Logo Przewdonik Katolicki

Prawo dziecka do intymności

Bogna Białecka
Fot.

Wakacje dobiegają końca, wielu rodziców udostępnia znajomym i rodzinie za pośrednictwem internetu zdjęcia z urlopu. Warto zastanowić się nad jedną kategorią zdjęciami waszych dzieci.

Wakacje dobiegają końca, wielu rodziców udostępnia znajomym i rodzinie za pośrednictwem internetu zdjęcia z urlopu. Warto zastanowić się nad jedną kategorią – zdjęciami waszych dzieci.

Krótki przegląd po znajomych na Facebooku dał bardzo pozytywny obraz. Zdjęcia dzieci – udostępniane wyłącznie osobom znajomym, wszystkie bardzo ładne. I tak na przykład Rysio mając dwadzieścia lat, nie będzie się wstydził zdjęcia udostępnionego przez mamę, gdy miał lat trzy. Jednak nie zawsze wygląda to tak różowo. Rodzice (szczególnie ci, którzy z techniką nie mają zbyt wiele wspólnego) często bez zastanowienia udostępniają całemu światu zdjęcia swoich dzieci, co gorsza, czasem są to fotografie, na których pociechy wyglądają (delikatnie rzecz ujmując) kompromitująco czy wręcz śmiesznie.

Zdjęcia z wakacji

Mam niewiele zdjęć z mojego dzieciństwa. Chrzest, potem kilka slajdów z czasów, gdy miałam trzy lata i kręcone blond loki. Dłuuuugo nic, skwaszone zdjęcie z cuchnącym (do tej pory pamiętam) sztucznym misiem, wykonane, kiedy miałam pięć lat, i zdjęcia z Pierwszej Komunii Świętej. Współczesne dzieci mają robione pięćset zdjęć na miesiąc, a jeśli jako rodzice nie zaczęliście jeszcze rozwoju dziecka dokumentować, warto zacząć to robić. Serdecznie namawiam.

Problem zaczyna się, gdy decydujemy się udostępnić fotografie dalszej rodzinie czy przyjaciołom. Podstawowa zasada brzmi: to, co raz znajdzie się w sieci, nigdy z niej nie znika. Nawet wykasowane zdjęcie mogło wcześniej zacząć „żyć” w internecie. Dlatego naprawdę warto zadać sobie kilka pytań, zanim upublicznimy zdjęcie dziecka.

Po pierwsze, czy nie jest ono poniżające? Być może wyda nam się dziś zabawne, jednak za kilka lat, gdy nasz syn czy córka podejmie starania, by uzyskać aprobatę przyjaciół, ktoś je odnajdzie i łaskawie przypomni je naszemu dziecku. Urocze zdjęcia dziecięcych fochów czy zabawnych wpadek pozostawmy dla siebie. Tym bardziej że (jeśli są wystarczająco poniżające) mogą się stać tzw. memami, czyli obrazkami rozprzestrzeniającymi się po internecie ze złośliwym podpisem.

Po drugie, zwróćmy uwagę, czy nie eksponujemy nagości dziecka. Poza problemem przyszłego poniżania proszę zdać sobie sprawę, że wrzucone do sieci zdjęcie nagiego dziecka prędzej czy później wyląduje na serwerze z pedofilską pornografią. Badania naukowe pokazują, że większość gwałtów na dzieciach jest dokonywana przez osoby znane – znajomych, przyjaciół czy nawet członków rodziny dziecka. Być może (ufam) macie takie grono przyjaciół i znajomych, że nie jest to problemem, ale... czy naprawdę sprawdzacie na przykład, kogo dokładnie przyjmujecie do grona znajomych w mediach społecznościowych? Nawet jeśli wasze dziecko nie stanie się ofiarą, musicie zdać sobie sprawę, że podniecony zdjęciem pedofil może dokonać gwałtu na innym dziecku. Przepraszam, że o tym piszę wprost, ale takie są realia. Publikacja Fundacji Dzieci Niczyje pt. Pomyśl zanim wrzucisz doradza (bardzo rozsądnie): „Zastanów się również, zanim wrzucisz do internetu zdjęcia swojego dziecka z plaży – w kostiumie kąpielowym lub bez. Dla ciebie to radosne wspomnienia, dla osób o skłonnościach pedofilskich pożywka dla chorej wyobraźni. A przede wszystkim pomyśl czy za kilka lat dziecko nie będzie ci miało za złe, że jego intymne zdjęcia trafiły do internetu”.

Jaka jest na to rada? Zapoznaj się z możliwościami ochrony swych dzieci w internecie (jak Faceboook, instagram, Nasza klasa, flickr itp.), a przede wszystkim: jeśli zrobiłeś zdjęcie swojemu synowi w samej kusej koszulce, pokazującego język fotografowi – możesz to zdjęcie ewentualnie pokazać (wydrukowane!) najbliższej rodzinie (żona, mąż, rodzice), jednak w żadnym wypadku nie wrzucaj do sieci!

Inne formy naruszania intymności dziecka

Jako mama czwórki dzieci zdaję sobie sprawę, że czasem (szczególnie gdy temperatura powietrza dobija 35°C, a dzieci osiągają szczyt wygłupów) mielibyśmy ochotę, by ktoś przyszedł i uspokoił nasze pociechy, poddał swoistej dyscyplinie. W pułapkę tę wpadło wielu rodziców, którzy kilka lat temu zdecydowali się wziąć udział w programie „Superniania”. Sprawę opisuje dojmująco w wielu artykułach Anna Golus. W pierwszym artykule z serii „Intymność na sprzedaż”, opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym”, autorka uświadamia nas: „W programach prowadzonych przez Dorotę Zawadzką, a ostatnio także w <<Surowych rodzicach>> i <<Idealnej niani>>, widzowie mogą oglądać zachowania dzieci w sytuacjach trudnych (intensywne emocje), intymnych (kąpiel, załatwianie potrzeb fizjologicznych) i upokarzających (nagość, publiczne karanie), a więc naruszających prawo dziecka do godności i prywatności”. 

Jak sądzę, większość rodziców, którzy zgłaszają się do takich programów, zwyczajnie czuje się bezradna i ma nadzieję, że interwencja fachowca pomoże w rozwiązaniu codziennych problemów.  Choć osobiście nigdy nie oglądałam odcinków polskiej „Superniani”, wiem, że proponuje ona rozwiązania, które naprawdę dobrze się sprawdzają (o ile są konsekwentnie stosowane). Pani Golus zwraca jednak uwagę na problem naruszania prawa dziecka do intymności i poszanowania jego godności. Jeżeli czują się Państwo bezradni w kwestii radzenia sobie z zachowaniami dzieci, lepiej zwrócić się indywidualnie do zaufanego psychoterapeuty, niż zgłaszać do udziału w programie telewizyjnym.

A co robić, gdy dzieci same publikują swoje zdjęcia?

Niestety, żyjemy w czasach, gdy nawet najbardziej niechętny wobec komputerów rodzic musi poznać tajniki internetu, by pomóc swojemu dziecku. Kluczowe zadanie stoi przed ojcem. Badania naukowe pokazują na przykład, że to ojciec ma największy wpływ (nie koleżanki) na nastolatkę, jeśli chodzi o jej zachowania związane z seksualnością.

Ciekawe badanie na ten temat opublikowano w ubiegłym roku w czasopismie “Sexuality & Culture”. Wśród młodych dziewcząt popularne jest oglądanie kanału telewizyjnego MTV, gdzie między innymi nadawane są dwa programy: 16 and Pregnant (Mam 16 lat i jestem w ciąży) oraz Teen Mom (Nastoletnia mama). Pokazują one problemy, z którymi muszą zmagać się nieletnie matki. Wiele osób, zarówno psychologów, pedagogów, jak i rodziców, zastanawia się nad realnym wpływem tych programów. Czy zniechęcają dziewczęta do rodzenia dzieci, zachęcają do stosowania antykoncepcji, korzystania z aborcji, czy może powodują refleksję nad tym, czy warto w ogóle podejmować współżycie seksualne w tym wieku?

 Paul Wright, Ashley Randall i Analisa Arroyo zbadali zachowania seksualne kilkuset nastolatek oglądających te programy. Okazało się, że zachowania dziewcząt zależą od zupełnie innego, pojedynczego czynnika –  od tego, czy i jak ich ojcowie rozmawiają z nimi o kwestiach miłości i seksu. Stąd apel do ojców – rozmawiajcie z córkami na temat tego, jak chłopcy mogą spostrzegać i oceniać ich zbyt wiele eksponujące zdjęcia.

 Zdaję sobie sprawę, że wielu rodziców przeraża myśl o internecie i mediach. Czujemy się bezradni w świecie, w którym nasze dzieci czują się jak ryba w wodzie. Dlatego warto zawsze pamiętać o prostej zasadzie: “Jeśli danego zdjęcia nie pokazłbym z czystym sumieniem babci lub wychowawczyni mojego dziecka, to lepiej go w ogóle żaden sposób nie upowszechniać”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki