być.
List abp. Rysia nie porusza żadnego gorącego tematu, a jednak porusza emocje. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w jego formie. Tego chce się słuchać. Forma ma ogromne znaczenie. To, w jaki sposób biskup zwraca się do swojej wspólnoty, pokazuje bowiem, jakie nosi w sobie wobec nich emocje, jak traktuje swoich diecezjan. Listy bardzo oficjalne i trochę przeintelektualizowane, z jakimi mamy zazwyczaj do czynienia – przynajmniej wtedy, gdy są to listy Konferencji Episkopatu Polski – mają swój walor: odbiorcy czują się intelektualnie uszanowani. Nikt nie może powiedzieć, że jego pasterze traktują go niepoważnie. Mają jednak tę wadę, że z powodu tej bardzo oficjalnej i intelektualnie zawiłej formy, bywają po prostu nudne. Brakuje im tej zwykłości, którą zaryzykował abp Grzegorz Ryś.
Czy z tego powodu łódzki pasterz powiedział ludziom mniej? Chyba nie. A czy ktoś mógł poczuć się dotknięty, bo kultura polskiej stylistyki listów pasterskich jest tradycyjnie inna, a więc jej zmiana jest wyrazem jakiejś nonszalancji? Przypuszczam, że ktoś tak mógł pomyśleć. Tylko tyle, że na razie nikogo takiego nie spotkałem, ani o nikim takim nie słyszałem. Z drugiej zaś strony mam dowód na realne istnienie tych, którzy powiedzieli: „Wreszcie! Wreszcie biskup mówi do nas normalnym, ciepłym, bardzo rodzinnym językiem. Wreszcie poczuliśmy się jak w domu”. To słowo „wreszcie” napawa nadzieją, że tak właśnie warto robić. Jest wezwaniem do odejścia od tradycyjnego sposobu pisania listów pasterskich. Ale czy nie świadczy też o tym, że wierni naprawdę chcą biskupów posłuchać? Czy problem w komunikacji między biskupami a wiernymi nie tkwi raczej w formie komunikacji niż w treści?
Dyskusje wokół listów pasterskich dotyczą oczywiście także treści. To dobrze. Dialog jest twórczy, jeśli jest oczywiście dialogiem, a nie tanim hejtem. A z tym ostatnim mamy niestety częściej do czynienia niż z pochwałami. Można mieć jednak nadzieję, że zaproponowana czy wręcz zaryzykowana przez abp. Grzegorza Rysia forma komunikacji będzie praktykowana także w innych diecezjach, właśnie po to, aby także sposób, w jaki biskupi będą rozmawiać ze swoimi diecezjanami, sprzyjał dialogowi. Bo dialog, a nawet przyjazny spór, jest nam bardzo potrzebny. Nie możemy zakładać, że we wszystkich drugorzędnych sprawach będzie panowała w Kościele idealna zgodność. Jeśli jednak chcemy, aby było jej jak najwięcej, otwarta i przejrzysta rozmowa pasterzy z wiernymi może być dla wielu bardziej przekonywająca.
Abp Grzegorz Ryś zaryzykował. Nie pierwszy raz. Myślę, że było warto. Kiedy czytam listy pasterskie świętych Pawła czy Piotra, odnajduję w nich podobny rodzinny klimat. Nieustannie powraca w nich język rodzinnych uczuć. Dużo bardziej wyraźny niż ten, który zakłada zwyczajowa forma grzecznościowa. A przecież łódzkie novum nie jest jedyne na mapie Kościoła w Polsce. Takich listów jest coraz więcej. I wydaje się, że to dobry kierunek.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2019