Logo Przewdonik Katolicki

Teologiczne traktaty od filmowych grzeszników

Łukasz Adamski

Wielki Tydzień przed telewizorem? Nie jest to hasło wcale tak prowokacyjne. Jeżeli uznajemy, że kino to najważniejsza ze sztuk, nie możemy lekceważyć jego potencjału. Nie przez przypadek Watykan ma swoją listę filmów, które poleca. Ułożona w latach 90., powinna być zresztą uaktualniona.

Ja w kinie religijnym szczególnie mocno cenię subtelność, ale też przewrotność. Choć mam pewną słabość do amerykańskich protestanckich christian movies, które w ostatnich latach odnoszą coraz większe sukcesy komercyjne w amerykańskim kinie i pojawiają się na polskich ekranach, to nie te filmy chciałbym polecić Państwa uwadze na ten niezwykły dla katolików czas. Martin Scorsese, Terrence Malick, Mel Gibson, Paul Schrader – to czwórka bardzo kontrowersyjnych filmowców, których kino niesie ze sobą chrześcijańskie wartości widzowi nieprzekonanemu.
 
Malick i Gibson: o sumieniu, co nie pozwala zabijać
Pisałem już na tych łamach o kinie Terrence’a Malicka. Reżyser dwóch szalenie ważnych filmów lat 70.: Niebiańskich dni i Badlands od czasu powrotu z trwającej dwie dekady dobrowolnej banicji z Hollywood kręci teologiczne poematy (Cienka czerwona linia, To the Wonder, Song to song). Naszpikowane największymi gwiazdami Hollywood i nasycone głęboką teologią przyrody. W maju tego roku na festiwalu w Cannes (tam otrzymał Złotą Palmę za Drzewo Życia) ekscentryczny amerykański reżyser pokaże A hidden life o katoliku Franzu Jägerstätterze, który odmówił z powodu sumienia służby w Wehrmachcie. Rozstrzelano go w 1943 r; w 2007 r. Austriak został beatyfikowany. To może być najbardziej dosłowne katolickie dzieło Malicka. Bardzo podobnym filmem jest Przełęcz ocalonych Mela Gibsona. Film opowiada prawdziwą historię Desmonda T. Dossa (Andrew Garfield) – pierwszego w historii lekarza polowego, który mimo odmowy noszenia broni został odznaczony Medalem Honoru, czyli najważniejszym wyróżnieniem wojskowym w USA. Amerykanin odmówił zabijania na froncie z powodów religijnych. Należał bowiem do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Mimo to został bohaterem, ratując na Okinawie 75 amerykańskich żołnierzy. Reżyser Pasji wrócił tym filmem do pierwszej ligi w Hollywood po problemach natury osobistej.
Obok Malicka i Gibsona stanąć musi duet, który dał nam najmocniejsze kino z treściami katolickimi.
 
Scorsese: grzech i odkupienie
Martin Scorsese wrócił dwa lata temu do religijnych tematów wstrząsającym Milczeniem. Film z Liamem Neesonem, Adamem Driverem i Adamem Garfieldem jest oparty na powieści Shusaku Endo poświęconej prześladowaniom chrześcijan w XVII w. w Japonii. Martin  Scorsese wrócił tym filmem do dawnego poszukiwania religijności u pogruchotanych bohaterów. Jeden z najwybitniejszych żyjących dziś reżyserów od początku kariery zmagał się z religijnością. Opowiadał, że wychowany w nowojorskiej Małej Italii mógł zostać albo gangsterem, albo księdzem. Wybrał drogę filmowca. Jednak zderzenie grzechu z odkupieniem zawsze go w twórczości interesowało. Szkoda, że katolickie „ukąszenie” Scorsese jest kojarzone wyłącznie z Ostatnim kuszeniem Chrystusa (1988), które sprowadziło na niego gromy ze strony wielu katolików. Sądzę, że film oparty na książce Nikosa Kazantzakisa jest inspirującym traktatem teologicznym. Bardzo modernistycznym i opartym na kontrowersyjnych apokryfach. Jednak nie jest to film bluźnierczy, choć ociera się oczywiście o herezję. No ale czym jest oparta na głębokiej teologii herezja w filmie Scorsese w porównaniu z powszechnie akceptowalnym i oklaskiwanym skrajnie heretyckim (w filmie występuje czwarta osoba boska) protestanckim filmem Chata, który podbijał kilka lat temu polskie kina i jest wyświetlany na spotkaniach parafialnych.
Autor Ostatniego kuszenia Chrystusa nakręcił kilka innych filmów ocierających się o religijną tematykę. Jego wczesne Ulice nędzy (1973) to konflikt drobnego gangstera (Harvey Keitel), który z jednej strony chce podążać za św. Franciszkiem, a z drugiej wsiąka w świat Małej Italii, gdzie rządzi włoska mafia. Próbuje odkupić swoje winy, poświęcając się dla szalonego przyjaciela (Robert de Niro). Zadaje sobie fizyczny ból, nie wierząc w odkupienie win dzięki „wyrecytowaniu” kilku zdrowasiek. Zestawić Ulice nędzy można z Ciemną stroną miasta (1999). Film o ratowniku medycznym Franku (Nicolas Cage) jeżdżącym nocami po Nowym Jorku to również opowieść o poświęceniu, odkupieniu win i zachowaniu własnych wartości na ulicach współczesnego Babilonu. O czym innym niż Babilonie, a może nawet Sodomie i Gomorze, był nagrodzony Złotą Palmą w Cannes Taksówkarz (1976) z nieśmiertelną rolą Roberta de Niro. Tytułowy taksówkarz to weteran z Wietnamu, który zmęczony otaczającą go degeneracją moralną postanawia w starotestamentowy sposób oczyścić ulice z „szumowin”. Ratuje więc nieletnią prostytutkę (Jodie Foster) z rąk lokalnych gangsterów. Taksówkarz, Wściekły byk (film nie tylko o boksie, ale również o grzechu, upadku i odkupieniu w chrześcijańskiej optyce), Ostatnie kuszenie Chrystusa i Ciemna strona miasta powstały na podstawie scenariusza Paula Schradera. Ten mało popularny w Polsce filmowiec w tym roku dostał nominację do Oscara za film Pierwszy reformowany. Warto się dłużej zatrzymać nad tym obrazem. Nie wszedł do kina i nie ma go na DVD, ale jest dostępny w serwisach VOD. Jest to trudna, ale mocna i inspirująca katecheza na czas Wielkiego Tygodnia.
 
Shrader: o gwałcie na stworzeniu
Paul Schrader swoje największe dzieła stworzył właśnie ze Scorsese. Wykreowali niepodrabialny duet rozdartego duchowo i buntującego się katolika i walczącego z purytanizmem protestanta. Obaj głęboko wierzą w Boga i obaj żarliwie walczą z kajdanami religijnymi. Dali nam wielkie filmy podszyte religijnością. Schrader do niej powrócił po latach niepowodzeń reżyserskich. Pierwszy reformowany to film o kryzysie wiary, dotykającym zachodnie społeczeństwa. Kryzys widzimy przez pryzmat historii protestanckiego kapłana zmagającego się z powołaniem i własną przeszłością. Proboszcz John Toller (Ethan Hawke) stracił w Iraku syna. Obwinia się za to, że pozwolił, by jego dziecko zgodnie z rodzinną tradycją pojechało na front. Przez to rozpadło się jego małżeństwo.
Jego wiara jest wystawiana na próby i pełna wątpliwości. Jak może pomagać parafianom, skoro własne cierpienie tyle razy powala go na ziemię? Wtedy poznaje parafiankę Mary (Amanda Sayfried), której mąż (Philip Ettinger) jest fanatycznym i radykalnym działaczem ekologicznym. W Kanadzie siedział w więzieniu. Teraz namawia Mary do abortowania ich dziecka, ponieważ niszczony przez człowieka świat nie ma przyszłości. Jak może jej pomóc duchowny, który obok kryzysu wiary doświadcza również poważnej choroby? Schrader powołuje się na Dziennik wiejskiego proboszcza Bressona. Jego bohater też pisze pamiętnik. Schrader celowo nawiązuje do wielkich religijnych filmowych obrazów, do Ofiarowania i Solaris Tarkowskiego, a stylistyka ociera się o Malicka. Schrader nakręcił radykalną i brutalną teologiczną dysputę o gwałceniu przez człowieka boskiego daru, jakim jest planeta. Pastor niczym Travis z Taksówkarza ma być ręką gniewnego Boga. Ma ukarać grzeszników za mordowanie boskiego stworzenia, jakim jest przyroda i nasza planeta. Ofiarą nie ma być nienarodzone dziecko, jak chciał oderwany od chrześcijaństwa radykalny ekolog. Ofiara ma być znacznie większa. Travis zmywał brud z ulic nowojorskiej Sodomy i Gomory pistoletem. Dla pastora cały świat zasługuje na karę, skoro do śmierci planety przykłada się każdy rozwinięty kraj. Ofiara musi więc być symboliczna. Jeden i drugi walczy z zanieczyszczeniem. Travis bronił prostytuujące się dziecko przed alfonsami. Pastor chce oczyścić ziemię z brudu jej gwałcicieli.
Schrader zastanawia się jednak, czy zmiany klimatyczne nie są również częścią Bożego planu dla ziemi. Może właśnie zbliża się Apokalipsa i jej częścią jest ludzka autodestrukcja? Zabijanie ziemi jest przecież zabijaniem życia. Zabijaniem samego siebie. Czyż nie przed tym przestrzega dziś Franciszek, mocno stawiający ekologię w centrum swojego nauczania? Bez wątpienia łączy to kalwinistę Schradera z przesłaniem papieża. Schrader jest radykalny. Jest drażniący i rozdziera wiele ran. Kino religijne powinno takie być. Gorące, a nie letnie. Kontrowersyjne i intrygujące. Wzbudzające żywe debaty. Nie potrzebujemy dziś w kinie katechez umacniających wiarę. Potrzebujemy dzieł pobudzających serca i umysły ludzi dalekich od wiary.
Zwracam uwagę właśnie na ten film w Wielkim Tygodniu, bowiem jest dobrą kontynuacją teologicznych rozważań takich filmowych grzeszników jak Gibson czy Scorsese. Oto kino religijne, którego poszukuję. Oto kino, którego od dawna nie ma w mainstreamie naszej popkultury.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki