Logo Przewdonik Katolicki

Czy Franciszek nie lubi Polaków?

Paweł Stachowiak
FOT. ARCHIWUM

Słowa papieża o tragicznej historii Litwinów, której doświadczyli m.in. Polacy, wywołały konsternację. Zróbmy jednak eksperyment: załóżmy na chwilę litewskie okulary i spójrzmy przez nie na te fakty historyczne, które my oceniamy jednoznacznie pozytywnie.

Napisałem przed dwoma tygodniami w tym miejscu, że papież Franciszek odwiedzając Litwę nie musi się obawiać takich nieporozumień, z jakimi zetknął się przed 25 laty Jan Paweł II. Sądziłem, że zarówno Litwini, jak  również Polacy – obywatele Litwy nie mają już dziś wobec biskupa Rzymu tak wygórowanych i wzajemnie wykluczających się oczekiwań. Wychodzi na to, że nieco się w swym optymizmie zagalopowałem.
 
Tragiczna historia od Niemców i… Polaków
W zasadzie niemal do ostatnich godzin papieskiej podróży wszystko zdawało się świadczyć o tym, że papież uniknie wejścia na minę historycznych urazów, resentymentów, kompleksów i fobii, które do dziś trwają nad Wisłą, Niemnem i Wilią. Niestety, już podczas powrotnego lotu z Tallinna do Rzymu rozmawiając, jak to zwykle bywa, z dziennikarzami, Franciszek powiedział: „Kiedy pomyśli się o Wschodzie, jest tam wasza (Litwinów) trudna historia. Ale część tej tragicznej historii przyszła z Zachodu, od Niemców, od Polaków, ale przede wszystkim od nazizmu”.
Niedługo trzeba było czekać na falę skrajnie niechętnych komentarzy, szczególnie w tych mediach, które na co dzień Franciszka nie lubią i nie oszczędzają. Ich ton dobrze oddaje opinia jednego z popularnych prawicowych blogerów: „Papież delikatnie mówiąc nie lubi Polaków i wpisuje się w fatalną dla Polaków narrację w Europie”. Nawet ci, którzy nie podzielają tak skrajnych opinii i darzą papieża zaufaniem, poczuli się zakłopotani: no tak – myśleli – to papież z końca świata, nie można od niego oczekiwać eksperckiej wiedzy historycznej, ale to zestawienie z Niemcami…!
Sądy nawiązujące do spraw wielce skomplikowanych jeżeli zostaną wyrażone w sposób skrótowy i jednoznaczny zawsze niosą ze sobą zagrożenie uproszczeniami i wypowiedź papieska jest tego przykładem. Tym niemniej sądzę, że należy wniknąć głębiej w kontekst tych słów, a przede wszystkim zrobić coś na co nas – Polaków, często nie stać: spróbować spojrzeć na przeszłość z innego niż nasz, polski punkt widzenia.
 
Watykańscy korepetytorzy
Mam swoje przypuszczenie dotyczące źródła użytego przez Franciszka sformułowania. Otóż papieże, tak czynił np. Jan Paweł II, przygotowując się do zagranicznych podróży, korzystają z wiedzy swoich współpracowników, którzy w kosmopolitycznej strukturze Watykanu reprezentują niemal wszystkie państwa i narody. Franciszek też miał zapewne takich „korepetytorów”, ekspertów od spraw litewskich i byli nimi Litwini, bo któżby inny. Jego wiedza na temat historycznych zaszłości, tradycji, ocen i interpretacji przeszłości ukształtowała się zatem tak, jak wygląda ona w litewskiej, nie w polskiej świadomości historycznej. A obie te świadomości są bardzo odmienne, o czym my w Polsce często nie wiemy, a jeśli się dowiadujemy to mamy skłonność oceny litewskiego punktu widzenia jako dziwactwa i przejawu kompleksów.
Skłonni jesteśmy zakładać, że jeśli w przeszłości tak wiele nas z Litwinami łączyło, byliśmy sobie tak bliscy, że staliśmy się niemal jednym narodem, to również i oni winni tę przeszłość postrzegać podobnie jak my. Związek Polski i Litwy, coraz ściślejsza unia, symbioza oparta nie na podboju i przemocy, ale na dobrowolnym zbliżaniu się do siebie dwóch narodów, zdaje nam się tak jednoznacznie pozytywny, że pokazujemy go jako wzór do naśladowania dla integrującej się Europy. Tak myślał również Jan Paweł II, wypowiadając w przededniu referendum akcesyjnego w Polsce pamiętne słowa: „od unii lubelskiej do Unii Europejskiej”.
 
Litewskie okulary
Spróbujmy jednak zrobić eksperyment i załóżmy na chwilę litewskie okulary, spójrzmy przez nie na te fakty historyczne, które my oceniamy jednoznacznie pozytywnie. Najpierw musimy zdać sobie sprawę, że litewska świadomość narodowa, język i kultura, jako zjawiska samoistne, odrębne od polskości zaczęły się rodzić stosunkowo niedawno, dopiero przed niespełna dwoma wiekami. Litwini posiadali własną, unikalną kulturę i państwo w czasach średniowiecza, jednak od momentu chrztu i pierwszej, jeszcze bardzo luźnej, unii z Polską w 1385 r., postępowało zbliżenie nie tylko polityczne, ale również językowe, kulturowe i religijne. Ostatnim etapem tego zespolenia była Konstytucja 3 maja znosząca w zasadzie wszelkie odrębności między polską i litewską częścią Rzeczypospolitej Obojga Narodów. To zjednoczenie nie było jednak równorzędne. Kultura i język polski, silniejsze, bardziej rozwinięte, wchłonęły kulturę i język litewski. Nikt mieszkańców Litwy nie wynaradawiał, nie polonizował siłą, jednak proces zaniku litewskiej unikalności w zasadzie się dokonał. W początku XIX w. po litewsku mówili tylko nieliczni chłopi z wiosek zapadłych w głębi żmudzkich puszcz. Językiem kultury wyższej był polski i za Polaków uważała się szlachta, inteligencja, spora część mieszczaństwa na tamtych ziemiach. Sto lat później, u progu XX stulecia, sytuacja była zupełnie inna. Nastąpiło przebudzenie odrębnej, samoistnej litewskiej świadomości narodowej, inteligencja, wychowana w języku i kulturze polskiej, zaczęła uczyć się litewskiego, tworzyć jego zręby, jako języka literackiego i szerzyć przekonanie, że Litwini mają prawo do pełnej odrębności od Polski, także do własnego, całkowicie suwerennego państwa.
Załóżmy teraz owe litewskie okulary i spójrzmy poprzez nie na tradycję Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jeśli uznajemy, że litewska tożsamość jest dla nas jedyną, że chcemy na niej opierać własną narodową państwowość, że własny język i kultura są tej państwowości fundamentem, to ich zanik, który dokonał się w wyniku unii z Polską będzie dla nas smutnym i godnym pożałowania zjawiskiem. Litwini budując swą odrębność właściwie z niczego, nie mieli w zasadzie innego wyjścia, niż odgrodzić się od Polski, jej kultury, języka, historii, bo byli przekonani, że jeśli przywrócona zostanie dawna symbioza, to litewskość będzie znowu wchłonięta przez polskość. Stąd brały się te, zaskakujące dla nas, litewskie uprzedzenia, to fanatyczne nieraz dążenie, aby podkreślić, że my nie jesteśmy Polakami, że nic nas z nimi nie łączy.
 
Polska jako agresor
Po I wojnie światowej, gdy powstały odrębne państwa polskie i litewskie od razu pojawił się konflikt. Zogniskował się wokół przynależności Wilna i Sejn, ale w istocie dotyczył czegoś głębszego. Wielu Polaków na czele z Piłsudskim pragnęło powrotu do dawnej wspólnoty i proponowało Litwinom federację, ale na Litwie dominowało poczucie, że jeśli nie pozostanie ona na wieki samodzielna, to prędzej czy później przestanie istnieć. To bolesne, ale litewski patriotyzm i racja stanu ukształtowały się na gruncie antypolskim. Szczególnie trwałe miejsce w pamięci zbiorowej Litwinów zajmuje fakt zajęcia przez wojsko polskie Wilna w 1920 r. i jego późniejsze wcielenie do państwa polskiego. To wydarzenie, tzw. bunt Żeligowskiego, przez Polaków niemal całkowicie zapomniane, na Litwie jest do dziś obecne w żywej pamięci narodu. Polska była i jest w niej obecna jako agresor, łamiący wcześniejsze porozumienia, zaborca okupujący historyczne ziemie litewskie i historyczną stolicę kraju. Niemcy nie zapisali się w litewskiej pamięci inaczej niż w polskiej. Okupacja hitlerowska przyniosła zagładę litewskim Żydom, ale dla Litwinów była znacznie mniej okrutna. W ich świadomości historycznej stawianie krzywd doznanych od Polaków i Niemców na jednym poziomie nie brzmi wcale obrazoburczo.
 
Papież lubi wszystkich
Zadajmy sobie na koniec pytanie, dlaczego właściwie pasterz Kościoła powszechnego miałby na gruncie polsko-litewskich sporów historycznych przyjąć akurat polski punkt widzenia? To, że na Litwie miał na nosie litewskie okulary, że przyjął litewski punkt widzenia, zdaje się dość naturalne. Być może winna to być dla nas lekcja, że inne oceny przeszłości nie muszą być błędne, bo nie są nasze. I, proszę wybaczyć banał, papieskie słowa wcale nie świadczą, że nas nie lubi, one po prostu pokazują, że lubi wszystkich.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki