Logo Przewdonik Katolicki

Wszyscy jesteśmy niepełnosprawni

Damian Wyżkiewicz CM
FOT. BETRAND DESPREZ/EAST NEWS. Jean Vanier

Z Jeanem Vanier o byciu razem z osobami z niepełnosprawnością intelektualną, a nie ponad nimi rozmawia Damian Wyżkiewicz CM

Co to jest godność człowieka? Jak ją rozumieć?
Mówiąc o godności, myślimy, że człowiek powinien być szanowany, że ma wartość, ma coś do ofiarowania społeczeństwu czy Kościołowi. Człowiek powinien być traktowany jako ktoś ważny i wartościowy – tak bym określił istotę ludzkiej godności.
 
A osoby z niepełnosprawnością? Czy mają swoją godność?
Każda osoba ma godność!
 
Pytam o to, ponieważ australijski filozof Peter Singer powiedział, że skoro osoby niepełnosprawne intelektualnie nie mają tego, co każdy człowiek posiada – umiejętności myślenia – to nie są ludźmi…
Zawsze znajdą się ludzie, którzy tak będą twierdzić. My we wspólnotach „Arki” mówimy o osobach z niepełnosprawnością intelektualną, że oni mają inteligencję: inteligencję serca. Osoby z niepełnosprawnościami mają szczególną zdolność do relacji. U większości ludzi relacja bardzo szybko staje się rywalizacją, poszukiwaniem władzy czy choćby rozwoju. U osób z niepełnosprawnościami widać natomiast bardzo podstawową tęsknotę za relacją z drugim człowiekiem. Jest coś bardzo czystego w ich relacjach z innymi.
W moim domu mieszka dziewczyna z zespołem Downa. Za każdym razem, gdy do mnie przychodzi, rzuca mi się w ra miona i mówi: „Jesteś najpiękniejszym mężczyzną na świecie!”. I będzie to mówić wszystkim mężczyznom... Jest coś nieskazitelnego w ich relacjach. To prostota. Oni pragną więzi, ponieważ właściwie nie mają władzy, żeby przewodzić sobą. Nie mogą być całkowicie autonomiczni, potrzebują pomocy. Jeśli istnieje słabość umysłu, to pojawia się siła serca – tu rodzi się więź dająca bezpieczeństwo i pokój.
Wielu ludzi odnajduje źródło swego bezpieczeństwa we własnej sile. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną nie mają jednak porównywalnej wiedzy czy zdolności. Ich siła płynie ze zdolności do ufania. W zaufaniu jest ich moc. To coś bardzo wyjątkowego.
Dla filozofa punktem wyjścia w definiowaniu istoty ludzkiej może być logos, ale ważną rzeczą jest spojrzenie na człowieka przez zdolność do relacji. Dla wielu współczesnych ludzi problemem jest lęk przed relacjami oraz żądza władzy. Żyjemy w świecie, w którym toczy się bój o to, żeby wygrać, żeby być lepszym. Gdyby ludzie bardziej chcieli wiązać się z innymi, świat byłby lepszy. A zamiast tego jest współzawodnictwo i władza.
Papież Franciszek mówi o napięciu między prawem a miłosierdziem. Mamy tendencję do patrzenia na ludzi oczami prawa – albo są dobrzy, albo źli. Natomiast patrzeć na ludzi oczami miłosierdzia to widzieć ich takich, jakimi są naprawdę: ze swymi darami, ze swoją biedą, z tym, co w nich połamane i grzeszne. Chodzi o to, by widzieć ludzi takich, jakimi są – i kochać ich takich, jakimi są. Właśnie osoby z niepełnosprawnościami mają wewnętrzną tendencję do wiązania się z innymi poprzez miłość.
 
Rodzice osób niepełnosprawnych zazwyczaj pytają o cel ich istnienia, szczególnie wtedy, gdy oczekują narodzin dziecka i nie wiedzą, co się będzie dziać dalej... Czy tym celem jest bycie w relacji?
Czy nazwałbym to celem? Powiedziałbym, że to przychodzi im naturalnie. Czy to decyzja? Też nie…
W tym pytaniu o cel słyszę wołanie o wspólnotę. Dlatego rodzice osób z niepełnosprawnościami potrzebują wspólnot ruchu „Wiara i Światło”, potrzebują „Arki”, potrzebują środowisk i miejsc, w których ich dzieci będą zaakceptowane i pokochane, gdzie będą mogły znaleźć swoje miejsce i dawać innym to, co mają do podarowania.
Sądzę, że każda istota ludzka to życie i płodność, dawanie życia. Cała rzeczywistość naszego świata to dawanie życia: owady dają życie, krowy dają życie, komary dają życie. I ludzie dają życie – nie tylko biologicznie, lecz także przez sposób, w jaki kochają i pracują dla świata, aby był prawdziwszy i piękniejszy. Zatem pragnieniem człowieka jest dawać życie. Myślę, że osoby z niepełnosprawnościami też dają życie – przez swoją prostotę.
Powiedziałbym, że osoby z niepełnosprawnościami mają prawo być szalone. My powinniśmy być normalni, logiczni, zachowywać się właściwie, czyli zgodnie z przyjętymi normami Należąc do swego zgromadzenia, musi Ksiądz stosować się do różnych statutów i reguł. Trudniej nam być szalonymi! Skoro jesteś księdzem, to musisz zachowywać się jak ksiądz. Ale osoby z niepełnosprawnością intelektualną mogą być szalone. Mogą być jak Patrick, który pali i każdego zaczepia: „Dasz mi papierosa?”.
 
I w ten sposób jest prosty…
Jest w tym również wolność od konformizmu. To bardzo ważne! Jesteśmy ludźmi konformizmu. Zachowujemy się tak, jak oczekują od nas inni. A osoby z niepełnosprawno ściami to ludzie wolności. Przyjdą do ciebie i rzucą się w twoje ramiona. Nie rozwinęli umysłu dla konformizmu i jest w nich prostota. To właśnie jest ich życiodajny dar.
Każdy człowiek ma zdolność dawania życia. Będąc duchownym, ma Ksiądz dawać życie innym przez sakramenty, przez swoje kapłaństwo pomagać ludziom w odkrywaniu i w kochaniu słabych. Pod tym względem osoby z niepełnosprawnościami potrzebują pomocy. Nie są w stanie same dawać życia, potrzebują wspólnoty – i po to właśnie są „Wiara i Światło” oraz „Arka”.
 
Czym jest wspólnota?
To grupa osób zgromadzonych wokół specjalnej misji, mająca także pragnienie wzajemnego szacunku i miłowania się. Drużyna piłki nożnej też gromadzi się wokół misji, ale niekoniecznie po to, by się miłować. Ruch „Wiara i Światło” tworzą wspólnoty, które mają misję. Jest nią wsparcie osób z niepełnosprawnościami, aby mogły nie tylko odkryć swoje dary i to, kim są, ale także ujawnić się Kościołowi, parafii i światu – pokazać, że są cenni, a wspomniany wcześniej filozof się myli, jest przeintelektualizowany i musi stać się bardziej ludzki. Bo człowieczeństwo to i umysł, i serce.
 
Współczesna kultura podpowiada, że trzeba produkować. To ekonomiczna reguła życia, natomiast osoby niepełnosprawne czasem nic nie robią, po prostu są…
Owszem, zazwyczaj nie mogą nic produkować. A jeśli mogą, to nie jest to często finansowo opłacalne. Ale mogą „produkować” przyjaźń i relacje!
Wczoraj spotkałem w Paryżu księdza, który ochrzcił niedawno małe dziecko z niepełnosprawnością. Ktoś ze wspólnoty „Arki” zauważył czuły sposób, w jaki ten ksiądz przemawiał do matki dziecka, i powiedział mu o swoim wzruszeniu. Okazało się, że ten ksiądz też był w „Arce”. I przyznał, że został przemieniony przez Louique’a. Louique to blisko 60-letni mężczyzna z niepełnosprawnością intelektualną, który zachowuje się jak ośmioletnie dziecko. Nie umie mówić, nie może też chodzić, choć kiedyś potrafił. A ten ksiądz powiedział: „Jestem przemieniony przez Louique’a”...
 
Przypomina mi się spotkanie w Krakowie z niepełnosprawną Natalią, która w latach siedemdziesiątych, chyba jako jedna z pierwszych osób w Polsce, przyjęła Pierwszą Komunię. To dla mnie niezwykłe, jak ona i inne osoby z niepełnosprawnością intelektualną reagują na Komunię Świętą – szeroko się uśmiechają, jak gdyby ujrzały Chrystusa. Czy to oznacza, że mają życie wewnętrzne?
Tu też chodzi o relację! O więź z Jezusem. Osoby z niepełnosprawnościami nie będą mówić o Panu Jezusie, o Chrystusie. Ale będą mówić o Jezusie i Maryi, ponieważ dla nich wiara jest relacją.
Lubię opowiadać historię dwunastoletniego chłopca z niepełnosprawnością intelektualną, który przyjmował Pierwszą Komunię w Paryżu. Eucharystia była przepiękna. Po celebracji jego wujek, a zarazem jego ojciec chrzestny i brat matki, podszedł do swej siostry i powiedział: „Piękna uroczystość, prawda? Smutne tylko to, że on nic z tego nie rozumie”. Kobieta była dotknięta tymi słowami, w jej oczach pojawiły się łzy. Mały chłopiec dostrzegł je i powiedział: „Nie martw się, mamusiu! Jezus kocha mnie takiego, jaki jestem!”. To oznaczało, że on nie musi być taki, jakim chce go widzieć wujek. Jezus kocha go takiego, jaki jest. Dzięki Komunii Świętej i modlitwie ten chłopiec miał doświadczenie pokoju. Dla wielu osób z niepełnosprawnościami Komunia Święta jest nie tylko sakramentem, ale też byciem w komunii z innymi, jest więzią.
 
Bóg jest relacją, prawda?
Tak, Bóg jest relacją, a przystąpienie do Komunii to wyraz więzi z Jezusem. To doświadczenie osób, które wiedzą, że są kochane.
 
Mamy w Polsce piękny film Chce się żyć w reżyserii Macieja Pieprzycy. To opowieść o mężczyźnie z niepełnosprawnościami, który nagle zaczął móc komunikować się z innymi za pomocą piktogramów. Wcześniej niemal wszyscy mówili o nim, że jest roślinką, lekarz stwierdził, że on nic nie rozumie. Gdy jednak mógł wreszcie porozumieć się z innymi, potrafił opowiedzieć o swoich przeżyciach z przeszłości. A jego pierwszym zdaniem były słowa: „Nie jestem roślinką!”.
Piktogramy mogą być bardzo użyteczne… Stosowane są obecnie coraz częściej, podobnie jak wiele innych środków komunikacji.
 
Czy można powiedzieć, że osoby z niepełnosprawnościami są strażnikami człowieczeństwa? Świadkami człowieczeństwa?
Lubię słowo „świadek”, ale nie akcentowałbym tego zbytnio. My wszyscy jesteśmy świadkami człowieczeństwa – ponieważ jesteśmy ludźmi…
Można powiedzieć, że szczególny dar osób z niepełnosprawnościami to zdolność do relacji, prostoty i otwartości. One nie są ludźmi władzy. Wielkim niebezpieczeństwem dla umysłu jest to, że można go wykorzystać dla władzy. Większość ludzi ma w sobie rozbudowane ego, które chce udowodnić, że jesteśmy lepsi od innych. Jednak osób z niepełnosprawnościami władza nie pociąga. One chcą prostej relacji.
A prosta relacja jest chyba tym, czego my wszyscy potrzebujemy. Jakże prosto jest wiązać się z ludźmi, nie mając żadnej mocy. Nawet ewangelizacja może być wyrazem pragnienia zmieniania innych. Tymczasem papież Franciszek przypomina, że najważniejsza jest więź z drugim człowiekiem, pokazanie mu, że jest ważny. Zobaczymy, co się stanie później – może otworzy się na zmianę…
 
Czy przebaczenie jest kluczem do relacji?
Ono jest sercem wszelkiej relacji! Przebaczamy, ponieważ ranimy się wzajemnie. Pragnąc władzy, potrafimy ranić innych, nie uświadamiając sobie tego, po prostu zapominając o nich. U osób z rozwiniętą inteligencją pojawia się żądza władzy, bycia wyróżnionym, lepszym od innych – podczas gdy u osób z niepełnosprawnościami dominuje raczej pragnienie bycia życiodajnym. Im chodzi nie o poszukiwanie władzy, lecz o poszukiwanie życia.
 
W młodości napisał Pan książkę o Arystotelesowskim rozumieniu szczęścia. A teraz, po latach, jak rozumie Pan szczęście?
Szczęście to zdolność do kochania i bycia kochanym. Podkreśliłbym także, że jest to zdolność kochania i bycia kochanym z mądrością. Dlatego potrzebujemy rozeznania. Nie wystarczy bowiem kochać ludzi, trzeba rozumieć ich potrzeby. Dlatego niezbędne są dialog, obecność, wysłuchanie. To właśnie jest kochanie z mądrością.
 
A jakie są perspektywy dla „Arki” oraz „Wiary i Światła” w XXI wieku?
Zaufanie! Otrzymałem niedawno książeczkę ze świadectwami ponad stu księży z ruchu „Wiara i Światło” z całego świata. Większość z nich pisze, że we wspólnocie dokonała się ich przemiana. Wcześniej nie dostrzegali osób z niepełnosprawnościami, nie widzieli tych, którzy są powołani do bycia sakramentem.
Pamiętajmy, że przez wieki osoby z niepełnosprawnościami były uznawane za znak hańby dla swoich rodziców, nawet za wyraz kary Bożej. W ewangelii św. Jana mamy opis człowieka, który urodził się jako niewidomy. Uznawano to za karę za grzechy jego rodziców. Jezus ukazał nam zaś, że ubodzy są drogą do Boga.
Założyciel zgromadzenia, do którego Ksiądz należy – św. Wincenty à Paulo – mówił o ubogich, że są sakramentem Chrystusa. Dziś ponownie to odkrywamy. Gdy wejdziemy z ubogimi w relację, prowadzą nas do Boga. Ta relacja to bycie z nimi, a nie ponad nimi.
 
Wielu profesorów filozofii na uniwersytecie dziwiło się, że chcę pisać doktorat o osobach z niepełno sprawnością intelektualną. Słyszałem od nich, że przecież takie osoby nie są racjonalne.
My wszyscy jesteśmy niepełnosprawni! Za pięć lat mogę mieć Alzheimera... Wszyscy jesteśmy istotami niepełnosprawnymi: zaczynamy życie jako małe, niesamodzielne dzieci i podobnie je kończymy. Nasza największa niepełnosprawność to śmierć. A do niej wszyscy jesteśmy powołani.
Na tym polega ludzka kondycja, że jesteśmy słabi, delikatni, podatni na zranienie. Być człowiekiem to żyć własną słabością i być stale narażonym na zranienie, a nawet niepełnosprawność. Możemy przecież mieć jutro wypadek i stracić mowę albo zapaść w śpiączkę. Jesteśmy w poważnym błędzie, patrząc na człowieka jako tylko silnego...
To smutne, że świat akademicki tego nie rozumie. Skoro tak jest, to znaczy, że uniwersytet zagubił zdolność refleksji nad tym, co znaczy być człowiekiem. Trzeba pomóc profesorom odkryć, że istota ludzka jest nie tylko racjonalna – inaczej możemy popełniać samobójstwa lub zabijać ludzi i mówić, że troszczymy się o nich w ramach opieki paliatywnej. Pisany przez Księdza doktorat powinien być odpowiedzią na tę sytuację. Bo tu chodzi nie tylko o osoby z upośledzeniem umysłowym, lecz o człowieka w ogóle!
Bycie człowiekiem to połączenie siły i słabości. A skoro jestem słaby, to potrzebuję pomocy. Potrzebuję innych ludzi, wspólnoty, przyjaciół. Ludzie potrzebują siebie nawzajem, ponieważ wszyscy mamy słabości. A z wiekiem słabości przybywa... Wiem o tym, mając dziś już 87 lat. Za trzy lata będę miał dziewięćdziesiątkę! I będę jeszcze słabszy. Ale na tym polega życie. 
 



Rozmowa przeprowadzona w Trosly-Breuil 11 listopada 2015 r.
Stanowi przedruk z kwartalnika „Więź”2018, nr 3. [okładka]

Jean Vanier
Ur. 1928. Doktor filozofii. Inicjator dwóch chrześcijańskich ruchów skupionych wokół osób z niepełnosprawnością intelektualną. Na świecie istnieją obecnie 152 domy „Arki” w 37 krajach oraz ponad 1400 wspólnot ruchu „Wiara i Światło” w 75 krajach. Wybitny rekolekcjonista, uznawany za jednego z największych duchowych nauczycieli naszych czasów. Autor wielu książek z dziedziny duchowości, wydawanych także po polsku.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki