Logo Przewdonik Katolicki

Ekumenizm praktyczny

ks. Mirosław Tykfer
FOT. ZUZANNA SZCZERBIŃSKA/PK. Ks. Mirosław Tykfer redaktor naczelny.

Styczeń kojarzy mi się z modlitwą ekumeniczną.

Styczeń kojarzy mi się z modlitwą ekumeniczną. Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan rozpoczyna się 18 stycznia i jest związany z obchodzonym kiedyś tego dnia świętem katedry św. Piotra w Rzymie. Natomiast zakończenie przypada na 25 stycznia, który do dzisiaj jest datą wspomnienia liturgicznego nawrócenia św. Pawła. Ekumeniczny tydzień wspólnej modlitwy został zaproponowany w 1908 r. przez ks. Paula Wattsona, założyciela wspólnoty Franciszkanów Pojednania. I w takiej formie trwa do dzisiaj.
W „Przewodniku” postanowiliśmy nie koncentrować się tym razem na dialogu doktrynalnym, ale poruszyć temat bardziej życiowy. Stąd wywiad z pastorem Piotrem Wisełką ze wspólnoty zielonoświątkowej w Poznaniu na temat służby duchownego, który jest jednocześnie mężem i ojcem. Piotr Wisełka przekonuje, że małżeństwo i wychowanie dzieci nie przeszkadzają mu w byciu pastorem, a raczej umacniają jego powołanie. W katolickim tygodniku może to brzmieć jak prowokacja. W nawiązaniu do tej rozmowy postanowiłem więc napisać tekst, który, niejako z drugiej strony, będzie świadectwem księdza katolickiego. Bo nie trzeba negować pozytywnych doświadczeń naszych braci niekatolików, aby móc opowiedzieć o wartości, jaką niesie celibat.
Nie chciałbym jednak, aby ten dwugłos został odczytany jako próba wzbudzania sensacji. Jest to raczej konkretny wyraz tego, jak realnie toczy się dialog ekumeniczny. Nie na najwyższych szczeblach kościelnych struktur, ale bardziej zwyczajnie, wśród duchownych różnych denominacji, którzy się ze sobą przyjaźnią. Ten dialog może toczyć się tak, że wszyscy jego uczestnicy stają się zdolni do słuchania siebie nawzajem. W Poznańskiej Grupie Ekumenicznej, której jestem członkiem, to się udaje. Każdy z nas wciąż pyta, co zrobić, aby z doświadczeń innych korzystać dla dobra własnego Kościoła. A że to jest możliwe i rzeczywiście ma miejsce, publikacja tego dwugłosu jest najlepszym dowodem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Jadzia
    16.01.2019 r., godz. 11:18

    Oczywiście piękna idea pozostaje piękną ideą i to co piękne niech pięknem pozostanie. A co z życiem?... Rozumiem pastora mającego swoją rodzinę i do tego pracę w parafii. Powstaje tylko pytanie: czy ta inna społeczność jest rzeczywiście społecznością religijną, czy raczej wspólnotą przypadkowo spotkanych wykolejonych dewiantów religijnych. Czy na przykład pastor, który skończył tylko i wyłącznie Szkołę Podstawową (zapewniam, że takie "życiorysy" także się zdarzają) jest w stanie przekazać innym głębię wiary, której on sam na pewno nie rozumie i na pewno nie chce tego pojąć, bo niby poco miałby to robić w towarzystwie zebranych przypadkowo pajacyków, którzy właśnie dostali jakieś tam nadprzyrodzone urojenia... Przecież założyciel takiej dziwacznej wspólnoty religijnej na spotkaniu ekumenicznym nikomu nie powie, że jego wspólnotę pseudoreligijną należałoby już dawno temu rozpędzić na cztery trony świata, gdyby nie chodziło o pieniądze, które są dostarczane przez wiernych, którzy w końcu tak zgłupieli, że cały swój majątek oddali - tylko powstaje pytanie: właściwie komu i w jakim celu?... Czy warto spotykać się w ekumenii z takimi obywatelami? Owszem warto by na własne oczy przejrzeć do czego może doprowadzić religijny obłęd, kiedy to nawiedzony człowiek uważa się za "mesjasza" a jego czcigodna małżonka za lokalnego biskupa z pastorałem w ręku i przepiękną kardynałką na palcu, którą wypadałoby powiedzmy sobie ucałować z całym szacunkiem...

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki