Logo Przewdonik Katolicki

Franciszek w krzywym zwierciadle

ks. dr Mirosław Tykfer
fot. Leszek Szymański/PAP

Co o Franciszku myśli się w Polsce? Kto staje wyraźnie po stronie papieża, kto go krytykuje, a kto „tylko” dyplomatycznie przemilcza?

 Naszemu tygodnikowi stawia się zarzut, że o Franciszku pisze za dużo. W artykule wstępnym do tego wydania „Przewodnika” zastanawiam się nad zasadnością tej krytyki. Jednak nawet pobieżna obserwacja tego, co się w Polsce na temat papieża publikuje, skłania do wniosku, że o Franciszku nie powinniśmy pisać mniej, ale właśnie więcej. Dlaczego? Bo trudno przejść obojętnie wobec coraz silniejszego nurtu katolickiej publicystyki, która poddaje papieskie nauczanie ostrej krytyce; nurtu, który nie liczy się z nadwyrężaniem zaufania do Kościoła, jakie prowokuje tym, co robi; nurtu pewnego tego, co dla Kościoła dobre, często wbrew nie tylko papieżowi i Stolicy Apostolskiej, ale także – co może na pierwszy rzut oka dziwić – polskiemu episkopatowi.
 
Pożyteczny spór
Co na temat Franciszka naprawdę myśli się w Kościele w Polsce, zależy od tego, gdzie ucho przyłożyć. Jeśli je przyłożyć tam, gdzie wybrzmiewa głos najbardziej autorytatywny, to jest szansa, że dowiemy się czegoś naprawdę istotnego. Zacząć więc należy od episkopatu. Otóż biskupi w Polsce stają po stronie papieża. Nie zawsze jest to stawanie równo entuzjastyczne. Wobec konkretnych rozwiązań duszpasterskich i sposobu nauczania papieża odzywają się w polskim episkopacie tony radosne i głośne, ale też te chłodniejsze i bardziej wyciszone. Na pewno jednak nie ma wśród polskich biskupów opozycji wobec Franciszka. A że opinie wobec spraw drugorzędnych są różne, to chyba jest rzeczą zupełnie normalną, w Kościele dozwoloną. To, że wśród biskupów bywają dyskusje, np. wokół praktycznego zastosowania wskazań adhortacji Amoris laetitia, nie znaczy, że mamy do czynienia z podważaniem papieskiego autorytetu.
Tych dyskusji w Kościele chce zresztą sam papież. Franciszek wielokrotnie mówił o pozytywnej roli sporu. To jednak różni polski episkopat od wspomnianego nurtu polskiej publicystyki, że wśród biskupów jest to spór, który z czasem łagodnieje i prowadzi do zgodnych konkluzji. Bo tak działa Kościół: zmaganie o prawdę jest rzeczą dobrą, ale równie dobrą i konieczną jest wzajemna zgoda co do spraw zasadniczych.
 
Zobowiązujące konkluzje
Jak do takiej zgody zwykle w Kościele dochodzi? Przywołana adhortacja jest tego dobrym przykładem. Otóż może być ona przedmiotem sporu, jeśli dotyczy on praktycznego zastosowania wskazań w niej zawartych. Ten spór naturalnie przenosi się też na publicystykę.
Niebezpieczeństwo dla jedności Kościoła kryje się jednak tam, gdzie opinie prywatne stają się kluczowe i rozstrzygające: że dokument końcowy po synodzie, jakim jest Amoris laetitia, nie ma żadnej wartości obowiązującej w Kościele; że traktuje się go jak jeden z artykułów w gazecie, który nie wymaga żadnego posłuszeństwa. Mimo że adhortacja jest dokumentem, za którym stoi autorytet papieża. To on stawia kropkę nad „i”, gdy występują różne opinie. Podpis papieża pod adhortacją jest końcowym potwierdzeniem nauczania Kościoła w tym temacie. Na synodzie o rodzinie biskupi pełnili więc wobec papieża jedynie funkcję doradczą. Synody biskupie tym bowiem różnią się od soborów, że nie gromadzą wszystkich biskupów świata, a jedynie przedstawicieli Kościołów lokalnych. Relacja końcowa po takim synodzie nie ma więc mocy, jaką miałby dokument głosowany przez kolegium wszystkich biskupów Kościoła. Właśnie dlatego ostateczną decyzję po synodzie – co będzie opublikowane jako autorytatywny głos Kościoła – podejmuje papież. Nie zapominając przy tym, że w przypadku Amoris laetitia relacja końcowa po synodzie – nad którą obecni na synodzie biskupi głosowali – zawiera zasadniczo perspektywę rozwiązań duszpasterskich proponowanych w adhortacji. Jej kwestionowanie byłoby więc podważaniem autorytetu papieża, a wraz z nim – autorytetu Kościoła. Polski Episkopat tego nie robi, nawet jeśli niektórzy publicyści sugerują cichą zmowę milczenia biskupów. Polscy hierarchowie idą więc za Franciszkiem. Głos biskupów, ich stawanie po stronie papieża powinno być więc pierwszą odpowiedzią na pytanie, co Kościół w Polsce o papieżu myśli.
Okazuje się jednak, że jest on w praktyce mało słyszalny. Bo Kościół to nie tylko biskupi. Są jeszcze księża i osoby świeckie. A to właśnie w obszarze poglądów pozostałych duchownych i świeckich można już spotkać narracje mniej spójne. I przypomnę, że mam na myśli brak zgodności w tematach zasadniczych. Te narracje dotyczą najczęściej adhortacji Amoris laetitia, choć w ostatnim czasie odnoszą się też do innych dokumentów Stolicy Apostolskiej, które nie tylko są publicznie dyskutowane, ale także u swoich podstaw wręcz kwestionowane. To właśnie te opinie tworzą zakrzywiony obraz rzeczywistości
Kościoła. Siłą swojego medialnego oddziaływania przeważają bowiem głos biskupów i sprawiają wrażenie – nawet jeśli nie celowo – że opinie owych publicystów są również oficjalnym stanowiskiem episkopatu.
 
Zakrzywienie rzeczywistości
Dobrym tego przykładem, obok dyskusji wokół Amoris laetitia, jest tematyka uchodźców. Wielu przeciętnych katolików nie ma przekonania, że biskupi w Polsce chcą, abyśmy w tym temacie szli drogą wyznaczoną przez papieża. I że tą samą drogą, przy różnym rozłożeniu akcentów, idą wszystkie episkopaty Europy. Czy polscy katolicy są świadomi, że nasi biskupi są za pomocą uchodźcom „na miejscu”, czyli tam, gdzie dotyka ich prześladowanie czy wojna, ale również chcą i są gotowi pomagać im, także przyjmując ich w Polsce? Nie chodzi oczywiście o niekontrolowane otwarcie granic dla wszystkich, lecz o pomoc rozsądną, przemyślaną, ale i odważną. Dlatego przyjęto podstawowe kryteria tej pomocy. Najważniejszym z nich jest pomaganie ludziom w potrzebie niezależnie od ich religii czy przynależności narodowej. Tak, biskupi przyjęli taką strategię pomocy uchodźcom (oczywiście przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa). Mimo to media odwołujące się do wartości katolickich na tyle głośno przedstawiają swoją opinię w tej sprawie – często sprzeczną z linią episkopatu – że w efekcie niewielu katolików w Polsce wie, co biskupi naprawdę na ten temat myślą. Nie wiedzą też, że polski episkopat zaproponował rządowi otwarcie projektu „korytarzy humanitarnych”. I że ta inicjatywa spotkała się z odmową ze strony rządu.
Jest z kolei przynajmniej kilka tematów, w których te same media nie chcą widzieć w papieżu obrońcy wartości fundamentalnych, jaką jest na przykład rodzina (po Amoris laetitia łatwiej jest w tej tematyce przypisywać Franciszkowi nachylenie raczej liberalne niż konserwatywne). Stąd nie zawsze wybrzmiewa w nich m.in. stanowcze stanowisko papieża wobec ideologii gender (na marginesie dodam, że nie chodzi o sprzeciw wobec badań nad tematyką płci kulturowej, ale jedynie wobec ideologizacji tych badań, kiedy punktem wyjścia jest negacja płci biologicznej). Medialna zbitka papież–lewica jest im bardziej na rękę. Choć należy przyznać, że są środowiska – zaliczam do nich publicystów „Christianitas” – które, choć Franciszka w wielu tematach krytykują, jego wypowiedzi dotyczące obrony życia, wartości małżeństwa i rodziny raczej nagłaśniają. Co nie zmienia jednak zasadniczego stanu rzeczy, że w wielu katolickich i prawicowych mediach, z zasady krytykujących papieża, te elementy jego nauczania są wyciszane. I to nawet wtedy, gdy papieża za obronę życia i rodziny krytykują z kolei media lewicowo-liberalne.
 
Gdzie ucho przyłożyć
Takie jest myślenie o Franciszku w Kościele, jeśli ktoś przyłoży ucho do episkopatu. I to pomimo zakłóceń komunikacyjnych, jakie powstają na linii biskupi–opinia publiczna, niestety także za sprawą niektórych mediów odwołujących się do wartości katolickich. Jeśli jednak ktoś posłucha medialnych przekazów środowisk, które stają wyraźnie w opozycji wobec Franciszka, może być zaskoczony odmiennością ich opinii w stosunku do polskiego episkopatu, zaczynając od oceny adhortacji Amoris laetitia, na uchodźcach kończąc. Bo nawet jeśli publicyści związani z tymi środowiskami starają się przekonywać opinię publiczną, że ich sprzeciw dotyczy jedynie Franciszka (ewentualnie niektórych episkopatów europejskich i wybranych biskupów polskich), to jednak prawda jest inna: ich polemika dotyczy także polskiego episkopatu. Dlatego ci sami publicyści umiejętnie przemilczają fakt, że biskupi w Polsce nie kwestionują Amoris laetitia i są po stronie przyjmowania uchodźców. Nawet jeśli w sprawach drugorzędnych również w tych tematach między hierarchami występują różnice zdań.
O Franciszku można więc w Polsce usłyszeć różne opinie. Warto jednak zwrócić uwagę, kogo słuchamy. Nie dlatego, żeby z góry negować środowiska krytykujące papieża, ale żeby mieć świadomość, że dochodzi w nich dość często do skrzywiania rzeczywistości. Bo naprawdę niewielu publicystów związanych z tymi mediami stać na to, aby wyraźnie przyznać, że przynajmniej w niektórych tematach nie zgadzają się nie tylko z papieżem, ale także ze Stolicą Apostolską i polskim episkopatem. I że papież w wielu obszarach naucza w sposób bardzo konserwatywny – jeśli komuś tak bardzo zależy, żeby trzymać się tej, chyba upraszczającej, terminologii.

Katolickość zobowiązuje
I jeszcze jedna ważna rzecz: spór w każdym przypadku, wewnątrz Kościoła pasterskiego czy wśród świeckich lub na linii świeccy–pasterze, ma swoje „katolickie” granice. Są nią na pewno dogmaty. Amoris laetitia dogmatów nie dotyka. Wydaje się więc, że niezgoda na ten dokument jest możliwa. Nauczanie zawarte w adhortacji nie jest dogmatycznym wyznaniem wiary Kościoła, nadal jednak zobowiązuje do posłuszeństwa moralnego, które przysługuje pasterzom. To oni w danym czasie rozeznają, co powinno być standardem życia zgodnego z Ewangelią. Takie prawo ma przede wszystkim papież, publikując adhortację apostolską.
Jeśli więc jakiś portal czy gazeta ma inne na temat nauczania papieża zdanie, ma do tego prawo z racji bycia środowiskiem dziennikarskim. Ale niech też pamięta, że jeśli chce być także środowiskiem katolickim, musi mieć na uwadze granice „katolickości”. Do tego zobowiązuje rzetelność związana z emblematycznym wręcz przypisywaniem sobie przynależności do Kościoła, a nawet wyrażanym poczuciem odpowiedzialności za ten Kościół. Ta rzetelność – i katolicka, i dziennikarska – wymaga jednak, aby nie wprowadzać opinii publicznej w błąd. A tym bardziej nie chwiać wiary wielu niezorientowanych katolików, którzy w całym tym galimatiasie mogą się rzeczywiście gubić.
 
Opozycja się radykalizuje
No i pozostaje ostatnie pytanie, chyba najważniejsze: czy jest możliwe, aby autorytet Kościoła został zachowany z pominięciem papieża albo nawet wbrew jemu? Czy można ten autorytet uratować przez świadome przemilczanie papieża? Nie, to nie jest możliwe. No chyba, że będzie to próba stworzenia „Kościoła alternatywnego” wobec tego, na którego czele stoi papież.
Istnieje jeszcze możliwość, ostateczna i najpoważniejsza, że ktoś udowodni, że papież rzeczywiście działa na szkodę Kościoła. Tylko czy ktoś to zrobił? Czy ktoś udowodnił to na tyle przekonująco, aby spotkało się to z akceptacją samego Kościoła? Czy jakaś negatywna opinia znalazła w samym Kościele poparcie na tyle dużej liczby biskupów, aby ci przedstawili ją papieżowi jako stanowisko większości? Czy Kongregacja Doktryny Wiary wydała jakąkolwiek notę, która korygowałaby papieża? A przypomnę, że na jej czele stoi człowiek, którego na swojego najbliższego współpracownika w obronie czystości wiary wybrał wcześniej kard. Joseph Ratzinger. Czy więc naprawdę ktoś uważa, że brak negatywnych reakcji na papieskie nauczanie większości biskupów i watykańskich kongregacji jest efektem jakiejś zmowy milczenia? Czy naprawdę da się obronić teorię spiskową o Stolicy Apostolskiej, która owładnięta jest przez ludzi chcących Kościołowi zaszkodzić?
Sytuacja w Kościele w Polsce jest więc z tego punktu widzenia niebezpieczna. Mamy do czynienia z medialnym zakrzywieniem rzeczywistości. A ono postępuje. Pojawiają się kolejne publikacje, które coraz radykalniej stają w opozycji wobec papieża Franciszka. Niestety, z przemilczaną informacją, że ich opozycja dotyczy także polskiego episkopatu. Nie dotyczy już ona tylko spraw drugorzędnych, ale dla Kościoła zasadniczych.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki