Logo Przewdonik Katolicki

Mamo, tato, nie rób mi teraz zdjęcia

Agnieszka Pioch-Sławomirska
ILUSTRACJA LIDIA SIERADZKA

Z Bogusławą Gontarz o uczeniu dziecka właściwego stosunku do nagości, a rodziców szanowania jego intymności rozmawia Agnieszka Pioch-Sławomirska

Pięciolatek biegający nago na plaży: tak czy nie?
– Nie.
 
Dlaczego?
– W tym wieku dziecko powinno mieć już wyznaczone przez rodziców ogólne zasady i normy społeczne, dobrze jeśli dotyczą one także dbania o granice intymności oraz prywatności względem własnego ciała. Dzięki temu dziecko zyskuje poczucie bezpieczeństwa, bo wie, gdzie jak należy się zachować.
 
Dzieci w tym wieku już wstydzą się nagości?
– Uczucie wstydu zaczyna kształtować się w okresie przedszkolnym – choć dokładny moment to sprawa indywidualna – i jest czymś normalnym na drodze rozwoju psychoseksualnego i socjalizacji. Całkiem naturalne i prawidłowe jest też to, że poczucie wstydu, a zarazem granice intymności będą odmienne w relacjach z rodzicami i osobami obcymi, np. 5-latek raczej nie będzie się wstydził mamy, która wejdzie do toalety albo pomoże mu się przebrać, ale prawdopodobnie poczuje wstyd, gdy zrobi to osoba postronna, choćby przedszkolanka. Analogicznie może poczuć wstyd, gdy przy innych ludziach rozbierzemy go na plaży.
Mówiąc o nagości, warto również pamiętać, że rozwój seksualny zaczyna się w okresie prenatalnym i trwa przez całe życie. W wieku 2,5-3 lat kształtuje się poczucie autonomii dziecka, świadomość tego, że jest odrębne od opiekuna – i to jest moment kluczowy dla dalszego rozwoju społecznego, emocjonalnego i seksualnego dziecka. To też czas, gdy uczy się ono granic, które są między ludźmi, a także stawiać granice, a więc i dbać o prywatność, intymność. W związku z tym to dobry czas, by rodzic powiedział: ciało to coś wartościowego, delikatnego i bardzo osobistego, dlatego bez naszej zgody nikt nie ma prawa go dotykać ani oglądać. Nie należy się z nim afiszować, dlatego rozbieramy się tylko w określonych miejscach i sytuacjach np. u lekarza, w sypialni, w łazience; oraz w relacji z najbliższymi nam osobami, np. mama i tata są sobie bardzo bliscy, więc mogą widzieć siebie nago. Należy tu zaznaczyć, że intymna bliskość dziecka z mamą czy z tatą jest czymś naturalnym, a zarazem innym niż ta łącząca z pozostałymi członkami rodziny: babcią, ciocią, wujkiem. Dlatego, np. gdy nasze dziecko przechodzi trening czystości, nie jest wskazane, by ciocia czy wujek celowo w nim uczestniczyli, przyglądali się, komentowali czy robili zdjęcia. To moment, w którym powinniśmy zadbać o prywatność dziecka. Jeśli zaś dziecko w jakikolwiek sposób wyrazi zakłopotanie nagością swoją bądź innej osoby nawet w przestrzeni domowej, powinniśmy to dostrzec i uszanować, tak jak i inne wyrażane emocje.
 
Ale niektórzy rodzice mówią: nagość jest naturalna, nie robimy z niej w domu tabu, dlaczego więc nasze dziecko nie miałoby biegać na plaży bez kąpielówek?
– Oczywiście, że jest naturalna i nie należy z niej robić tabu, ale dom to nie plaża, która jest miejscem publicznym. To dwa różne konteksty społeczne i od tego, jak my, dorośli, to określimy dziecku, w dużym stopniu będzie zależeć, jak ono będzie takie sytuacje postrzegać.
Bliskość fizyczna dziecka z rodzicem jest czymś naturalnym, a do około 18. miesiąca życia nawet codziennym, choćby ze względu na sprawowanie opieki w zakresie czynności fizjologicznych. Dziecko w sposób naturalny ma też kontakt z nagą piersią mamy, która je karmi, może też go mieć z nagą klatką piersiową taty, który je przytula. Taki bezpośredni kontakt między rodzicami a małym dzieckiem jest bardzo ważny i dobry, buduje matrycę bliskości i więzi na przyszłe jego relacje. Tak samo czymś naturalnym jest zainteresowanie dzieci płciowością, co np. w wieku przedszkolnym może przejawiać się podglądaniem rodziców, którzy się przebierają. Nie należy wtedy krzyczeć, karać czy zawstydzać dziecka, tylko właśnie wtedy porozmawiać o tym, że mama i tata mają różne ciała itp. Tak więc to oczywiste, że w domu są sytuacje, w których widzimy się nago. Ale tak samo jak przekazujemy dzieciom inne zasady – np. że w czasie jazdy samochodem nie należy pić i jeść, bo można się zadławić – tak samo należy uczyć norm związanych z cielesnością, czyli: nagie ciało to coś osobistego i delikatnego, co należy chronić i szanować.
Niektórzy rodzice chodzenie nago po domu traktują jako okazanie akceptacji wobec swojego ciała. Jeśli rodzice nie widzą problemu w nagości w ich „naturalnym” sposobie wychowywania, to prawdopodobnie nie zaburzy to rozwoju dziecka. Jednak takie zachowanie może powodować m.in. zawstydzenie u starszych dzieci. Warto więc rozważyć inne sposoby wyrażania szacunku i akceptacji względem ciała, chociażby poprzez adekwatne do wieku rozmowy, wspólne czytanie książek na temat cielesności i seksualności, naukę dbania o higienę intymną.
 
Inaczej więc tłumaczymy dzieciom nagość w domu i w miejscach publicznych?
– Jeśli powiemy, że nagość w każdej sytuacji i wszędzie jest dopuszczalna, to jest to w naszym kontekście kulturowym nieprawdą, ponieważ nikt nie spaceruje nago po ogólnodostępnej plaży ani nie robi nago zakupów w hipermarkecie – i po to są dorośli, by dziecko zapoznać z zasadami społecznymi w tym zakresie. Nie chodzimy wszędzie nago też dlatego, by dbać o intymne części ciała, które są delikatne i wymagają ochrony choćby na plaży w formie stroju kąpielowego. I o ile dziecko w wieku 3 lat ma prawo czerpać przyjemność z hasania nago i nie widzieć dalszych konsekwencji, bo taki jest jego etap rozwoju i płynąca z niego potrzeba eksploracji, to nie ma ono świadomości, że na plaży ktoś może zrobić mu zdjęcie, które znajdzie się na jakimś portalu albo zostanie wykorzystane w memie. Dziecko jest człowiekiem, a nie jego „zaczątkiem” i w związku z tym ma swoją godność. I to my, dorośli odpowiadamy za to, by chronić dzieci przed nadużyciem ich prywatności, intymności. I to nie jest moim zdaniem kwestia tego, czy ktoś ma takie czy inne podejście do wychowania. Żyjemy w określonej tkance społecznej, która ma określone normy i nie tylko rodzic ma coś do powiedzenia, ale i społeczność, w której żyje dana rodzina.
 
A jeśli na plaży obok mnie biega goły sześciolatek, a mój sześciolatek w kąpielówkach patrzy na niego zdziwiony, powinnam zareagować?
– Prawo, a nawet obowiązek zareagowania mamy zawsze wtedy, gdy czujemy, że jakaś sytuacja jest przekroczeniem granic prywatności czy też może zagrażać zdrowiu albo bezpieczeństwu naszego dziecka. Jeśli przebywamy na plaży, a czyjeś zasady co do nagości na plaży są odmienne od naszych, warto w tym momencie porozmawiać. Niektórzy rodzice mogą po prostu tak postępować z braku świadomości, chociażby np. tego, w jakim stopniu internet może wykorzystać zdjęcia czy filmy z udziałem ich dzieci. Na to, czy inny rodzic to uwzględni, czy nie, wpływu nie mamy. Poza tym nie chodzi o to, by swoimi uwagami innych rodziców pouczać, edukować czy zmieniać, ponieważ różne są style wychowywania, ale by pokazać naszym dzieciom reprezentowane przez nas zasady oraz to, że mamy prawo wyznaczać granice, jeżeli chodzi o intymność, oraz szanować i chronić ciało w sposób dla nas istotny.
 
Czy przekroczeniem tych granic są zdjęcia dzieci siedzących na nocniku albo w kąpieli? Kiedyś robiło się takie aparatem analogowym, odbitkę umieszczało w rodzinnym albumie. Dziś technologia daje niemal nieograniczone możliwości. Ale czy nie dajemy się zwariować, obawiając się wszędzie możliwych nadużyć?
– Wracamy tu do rozróżnienia systemu rodzinnego i systemu społecznego. Czym innym jest posiadanie zdjęcia w rodzinnym albumie do użytku najbliższej rodziny, z możliwością, by młody człowiek gdy dorośnie, mógł nie zgodzić się, żeby je pokazywać; by mógł zabrać je z tego albumu czy nawet spalić, żeby pokazać swoje granice i powiedzieć: OK, być może wszyscy się cieszycie, że byłem takim słodkim małym „golaskiem”, ale ja nie chcę, żeby inni na to patrzyli, czuję się zakłopotany. A co innego gdy mówimy o zdjęciu robionym cyfrowo i umieszczanym w sieci, do którego dostęp ma nie tylko rodzina. Poza tym nawet jeśli mama czy tata po jakimś czasie usuną zdjęcie z Facebooka czy Instagrama, to i tak do końca nie ma pewności, czy ktoś już nie zdążył go zapisać i wykorzystać w niepowołany sposób. W cyfrowej rzeczywistości możemy łatwo utracić możliwość zadbania o prywatność dziecka tak jak by ono sobie tego życzyło. Tym samym umieszczając zdjęcie w sieci, możemy pozbawić dziecko zadecydowania o tym, co ma i może się stać z danym zdjęciem. Młodzież, z którą pracuję, mówi: w internecie nic nie ginie – i to prawda.
To my, dorośli, odpowiadamy za to, kiedy i w jakich sytuacjach fotografujemy dziecko i co dalej z tymi zdjęciami zrobimy. Należy być również uważnym na emocje małego dziecka, które może jeszcze nie mieć takich umiejętności komunikacyjnych, by wprost wyrazić zawstydzenie czy powiedzieć: mamo, tato, nie rób mi teraz zdjęcia. Naszym zadaniem jest nauczyć dziecko dbać o siebie – nie tylko o cielesność, ale i o inne sfery rozwoju. Jeśli tego nie zrobimy, skutki mogą pojawić się później.
  



Bogusława Gontarz
Absolwentka psychologii KUL oraz Studium Terapii Dzieci i Młodzieży Dolnośląskiego Centrum Psychoterapii. Terapeutka uzależnień behawioralnych i psychoterapeutka (w trakcie 5-letniego kursu przygotowującego do egzaminu na certyfikat psychoterapeuty SNP PTP atestowanego przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne i Polskie Towarzystwo Psychiatryczne). Prowadzi warsztaty i szkolenia psychologiczne. W swojej pracy uwzględnia wartość relacji międzypokoleniowych, a zarazem indywidualność każdej osoby

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki