Logo Przewdonik Katolicki

Miliony dla chłopaków

Irena Kuczyńska
FOT. IRENA KUCZYŃSKA

  Dwa lata temu usłyszały, że prowadzony przez nie dom pomocy trzeba będzie zamknąć, a podopiecznych umieścić w placówkach rozsianych po całej Polsce. Dominikanki z Broniszewic nie poddały się i razem ze swoimi chłopakami kończą właśnie przeprowadzkę do nowego domu.

Dom Chłopaków w Broniszewicach odwiedziłam w ostatnich dniach sierpnia. W nowym budynku trwały ostatnie prace porządkowe. Stary pałac, w którym do tej pory mieszkali chłopcy, muszą opuścić do końca tego roku. Żeby zagospodarować całą nieruchomość, stworzyć miejsca rekreacji z zagrodą dla zwierząt niezbędnych do terapii (kur, miniaturowych kóz i alpak), siostry nadal muszą zbierać pieniądze. – Modlitwa za darczyńców nie ustanie – mówi siostra Agnieszka Tymoteusza Gil, szefowa budowy, która wraz z dyrektorką placówki siostrą Reginą i księgową siostrą Elizą wzięła na swoje barki ciężar budowy domu dla 56 niepełnosprawnych chłopaków. Najstarszy z nich dawno przekroczył sześćdziesiątkę, najmłodszy jest przedszkolakiem.
 
Po prostu kochają chłopców
Siostry nie miały nic. Patrzyły bezradnie na urzędowe pismo z informacją, że dom pomocy w pałacu trzeba będzie zamknąć, a podopiecznych umieścić w domach rozsianych po całej Polsce. – Przecież jesteśmy dla tych chłopaków jedyną rodziną, jaką znają, a Broniszewice – jedynym domem, jaki mają. Trzeba więc było coś wymyślić – wspomina siostra Tymoteusza.
I wymyśliły. Obliczyły z grubsza, że na budowę nowego domu potrzebują około 5 mln zł. Zaufały Bogu i ludziom. Zaczęły zbierać pieniądze. Wiedziały, że nie dostaną nic ani od państwa, ani od Kościoła. Pierwszy milion dosłownie wyżebrały dosłownie pod kościołami. Wystarczyło na budynek w stanie surowym otwartym. Wtedy o dominikankach z Broniszewic usłyszał Jan Pospieszalski. Zaprosił siostry do Warszawy do udziału w swoim programie „Warto rozmawiać”. Miały przywieźć ze sobą rękodzieła wykonywane przez chłopaków. Ale miały siedzieć w ławach dla publiczności.
Tymczasem, ku swojemu zdumieniu (i przerażeniu), zostały zaproszone na pierwszy plan. – Kiedy dziennikarz zadał pytanie: jak siostry reagują na to, że rodzice oddają swoje dzieci, w jednej chwili odpowiedziałam, że my nie oceniamy rodziców, my po prostu kochamy chłopców – wspomina swój pierwszy występ w telewizji siostra Tymoteusza. To zdanie, spontanicznie wypowiedziane w telewizji, zaowocowało kolejnym milionem złotych. Można było ogłaszać przetargi na kolejne prace.
Charyzmatyczne siostry, które o kasę na dom dla „swoich 56 niepełnosprawnych synów” zabiegają wszędzie, zwłaszcza w przestrzeni wirtualnej, mają też szczęście do ludzi. Takim aniołem jest Irena Sobisiak, inspektor nadzoru branży budowlanej, która od samego początku dba, żeby budowa była zgodna z projektem i zezwoleniami. A nie jest to łatwe, bo inwestycję realizuje wiele firm.

Z motyką na słońce
To właśnie z Ireną Sobisiak oglądałam kilka dni temu nowy dom. Podziwiałam obszerny hol, korytarze, zaglądałam do umeblowanych sypialni. Każdy pokoik jest inny: wystrój, który bezinteresownie zaprojektowała architekt wnętrz Marta Greting, jest zgodny z zainteresowaniami przyszłych mieszkańców. Na ścianie widnieją pieski, motocykle, wieżowce z Nowego Jorku, zespół muzyczny czy pejzaż z wiatrakiem. Do tego dopasowane są kolory mebli i pościeli. Na maluchy czekają w pokojach pluszaki. W jednych pokojach stoją biurka, w innych tylko fotele. Przy każdym pokoju są łazienki z natryskami lub z wannami z częściowo przeszklonymi drzwiami.
Ponieważ mieszkańcy domu podzieleni są na grupy, każda z nich ma swoją przestrzeń z pokojem dziennym wyposażonym w wygodne kanapy, duży telewizor i aneks kuchenny do samodzielnego przyrządzania posiłków.
Tapety w korytarzach też zostały dobrane z myślą o mieszkańcach. Na jednej kondygnacji tapeta jest w paski, na innej w kratkę. Z jednego pokoju dziennego jest bezpośrednie wyjście na taras, a właściwie do ogródka, w którym już jest trawa i kwiaty posadzone przez jednego z darczyńców.
Dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Pleszewie Grażyna Kaczmarek nie może się nachwalić sióstr. Mówi, że po raz pierwszy w swojej 40-letniej pracy spotkała osoby, które rzuciły się z motyką na słońce. I kawałek tego słońca „urwały” dla swoich podopiecznych. Jej zdaniem tak nowoczesnego i jednocześnie przyjaznego domu nie ma na pewno w Polsce, a może i w Europie?
 
Budowa nie jest najważniejsza
Kolejny strumień pieniędzy przypłynął po filmiku, który w Dzień Pingwina rok temu nagrała siostra Eliza. Nakręciła dwie inne siostry, które pingwinim chodem „przetuptały” przez korytarz. Nagranie stało się hitem internetu. Zakonnicami, które mają taki dystans do siebie, zainteresowali się internauci, ale też ogólnopolskie media. Zaczęły być zapraszane nie tylko do katolickich stacji. O spotkanie z siostrami-pingwinkami zabiegały media komercyjne.
Tak zebrały wymarzone 5 mln, ale zaraz wyznaczyły sobie kolejne zadanie – zebranie 1,4 mln zł na wyposażenie domu. I znów się udało, a pingwinek stał się znakiem rozpoznawczym Domu Chłopaków. W tym roku odbyła się licytacja pingwinków-pluszaków, które zrobiła dla dominikanek jedna z firm. Potem pojawiły się torby w pingwinkowy wzór, plecaki i inne gadżety.
Teraz siostry rozpoczęły kolejny etap zbiórki: gromadzą środki na zagospodarowanie przestrzeni w taki sposób, żeby stare budynki komponowały się z nowym pięknym obiektem.
Dlaczego im się udało? Pewnie dlatego, że są otwarte na ludzi i nie wstydzą się swoich chłopaków. Pokazują się z nimi na wszystkich imprezach w gminie i nie tylko. Wypowiadają się w obronie interesów osób niepełnosprawnych, a ich głos jest wiarygodny, bo mądrą miłością kochają nie swoje dzieci. Chłopaki do nich podchodzą, czekają na przytulenie, dobre słowo.
Na koniec mojej wizyty siostra Tymka pokazuje mi zagrodę, przy której pracują osadzeni z aresztu śledczego w Ostrowie Wielkopolskim. Przy okazji przytula Jarka, który wciąż się kręci przy swojej opiekunce, domagając się uwagi. A ona go głaszcze, trochę karci, bo buty zgubił i coś w nowym domu spsocił. Widać, że jest nie tylko menedżerką, która potrafi zbudować dom, nie mając pieniędzy. Jest też przede wszystkim matką i opiekunką dla zagubionego nieco nastolatka, szukającego miłości i akceptacji.
 


Otwarcie domu w Broniszewicach odbyło się 1 września. Uroczystości rozpoczęła Msza św. w intencji chłopaków i darczyńców, a następnie uświetnił je występ sopranistki Katarzyny Zawady, która wcześniej koncertowała charytatywnie na rzecz budowy domu. Kilka tygodni temu nagrała też teledysk o Broniszewicach. Była również degustacja dominikańskiego bigosu, bardzo smakowitego, bo ugotowanego pod okiem broniszewickiej Magdy Gessler, czyli siostry Eliaszy.
O dominikankach z Broniszewic powstała też książka Bronki – siostry od wykluczonych autorstwa Elżbiety Wiater. W tych dniach ma trafić do księgarń.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki